Klub miłośników turystyki kamperowej - CamperTeam

Kamperowanie - Jaki wyjazd kamperem to już extrema waszym zdaniem?

janusz - 2013-03-23, 14:40
Temat postu: Jaki wyjazd kamperem to już extrema waszym zdaniem?
Właśnie w Discovery jest program o wyprawie terenówkami na Syberię. Śnieg, mróz do -60 stopni. Auta których silniki nie są wyłączane przez 24 godziny na dobę.
Jasne to extremum.
Ciekaw jestem Waszego zdania co jest już ekstremą dla normalnego kampera i dla kamperowicza, nie ekstremalnego wyczynowca.
Jakie macie doświadczenia w kamperowaniu w trudnych warunkach, nie chodzi o konkretnie zimowe ale o odbiegające od standardów turystycznego lajtowego kamperowania.

wbobowski - 2013-03-23, 14:44

janusz napisał/a:
ale o odbiegające od standardów turystycznego lajtowego kamperowania

Maroko :haha: :haha: :haha: :haha: :haha: :haha: :haha:

Tadeusz - 2013-03-23, 14:44

janusz napisał/a:
Jakie macie doświadczenia w kamperowaniu w trudnych warunkach, nie chodzi o konkretnie zimowe ale o odbiegające od standardów turystycznego lajtowego kamperowania.


Moje letnie kamperowanie odbiega wyraźnie od lajtowego turystycznego kamperowania. :)

Kamper stoi na brzegu, a my przez kilka miesięcy pętamy się po wodzie na jachcie. :wyszczerzony:

Czasami bywa ekstremalnie. :ok

:spoko

janusz - 2013-03-23, 15:12

wbobowski napisał/a:
Maroko :haha: :haha: :haha: :haha: :haha: :haha: :haha:

Bez przesady, tam są asfaltowe drogi, supermarkety, kempingi, internet co to za extrema?

Ducati - 2013-03-23, 15:17

Każdy z nas ma inne wyobrażenie o kamperowaniu. Dla mnie ekstremalny był wyjazd do Mehamn http://www.mehamn.net/webkamera/. Miesiąc za kółkiem prawie 10 tys km przejechanych km, a obrazów z tego wyjazdu nie zapomnę do końca życia. Z resztą widać, że Skandynawia jest dla nas miejscem o niezapomnianych krajobrazach, miejscem bezpiecznym i dającym odczucie bezpieczeństwa i WOLNOŚCI :kamp2
kazbar - 2013-03-23, 16:02
Temat postu: Re: Jaki wyjazd kamperem to już extrema waszym zdaniem?
janusz napisał/a:

Ciekaw jestem Waszego zdania co jest już ekstremą dla (...) kamperowicza, nie ekstremalnego wyczynowca.


Widzę Janusz, że coś Cię jednak gryzie :gwm

Odpowiedź:
- szastanie kasą na caravaning by "na siłę" poznać świat.

Po mojemu (że parafrazuję Cejrowskiego), Kamper jest TYLKO narzędziem w ręku podróżnika, takim samym jak samolot czy barka płaskodenna (jakiś czas temu próbowano dyskutować na łamach "Polskiego Caravaningu" o rzecznym caravaningu. W podtekstach padło pytanie...Czy barka to kamper (przyczepa)? Moim zdaniem. TAK. Też :spoko

Użyłem słowa "podróżnika", bo za takiego Cię Janusz miałem.

Ekstrema w caravaningu (moim zdaniem. Podkreślam. Moim) dzieli się na kilka podgrup:

1. Caravaning zlotowy
2. Caravaning weekendowo-wakacyjny
3. I...Caravaning fulltimers ( nie mogę niestety znaleźć odpowiednika w języku polskim. Przykładem niech tu będą więc koledzy tacy jak np: Medard Formela ,and123 czy Tadeusz. Nie ważne więc jest gdzie, jak i czym. Ważna jest idea caravaningu.

Miałem się już nie odzywać tutaj nigdy (CT). Po wielokroć razy sobie to tłukłem do łba ale to forum ma taką moc, że nie można powiedzieć NIE.

Sorki Janusz ale dla mnie to właśnie jest extrema w podróżach ("Twoje" i innych Marko). Być może jednak nie należy łączyć caravaningu z podróżami. Być może caravaning to mieć kampera czy przyczepę+holownik i cieszyć się turystyką. Nie wiem :niewiemm

:spoko

lepciak - 2013-03-23, 17:50

kazbar
Cytat:
Odpowiedź:
- szastanie kasą na caravaning by "na siłę" poznać świat

Pamiętam Twoje posty kiedy opisywałes jak "szastałeś" papierosami chcąc zbliżyć się do Arabów.
Każdy uprawia caravaning na jaki go stać. Czasami jest tylko kibicem turystyki bo na tyle tylko może sobie pozwolić i dla niego to też pewnego rodzaju ekstrema.

kazbar - 2013-03-23, 19:21

Chyba się nie rozumiemy albo ja czegoś nie kumam.
Zwiedziłem np: Egipt od Alkexandrii po Asunan. Urlopowo, niekamperowo. Miałem tak samo wolną rękę jak w kamperze by nie tylko zwiedzić kawał świata ale też by wtopić się w dzień codzienny mieszkańców. Inni turyści leżeli na plaży a ja ubrany w gallabiję włóczyłem się to tu, to tam. Podobnie, będąc np: w Rumunii, (kamperowo) właziłem wieczorem na piwo do wiejskich "mordowni", gdzie trzeba było mieć nie na tyle dużo odwagi co ciekawości.
Mam do dzisiaj przyjaciół od papierosa w Egipcie, od piwa w Rumunii do mordobicia w Polsce.

Przepraszam, ale do Egiptu co prawda mógłbym pojechać na upartego kamperem na 3 tygodnie, śmiem twierdzić, że nie poznałbym w tak krótkim czasie tam niczego tego, co poznałem lecąc samolotem i podróżując np: pociągiem.

Dodam więc dla uzupełnienia:
Extremą w caravaningu jest zaprzeczenie caravaningu.

:spoko

BiG Team - 2013-03-23, 19:51

kazbar napisał/a:
Extremą w caravaningu jest zaprzeczenie caravaningu.

w takim razie co jest zaprzeczeniem caravaningu, rozwiń bo nie rozumiem o co chodzi :shock:

janusz - 2013-03-23, 20:13

Kaziu wszędzie widzisz podtekst. Daruj sobie nasze Maroko bo nie o tym tu mowa.
Napisałem na początku skąd ten temat i przyszedł do głowy. Jest jeszcze drugi powód. Zaproszenie na czerwiec do Rosji. Jest na forum. Dla niektórych myślę, że to też byłaby ekstrema. Jeżdżą karawany kamperów do Chin. O taką ekstremę mi chodzi a nie o ekstremę jak objechać Europę za jedno euro.
kazbar napisał/a:
Miałem się już nie odzywać tutaj nigdy (CT). Po wielokroć razy sobie to tłukłem do łba ale to forum ma taką moc, że nie można powiedzieć NIE.

Jak będziesz chciał to powiem Ci skąd ta moc się bierze :bajer

kazbar - 2013-03-23, 20:22

BiG Team napisał/a:
kazbar napisał/a:
Extremą w caravaningu jest zaprzeczenie caravaningu.

w takim razie co jest zaprzeczeniem caravaningu, rozwiń bo nie rozumiem o co chodzi :shock:


Napisałem, że caravaning jest narzędziem w ręku podróżnika.
Młotek też jest narzędziem w ręku majstra. Jeśli majster ma wbić gwoźdź do ściany młotkiem (czyli narzędziem do wbijania a dawniej też wyciągania gwoździ...) z drewnianą rękojeścią za 5 zł a za 50 zł z identycznym żelastwem lecz pięknym, plastikowym "energooszczędnym z pierwszej półki", to ja jako majster wybieram ten za 5 zł.

Zaprzeczeniem młotka jest więc młotek. Tak jak caravaningu, caravaning.
Przepraszam za porównanie caravaningu do młotka. Tak mi się wyrwało :spoko

Mutek - 2013-03-23, 20:22

Według mnie ekstremalny wyjazd to taki zaraz po otrzymaniu emerytury i nieważny jest kierunek ważne jest to by sobie jakoś poradzić finansowo bo pieniążki na powrotne paliwo będą na koncie dopiero za miesiąc. :haha: :haha: :haha:

Zibi :(

Camper Diem - 2013-03-23, 20:22

janusz napisał/a:
O taką ekstremę mi chodzi a nie o ekstremę jak objechać Europę za jedno euro.

każdy ma swoje własne ekstremum :spoko

BiG Team - 2013-03-23, 20:30

kazbar napisał/a:
BiG Team napisał/a:
kazbar napisał/a:
Extremą w caravaningu jest zaprzeczenie caravaningu.

w takim razie co jest zaprzeczeniem caravaningu, rozwiń bo nie rozumiem o co chodzi :shock:


Napisałem, że caravaning jest narzędziem w ręku podróżnika.
Młotek też jest narzędziem w ręku majstra. Jeśli majster ma wbić gwoźdź do ściany młotkiem (czyli narzędziem do wbijania a dawniej też wyciągania gwoździ...) z drewnianą rękojeścią za 5 zł a za 50 zł z identycznym żelastwem lecz pięknym, plastikowym "energooszczędnym z pierwszej półki", to ja jako majster wybieram ten za 5 zł.

Zaprzeczeniem młotka jest więc młotek. Tak jak caravaningu, caravaning.
Przepraszam za porównanie caravaningu do młotka. Tak mi się wyrwało :spoko

czyli chodzi wyłącznie o kasę, a jeszcze miałem nadzieję...

janusz - 2013-03-23, 20:40

Cytat:
każdy ma swoje własne ekstremum :spoko

No właśnie o to chodzi chodzi. Jakie jest dla Ciebie ekstremum. Nad jaką wyprawą zastanowiłbyś się, jechać czy nie jechać. Ja wiem, że to się zmienia. To tak jak adept na narciarza, na początku zastanawia się jak zjechać z oślej łączki a po kilku sezonach zjeżdża z Kasprowego. Gdzieś tam wcześniej napisałem, że chętnie pojechałbym dookoła morza Czarnego ale na dzisiejszy stan mojej nazwijmy to "wiedzy podróżniczej" chyba miałbym stracha. I to stracha o wiele rzeczy. O to że samochód popsuje się, że nie będzie gdzie nocować bezpiecznie. Właśnie o takie ekstrema mi chodzi.

Cyryl - 2013-03-23, 20:40

dla mnie ekstremalnym wyjazdem byłby miesięczny wyjazd z Szymkiem i NoName jednym kamperem, albo jazda z rozwolnieniem kamperem w którym zatrzasnęły się drzwi od WC.
kazbar - 2013-03-23, 20:44

janusz napisał/a:
Jest jeszcze drugi powód. Zaproszenie na czerwiec do Rosji. Jest na forum. Dla niektórych myślę, że to też byłaby ekstrema.


Ludzie kochani...Nie róbcie z Rosji extremy. Nie przyszło mi to nawet do głowy, że o Rosji tu może być mowa. Rosja to cel współczesnego caravaningu. Europa Zachodnia już zapchała się caravaningiem. Kamperem na Zachód, to jak w getto caravaningu. Wschód stoi otworem. Tam przepiękne krajobrazy i fantastyczni ludzie, których żaden podróżnik nie może pominąć w swoich planach :spoko

Sam planuję z pewną ekipą podróż do Władywostoku. Już rozmawiałem o tym z Grzesiem Fischerem. Niestety nie udało mi się spotkać za jego pośrednictwem z rosyjskim kamperowiczem Andrejem Artykułowiczem (moja Basia miała w tym czasie zabieg chirurgiczny) ale co ma wisieć, nie utonie :haha:

Jaka extrema??? Wsiadać i jechać.
Oto caravaning :bigok

cirrustravel - 2013-03-23, 21:01

Dla mnie extrema (jak do tej pory) to ślepe słuchanie nawigacji, by dojechać z Warszawy do Malborka kamperem w zimie. W zasadzie w Warszawie zimy już nie było, w miarę fajna pogoda i wtedy pani z nawigacji mówi skręć w lewo, potem w prawo...
Jeszcze w miarę główna droga, ale zaczęła się zima...



Przestawało być wesoło...



Nagle trzeba było wjechać w las lub wracać się kilkadziesiąt kilometrów. Wjazd nie był taki zły, więc wjechałem...



A potem się modliłem, by nie stanąć... Nawigacja pokazywała "możesz jechać 90km/h" a ja jechałem z sercem na ramieniu 15-20km/h.
Na szczęście wyjechałem z tego lasu. Gdzie to było? Nie wiem.

A tak przyszłościowo, to w TVN TURBO jest teraz taki program, gdzie kierowcy jeżdżący zazwyczaj pod biegunem teraz jeżdżą "drogą śmierci" - tam się wybrać kamperem to wg mnie byłoby extremum.



http://www.motofilm.pl/20...autobusu-video/

kazbar - 2013-03-23, 21:01

Mutek napisał/a:
Według mnie ekstremalny wyjazd to taki zaraz po otrzymaniu emerytury i nieważny jest kierunek ważne jest to by sobie jakoś poradzić finansowo bo pieniążki na powrotne paliwo będą na koncie dopiero za miesiąc. :haha: :haha: :haha:

Zibi :(


A ja to przeliczyłem wyobraź sobie! Księgowym jestem więc możesz mi wierzyć. Jeśli by brać pod uwagę caravaning do krajów, gdzie "życie" (a często też paliwo) jest 200-u krotnie tańsze niż w Polsce, Europie (północna Afryka...benzynka...30 groszy/litr. Maroko 2 zł...oj jak drogo!!!), to największym problemem będzie przejechać Europę. Mając jednak czas i najskromniejszą nawet emeryturę można ja pokonać w kilka miesięcy i też bez uszczerbku dla normalnego życia, jakie znamy w Polsce.

Nie licz kasy. Licz czas.

:spoko

Argo - 2013-03-23, 21:48

kazbar napisał/a:
Nie licz kasy. Licz czas.

:spoko

I o to chodzi, a nie jak niektórzy, caravaning traktują jak sport i zamiast wypoczynku mają zawody w bieganiu i oglądaniu.

kazbar - 2013-03-23, 22:46

Takim max extremum do n-tej potęgi jest dla nas Europejczyków Wschodnich przejęcie stylu caravaningowego życia od naszych zachodnich kolegów. Caravaning czy Campering (jak zwał, tak zwał, wsio jedno) tu i tam, to jedno wielkie nieporozumienie. My traktujemy caravaning jako fajną formę spędzenia wolnego czasu w sobotę i niedzielę za niebagatelną kasę (kamper kosztuje.Tak jego zakup jak i eksploatacja!). Jeśli padnie nam w kalendarzu urlop, który uda się zgrać z dziećmi, wnukami czy nawet własną żoną nie wspominając już o tak przyziemnych obowiązkach jak dbałość o dom czy mieszkanie)...ruszamy w świat. W ciągu kilku dni łapiemy wolność i przygodę pełnymi garściami. Zapominamy jednak, że caravaning w Polsce to przedszkole podczas gdy za Odrą to już pierwsze klasy gimnazjum. Przykład tam idzie z góry a raczej z zachodu. Niepodważalną kolebką czaravaningu jest USA i w tym kierunku zwracają się się oczy Europy.
Coraz więcej Francuzów, Niemców czy Anglików, wzorem amerykańskich kolegów porzuca dotychczasowe życie przesiadając się na kampery. Gdy nie wiadomo o co chodzi, chodzi o pieniądze. Chodzi też o wolność,o niezależność, o bakcyl poznawania świata.

Ekstremalne extremum na caravaning....
Sprzedaj czego dorobiłeś się, zabezpiecz tak gotówkę, by dawała ci dodatkowe, minimalne profity emerytalne. Kup wymarzonego kampera i jedź w świat łykając resztki młodzieńczej fantazji.

Jaki wyjazd kamperem to już extrema waszym zdaniem?

WOLNOŚĆ

gryz3k - 2013-03-23, 23:16

Nie bardzo Cię Kazbar rozumiem.
Stawiasz campering jako dobro najwyższe. Wartość samą w sobie. Piszesz o innych nacjach podróżujących kamperami non stop. Inni przedstawiciele tych nacji podróżują innymi środkami transportu. W Wietnamie poznałem gościa z Tajwanu, który wyszedł z domu z plecakiem i podróżował tak już 2 lata.
Takie osoby to wyjątki. Są to ludzie, którzy jednemu aspektowi życia poświęcają wszystko.
Większość z nas uprawia sex, ale nie należy do klubu swingersów ani nie pracuje w agencji towarzyskiej.

Większość osób nie chce tak robić. I dobrze. :idea

Jeżdżenie kamperem nie jest dla mnie w ogóle przeżyciem ekstremalnym. Mamy wygodny samochód, w którym w razie zmęczenia możemy się przespać. Możemy też coś ugotować jak jesteśmy głodni. Mamy nawet ogrzewanie, żeby było nam ciepło.
Kamper z definicji nie jest ekstremalny. :ok

Ludzie lubią uważać, że dokonują czegoś wyjątkowego. Kamperowanie tym nie jest.
Przypomniała mi się opowieść kilku gości, którzy obłożeni gps-ami, telefonami satelitarnymi i tym podobnymi gadżetami udali się silnymi motocyklami i silną grupą na Syberię. Gdzieś w szczerym polu spotkali Japonkę na Suzuki 250 cm. Jechała z domu do Europy szukać męża. Nie miała nawet mapy. Chłopcy bardzo szybko uznali, że są raczej miękkie siurki :spoko

Ja osobiście miałem kilka ekstremalnych /dla mnie/ wyjazdów, ale żaden z nich nie był kamperem :spoko

janusz - 2013-03-23, 23:20

Kaziu cały czas nie bardzo mogę dogonić Twoich myśli. Znam kilku Polaków którzy tak robią. Nawet nie musieli sprzedać wszystkiego. Co tu daleko szukać And123.
Czemu Ty tak nie zrobiłeś?

fortero - 2013-03-23, 23:21

drogi śmierci to i unas są jeżdżenie po naszy m kraju to exstremum
gryz3k - 2013-03-23, 23:44

fortero napisał/a:
drogi śmierci to i unas są jeżdżenie po naszy m kraju to exstremum


Nie jeździłeś widać drogami poza Europą :spoko

fortero - 2013-03-23, 23:47

a co polecasz poza europą gdzie mam jechać
Cyryl - 2013-03-24, 05:26

kazbar napisał/a:


Nie licz kasy. Licz czas.

:spoko


powiedz to mojej żonie, to dopiero zobaczysz co to są ekstremalne przeżycia.

kazbar - 2013-03-24, 08:57

janusz napisał/a:
Kaziu cały czas nie bardzo mogę dogonić Twoich myśli. Znam kilku Polaków którzy tak robią. Nawet nie musieli sprzedać wszystkiego. Co tu daleko szukać And123.
Czemu Ty tak nie zrobiłeś?


Nie jestem jeszcze emerytem. Muszę poczekać parę latek :gwm

janusz - 2013-03-24, 09:06

Cytat:
Nie jestem jeszcze emerytem. Muszę poczekać parę latek :gwm

Ja też, a później kto wie może zostanę prawdziwym kamperowcem - podróżnikiem.
Wcześniej napisałeś, że uważałeś mnie za podróżnika. To jest nie tak. Mnie rajcuje kamper jako taki, ja nie jestem podróżnikiem, w gruncie rzeczy jestem domatorem. Ponieważ kamper był moim marzeniem od zawsze i marzenie mi się spełniło, to jestem zadowolony. Ponieważ mam kampera i jakieś tam możliwości używania go, to na wyjazdy nie jadę podróżować tylko kamperować. Poznawanie świata, ludzi, zabytków, widoków jest jakby przy okazji. Kamper nie jest dla mnie narzędziem podróżnika, jest podmiotem. To do niego i jego możliwości dostosowywane są trasy, scenariusze wyjazdu, nie odwrotnie. Podróżnikowi kamper raczej przeszkadza. Jest taki utarty slogan, że kamper to moja wolność. Moim zdaniem to nie prawda. Wielu ludzi a miedzy innymi i ja jest niewolnikiem kampera.

lepciak - 2013-03-24, 09:29

Cyryl
Cytat:
powiedz to mojej żonie, to dopiero zobaczysz co to są ekstremalne przeżycia

I nie potrzeba do tego kampera. Wystarczy nieprzemyślane wejście męża do sklepu z damskimi ciuchami w którym grasuje jego żona.

krzysztofCz - 2013-03-24, 09:48

Ekstremą jak widać dla jednych jest posiadanie kampera, dla innych cała podróż czy pojedynczy wypad. Ja skromnie zaproponuję Wam przejechanie z Baligrodu do Wołkowyji :lol: W/g znaków było, że droga nie remontowana i trzy brody. Drogi u nas wszędzie nie remontowane więc mnie to nie przeraziło... a trzy brody... nie miałem pojęcia co znaczą, jak się dowiedziałem (zobaczyłem) było już za późno na powrót. Dodam tylko, że dziwne jest uczucie kiedy kamper na hamulcach jedzie szybciej niż osuwające się kamienie. Po tym odcinku wiedzieliśmy z Ewą, że kamper wiele potrafi choć na to nie wygląda :szeroki_usmiech :spoko
sum - 2013-03-24, 10:27

Dla mnie najbardziej ekstremalnym kamperowcem byl Niemiec którego spotkałem w drodze do Mongolii na terenie Rosji w drodze objazdowej Kazachstan. Jechał już z powrotem ciągnąc samochodem nową przyczepę kampingową z urwanym amortyzatorem. Poruszał się ok 20 km/h drogą której lepiej aby wcale nie było a kiedyś była asfaltowa. Co chwila wyprzedzały go ciężarówki zajeżdżając drogę i ochlapując błotem z ogromnych kałuż. Gdy wróci do domu będzie bochaterem wielu spotkań i opowieści, ale ja mu nie zazdroszczę tej męczarni i drogowych upokorzeń które musiał przeżyć.
Cyryl - 2013-03-24, 11:23

sum napisał/a:
... i drogowych upokorzeń które musiał przeżyć.


możesz wyjaśnić o jakich upokorzeniach piszesz?

sum - 2013-03-24, 11:59

Takim zestawem na tej drodze stawał się zawalidrogą. Jechał najwolniej i starając się ominąć dziury najszerzej. Kierowcy ciężarówek i innych pojazdów okazywali swoje niezadowolenie ochlapując go błotem, nie zachowując bezpiecznej odległości przy wymijaniu lub wyprzedzaniu, zajeżdżając drogę i trąbiąc bo takie są tam obyczaje których nie pochwalam alenie mogę nie zauważyć
Cyryl - 2013-03-24, 12:09

czy bezpieczna jazda jest upokorzeniem?

czy według Ciebie lepiej jechać bezpiecznie, czy tak aby zaspokoić oczekiwania innych.

według mnie jeżeli ktoś trąbi, to wystawia świadectwo o sobie, a nie upokarza obtrąbianego.

a gdy jedziesz wolno holując inne auto, też czujesz się upokorzony z powodu bycia zawalidrogą?

sum - 2013-03-24, 12:32

Cyrylu: bezpieczna jazda nie jest upokorzeniem
Lepiej jechać bezpiecznie niż zadowalać innych a ci co trąbią to źli ludzie
Gdy ciągnę inne auto to jest to sytuacja przymusowa i dla wszystkich zrozumiała i nie czuję się zawalidrogą.
Faktem jednak jest że większość kierowców uważa drogę za miejsce pracy lub sprawnego poruszania się i batdzo ich denerwuje gdy droga jest wykorzystywana do uprawiania hobby, obrzędów religijnych czy sportów utrudniających albo czyniących niebezpiecznym korzystanie z drogi przez pozostałych uczestników ruchu. Nie pochwalam tego i uważam że zakaz poruszania się furmanek, rowerów, ciągników i pieszych po drogach szybkiego ruchu to rażąca niesprawiedliwość bo każdy powinien korzystać z drogi jak mu się podoba.

Cyryl - 2013-03-24, 12:42

sum napisał/a:
Cyrylu: bezpieczna jazda nie jest upokorzeniem...
...Faktem jednak jest że większość kierowców uważa drogę za miejsce pracy lub sprawnego poruszania się i batdzo ich denerwuje gdy droga jest wykorzystywana do uprawiania hobby, obrzędów religijnych czy sportów utrudniających albo czyniących niebezpiecznym korzystanie z drogi przez pozostałych uczestników ruchu...


no ale pisałeś o jakimś upokorzeniu, jakim?

to piszesz w imieniu wszystkich kierowców, czy swoim?
bo przynajmniej ja tych zdenerwowanych kierowców widzę w zdecydowanej mniejszości.

janusz - 2013-03-24, 12:46

sum, Cyryl, Przecież to nie watek polityczny ani wyznaniowy. Czy to już kłótnia i trzeba reagować, czy jeszcze dyskusja? :haha: :bajer
Cyryl - 2013-03-24, 12:59

nie jest kłótnia, ale sprawdzenie, kogo w razie potrzeby poprosić o holowanie, a kto może się poczuć upokorzony.
sum - 2013-03-24, 15:21

Cyryl jeśli dzięki mnie dowiedziałeś się tego co Cię interesowało to na zdrowie! Ale następnym razem nie kombinuj tylko pytaj i mów szczerze o co Ci chodzi
eMWu - 2013-03-24, 21:26

wystarczy posluchac cb radia w polsce zeby zrozumiec ze takich przykladow nie trzeba w rosji szukac niestety...
Bim - 2013-03-24, 23:05

krzysztofCz napisał/a:
Wam przejechanie z Baligrodu do Wołkowyji W/g znaków było, że droga nie remontowana i trzy brody. Drogi u nas wszędzie nie remontowane więc mnie to nie przeraziło... a trzy brody... nie miałem pojęcia co znaczą,


:haha: :haha: jechałeś w lecie ?
to jest ta opcja dla oszczędnych
:haha: :haha:

krzysztofCz - 2013-03-25, 05:49

Bim napisał/a:
krzysztofCz napisał/a:
Wam przejechanie z Baligrodu do Wołkowyji W/g znaków było, że droga nie remontowana i trzy brody. Drogi u nas wszędzie nie remontowane więc mnie to nie przeraziło... a trzy brody... nie miałem pojęcia co znaczą,


:haha: :haha: jechałeś w lecie ?
to jest ta opcja dla oszczędnych
:haha: :haha:

Była złota, polska jesień :lol:

łoś - 2013-03-25, 21:37

Jak niby ta exstrema ma wyglądać.
Z góry przewidziana, czy jazda na żywioł.

Rysiek68 - 2013-03-31, 14:16

eMWu napisał/a:
wystarczy posluchac cb radia w polsce zeby zrozumiec ze takich przykladow nie trzeba w rosji szukac niestety...


No niestety, ja mimo że moja żona ma korzenie na Kresach i chciałbym sam zobaczyć i pokazać dzieciom ziemie przodków, to nie odważyłbym się tam wybrać kamperem z rodziną.

sum - 2013-03-31, 15:10

Rysiek, nie taki diabeł straszny jak go malują. Na początek możesz pojechać z grupą np do Kersonu.
Dla mnie najbardziej ekstremalną wyprawą co prawda nie kamperem ale z przyczepą był wjazd do Paryża w piątek wieczorem.byłogromny korek w kierubku wieży. Gdyy ruszaliśmy to za bagażnik samochodu i za uchwyty na przyczepie łapały się świry na deskach i rolkach. Jeden wskoczył mi na dyszel i śpiewał arie, nie mogłem wyjechać z ronda wokół łuku triumfalnego bo było tak ciasno ze bałem się aby kogoś nie uderzyć tym bardziej że gdy skręcałem to klaksony zmuszały mnie do dalszej jazdy po rondzie. Dopieroo 3 okrążeniach mi się udało. Za to pod samą wieża udało mi się zaparkować i to była nagroda

slawwoj - 2013-04-01, 11:28

janusz napisał/a:
Wielu ludzi a miedzy innymi i ja jest niewolnikiem kampera.


Coś w tym jest !
Ja podobnie sie czuję i z tym mi dobrze. Nie muszę jechać daleko - aby było śłońce, ciepła woda, rodzina i piwo. A jak na campingu znajdzie się towarzystwo dla dzieci i ktoś to pogadania przy piwie - to żyć nie umierać.

A moim ekstremalną jazdą było "przyprowadzenie" świeżo zakupionego auta z Krakowa do domu. 500 km po nocy, w deszczu i mgle. Jechałem miejscami 50-60 km. i większość tirów "pozdrawiało mnie serdecznie" . Dobrze że nie mam CB.

AndyS - 2013-05-09, 18:48

Naszym ekstremalnym przeżyciem była podróż promem na morzu śródziemnym. Sztorm który nas dopadł na długo pozostał nam w pamięci pomimo że co najmniej troje z nas było zawodowymi nazwijmy to "marynarzami". Wielki TIR obok groził przewróceniem się na nasz "mały" domek. Chyba większego strachu już nigdy przedtem ani nigdy potem nie przeżyliśmy. A wyobraźnia działała bo już kiedyś widziałem osobowego Citroena CX na którego wywróciła się naczepa TIR-a - byłem wtedy członkiem załogi promu.

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group