Klub miłośników turystyki kamperowej - CamperTeam

Grecja - Jiasas! Ellada&Peloponnisos 2009! Wspomnienia Orzeszków.

jacenty67 - 2009-09-03, 21:50
Temat postu: Jiasas! Ellada&Peloponnisos 2009! Wspomnienia Orzeszków.
Drodzy Włóczykije!
To już prawie dwa tygodnie jak wróciliśmy z najwspanialszych wakacji. Zdjęcia już posortowane, kalendarium podróży z linkami do miejsc, w których byliśmy-gotowe. Pamiętnik dalej piszę, siedząc na tarasie czuję się jak każdego dnia urlopu, robiąc wieczorne notatki, choć klimat już nie taki... Byliśmy na Chalkidiki, w Atenach, w Koryncie, objechaliśmy od wschodu cały Peloponez wzdłuż wybrzeża, aż do PARTA, gdzie najdłuższym, wiszącym mostem świata wjechaliśmy na kontynent, potem Delfy, cudne Meteory i pełni wrażeń znów w domu. Było wspaniale, więcej szczegółów umieszczę tu już niebawem-aktualnie zapisuję 14ty dzień podróży.
Kalinichta.
Jacenty67

Tadeusz - 2009-09-04, 20:32

Ileż entuzjazmu i radości bucha z Twego postu! Jacenty, czekamy na Twe opowieści i zdjęcia.
Przeżyjmy to razem. :wyszczerzony: :bukiet:

Track222 - 2009-09-04, 20:58

Czekam na zdjęcia i informacje o wyprawie!!!
KOCZORKA - 2009-09-04, 21:04

jacenty67 napisał/a:
Było wspaniale, więcej szczegółów umieszczę tu już niebawem-aktualnie zapisuję 14ty dzień podróży.

Ciekawość nas zżera . :bigok
Już kawałek trasy masz Jacenty opisany i foteczki gotowe.
Prosimy pięknie o relacyjkę ze wspaniałych wojaży. :bigok
Pozdrówka. :spoko

jacenty67 - 2009-09-08, 13:39

Bardzo się cieszę z Waszego zainteresowania, ale... nie zdążyłem jeszcze opisać całej podróży, nie mówiąc już o wybraniu i zmniejszeniu zdjęć:(

Mam za to kalendarium naszej wyprawy. Są w nim współrzędne i linki do miejsc, w których plażowaliśmy lub nocowaliśmy-może komuś się przydadzą przy planowaniu podróży :lol:
Zainteresowanych proszę o mailika, bo xls nie przechodzi przez forum.

C.D.N.
8-)

Pozdrawiam!
Jacenty

jacenty67 - 2009-09-11, 14:53

01.08.09 sobota
Komorów Erd (przed Budapesztem)
820 km
08:30 21:30-23:30

Po piątkowym, wieczornym pakowaniu do 24tej, po prawie nieprzespanej nocy (spałem 3 godziny), zebraliśmy się na tyle zgrabnie, aby już o 8:30 wyruszyć na podbój ELLADY. Autko jest super-samo się prowadzi, dając mega komfort wszystkim. Spokojnym śmigiem po 5,5h dotarliśmy do Cieszyna, skąd bez winietki, drogą krajową pojechaliśmy przez Cadca do Zilina i dalej autostradą do Rajka (granica SK-HU), gdzie dotarliśmy o 20:40. Jeszcze na Słowacji, w Motorest zjedliśmy gulasz węgierski z knedliczkami. Po przejechaniu 818km (21:30), przed Budapesztem na wysokości Erd wpadliśmy w mega korek! Kolejne 2km pokonaliśmy w 2h! MASAKRA! Zapomniałem, że to tzw.zmiana turnusów – jechali wszyscy: I, D, E, RO, BG, A, CH no i my. Na szczęście wypatrzyłem zjazd na stację OMV z parkingiem +47° 25' 9.97", +18° 55' 17.86". Szybka decyzja – wjeżdżamy! Cudem znaleźliśmy miejsce wśród kłębowiska samochodów i śpiących na trawnikach utrudzonych turystów. 23:45 – korek ma podobno min.10km, decydujemy się zostać tu na noc. Moc wrażeń, ciągły ruch samochodów, dyskusje wnerwionych kierowców, nie pozwalały zasnąć, przynajmniej mnie. Było jednak spokojnie, nawet wpadła policja. Przez okno obserwowałem ruch na trasie – korek rozładował się dopiero przed 4tą.

02.08.09 niedziela
Erd Roszke Zemun (przed Belgradem)
330 km
06:30 10:20-13:50 17:00

Pospałem ze dwie godziny, przed 6tą wyregulowałem ciśnienie w kółkach, przestawiłem autko w spokojniejsze miejsce na wyludnionym już parkingu, wypiłem kawę i ruszyliśmy dalej. Po kilku kilometrach znowu korek! 23km jechaliśmy przez godzinę z powodu niegroźnej stłuczki na zwężonej drodze. 10:20 – dojechaliśmy do granicy HU-RSB. No prawie dojechaliśmy-1500m do przejścia, podwójny sznur niecierpliwych samochodów, prażące słońce i dokuczliwy upał towarzyszyły nam przez 3,5h. Wreszcie wjechaliśmy do Serbii-jednak wolę EU. Zgodnie z planem zrezygnowałem z płatnej autostrady wybierając krajową M-22-porażka! Po takiej drodze dawno nie jechałem, tylko kawałkami było równo, reszta to asfalt kładziony co 5m, dawno, dawno temu. Nie polecam-szkoda samochodu, a odgłosów berlinówki nie zagłuszało nawet radio. W dodatku na 150km minęliśmy 8 radarowych psiarni na naszym kierunku, z reguły na końcówkach ograniczeń lub tuż za miasteczkami! Raz wyprzedził nas Czech i pewnie drogo go to kosztowało, a później tylko bystre oko i uprzejmie mrugający Serbowie uchroniły nas od opłaty znacznie wyższej niż za autostradę. W drodze powrotnej pojadę przez Zrenjanin, Becej.
Długi postój na granicy i piekielna droga sprawiły, że musiałem zrewidować nasze plany ( w końcu po to są, żeby je zmieniać…). Tuż przed Belgradem, w ZEMUN, trafiliśmy na autocamp DUNAV, polecany przez forumowiczów CamperTeam +44° 52' 42.13", +20° 21' 21.06". Nie zachwyca, ale za 19e mieliśmy bezpieczne spanie i pełen luz.
c.d.n

jacenty67 - 2009-09-13, 18:23

03.08.09
Zemun Evzoni Vourvourou
890 km
08:30 17:30 21:00 (22:00 cz.miejscowy)

Zaraz po śniadaniu, 8:30 pożegnaliśmy się z Dunajem. Po chwili byliśmy już w Belgradzie, który z powodu tragicznego oznakowania trochę pozwiedzaliśmy. W końcu uruchomiłem GARMINA i słodka „Ziuta” wyprowadziła nas na właściwą drogę. Około 10tej, po przeżyciu miejskiej jazdy serbskiej, dotarliśmy na Autoput E-75 i zasuwamy na południe! Serbia nie powala na kolana mijanym krajobrazem, więc tniemy 120 po autostradzie, co trochę kosztuje-opłaty i większe zużycie paliwa, ale cel jest szczytny i bezcenny! O 15tej wjeżdżamy do Macedonii i tu zaczynają się widoczki zapierające dech… Rozdwojona autostrada, podróż kanionem, rozległe winnice, góry dookoła i pustka na drodze-uczta dla oczu. Po 2,5h jesteśmy już na granicy MK-GR. JIASSAS ELLADA!!! Teraz już z górki, 160km do celu, ZIUTA kieruje nami, a ja HERKULESEM-tak nazwaliśmy naszego kampera. Ogarniające nas ciemności przypomniały o konieczności zmiany czasu-dodaliśmy więc godzinkę, przeżywając mini podróż w czasie. Dla świętego spokoju zatankowaliśmy na BP za 50e, ale „babcia” była tak zmęczona, że nie potrafiła się dogadać z terminalem żadną z moich kart i musiałem płacić gotówką. Później okazało się, że to narodowa przypadłość Greków-najczęściej mają problemy z terminalem i czekają na serwis (problem prowizji dla banku). Napisałem najczęściej, ale to nie jest regułą-wiele razy bez problemów korzystałem z MasterCard, raczej na dużych stacjach lub w LIDL (też tu jest!).Wystarczy być upartym jak ich osły i wnet okazuje się, że terminal działa. Tuż przed 22gą wjechaliśmy do Vourvourou szukać miejsca na nocleg. Znaleźliśmy słodki parking pod piniami, akurat na nocleg, przy wypożyczalni łodzi +40° 11' 13.84", +23° 47' 28.95". Ogarnęliśmy się troszeczkę i ruszyliśmy na poszukiwania greckiego jadła. Po dwukilometrowym spacerku wróciliśmy prawie do siebie i zasiedliśmy w tawernie u Eutidisa. Nie było menu po angielsku, więc zdałem się na gust szefa, który uraczył nas pysznymi Biftekami (Julia), polędwiczką z grilla (ja) i jakimś kawałeczkiem grillowego mięska, które rozpływało się w ustach (Edysi). Do tego oczywiście fryty, napoje i MYTHOS (najlepsze piwo w Grecji!) no i tzatziki. Podliczyłem rachunek na jakieś 35e i ruszyłem do szefa. Zaczęliśmy pogawędkę, która trwała bez mała 30min, w czasie której dowiedziałem się, że że Eutidis trochę zna Polskę, bo kiedyś odwiedzał tu swoich kolegów, emigrantów po powstaniu narodowym. Był we Wrocławiu, Szczecinie i oczywiście w Warszawie. Na koniec miłych pogaduszek dostałem rachunek za kolację – miłe zaskoczenie! Jedynie 15e-warto pogadać.
p.s. Sami wiecie, że na dojazdówkach nie zawsze chce się robić foty:)

wbobowski - 2009-09-14, 11:58

Jacenty treści dużo... a gdzie zdjęcia, które się lepiej ogląda niż txt
jacenty67 - 2009-09-14, 16:24

Zaraz się pojawią, ale...nie mam uprawnień do wrzucania więcej niż jednego na raz, mimo, że mają odpowiedni rozmiar. :?
Zwróciłem się o pomoc w tej sprawie do Tadeusza, który jak wiesz jest moderatorem tej strony. Z niecierpliwością czekam na odpowiedź, albo na podpowiedź jak do jednego postu wrzucić naraz kilka zdjęć.

J.

Tadeusz - 2009-09-14, 16:57

Witaj Jacenty67.
Masz pełne uprawnienia i jeśli zdjęcia odpowiednio przygotujesz to możesz ich umieszczać 10 w jednym poście.
Instrukcja umieszczania zdjęć jest TUTAJ

Życzę miłej zabawy dla naszego pożytku.

jacenty67 - 2009-09-15, 09:16

I wszystko jasne!
Dzięki Tadeusz-biorę się do roboty :lol:

jacenty67 - 2009-09-17, 11:19

04.08.09
Vourvourou Kirditsi(plaża) Sarti
27km
06:00 06 :10-19:00 20:30

O szóstej rano przestawiłem Herkulesa na polecaną przez Eutidisa plażę Kirditsi +40° 11' 33.23", +23° 48' 29.57". Pod piniami 3 kampery, ale miejsca było dość, więc stanęliśmy w cieniu drzew i poszliśmy na spacer po kwarcowych skałach. Po powrocie zorganizowałem obozowisko, a już przed 10tą zostaliśmy otoczeni przez auta plażowiczów. Było słonecznie jak zwykle, cieplusio i cudownie! Po plażowaniu i nieskończonych nurkach z córcią, wypoczęci/zmordowani słonkiem wróciliśmy do cienia Herkulesa i otoczających go wysokich pinii. Zgłodnieliśmy troszkę, ale nikomu nie chciało się gotować… Razem z Julią podjęliśmy desperacką wycieczkę, w 40 stopniowym upale, po pizzę dla Mamci, a dla nas za trudy-lody i pyfko w „pobliskim” markecie! Około 19tej, gdy plażowicze prawie się rozjechali, zaproponowałem przenosiny w nowe miejsce. Po wielu stromiznach i górskich serpentynach przejechawszy jakieś 25km dotarliśmy do chalcydyckiego kurortu SARTI. Przed miasteczkiem był porcik, ale rozgrzane asfalty nie wzbudziły naszego entuzjazmu. Zjechaliśmy pierwszym zjazdem do centrum, ale jak to zwykle, w małym dłuuuuugim miasteczku musiał być deptaczek. Cudem zawróciłem wśród entuzjastycznych okrzyków ludzi witających kampera w takim miejscu. Pojechaliśmy na koniec tego Qrwortu i osiedliśmy na jego południowym skraju, tuż przy boisku do kosza i nożnej +40° 5' 18.85", +23° 58' 41.96". Ruszyliśmy na podbój Sarti. Zrobiło się ciemniej, a przede wszystkim CHŁODNIEJ! No i jeszcze księżyc prawie w pełni, piękny widok na ATHOS na półwyspie, z górą mnichów 2033m n.p.m. Rewelacja! Potem jeszcze spacer do smutnego/wesołego miasteczka i powrót plażą do domciu. Potem już tylko piękny księżyc, plaża, winko...

jacenty67 - 2009-09-17, 11:26

05.08.09
Sarti Porto Koufos(plaża) Nea Potidea
115km
10:00 11:00-14:00 16:00

O 7:30 kupiłem świeże bułeczki, wypiłem kawkę i zaprosiłem resztę rodzinki do przygotowywania śniadanka. O 10tej ruszyliśmy objeżdżać Sithonię. Malownicza górska droga, wiele ostrych zakrętów i podjazdów. Kilka zjazdów na kempingi lub plaże, niestety szutrowych i zbyt karkołomnych aby nas skusić na zjazd, mimo prawie pełnego WC i szarotki, które zaczynały drażnić nasze noski. I wreszcie! Zjechaliśmy do malutkiego miasteczka PORTO KOUFOS ot tak z ciekawości +39° 58' 5.61", +23° 55' 16.73". Zobaczyliśmy urokliwą zatokę, która stanowi największy naturalny port Grecji. Zatrzymaliśmy się tuż przy żwirkowej plaży-kąpiel, słoneczko, winogronka-cudownie! Trochę żałowaliśmy, że nie dotarliśmy tu wczoraj na noc. Nic to! Jeszcze wiele takich miejsc przed nami! Objechaliśmy Sithonię i w poszukiwaniu niezbędnego kempingu zjechaliśmy do miasteczka Metamorfosi. Pierwszy odpadł z powodu braku miejsc, drugi (SITHON) za 25e proponował badziewne, nasłonecznione miejsce, do opróżnienia WC służył sedes stojący prawie na łące, spiekota, zero cienia i wiatru. Uciekliśmy stamtąd, kiedy szef stwierdził, że ma małe szambo i nie mogę zrzucić 80l szarotki. Porażka. Wjeżdżając na płw. Kassandria natknęliśmy się na camp z prawdziwego zdarzenia-OUZOUNI BEACH w N.Potidea +40° 12' 56.53", +23° 19' 6.09". Zacienione, duże parcele, porządne łazienki i kamper serwis, a do tego piękna plaża z prysznicami i tawerną z leżaczkami. Poplażowaliśmy, ponurkowaliśmy, zjedliśmy polski obiadek, potem sjesta, wieczorny spacerek na plażę i lody w tawernie. Niestety wracaliśmy dość szybko, bo zaczęło padać. Lało ostro przez pół nocy, były grzmoty i pioruny, ale my byliśmy super bezpieczni.

jacenty67 - 2009-09-17, 12:22

06.08.09
Nea Potidea Athina Rachi
640km
11:30 21:30-02:30 03:20

Po nocy obfitującej w moc wrażeń, czyli po nieoczekiwanej, wielogodzinnej burzy, zwinąłem obozowisko, czekając aż wstanie reszta załogi. Krzesełka pozostawione na dworze, mimo rozłożonej markizy, były mokre-lało naprawdę nieźle! Wczoraj wieczorem po raz pierwszy opróżniłem chemiczne WC – PFUJ , dzisiaj zrzuciłem szarotkę, wymeldowaliśmy się i ruszyliśmy w kierunku Aten. Do Thessaloniki i dalej, aż do Litochoro było nudno, za to szybko.Na wysokości Litochoro, przez okna Herkulesa podziwialiśmy z daleka masyw OLIMPU, którego szczyty niestety spowijały chmury. Szybko połykaliśmy autostradowe kilometry więc postanowiliśmy jechać dalej, pomijając planowany nocleg w Neo Pori. O 16tej zjedliśmy szybki obiadek w urokliwym ACHLADI (nad morzem, przed Lamią) +38° 53' 13.59", +22° 48' 16.53", a później podziwiając coraz ładniejsze widoczki pruliśmy do Aten. Na ich przedmieściach zjedliśmy co nieco w McDonalds, na którego Julia czekała ponad 2000km, i rozpoczęliśmy poszukiwania parkingu pod Akropolem. ZIUTA (nasz Garmin GPS) dostałą żółtą kartkę za to, że prowadziła nas uliczkami trochę szerszymi od chodnika, kazała jeździć pod prąd i uliczkami dla aut do 2,5 tony. Wreszcie, po ponad dwugodzinnym „zwiedzaniu” Aten nocą, prawie ocierając się o mijane auta mimo złożonych lusterek, karkołomnych zjazdach i podjazdach, skręcaniu łamiąc się po dwa, trzy razy, utknęliśmy gdzieś nie wiadomo gdzie… Gdyby nie uczynny Grek, nieźle mówiący po angielsku, który z okien swojego mieszkania zobaczył kampera w kłopotach, moglibyśmy jeszcze długo jeździć prawie po omacku, albo stać w uliczce bez wyjścia. Okazało się, że do celu mieliśmy jakieś 400m w linii prostej! Grek pojechał kawałek z nami, aby wyprowadzić nas z ateńskiego labiryntu-życząc zdrowia podziękowaliśmy mu serdecznie i dalej już poszło jak z nut. No prawie…Upatrzony parking okazał się zatłoczoną wysepką dla przejeżdżających autokarów z turystami, taksówek, klientów pobliskiej tawerny i innych żądnych wrażeń kierowców. Zobaczyliśmy Akropol by night z samochodu i ruszyliśmy na parking zapasowy. Kilometr dalej trafiliśmy na polecany nam przez KimTop/Wbobowski pusty, choć mocno pochyły parking +37° 58' 1.70", +23° 42' 59.79". Wypoziomowałem autko prostopadle do ulicy (inaczej niż moi poprzednicy z CamperTeamu) i JUŻ o 23:20, po 640km drogi i rajdach ateńskich, byliśmy gotowi na nocleg. Jednak to miejsce ma jakąś siłę magicznego przyciągania, bo choć przemęczeni, pełni całodziennych wrażeń, poszliśmy na całość i ruszyliśmy zdobywać Akropol nocą! Do podjęcia tej szalonej decyzji skłoniła nas rozmowa z powracającą grecką rodzinką, która przekonywała nas, że dzisiaj Akropol jest czynny przez całą noc a wstęp jest za darmo z okazji pełni księżyca! Ciut po 24tej, po urokliwym kilometrowym spacerku przez park na wzgórzu Muz, w blasku księżyca i przy akompaniamencie cykad, dotarliśmy do celu. Ludzi tłumy, każdy chce zobaczyć to miejsce zwłaszcza, że świeci piękny księżyc, jest w miarę chłodno (26stopni) no i 12 euro za osobę zostaje w kieszonce. Magiczne miejsce połączone ze wspaniałą panoramą Aten zrobiły na nas duże wrażenie. Trochę po 2giej byliśmy już przy naszym Herkulesie. Na drogach luźno bo późno, chłodno bo późno, no i do piwka jakieś 40km…Szybka decyzja-uciekamy stąd! Dotarliśmy do urokliwej portowej mieściny RACHI +37° 58' 23.99", +23° 21' 41.26", w porcie zaparkowałem przed zamkniętą tawerną, pod nielicznymi tu drzewami i około 3:30 lejdis zapadły w zasłużony sen. Ja jeszcze trochę posiedziałem robiąc nocne zdjęcia, za to pospałem aż do 8mej.
Podsumowanie dnia:1.Akropol za friko, w świetle księżyca, przy suchym, ciepłym wiaterku-3w1! 2. Mamy jeden dzień do przodu, do wykorzystania w najbliższym czasie 3.Moc wrażeń i emocji we wspaniałej rodzinnej atmosferze!

jacenty67 - 2009-09-17, 12:24

06.08.09
Nea Potidea Athina Rachi
640km
11:30 21:30-02:30 03:20

:lol: Ten post się powtórzył, więc go usunąłem :wyszczerzony:

jacenty67 - 2009-09-17, 12:33

07.08.09
Rachi Korinthos Palea Epidavros
102 km
11:00 15:00

Poranek w Rachi był bardzo słoneczny, zaczynam się już do tego przyzwyczajać… Po kawce, jeszcze przed upałem, zrobiłem obchód miasteczka. Okazało się, że oprócz małego portu, mini mariny żeglarskiej i wielu tawern, nie ma tu nawet sklepu spożywczego. Na śniadanie zjedliśmy więc czerstwiaki i w dobrych humorach, niespiesznie, poza autostradami, ruszyliśmy w kierunku Koryntu. Ładne widoczki zachęciły nas do zaliczenia plaży w okolicach KINETA. Potem dzięki jeździe starą drogą, stanąłem na mini parkingu przed sklepikami z pamiątkami, tuż przed wjazdem na most nad kanałem korynckim. Na autostradzie nie wolno się zatrzymywać i podziwiać kanału. Stanęliśmy na moście rozkoszując się jego widokiem obserwowaliśmy przepływający a właściwie holowany, duży statek, który ledwo mieścił się w kanale. Potem przejechaliśmy most 3 razy (durna ZIUTA!) i rozpoczęliśmy podróż po Peloponezie. Najpierw ostra wspinaczka wschodnim wybrzeżem, potem minęliśmy zjazd na Korfos, spalone lasy, aż dotarliśmy do Palea Epidavros. Biwakujące kampery widzieliśmy już z góry, dojeżdżając do miasteczka. Teraz pozostało je zlokalizować. Po żmudnych poszukiwaniach, zawracając w ślepej uliczce na żwirowej plaży o powierzchni 25mkw., dotarliśmy na jedyny kamping-innych możliwości nocowania brak +37° 37' 48.03", +23° 9' 29.12". Kemping kameralny, godny polecenia, całkowicie zacieniony rozłożystymi drzewami, można również kamperować w cieniu drzew pomarańczy, palm czy też rozrośniętych bananowców. Do tego czysto, mini sklepik, tawerna, miła obsługa i obowiązkowy koncert cykad! Kemp zrzeszony w sieci Sunshine Camping Club Grece, co na każdym następnym odwiedzanym skutkuje rabatem 10%. Byliśmy na trzech, a właściwie na czterech, ale na Kassandrii pani nie była uprzejma wręczyć nam rabatowej książeczki…
P.D: 1. Kanał koryncki robi wrażenie, wchodząc na most długo zastanawiałem się, kiedy zobaczę lustro wody 2.Piękne widoki z górskich tras 3. Należny pełny relaks po czwartkowych trudach!

jacenty67 - 2009-09-17, 14:48

08.08.09
Palea Epidavros Nafplio, Mykeny Ag.Andreas
142km
11:30 19:00


Jak zwykle wstałem pierwszy, rytualna kawa o 8mej i plany na wstający dzień. Dzisiaj mamy sporo zwiedzania. Najpierw dojechaliśmy do położonego 10km od kempingu teatru EPIDAVROS. Pogoda nam sprzyjała, było trochę chmurek i lekki wiaterek. Mimo tych sprzyjających warunków tylko ja odważyłem się wejść na koronę teatru, aby sprawdzić, czy faktycznie słychać tam każdy szept ze sceny. Słychać było, kilku Niemców i ich dzieciaki. Chwilę chłonąłem aurę teatru, obszedłem teatr i jakoś zlazłem na dół-było to trudniejsze od wejścia na górę. Później zwiedziliśmy muzeum i odrestaurowywane okoliczne ruiny. Chwilę potem śmigaliśmy już do Nafplio, gdzie z powodu utrzymujących się 35 w cieniu, zrezygnowaliśmy z włażenia po 892 schodkach na górę twierdzy i ograniczyliśmy się do zwiedzania z pokładu Herkulesa. Zrobiliśmy trochę zdjęć i ruszyliśmy zdobywać Mykeny (MIKINES) +37° 43' 48.05", +22° 45' 24.89". Zaczęliśmy od grobu Agamemnona, który zrobił na nas duże wrażenie. Stoi już ponad 3300 lat wybudowany z kamieni bez użycia jakiejkolwiek zaprawy. Bilety po 6e, uczniowie gratis i tak było już wszędzie w zwiedzalniach! W cenie również zwiedzanie ruin antycznej potęgi – miasto Mykeny, położonych na wzgórzu 400m dalej. Dziewczyny spasowały już przy wejściu, docierając jedynie do Bramy Lwic, z najstarszymi zachowanym płaskorzeźbami stojącymi na wolnym powietrzu. Ja ruszyłem dalej na spotkanie ze starożytnością. Upał nie dawał się mocno we znaki, byłem dość wysoko i wiał silny, letni wiatr, który świetnie chłodził. Nawet się nie spociłem-chyba zdążyłem się już zaaklimatyzować. Zwiedziliśmy jeszcze muzeum i żegnając się z kulturą myceńską, ruszyliśmy dalej na południe nieustannie się wspinając, pokonując setki zakrętasów i serpentyn, dotarliśmy do noclegowiska wskazanego przez niemiecki przewodnik WOMO, koło Ag.Andreas +37° 22' 17.95", +22° 47' 0.21". Miejsce spokojne i urokliwe, dojazd kilka km przez gaj oliwny, kilka domków i malutki porcik. Po obiadokolacji sprawdziliśmy z Julką jakie są widoki z dachu naszego Herkulesa. Bawiliśmy się świetnie, mama mniej. Nagrałem nalot jaskółek, zupełnie jak w filmie Hitchcocka Ptaki, na szczęście bezkrwawy. Mimo protestów załogi zostawiłem krzesełka na zewnątrz, SŁUSZNIE przekonany, że nikt ich nie ukradnie.

jacenty67 - 2009-09-17, 14:50

Ag.Andreas jeszcze raz :lol:
jacenty67 - 2009-09-17, 14:59

09.08.09
Ag.Andreas Kosmas Monemvasia
175km
11:30 17:00

Zrobiłem poranny zwiad po najbliższej okolicy. Nie było tam nawet kościółka, a donośny odgłos mszy okazał się transmisją radiową, którą dzięki starszej pani siedzącej w ogródku, słyszało całe, może 30 osobowe miasteczko. Po śniadaniu ruszyliśmy na podbój Monemvasii. Na początku było łatwo i przyjemnie, czyli to, do czego już się przyzwyczailiśmy na Peloponezie i nawet nam się podoba-jazda wzdłuż wybrzeża, zakrętasy, zjazdy i podjazdy. W Leonidi przejazd przez suche koryto rzeki, potem na zapałkę między domkami, aż wreszcie wyjechaliśmy za miasteczko, na wąską i jak się później okazało krętą i stromą drogę. Jakby nie było wspinaliśmy się na masyw Parnon, oddzielający Arkadię od Lakonii. Po drodze, oprócz wspaniałych widoków, widzieliśmy w górze klasztor M.Elonis. Niestety mijając zjazd do niego zauważyłem takie stromizny, ciasne serpentyny i wąziutką drogę, że odpuściliśmy sobie zwiedzanie. Wspinaliśmy się dalej do miasta Kosmas, leżącego na przełęczy między dwoma „pagórkami” Parnonu: 1686 z prawej i 1557 z lewej. Niezła jazda! Jak zwykle w takich miejscach droga jest trochę szersza od jednego kampera, a jeszcze trzeba się było mijać (my od strony przepaści). Apogeum rozkoszy to wjazd do Kosmas takimi dróżkami, że prawie zawadzałem o narożniki domów lub o ich balkony +37° 5' 30.39", +22° 44' 23.07". No i przepuszczanie na złożonych lusterkach 3 kamperów jadących z góry. Rewelacja! Największym szokiem był jednak wjazd na rynek miasteczka, gdzie na brukowanym kamieniem dziedzińcu, w cieniu wielkich, rozłożystych drzew, przy gęsto rozstawionych stolikach, siedzieli miejscowi coś jedząć, popijając i gawędząc – zastanawiając się pewnie, czemu ci ludzie w kamperach jeżdżą między nimi. Zapomnieli pewnie, że innej drogi na południe pólwyspu Lakonia nie ma…
Na wysokości Seraki odpoczęliśmy trochę po górskich atrakcjach, a później ruszyliśmy na polecane przez WOMO plaże na płd.od Skala.w okolicy Elos. Na plaży syf, brudny piach z mnóstwem śmieci. Jedyne z czego skorzystałem to chłodny prysznic na europaletach.

jacenty67 - 2009-09-17, 15:06

Przyjemnie schłodzony ruszyłem z kopyta na poszukiwanie „Jednego Wejścia” czyli MONEMVASIA +36° 41' 15.08", +23° 3' 20.02". Jej widok nas powalił, ale trochę zmęczeni i głodni pojechaliśmy 7km dalej na płd., na plażę z noclegowiskiem. Zjedliśmy obiadek i około 19tej ruszyliśmy zdobywać XV wieczne miasteczko, zbudowane na skale wyspy oderwanej na skutek trzęsienia ziemii w 375r.n.e od lądu Lakonii. Po przejściu bramy i zmrużeniu oczu wtapiasz się w średniowieczne klimaty. Gdyby nie te sklepiki i bary byłoby jak w raju. Dziewczyny kupiły pocztówki, pamiąteczki i jakieś bibeloty i około 23ciej wróciliśmy na naszą plażę. Fale z hukiem rozbijały się o brzeg, a księżyc na bezchmurnym niebie wspaniale oświetlał nasze noclegowisko, na którym stało już 6 załóg. +36° 38' 10.06", +23° 1' 43.92"
P.D: 1.Niezapomniane wrażenia z jazdy-KOSMAS! 2.Wspaniały wieczór w Monemvasii 3.Kolejna noc na dziko, na pustkowiu, w świetle księżyca-niezapomniane!

jacenty67 - 2009-09-18, 08:58

10.08.09
Monemvasia Plitra (plaża) Mavrovouni
124km
10:30 11:00-15:00 17:30

Cierpliwie czekałem aż załoga wstanie-Julka miała się opalać od 9tej rano! Wreszcie, około 10tej „poderwały się”. Zaproponowałem szybkie, lekkie śniadanko i przenosiny na oddaloną o niecałe 40km plażę w Plitra +36° 41' 19.60", +22° 50' 11.79", na zachodnim wybrzeżu Lakonii. Dziewczyny oniemiały na widok zatoki i piaszczystych plaż z prysznicami. Zaraz po śniadanku rozpoczęliśmy słodkie leniuchowanie. Podczas pierwszego nurkowania, przy kamienistym brzegu o mało nie otarliśmy się o MEGA MEDUZĘ! Zauważyłem ją jakieś dwa metry od nas – czasza 30 cm i półmetrowe parzydełka nawet na mnie zrobiły wrażenie. Julka spanikowała i jak rekin wróciła na plażę, zarzekając się, że więcej już do wody nie wejdzie. Jakiś czas później ktoś wyciągnął podbierakiem dwie sztuki-naszą i trochę mniejszą, które na piasku nie robiły aż takiego wrażenia jak w wodzie. Około 15:30, po lunchu melonowo-śliwkowym ruszyliśmy zdobywać półwysep MANI. Na krętej drodze do Githio podziwialiśmy z oddali masyw TAIGETOS 2025-2407m, który słynie ze wspaniałych herbat. Przed wspomnianym Githio obejrzeliśmy wrak dużego statku, stojący na plaży – jest tam miejsce dla kamperów. Samo miasto jest typowym kurortem portowym, z rzędami tawern nad brzegiem morza, koło których przejeżdżaliśmy. Nie przepadam za takimi miejscami. Tuż za miasteczkiem Mavrovouni wjechaliśmy na pierwszy kemping +36° 43' 46.59", +22° 33' 11.08". Miejsce urokliwe, kemping jest duży, ale położony w wielkim gaju oliwnym, z dorobionymi zacienionymi miejscówkami dla kamperów. Namiotom musi wystarczyć cień oliwek. Jest basen, tawerna z samoobsługą, porządne sanitariaty, szeroka plaża, również dla windhunter’ów, których było tu sporo. Zdążyliśmy jeszcze zrobić zrzuty, odpoczęliśmy i teraz, o 24tej tylko ja siedzę przy koncercie cykad, leniwie popijając winko i pisząc te opowieści. Pora spać, jutro zwiedzamy półwysep Mani, na który zamierzam zaciągnąć załogę nawet siłą…

Tadeusz - 2009-09-18, 09:27

Jacenty, dzięki za przypomnienie tych pięknych miejsc, dawno przeze mnie nie odwiedzanych. Kiedyś włóczyliśmy się tam z Halszką, zauroczeni ich pięknem, historią i ludźmi. Lubimy Greków. :) :spoko
jacenty67 - 2009-09-18, 10:03

Tadeusz,
cieszę się, że mogłem sprawić Ci odrobinę radości, ale mam niespodziankę - to jeszcze nie koniec relacji! Zostało jakieś 11 dni i 120 zdjęć :wyszczerzony:
Pozdrawiam,
jacenty67

Tadeusz - 2009-09-18, 10:33

jacenty67 napisał/a:
cieszę się, że mogłem sprawić Ci odrobinę radości, ale mam niespodziankę


Na to liczyłem! :wyszczerzony: :spoko

jacenty67 - 2009-09-18, 11:14

11.08.09
Mavrovouni Porto Kagio,Tenaro Neo Itylo
116km
12:30 17:20

Wstałem jak zwykle o 8mej, potem dłuuuuugie ogarnianie się po dwóch nocach na dziko, zaległa jajeczniczka na śniadanko, klar na Herkulesie, prysznic kapitański i w drogę! Trochę na siłę zabrałem dziewczyny na wycieczkę po płw.Mani, aż do najdalej na południe wysuniętą część Peloponezu-półwysep Tenaro. To tylko 43km dalej od równika niż Gibraltar! Trasa dostarczała nam wielu wrażeń-im dalej na południe tym bardziej oczarowywał nas widok za oknami. Julka przespała drogę tam, Edzia trzymała się jakoś i dzielnie kamerowała, również plaże, o których jeszcze wczoraj Jula marzyła i tak bardzo chciała się na nich zatrzymać. Ja starałem się jak mogłem, aby utrzymać Herculesa na wodzy, nie otrzeć go o mijane w miasteczkach budynki, nie zawisnąć na przewyższeniach na skrzyżowaniach no i oczywiście nie spierniczyć się w przepaść(wąsko, kręto, a barierek brak). Widoki wspaniałe, masyw Taigetu został już za nami, ale tu i tak jest stromo. Dojechaliśmy do miejsca gdzie droga już się kończyła, po drodze mijając spokojnego osiołka, który łaskawie ustąpił nam miejsca na drodze. Po drodze wstąpiliśmy jeszcze do Porto Kagio, na Tenaro zwiedziliśmy pozostałości świątyni Posejdona +36° 24' 9.03", +22° 29' 10.04". Chciałem jeszcze dotrzeć do latarni na końcu półwyspu, mijając antyczną posadzkę (1300m na piechotkę przy 40 w cieniu), ale dziewczyny na to już mi nie pozwoliły. Ruszyliśmy więc z powrotem, tą samą drogą, tylko że tym razem Julia była pilotem i kamerzystą. W miasteczku Pirgos Dirou zatrzymaliśmy się na straganach, kupiliśmy coś na pamiątkę, a później jeszcze miodek prosto od producenta, o smaku limonek i pomarańczy (tym Mani stoi). Ze słynnych grot zrezygnowaliśmy z racji na klaustrofobię Edysi, wstąpiliśmy jeszcze na espresso i pyszne ciasteczka do miejscowej kawiarenki, a potem ruszyliśmy na poszukiwania noclegowiska w okolicach Limeni.

jacenty67 - 2009-09-18, 11:22

Pierwsza próba nieudana-miasteczko Limeni ma zbyt wąskie uliczki i zbyt dużo parkujących samochodów, aby można było do niego wjechać kamperkiem. Wycofaliśmy się, zawróciłem na serpentynce i pojechaliśmy kilka km dalej, do Neo Itylo +36° 41' 31.61", +22° 23' 23.33". Urokliwa zatoczka, jak większośc na Peloponezie, z miejscem tuż przy kamienistej tym razem plaży, 50m od szosy. Byliśmy 4tym kamperem, po godzinie było nas 8em, a do wieczora dojechały jeszcze 4. Takiego towarzystwa jeszcze nie mieliśmy! Niestety poza nami jest tylko jedna załoga z Francji i jedna z Hiszpani-większość to makaroniarze mocno zdziwieni, że widzą tu Polaków! Zagraliśmy im na nosie jedząc spaghetti bolognese z dodatkiem konserwy wieprzowej. Nie wiadomo kiedy zrobiła się 23cia siedzę jeszcze, piszę, słucham rozgadanych Włochów, zwinę sprzęt aby rano mieć więcej czasu i lulu. Już jutro żegnamy się z półwyspem Mani-mówią, że potrzeba trzech żyć żeby go poznać: pierwsze na jego wspaniałe góry, drugie na cudowne morze, a trzecie, żeby poznać wspaniałych ludzi, którzy tam mieszkają. Nam musiał wystarczyć jeden dzień, ale jeszcze kiedyś tu wrócimy! Jutro wjeżdżamy na zachodni półwysep Peloponezu-MESSINIA. Z tego co pisał mi KimTop nie ma tam dzikich noclegowni, więc kierujemy się na kemping z grupy Sunshine-to już drugi, więc będzie 10% zniżki. P.D: 1.Jesteśmy zachwyceni półwyspem MANI! 2.Mamy wiele pamiątek i wspomnień z MANI! 3.Na noclegowisku spotykamy rekordową liczbę załóg.
jacenty67 - 2009-09-18, 12:05

12.08.09
Neo Itylo Kalamata Koroni
128km
09:50 11:50 14:00

Po dobrze przespanej nocy ( z wyjątkiem Julki, która odgłos poruszanej przez wiatr rolety w oknie wzięła za kogoś chodzącego dookoła samochodu w klapkach), wczesnej pobudce, choć już o 8mej nie było połowy kamperów, ruszyliśmy w kierunku Koroni. Droga do Kalamaty była interesująca, tzn. kręta i mocno wspinaczkowa, za to widoki wprost rewelacyjne! 60km pokonaliśmy w 2h i z żalem pożegnaliśmy półwysep Mani, wjeżdżając po raz pierwszy od dłuższego czasu do wielkiego miasta. Ciekawe dlaczego wolę wąskie, górskie ścieżki niż jazdę po zakorkowanym mieście? Przecisnęliśmy się jakoś i wjechaliśmy na półwysep Messinia. Droga do Koroni nie dostarczała wrażeń, jakoś tak płasko, nudnawo, tylko zdecydowanie bardziej zielono niż na Mani. Dotarliśmy na mały, ale ładny i zadbany kemping z super basenem, 5 min.na piechotkę do urokliwego miasteczka, z ruinami zamku sprzed 3000 lat 36° 47' 58.08" N 21° 57' 5.75" E. Do plaży mieliśmy 50m w dół, zobaczyliśmy tam szaroczarny piasek, więc wybraliśmy basen-ze słodką wodą rzecz jasna! Po długim leniuchowaniu, kąpielach, nurkowaniach, skokach z trampoliny na różne sposoby, poczuliśmy głodek. W przy basenowej tawernie zjedliśmy greckie specjały: Julka bifteki z tzatzikami, Edysia souvlaki z jagnięciny, a ja dolmades z mięsnym nadzionkiem-PYSZOTA! Chwilę po obiadku dopadła nas burza z piorunami(druga i ostatnia podczas urlopu), współczuliśmy ludziom w namiotach, bo kemping jest na zboczu i ci na dole mieli naprawdę prze…moczone. Korzystając z wody opłukałem trochę Herkulesa-należało mu się po 3700km. Deszcz padał jakieś 40min, oczyścił atmosferę, a my w dobrych nastrojach poszliśmy do miasteczka. Tłum ludzi, masa nadmorskich tawern i sklepików, wyrzuciły nas w małą uliczkę, którą wspinając się dotarliśmy do bram zamku, pozdrawiając po drodze biesiadujących mieszkańców, szczęśliwych chyba, że nie wszystkim turystom chce się wchodzić tak wysoko. Do nas jednak uśmiechali się i odpowiadali na nasze kalispera. Ruiny zamku zwiedziłem sam w 15min (tyle czasu dostałem od reszty załogi) i już prawie po ciemku schodziliśmy do miasteczka. Zjedliśmy pyszne, choć drogie lody (1,5e za kulkę, ale DUŻĄ!), wysłuchaliśmy wolontariackiej prezentacji o ochronie żółwi, które okolice Koroni wybrały sobie niedawno na rejon rozrodczy i około północy wróciliśmy na camp przyjemnie zmęczeni, ale szczęśliwi. Potem już tylko prysznic bez kamperowych ograniczeń i lulu.

jacenty67 - 2009-09-18, 12:59

13.08.09
Koroni Finikounda, Voidokilia Marathopoli
100km
13:00 18:00

Z kempingu, jak zwykle dłuuuugo się zbieraliśmy. Pogoda znów dopisuje i to na maksa! W pocie czoła opróżniłem kibelek i zrzuciłem szarotkę. Po szybkim prysznicu poszedłem do recepcji, gdzie jeszcze wczoraj uśmiechnięta pani opowiadała mi o zaletach kempingu, wspominając również o możliwości płacenia kartą. Powinienem zapłacić z góry! Po południu na posterunku był szef, który z rozbrajającym uśmiechem stwierdził, że terminal jest do d..y a on czeka na serwis…Stare sztuczki. Nie miałem czasu ani ochoty na kłótnię( ten Sunshine Camping gwarantuje płatność kartą). W drodze do Finikoundy powspinaliśmy się odrobinę, ale późniejsze widoczki zrekompensowały nasze mini trudy. Wjechaliśmy do niej na chwilę, żeby zobaczyć kurortową plażę-to nie dla nas, ale było uroczo dla walających się hipopotamów i słonic morskich. Messinia to już zupełnie inny klimat Peloponezu-na plażach kurortowo, pełna komercja dla przylatujących turystów. Między miasteczkami płasko, więcej industrializacji, chociaż mijaliśmy też przydrożne stragany z warzywami z okolicznych plantacji. Tęsknię za Mani…
Methoni najpierw oglądaliśmy z góry, z serpentynowych ścieżek. Później wjechaliśmy do niego i tu przyjemne zaskoczenie. Zobaczyliśmy doskonale zachowane ruiny portowej twierdzy, kiedyś zapewne skutecznie chroniącej mieszkańców przed atakami od strony morza. Dodatkowo masa miejsc dla kamperów i brak zakazów!

jacenty67 - 2009-09-18, 13:06

Wreszcie, wcale niełatwo, bo po krętych i wąskich dróżkach przez gaje oliwne, z kłopotliwymi, wielokrotnymi mijankami, dotarliśmy do plaży Voidokilia +36° 57' 59.64", +21° 39' 41.97". CUDOWNE miejsce do słonecznego relaksu, naturalna zatoczka, miałki piasek, półokrągła plaża, cudowna woda i wspaniała bryza wiejąca od morza przez małą cieśninę między skałkami. Żyć nie umierać…Chęci do kąpieli nie było, więc posiedzieliśmy chwilę, nacieszyliśmy oczy widokami i wróciliśmy do Herkulesa. Po drodze sfotografowaliśmy urzędową tabliczkę, która po grecku i angielsku SUROWO zakazywała postoju kamperów, przyczep i namiotów, grożąc karą w wysokości 146,73e za osobę. Nie wiem czy to tylko straszak, czy też „komercyjne” zaproszenie do korzystania z kempingów. W dzień kamperów było tam MNÓSTWO, choć nie wiem ile z nich zostało na noc. Wróciliśmy przez labirynt oliwnych ścieżek do głównej drogi, którą udaliśmy się w kierunku polecanej przez WOMO noclegowni w Lagkouvadros. Po drodze, przed Hora, natknęliśmy się na Pałac Nestora i grób meceński. Grecka biurokracja mnie powaliła-zwiedzanie ruin w godz.8:30-15:00. Spóźniłem się więc jakieś 30min, w szczycie sezonu…Spotkani tam młodzi turyści ze Szwajcari też byli lekko zszokowani. Grób owszem, obejrzałem, ale niestety wcześniej widziałem ten w Mykenach, więc ten nie zrobił na mnie żadnego wrażenia. Z pałacem Nestora pewnie byłoby podobnie. Poszukiwana noclegownia luźna jest chyba tylko poza sezonem-my zastaliśmy tam tłum aut osobowych, należących do okolicznych mieszkańców. Widoczny zakaz kamperowania oraz rozległy poprzeczny dół na wjeździe skutecznie zmusiły nas do odwrotu. Ruszyliśmy na południe, mijając Merathopoli i już po chwili znalazłem suchą, wygniecioną przez poprzednie kampery, polanę pod palmami. Tam też zalegliśmy. Fajnie było bo dziko! +37° 3' 5.31", +21° 35' 8.60"
jacenty67 - 2009-09-18, 13:32

14.08.09
Marathopoli Olimpia Skafidia
152km
10:30 12:30-15:30 16:30

Jakiś dziwny jestem-znowu wstałem przed 8mą, a resztę załogi poderwałem na tyle wcześnie, że już o 10:30 ruszyliśmy w kierunku Olimpi. Pierwotny plan na dzisiaj był prosty-dojechać do Tholo, plażować, leniuchować i nocować tam. Jednak po wczorajszych wrażeniach, negocjacjach z dziewczynami, które już poczuły, że jedziemy na północ, obiecałem im kemping w Olimpi(również sieć Sunshine). Dlatego też Tholo minęliśmy, nawet do niego nie zjeżdżając (jakieś 3-5km), za to wpadliśmy na chwilę do urokliwego Kakovatos. Szeroka, piaszczysta plaża, prysznice i duży parking nad samymi wydmami wspaniale nadawały się do zostania tu dłużej, nawet na noc. Cóż, Kakovatos podzielił los Tholo i pojechaliśmy dalej.

AHA! Kilka kilometrów na północ od naszego ostatniego noclegowiska, czyli po trasie, na wysokości Ag.Kiriaki mijaliśmy porcik blisko drogi, oczywiście z kilkoma miejscami dla kamperów (stały dwa)-to znacznie lepsze miejsce na nocleg niż nasza sucha łąka pod dwoma palmami.

Z Kakovatos przez Krestena, dotarliśmy do OLYMPIA. Nasz potencjalny camp był dobrze oznakowany (wiadomo, są tam aż trzy, więc każdy kusi jak może), ale jakoś specjalnie nie ciągnęło nas w jego kierunku. Za wcześnie, za gorąco… Edzia uznała, że najpierw zwiedzamy, a potem się zobaczy. Jakoś uległem po 14tu dniach rodzinnego urlopu, po 3900 przejechanych kilometrów i nawet mi to pasowało. Bilety wybraliśmy kombinowane-9e za archeo+muzeum, inaczej 2x6e. Julka oczywiście gratis! Zwiedzanie kolebki olimpiad, przy 34 stopniowej, śródlądowej duchocie dały nam trochę popalić. Twardzi jednak jesteśmy (Orzechy przecież) i korzystając z cienia dość licznych drzew i przy leciutkim wiaterku, obejrzeliśmy całość starożytnych pozostałości po zabudowaniach pierwszych olimpijczyków. Warsztat Fidiasza, twórcy posągu Zeusa, ruiny świątyni Zeusa (MOCNE!), świątynia Hery, wraz z miejscem pobierania artefaktu igrzysk, czyli ognia olimpijskiego, no i oczywiście stadion, na którym też byliśmy. Swoją drogą to ciekawe, czy za ich czasów też było tak gorąco? Zmordowani spacerem (mój Tshirt zmienił kolor) schłodziliśmy nasze rozpalone głowy przy wyjściu zimną wodą pitną, która tryskała na zamówienie z pobliskiej, zacienionej kamiennej ściany. To nie był zabytek
:lol:

jacenty67 - 2009-09-18, 13:51

Chwilę później, wypoczęci, ruszyliśmy do olbrzymiego muzeum, na szczęście z klimą, które pozwoliło nam odetchnąć i napawać się wszystkimi starociami, które tu znaleziono lub zrekonstruowano. Moim zdaniem lepiej najpierw wejść do muzeum, a dopiero później przechadzać się wśród ruin-wtedy łatwiej rozpoznać miejsca, w których stały posągi.
Po zwiedzaniu podjechaliśmy na upatrzony camp, ale niestety/stety nas nie zachwycił. Perspektywa kamperowania w tej śródlądowej duchocie wydała nam się mało ciekawa, dlatego zaraz po obiadku ruszyliśmy w kierunku Skafidia, na noclegowisko polecane przez WOMO’s +37° 41' 59.95", +21° 19' 5.16". Nie zawiedliśmy się – olbrzymi parking przy tawernie, prysznice, a po schodkach dotarliśmy do urokliwej zatoczki z ładną plażą. Relaksowaliśmy się na niej aż do wieczora, potem był jeszcze piękny zachód słońca, a daleko na horyzoncie majaczyła wyspa Zakynthos.

Niewiem dlaczego, ale zdjęcia nie układają się w kolejności dodawania, mimo że bardzo się staram :szeroki_usmiech

jacenty67 - 2009-09-18, 15:45

15.08.09
Skafidia Killini, płw.Araxos,Rio Marathias
178km
11:00 17:20

Pogoda dalej dopisuje. Około 10tej na parkingu tawernianym zaczęło się robić gęsto wokół nas. Wiadomo-sobota, a w dodatku święto - u nich Zaśnięcia N.M.P. Już wyjeżdżając z naszego noclegowiska doświadczyliśmy jego uroków. Trafiliśmy na coś w rodzaju odpustu tyle, że w gaju oliwnym, niestety Policja wyprowadziła nas na górno-boczne dróżki, widocznie przeszkadzalibyśmy w procesji. Szkoda wielka, że nie znaleźliśmy miejsca na parking dla naszego Herkulesa-było na co popatrzeć. Bez większych przeszkód dotarliśmy do Killini, po drodze tankując na Stell-paliwo 1,08e i wodę za darmo. Killini nas nie zachwyciło, ale ponieważ jest najdalej wysuniętym na zachód miejscem Peloponezu zasługiwało na wizytę. Po krótkim spacerku plażą w kierunku portu ruszyliśmy w kierunku Kalogria, która miała być naszą noclegownią. Ładne miejsce, piękna piaszczysta plaża, ale niestety totalnie zatłoczona. Udało mi się zatrzymać na sesję zdjęciową, blokując dwa greckie kampery. Ruszyliśmy więc dalej, zdobywać płw.Araxos. To była jazda! Najpierw dróżka skończyła się nam na wjeździe do bazy marynarki wojennej-wycofaliśmy się nie chcąc wywoływać konfliktu zbrojnego. Wcześniej udało się nam nie przejechać psa śpiącego w cieniu, ale na środku ulicy. Wjechaliśmy na dróżkę asfaltową, która szybko zamieniła się w ścieżkę szutrową. Mocno się wspinając dotarliśmy do tawerny na przełęczy masywu górskiego, który wcześnie skutecznie odcinał nas od morza, takie tam 200m.n.p.m. Wiedziałem, że zjazd nie będzie łatwy, ale gdy podszedłem do pierwszego zakrętu i spojrzałem na szutrowe serpenty to lekko pobladłem. Piękny widok w dole, cudowna plaża, na której jak na parkingu stała masa samochodów, w tym dwa kampery +38° 10' 36.38", +21° 22' 30.23". Mimo wszystko uznałem, że bezpieczeństwo rodziny ważniejsze niż wrażenia i z lekkim żalem, że tym razem nie jestem lekką osobówką, zawróciłem.

jacenty67 - 2009-09-18, 15:53

Ponieważ było wcześnie, Julka zaproponowała, żeby przeskoczyć zatokę koryncką, przez najdłuższy wiszący most świata (2885m) i dojechać do Monastiraki, które wybrałem wcześniej na nocleg 16tego sierpnia.
Tuż przed Patra widzieliśmy jadącego z przeciwka kampera z flagą i naklejkami CamperTeam- wiem tylko, że z Krakowa, może się jakoś odnajdzie?
Wjazd do miasteczka okazał się wyjątkowym. To nie Ateny, ale wąsko, górsko i kręto jak tam. Nic to –po ponad 4000km z Herkulesem TAKIE rzeczy kręcę jednym palcem. Miejsca w porcie było jednak o metr za mało więc uciekliśmy stamtąd. Kilka kilometrów dalej, z góry dostrzegłem fajne miejsce-cypelek za miasteczkiem Marathias +38° 23' 36.81", +21° 59' 53.33". Przecisnęliśmy się jakoś między rzędami miejscowych plażowiczów i dojechaliśmy na bajkowe wręcz miejsce. Kamienista plaża, na której staliśmy między trzcinami nad brzegiem morza, po lewej północny Peloponez, po prawej Grecja kontynentalna, a na wprost wspaniały most RIO-ANDIRRIO. Niezapomniane! Jeszcze przed obiadem podążyłem z pomocą Grekowi, który kawałek za nami zakopał się starutkim kamperem Ducato. Mimo saperek, podkopów, wielu wysiłków i litrów wylanego potu nie udało się nam wypchnąć auta zagrzebanego tak, że silnikem opierał się o plażę. Jakiś czas później ściągnął czterech opasłych Greków, pod koła podłożyli jakiś dywanik i gładko go wypchnęli.
Niestety znowu jesteśmy na kontynencie i choć przed nami jeszcze wiele atrakcji (Delfy, Meteory) to potem już tylko długa droga do domu i koniec urlopu…

jacenty67 - 2009-09-18, 23:12

Tiaaaa...słabo jest...nie podoba się Wam...cóż...Od tej pory będę pisał tyle ile Wy. Veni, Vidi, Vici!!! A wy???
ML - 2009-09-19, 21:03

jacenty67 napisał/a:
Tiaaaa...słabo jest...nie podoba się Wam...cóż...Od tej pory będę pisał tyle ile Wy. Veni, Vidi, Vici!!! A wy???

Nie wiem co masz na myśli- ja przeczytałem Twoją relację kilka razy i cały czas się zastanawiam nad wyprawą w tamte rejony po części twoimi śladami. Relacja bardzo fajna i dająca wiele praktycznych wskazówek. Bardzo dziękuję :bukiet: i pisz jak najwięcej bo świetnie to robisz :spoko

Pozdrowienia.

WINNICZKI - 2009-09-19, 21:14

Jak to słabo ????? Rewelacja mnie zatkało :) :) nie to ,że zazdrość ależ skąd ,marze o Grecji. Atenach ,a w nich o Akropolu ,Place, i campingu w Maratonie. Przeczytałem relacje jednym tchem,w przyszłym roku zanim wybiore sie na wakacje pewnie przeczytam jeszcze raz i poczynie stosowne notatki. Niestety mój camper nie jest w stanie mieć takich dziennych przebiegów rzędu 800km. A dokładnie ja nie wytrzymał bym 16 godzin non stop ( troche wolniej poruszamy sie z racji wieku i mocy silnika) Ale reszta super i zdjęcia plaż.....Pozdrawiamy :spoko :spoko :spoko
jacenty67 - 2009-09-20, 00:32

ML i Winniczki!
Drodzy moi, Włóczykije!
Właśnie takiego wsparcia potrzebuje czasami ten co spisuje :lol:
Pozdrawiam serdecznie.
Kalispera
Jacek

KOCZORKA - 2009-09-20, 17:55

Relacja i foteczki SUPER!!! :bukiet:
Bardzo lubię czytać relacje i oglądać fotki z pięknych okolic.
Jeżeli gdzieś nie byłam, mogę się wiele dowiedzieć o danym kraju, jeżeli byłam - mogę powspominać. :bigok
Czekam na więcej :!: :!:

Pozdrówka dla całej załogi. :spoko

Tadeusz - 2009-09-20, 19:48

Jacenty. Twoja relacja jest pięknym, wiernym opisem trasy. Dla nas to bardzo cenny przewodnik. Wielu kolegów korzysta z uwag i rad zawartych w takich relacjach.
W ten sposób wspólnymi siłami tworzymy wielce pożyteczny bank informacji.
Dodam, że czytając takie relacje, mamy frajdę jak byśmy sami tam byli. :wyszczerzony:
Dziękujemy. :bukiet:

Aulos - 2009-09-20, 20:15

Super wyprawa i ciekawa relacja, a fotki rewelacja. My jeszcze nie odkryliśmy Grecji - eksploracja ojczyzny olimpiad i mitycznych bogów przed nami.
jacenty67 - 2009-09-21, 11:14

16.08.09
Marathias Delfoi (Delfy)
85km
11:00 12:30

Dzisiaj niedziela, więc po dłuższym śpiochu zjedliśmy tradycyjną jajeczniczkę. Nie mieliśmy się gdzie spieszyć, bo dzisiejsza podróż z założenia miała być krótka, a niezłe widoczki umiliły czas podróży. Około 12:30 zabukowaliśmy się na małym, ale cudownym campie, wytarasowanym na zboczach Parnasu, 4km przed Delfi, jakieś 600m n.p.m +38° 28' 42.28", +22° 28' 26.44". Widoki rewelacyjne-w oddali zatoka Iteas i samo miasteczko Itea, dookoła góry, a pod nami rozległa dolina, prawie w całości pokryta gajami oliwnymi. Z basenu i tawerny widok był równie powalający! Żyć nie umierać-chciałbym tu zamieszkać na dłużej! Klimat też wspaniały-mimo prażącego słońca suchy i ciepły wiatr spadający z gór, czasem nawet porywisty, sprawiał że czułem się rewelacyjnie. Tylko Edysia narzekała przez cały dzień na ból głowy.
Mało brakowało, a ekologiczną niby kolejką na kołach, za 1,8e od osoby, dotarlibyśmy do atrakcji archeologicznych bez ruszania Herkulesa z campu. Cóż, Grecja! „Pociąg” miał być na przystanku o 13:20, a o 13tej widziałem go już znikającego za zakrętem i to bez najważniejszych pasażerów! I dobrze się stało, bo po 3 noclegach na dziko należało się nam trochę relaksu. Basen, leżaczki, lenistwo, zimne piwko, kąpiele, lekkie przekąski i już o 17tej byliśmy gotowi do zwiedzania centrum antycznego świata.

jacenty67 - 2009-09-21, 11:24

Było przyjemnie chłodno i nie tak tłumnie jak się spodziewałem. Zaczęliśmy od położonych poniżej ruin świątyni Ateny, trochę w górę na Gymnasion, później autem cofnęliśmy się do głównego wejścia na Święta Drogę i zaczęliśmy właściwe zwiedzanie. W stosunku do campu jesteśmy jakieś 300m wyżej, czyli na wysokości 900m, u stóp masywu Parnas, którego szczyt ma 2457m! Widoki rewelacyjne! +38° 28' 58.63", +22° 29' 55.83".
jacenty67 - 2009-09-21, 11:36

Zanurzyliśmy się w klimat 14w p.n.e, im wyżej tym więcej wrażeń, dziewczyny dotrwały aż do ruin olbrzymiej świątyni Apolla, stamtąd już samotnie ruszyłem zwiedzać teatr i oczywiście kolebkę wszystkich olimpiad-stadion. Teatr mniej efektowny niż Epidavros, za to rewelacyjnie położony w centrum antycznego miasta. To tylko przystanek w drodze na stadion, morderczy ten spacerek nawet po 19tej… W środku dnia byłoby ciężko wspiąć się tak wysoko, ale było już chłodniej, a ciekawość miejsca dodawała adrenaliny. Po dotarciu do wejścia na stadion zdębiałem-otoczony linami z zakazami wstępu w kilku językach lekko mnie zdrażnił. Nie bacząc na niby obecnych strażników, przeszedłem pod linami by już po chwili zasiąść na jednej z VIPowskich loży. Stanąłem na płycie stadionu i oczyma wyobraźni zobaczyłem wiwatujące tłumy, oczekujące na moje zwycięstwo. Ruszyłem więc, raczej do leniwego spacerku niż do sprintu, na oko oceniłem, że stadion ma jakieś 200m długości i 12mszerokości (do sprawdzenia w źródłach wiedzy). Napawałem się starożytnością jakieś 20 minut, choć nie ręczę, bo czas tam jakby się zatrzymał…Dopiero głos strażnika wyrwał mnie z dalekiej podróży – Sorry Sir, we are closing! W drodze na dół pozwalał mi jeszcze robić zdjęcia, cierpliwie czekając z przyjaznym uśmiechem na twarzy. Na dole spotkałem się z moimi zniecierpliwionymi kobietami i udaliśmy się do wyjścia. Na camp wróciliśmy o 20:20, trochę zmęczeni, ale przede wszystkim głodni! Fakt-spaliliśmy trochę kalorii… Już wcześniej planowałem porwać dziewczyny na grecką kolację, w uroczej kempingowej tawernie, tuż obok basenu. Dostaliśmy chyba najlepszy stolik, tuż na skraju tarasu, więc widoki mieliśmy rewelacyjne. Co jedliśmy? Na przystawkę tzatziki i sałatkę grecką, później Julia Bifteki, które jej zdaniem nie tylko pachniały, ale wręcz smakowały grillem (potwierdzam). Edysia skusiła się na jagnięcinę w sosie cytrynowym, którą zgodnie chwaliliśmy za smak i delikatność. Ja wybrałem kolejną grecką potrawę - musaka. Po prostu palce lizać! Hiszpańska tortilla się nie umywa! Na dopełnienie smaków zamówiliśmy oczywiście Retsinę - białe wino, produkowane tylko w Grecji, zgodnie z tradycją sprzed 5000 lat(tak piszą na butelkach). Swój wyjątkowy smak zawdzięcza sosnowej żywicy, którą uszczelniano beczki. Było pyszne, a w dodatku za jedyne 6e i to w knajpie. Zadowoleni wyszliśmy po 23ciej, dziewczyny poszły spać a ja zasiadłem do zapisków. Porywisty wiatr szarpie kartkami, sypie piniowymi igłami, ale mnie od pisania odrywają tylko spojrzenia na wspaniałą dolinę, która w dzień, o zachodzie słońca czy teraz w środku nocy daje niezapomniane wrażenia.
Wszystkim, którzy przeoczyli camp DELFI serdecznie współczuję, a tym którzy wybierają się w te okolice-gorąco polecam!!!

jacenty67 - 2009-09-21, 12:27

17.08.09
Delfoi Kalampaka(Meteora) Servia
369km
11:00 15:20-17:20 21:00

Przyjemnie się spało, mimo świszczącego przez całą noc wiatru. Wstałem około 8ej i popijając kawkę na super tarasie modyfikowałem plan dalszej podróży. Cel na dziś to METEORA i jej klasztory. Ruszyliśmy o 11tej, wcześniej pozbywając się brudów i uzupełniając czystą wodę. Naprawdę nie chciało mi się stamtąd wyjeżdżać…
Droga, jak to w Grecji kręta, mozolnie pod górę i ostrożnie w dół, ale polubiłem ten rodzaj podróżowania i na pewno będę za nim tęsknił w długiej autostradowej drodze powrotnej. Kręte drogi dostarczają zazwyczaj wiele wspaniałych widoków-tak było i tym razem! Dopiero za Lamia a przed Domokos wjechaliśmy w rozległa nizinę, która ciągnęła się aż po horyzont. Jedynie po lewej stronie, znacznie od nas oddalony, rozciągał się masyw Pindos. Dziewczyny zaczęły powątpiewać w to, że zobaczą jakieś wysokie skały jeszcze dzisiaj. Przejechaliśmy przez centrum Trikala, a kilka kilometrów dalej wreszcie pojawiły się te wspaniałe formy skalne, które jakieś 30 mln lat temu stanowiły dno ogromnego oceanu. Przejechaliśmy przez Kalampaka i zaczęliśmy wjazd na Meteora od wsi Kastraki. Ostre, popołudniowe słońce trochę przeszkadzało w podziwianiu widoków, wspinaliśmy się więc dalej, po drodze mijając klasztory. Oczarowani dojechaliśmy do dwóch największych przeznaczonych do zwiedzania. Pierwszy to najstarszy Varlaam, drugi ciut wyżej Great Meteora, największy z klasztorów. Dobrze wybraliśmy kolejność zwiedzania, bo pierwszy był czynny do 16tej, zrobiłem kilka niedozwolonych zdjęć i wstępnie oczarowani ruszyliśmy do drugiego. Na szczęście czynny był do 17tej, wymagał jednak więcej wysiłku na pokonanie wielu schodów. Wrażenia odmienne-pierwszy oddawał ducha klasztornego życia, drugi moim zdaniem jest już mocno nastawiony na turystykę, zwiedzających też było znacznie więcej, no i ta przygoda z mnisim strażnikiem, który przyłapał mnie na robieniu niedozwolonych zdjęć i kazał je usunąć-taki już los paparazzich. Resztę tego co widoczne-objechaliśmy i choć mocno namawiałem resztę załogi na nocleg w Meteorach nie dały się przekonać, argumentując to widocznymi zakazami kaperowania, oraz krążącą policją. Uległem, wiedząc że po podziwianiu ostatniego greckiego cudu będą parły na jazdę w stronę domu jeszcze mocniej...

jacenty67 - 2009-09-21, 12:36

Zjechaliśmy do Kalampaki, zjedliśmy szybki obiad na parkingu opustoszałej tawerny i ruszyliśmy w kierunku Gravena. Znów pojawiły się dróżki górskie, niezbyt strome za to strasznie kręte. W mijanych lasach szukałem miejsca na nocleg, ale pojawiające się ostrzeżenia o niedźwiedziach mocno wystraszyły dziewczyny, a mnie zdziwiły.
Przejechaliśmy przez urokliwy kanion rzeki Venetikos, za Gravena górki się skończyły a zaczęła autostrada, na której nie znalazłem żadnego parkingu. Zjechaliśmy więc na Kozani i dalej, już po zmierzchu przekraczając jezioro L.Aliakmona,na Servia. Pierwsza próba noclegowa na przystani odpadła ze względu na zamykaną bramę i strzeżony teren prywatny. Druga-przy cmentarzu odpadła w sposób naturalny. Trzecia-parking przy samej szosie o dużym ruchu podzieliła los drugiej. Czwarta była nie do pobicia-oświetlony parking przy tawernie i stacji BP, cicho i bezpiecznie +40° 13' 13.04", +21° 58' 39.45". Zjedliśmy co nieco, prysznic, Mythos na dobranoc i nawet nieliczne przejeżdżające samochody nam nie przeszkadzały.

jacenty67 - 2009-09-21, 12:43

18.08.09
Servia Alexsandria, Evzoni Skopje
349km
09:30 15:30

Promienie słońca obudziły mnie o 7:30, poranny rytuał kawowy skończył się wybudzeniem załogi i o 9:30 byliśmy już gotowi na rozpoczęcie pożegnania z Grecją. Minęliśmy Kozani i zjechaliśmy na autostradę, która miała wiele mostków i tuneli prostujących drogę. Stara lokalna droga leżąca w dole wyglądała na mocno zniszczoną i dawno nieużywaną, a cały odcinek autostrady z Gravena do Alexsandria okazał się bezpłatny. Zjechałem na Aleksandria, aby skrócić i urozmaicić drogę, dalej przez N.Halkidona, starą i pustą drogą na Polikastro do Evzoni. Kilka kilometrów przed granicą z Macedonią znaleźliśmy LIDL, w którym kupiliśmy koszyk greckich specjałów, przekonując sprzedawczynię, że MUSIMY zapłacić kartą-jedyny ich problem przy takich transakcjach to konieczność jej akceptacji przez szefową, która zrobiła to bez mrugnięcia okiem. Granicę przejechaliśmy bez problemów, macedońska celniczka dopytywała się tylko ile kosztuje takie podróżowanie i życzyła nam szerokiej drogi. Droga z południa na północ znacznie gorsza niż w przeciwnym kierunku, a rozdwojony odcinek między Veles a Petrovac nie dość, że z dziurawą nawierzchnią, to jeszcze nie daje takich widoków. Szkoda. Szybciutko dojechaliśmy do drugiego zjazdu na Skopje, autostradą M4, bo to przy niej leży BEST WESTERN AUTO CAMP (hotel też jest) +41° 59' 48.80", +21° 33' 0.56". Bardzo ładny, nowoczesny i zacieniony kemping, był totalnie pusty. Recepcja zamknięta na łańcuch. Zaczęliśmy mieć nadzieję, że przenocujemy za friko, ale ogrodnik skierował nas do recepcji hotelowej, gdzie w bardzo miły sposób nas obsłużono. Do wieczora dojechała jedna namiotowa załoga z Polski, Niemcy z przyczepą oraz samotny niemiecki Polak z przyczepą, było więc z kim pogadać. Camp leży trochę zbyt blisko autostrady, ale da się wytrzymać, odpocząć i zebrać siły na następny dzień.
P.D: 1.Niestety rozstanie z Grecją 2.Nuda drogowa, poza widoczkami sprzed Alexsandrii 3.Kolejna podróż w czasie

jacenty67 - 2009-09-21, 12:54

19.08.09
Skopje Horgos Szekszard
759km
10:00 20:00-22:00 00:30

Po kamper serwisie i wymeldowaniu ruszyliśmy z kopyta w stronę domu. Jedyną rozrywką po drodze były smętne widoki wzbogacane wspomnieniami sprzed prawie 3 tygodni… Przed Belgradem dla oszczędności i urozmaicenia podróży, zjechałem z autostrady na Smederevo, później wąską drogą wzdłuż Dunaju dojechaliśmy do stolicy Serbii. Dziewczyny mają pomału dosyć tego najdłuższego do przejechania kraju, ja też. Z Belgradu pojechałem na Zrenjanin, Kumane, Becej, Senta, Kanjiza do Horgos. Bardzo dobra droga, luźno, zero policji-można ciąć! Polecam tę trasę, jest o niebo lepsza od M22, którą jechałem w tamtą stronę-na samo wspomnienie ciary mnie przechodzą… Na granicy SRB-HU byliśmy już o 20tej i na pierwszy rzut oka nic nie zwiastowało kłopotów-100 metrów do przejścia, 3 do 4 rzędów samochodów, liczyłem na szybki przejazd. Myliłem się niestety, Serbowie ruszali się jak muchy w smole, do tego przepychanki z turecko-niemieckimi wyszczekanymi samochodami-koszmar. Po półtorej godzinie przejechaliśmy. Węgrzy jednak aż za dobrze pilnują wjazdu do UE, stąd kolejne 30 minut straty. Ten czas wykorzystałem na znalezienie sposobu na ominięcie spodziewanych korków w okolicy Budapesztu. Wybór padł na Balaton, gdzie będziemy jutro. Dzisiaj zjechałem z autostrady na zachód, na drogę 55 w kier.Baja, w Bataszek na północ na drogę 56 i tak dojechaliśmy do Szekszard, na parking przy centrum handlowym, obok McDonalds +46° 19' 51.11", +18° 42' 14.24".
Na dalszą jazdę nie mieliśmy już ochoty, choć droga była dobra, nocą ruch znikomy, ale dwie godziny na granicy i już przejechane kilometry zrobiły swoje. Dziewczyny poszły szybciutko spać, a ja usiadłem na ławeczce z butlą dobrego serbskiego piwa Jelen. Policja dwa razy objechała teren nie zwracając na nas większej uwagi-idę spać, bo już po 1szej.

jacenty67 - 2009-09-21, 12:57

20.08.09
Szekszard Siofok Trencin
469km
10:00 18:00

Jak śniadanie to tylko w McDonalds! Oczywiście, jeżeli jest pod ręką… Najpierw węgierskie hamburgery, smaczniejsze nawet niż polskie, potem espresso z pysznym ciachem-był naprawdę duży wybór. Chcieliśmy pochodzić po sklepach, ale okazało się, że Węgrzy mają dzień wolny od pracy – Święto Króla Stefana, początek dożynek. Już sobie wyobrażam, co dzieje się w okolicach Budapesztu... Niespiesznie dojechaliśmy do Siofok, kawałek dalej wcisnęliśmy się na parking obok kempingu, nad Balatonem. Zobaczyliśmy wybetonowane nabrzeże, nad którym zielona trawa szczelnie pokryta była spragnionymi wypoczynku plażowiczami. Woda czyściutka, ale ci, którzy lubią popływać muszą przygotować się na długi marsz…po jakichś 150 metrach woda ma głębokość 120cm... Sporo atrakcji wodnych, mechaniczny tor dla narciarzy wodnych, bary wzdłuż i wszerz. Popatrzyliśmy i pojechaliśmy dalej, uciekając przed autostradami (nawet nie kupiłem winietki) swobodnym śmigiem minęliśmy Gyor, a od przejścia w Rajka przenieśliśmy się na autostradę. Szybko dotarliśmy do Trencina, gdzie nad rzeką w okolicy stadionu i basenów, znaleźliśmy camp jednogwiazdkowy +48° 54' 0.24", +18° 2' 30.51". Hmmm…powiało komuną, że hej! Najbardziej rozbawiły mnie toalety, w których sufit wyłożony był panelami podłogowymi, ale punkt dla kamper serwisu był. Wszędzie było cicho, czysto i spokojnie, a zamek który wielokrotnie mijałem z daleka jadąc autostradą, teraz był w zasięgu ręki, po drugiej stronie rzeki.

jacenty67 - 2009-09-21, 13:05

21.08.09
Trencin Cieszyn Komorów
530km
10:00 18:30

Mamy niewiarygodne wręcz szczęście do pogody-znów słoneczko od samego rana! Wczoraj wieczorem było jednak chłodno, po raz pierwszy od 3 tygodni założyłem długie spodnie i cienki polarek. Śniadanko i wyjazd! Szybko dotarliśmy do Cieszyna, a stamtąd na polski obiad w Koziegłowach – Stary Młyn tak karczma się nazywa, ale ma chyba nie więcej niż dwa lata. Przypomnieliśmy sobie, że w Polsce dają tyle, że nie ma szans zjeść wszystkiego.
Piątek, więc ciasno było na drodze, ale dokąd mieliśmy się spieszyć? Herkulesa musimy oddać dopiero w poniedziałek! No a potem już wiadomo…praca, dom, praca, no i ?
Oby do wiosny, a właściwie do początku marca, bo wtedy właśnie, mam nadzieję, że zdrowy i silny, przyjdzie na świat czwarty członek naszej rodziny, o czym wiedzieliśmy już przed wyjazdem!!! W Grecji już był, reszta świata przed nim/nią. Sami widzicie, że na następny wyjazd będziemy musieli troszeczkę poczekać.
Pozdrawiamy serdecznie, Orzeszki. +52° 8' 41.47", +20° 48' 36.90"
:spoko :spoko :spoko
P.S. W załączeniu ostatni nasz grecki prezencik - kalendarium urlopowe wraz z linkami do miejsc, w których byliśmy lub spaliśmy.

rafalcho - 2009-09-21, 20:20

Witam,

Jestem pod wrażeniem szczegółowości Twojego opisu :brawo:

I jeszcze ten załącznik ... SUPER


Masz PIWO :pifko



:spoko

KOCZORKA - 2009-09-21, 20:43

Dziękujemy pięknie za Super relacyjkę i foteczki. :bukiet:
jacenty67 napisał/a:
Oby do wiosny, a właściwie do początku marca, bo wtedy właśnie, mam nadzieję, że zdrowy i silny, przyjdzie na świat czwarty członek naszej rodziny, o czym wiedzieliśmy już przed wyjazdem!!!

Gratulacje dla całej rodzinki. :bigok
Będzie mały bobasek, o którym mamy nadzieję (jak się pojawi :szeroki_usmiech ) dasz znać. :bigok

Pozdróweczka dla całej załogi Orzeszki. :spoko

Aulos - 2009-09-22, 09:42

Coraz bardziej mi żal, że nas tam jeszcze nie było. Gratuluję relacji i fotek :spoko
Tadeusz - 2009-09-22, 10:03

Dziękujemy Jacenty.
Wykonałeś piękną pracę dla kolegów. Jest to świetny materiał poznawczy, bardzo interesujący i starannie przygotowany.
Wyrażam głęboki szacunek. :kwiatek2

PS: Mam nadzieję, że los pozwoli nam poznać się osobiście jak najprędzej. :spoko

Camper Diem - 2011-02-27, 16:54

jacenty67, dzisiaj i ja przeczytałem Twoją relację, dziękuję Ci za nią bardzo :spoko
pp - 2011-03-19, 07:32

Bardzo fajna relacja!

jednak razi mnie fakt (jeszcze podkreślany przez autora) łamania zakazów i reguł, zwłaszcza w muzeach!

ojdany - 2016-02-28, 17:23

Bardzo fajna relacja! Co prawda nie wybieram się do Grecji, ale opisujesz miejsca w Macedonii i na Węgrzech, o które planuję w tym roku zahaczyć :wyszczerzony: Pozdrawiam :spoko

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group