| |
Klub miłośników turystyki kamperowej - CamperTeam
|
 |
Po Polsce - Mazury i okolice.
krynia i stan - 2010-07-30, 09:13 Temat postu: Mazury i okolice. Jest nareszcie 7 lipiec, dzisiaj po pracy ruszamy w końcu na upragniony urlop.
Plany były sprecyzowane tylko na kilka pierwszych dni, ponieważ mama Krysi zrezygnowała z wyjazdu to wszystko się pokiełbasiło, i wiele rzeczy odwołujemy ale nie wizytę u Bystrzaków i bardzo dobrze bo mamy okazję poznać bliżej wspaniałych ludzi.
Wyjeżdżamy po pracy około 17 tej i po przejechaniu 200 km okazuje się iż mijamy miejscowość Lędyczek, a ponieważ mamy tam rodzinę to zatrzymujemy się na nocleg.
Rano ruszamy w kierunku Gdańska, zahaczając o Czersk gdyż mam tam rower do odebrania.
W Czersku okazuje się iż rower jest nie do końca sprawny bo silnik pracuje tylko na biegu jałowym i nie chce wchodzić na obroty. Ponieważ mamy wracać w te strony więc daję sprzedawcy szansę na naprawę.
Jemy obiad i do Gdańska, parkujemy kamperka wg zaleceń Bystrzaków i idziemy oglądać piaskowe rzeźby.
Po południu zatrzymujemy się na nocleg u Kasi i Andrzeja , którzy okazują się być (bo jak mogło być inaczej) przemiłymi i bardzo uczynnymi gospodarzami (Andrzej dziękuję za pomoc w usuwaniu usterek)
Rano zwiedzamy starówkę i po południu dalej w drogę , trzeba zwolnic miejsce u Bystrzaków dla Timotów .
krynia i stan - 2010-07-30, 09:15
fotek cd..
bogus bednarski - 2010-07-30, 10:22
krynia i stan,
Witam.
A gdzie Mazury?
Pytam bo za rok chcę zaliczyć na okres miesięczny w lipcu i wszystko co na temat mnie interesuje.
krynia i stan - 2010-07-30, 11:08 Temat postu: Jak kupowałem rower. Jak już wspomniałem wcześniej zdecydowałem się kupić rower, ale nie taki zwykły – nie nie.
Dla takiego miłośnika gadżetów jak ja to nie byłby żaden honor zwykły rower, ten był z silnikiem spalinowym.
Pierwsze podejście okazało się nieudane bo silnik nie wchodził na obroty, odłożyłem zakup do usunięcia usterki ponieważ z Gdańska mieliśmy jechać do Wdzydz Tucholskich, i było to mniej więcej przez Czersk.
Telefonicznie uzgodniłem że rower sprawny można odbierać, więc skręciliśmy do Czerska.
W Czersku zatrzymujemy się na tym samym placu i sprzedawca przyjeżdża po mnie autem, jedziemy do niego po rower.
Los (lub tez jakaś inna siła wyższa) ostrzega mnie po raz drugi bo tym razem okazuje się iż silnik wchodzi na obroty ale gaśnie na jałowych.
Ale co mi tam los, ja jestem uparty i daję gościowi czas na usunięcie usterki.
Jedziemy do Wdzydz odwiedzić starego znajomego, prowadzi on tam Gościniec Kaszub.
Wieczorem dostaję SMSa iż rower chodzi jak nowy.
Leniuchujemy przez sobotę i niedzielę prażąc się w niemiłosiernym słońcu, wówczas to po obserwacji zachowania piesków podejmujemy decyzję że jednak nie jedziemy na Grunwald.
W związku z czym zostajemy jeszcze dwa dni we Wdzydzach, ponieważ jednak ze sprzedawcą roweru umówiłem się na odbiór w niedzielę to poprosiłem Fredka (to ten nasz znajomy) żeby mnie podrzucił do Czerska.
Z powrotem wrócę rowerem , wprawdzie to ok. 30 km ale przecież będę jechał na silniku.
Trzeciego ostrzeżenia nie było, po sfinalizowaniu transakcji Fredek pojechał z powrotem a sprzedawca gdzieś na jeziora.
Ja po rundzie kontrolnej wokół kwartału ulic zabrałem się do zamontowania torby i licznika, po czym radośnie szarpnąłem za linkę rozrusznika.
Przez dłuższą chwilę następnie z niedowierzaniem w oczach i przekleństwem na ustach patrzyłem na linkę która została mi w ręce.
Puściłem kilka cichych ale bardzo soczystych wiązanek, szybko okazało się iż nie mam czym rozkręcić pokrywy żeby założyć z powrotem linkę.
Wyciągnąłem telefon, ale sprzedawca był szybszy, swój już wyłączył.
Nie będę opisywał swoich myśli gdyż nie chcę nikogo z Was narażać na konieczność spowiedzi, w każdym razie kląłem własną głupotę i cwaniactwo sprzedawcy w tej kolejności długo i namiętnie.
Rower bez wspomagania silnikiem jedzie trochę lepiej niż pamiętny rower marki „Ukraina”, po przejechaniu pierwszych pięciu kilometrów pot zalewał mi oczy i d***.
Słońce nadal praży a po drodze mam tylko kilka krótkich zalesionych odcinków, reszta to patelnia i kurz wznoszony przez koła mijających mnie samochodów.
Kara za głupotę musi być dotkliwa więc pedałuję dalej, mam na szczęście ze sobą butelkę wody mineralnej więc „śmierć” z pragnienia mi nie grozi ale po pewnym czasie pęcherz dopomina się swoich praw.
W najbliższym lasku skręcam w boczną dróżkę w celu ulżenia sobie, zszedłem z roweru przy dogodnym krzaczku w celu wykonania wiadomych czynności, nie dane mi było cieszyć się ulgą gdyż za chwilę wybiegłem stamtąd w panice z nie dopiętym rozporkiem otrzepując się po nogach.
Okazało się iż całą okolicę zaanektowały sobie olbrzymie mrówki które wściekle odpowiedziały moje nieproszone najście i próbę zbezczeszczenia ich terytorium.
Całe to zajście dodało mi nowych sił do przejechania następnych kilometrów, gdy po ok. 1,5 godziny dojechałem do Wdzydz nie miałem na sobie nic suchego ani ochoty do rozmowy, siadłem w fotelu i przez godzinę kontemplowałem nie powiem co.
Tu również nie było jak rozkręcić pokrywy silnika w rowerze więc bez specjalnego żalu z mojej strony zostawiamy go i we wtorek jedziemy dalej.
Rower tak mi podpadł że nawet nie zrobiłem mu zdjęcia
krynia i stan - 2010-07-30, 11:51
Nie da rady, toto ma sprzęgło odśrodkowe
krynia i stan - 2010-07-30, 13:08
Wyciągamy przewodnik i znajdujemy sugerowane trasy wycieczek, wybieramy jedna z nich i ustawiam GPSa w kierunku na Reszel. Do przejechania mamy około 260 km ale jest już popołudnie gdy ruszamy więc decydujemy się na nocleg nad jeziorem we wsi Lutry niedaleko Reszela.
Zatrzymujemy się w gospodarstwie agroturystycznym u sołtysa, nie ma tam placu kempingowego więc jest zgoda tylko na nocleg, bez prądu ale jest WC i prysznic w cenie 30 zł za całość.
Chętnie z tego korzystamy i rano ruszamy dalej.
krynia i stan - 2010-07-30, 13:38
| KOGUT napisał/a: | | a co to za marka tego sprzętu i jaki model , popatrzymy sobie jak wygląda w sieci |
Rower zabraliśmy z przechowania w drodze powrotnej , więc porobię fotki i umieszczę w osobnym wątku.
WODNIK - 2010-07-30, 13:38 Temat postu: Re: Jak kupowałem rower. [quote="krynia i stan"]
Tu również nie było jak rozkręcić pokrywy silnika w rowerze
No co Ty Bodzio. nie masz w kamperku małej skrzynki z podstawowym wercajgiem?
Pozdrawiamy
krynia i stan - 2010-07-30, 13:40
| WODNIK napisał/a: |
No co Ty Bodzio. nie masz w kamperku małej skrzynki z podstawowym wercajgiem? |
Podstawowy jest, ale tam jest niestety nietypowy
Pozdrawiamy również
krynia i stan - 2010-07-30, 15:51 Temat postu: Zamek w Reszlu. Rankiem po śniadaniu wyjechaliśmy do Reszla, po pokonaniu niecałych 20 km wjechaliśmy do miasta.
Auto zostawiliśmy na obrzeżach starówki a sami weszliśmy miedzy kamieniczki.
Zainteresował nas zamek (w Reszlu jest więcej do zwiedzania, ale postanowiliśmy zostawić je sobie na następne wycieczki).
Reszelski zamek ma bardzo ciekawą i burzliwą historię.
W XIII wieku w jego miejscu powstała drewniana warownia krzyżacka, z warowni tej krzyżacy musieli się dwukrotnie salwować ucieczką przed powstaniem okolicznej ludności pruskiej.
Pod koniec wieku warownia przeszła we władanie biskupów warmińskich i w połowie XIV w rozpoczęto budowę zamku., którą zakończono pod koniec XIV w.
Stanowiła ona wówczas prze de wszystkim warownię obronną przed zakusami Litwy.
W połowie wieku przechodzi w ręce polskie i traci znaczenie wojskowe, funkcjonuje jako zameczek myśliwski. Na przestrzeni lat budowla podupada i po zaborze przejmują ją Prusacy, którzy w XVIII w zakładają w nim więzienie.
Na początku XIX w w okresie wojen Napoleońskich zamek podpalają Polacy, po czym zostaje odbudowany do obecnej postaci.
Przed wojna mieścił kościół i parafię ewangelicką oraz małe muzeum, obecnie udostępniony jest do zwiedzania, bilet wstępu kosztuje 3 zł.
krynia i stan - 2010-07-30, 15:52
cd ..
krynia i stan - 2010-07-30, 17:39 Temat postu: Święta Lipka Jadąc dalej 6 km wjeżdżamy do miejscowości Święta Lipka znanej z Sanktuarium Maryjnego. Legenda głosi, iż w XIV w skazaniec z zamku Kętrzyńskiego na skutek interwencji matki Boskiej wyrzeźbił jej figurkę z dzieciątkiem.
Po jej ukończeniu został uwolniony, a figurkę powiesił na lipie przy drodze z Kętrzyna do Reszla. Miejsce to zasłynęło wieloma cudami i wkrótce odwiedzało je wielu pielgrzymów.
Wybudowano tam najpierw kaplicę którą opiekowali się księża krzyżaccy.
Kaplicę zniszczono w czasach reformacji, a w jej miejscu postawiono szubienicę.
W 1619 roku odbudowano kaplicę a zaginioną figurkę zastąpiono obrazem Matki Boskiej Świętolipskiej.
Sława cudów tak daleko iż kaplica szybko nie była w stanie pomieścić pielgrzymów i pod koniec XVII w wzniesiono Bazylikę , ponieważ grunt był niestabilny wbito 10 000 pali z drewna olchowego.
Nas do sanktuarium sprowadziły organy wykonane w latach 1719-1721 przez organmistrza z Królewca, Jana Josue Mosengela.
A właściwie to sprowadziła nas możliwość wysłuchania mini-koncertu na nich, które odbywają się tu o każdej pół do pełnej godziny w ciągu dnia z pominięciem mszy.
Brzmienie organ robi olbrzymie wrażenie, chociaż poruszające się figurki są bardzo „odpustowe”.
krynia i stan - 2010-07-30, 20:43 Temat postu: Gierłoż i Mamerki 22 km dalej w Gierłoży znajduje się jedna z wojennych kwater Hitlera tzw. Wilczy Szaniec.
Powstawał on od 1941 do 1944 r wykonywany w tajemnicy przez specjalistyczną firmę "Organisation Todt" zajmującą się budową umocnień wojskowych i bunkrów.
Znajdowały się tu schrony Hitlera, Keitla, dr Dietricha, Bormanna, bunkry te miały od góry ściany ośmiu metrów żelazobetonu, a ściany boczne mierzyły pięć metrów grubości. Na szczycie znajdowała się prawie metrowej głębokości niecka wypełniona ziemią gdzie znajdowały się nasadzenia trawy, krzewów i drzew celem zamaskowania. Cały teren, wszystkie drogi i lżejsze budynki zamaskowane były rozpiętą miedzy drzewami siatka maskującą.
Oprócz tych ciężkich schronów (których współczesną im bronią nie można było zniszczyć) było tam dużo lżejszych budowli przykrytych zaledwie metrowej grubości pokrywą żelazobetonu służących za kasyna, sale odpraw, magazyny itp.
Tutaj zamachu na Hitlera dokonał pułkownik Claus von Stauffenberg i tutaj też znajduje się poświęcona temu wydarzeniu tablica w formie otwartej księgi.
Wjeżdżamy na duży parking, opłaty 12 zł od osoby na zwiedzanie i 10 zł za parkowanie kampera, jesteśmy kierowani przez porządkowych na teren zalesiony i niespodzianka jest to kemping z podłączeniem do prądu i WC a w opłacie można zostać na noc.
Ponieważ pieski są niespokojne idziemy zwiedzać oddzielnie, dołączając do grupy z przewodnikiem (cena ok. 4-5 zł, zależnie od ilości osób), obejście całego kompleksu zajmuje około 1-1,5 godziny.
Potęga tych budowli wywiera olbrzymie wrażenie i szkoda że Niemcy uciekając je wysadzili a Polacy rozszabrowali potem wszystko co miało jakąkolwiek wartość i dało się wywieźć.
Około 20 km dalej znajduje się podobny kompleks bunkrów w Mamerkach, byliśmy w nim kilka dni później ale ze względu na powinowactwo obu opiszę go teraz.
Znajdowała się tam kwatera dowództwa wojsk lądowych skąd kierowano rozpoczęciem operacji Barbarossa, wszystkie schrony tam się znajdujące są całe gdyż Niemcy nie zdążyli ich wysadzić.
Niestety teren jest całkowicie zarośnięty drzewami i największa tam atrakcja czyli wieża widokowa jest niewiele warta gdyż z góry widać niemal wyłącznie zieleń drzew. Podobno najlepiej zwiedzać Mamerki wczesną wiosną lub późną jesienią.
Rankiem po noclegu w Gierłoży ruszmy dalej.
krynia i stan - 2010-07-30, 20:45
Fotki z Mamerek
krynia i stan - 2010-07-31, 14:00 Temat postu: Giżycko - Twierdza Boyen Do Giżycka docieramy przed 10-tą, na początku jest małe zamieszanie bo okazało się po dojechaniu do bramy wjazdowej że jesteśmy za wysocy w związku z czym nie wjedziemy na parking.
Odcinek drogi dojazdowej jest bardzo wąski, a wskutek padającego od rana deszczu pobocze rozmoczone i śliskie więc nie zaryzykowaliśmy odwrócenia auta przodem do kierunku jazdy, a czasie cofania (cofania jest kilkaset metrów) spotkaliśmy autobus z wycieczką wjeżdżający pod twierdze tyłem. Zatrzymaliśmy się w końcu pod inną bramą przeznaczoną dla dostaw do twierdzy.
Potem spacerek do kasy i kupiliśmy bilety po 6 zł od głowy, dostaliśmy mapkę z objaśnieniami, parasole w łapki i do zwiedzania.
Twierdza Boyen powstała w latach 1843-1855 z rozkazu króla Fryderyka Wilhelma IV.
Została zbudowana na planie sześcioramiennej gwiazdy i ma powierzchnie ok. 100ha, do twierdzy prowadzą cztery bramy w tym jedna wodna.
Obsługiwał ją garnizon ok. 3000 żołnierzy, a jej celem była obrona granic przed wojskami rosyjskimi.
Twierdza nigdy nie została zdobyta w boju, ale po i wojnie światowej zmieniono jej zastosowanie tworząc tam miedzy innymi szpital i punkt zborny armii niemieckiej.
Po 45 roku twierdza przeszła we władanie Polskiej armii która nie bardzo miała co z nią zrobić i w końcu powstało tam kilka firm spożywczych co przyczyniło się do dużych zniszczeń obiektu.
Po 90 r. firmy upadają a twierdza staje się miejscem chętnie odwiedzanym przez turystów, a w amfiteatrze na jej terenie co roku urządzany jest festiwal szantowy.
Trasa do zwiedzania liczy tak ok. 2 km w tym po drodze jest kilka pomieszczeń z galeriami i wystawami, zajęło nam to ok. 2 godziny i nieco przemoczeni wyruszyliśmy w kierunku Karwicy na umówione spotkanie z Halszką i Tadeuszem.
Frowyz - 2010-07-31, 14:53 Temat postu: Re: Gierłoż i Mamerki
| krynia i stan napisał/a: | Na szczycie znajdowała się prawie metrowej głębokości niecka wypełniona ziemią gdzie znajdowały się nasadzenia trawy, krzewów i drzew celem zamaskowania. Cały teren, wszystkie drogi i lżejsze budynki zamaskowane były rozpiętą miedzy drzewami siatka maskującą.
|
Ja tak tylko gwoli ścisłości - maskowanie zapewniała siatka natomiast niecka wypełniona ziemią (warstwa ok 2 m) miała za zadanie rozproszenie wybuchu bomb lotniczych. Ze starych zdjęć wynika, że nie było tam żadnych drzew, a trawa zalęgła się samoistnie.
krynia i stan - 2010-07-31, 15:03
| Frowyz napisał/a: | | Ja tak tylko gwoli ścisłości - maskowanie zapewniała siatka natomiast niecka wypełniona ziemią (warstwa ok 2 m) miała za zadanie rozproszenie wybuchu bomb lotniczych. Ze starych zdjęć wynika, że nie było tam żadnych drzew, a trawa zalęgła się samoistnie. |
Być może, powtarzam tylko to co mówił przewodnik, natomiast niecka na pewno nie miała dwóch metrów głębokości, byłem w Mamerkach na szczycie jednego z bunkrów identycznych jak te w Gierłoży i niecka jest tam całkowicie opróżniona z ziemi więc naocznie mogę stwierdzić że ma ok jednego metra głębokości.
krynia i stan - 2010-08-01, 09:48 Temat postu: W Karwicy u Tadeusza Pokonując około 60 km z Giżycka docieramy do Karwicy ok. 14-tej i okazuje się iż jesteśmy przed czasem bo nasi gospodarze jeszcze nie dojechali więc stajemy na placyku przy świetlicy i robimy obiad, po czym leniwie czekamy na wieści.
W końcu jest telefon i jedziemy do portu w Karwicy tam Tadeusz ustawia nas w ładnym zacienionym miejscu, wiecie jaka to ulga po takim wyprażeniu przez ostatnie dni, cień i kilkanaście metrów do jeziora ? Wygłupiam się, pewnie że wiecie, a wiedzą szczególnie ci co stali wówczas pod Grunwaldem, ponieważ jest środa to właśnie powinniśmy tam zjeżdżać ale jak już pisałem wcześniej zrezygnowaliśmy. Muszę przyznać że nie żałujemy, planowaliśmy zostać w Karwicy dzień czy dwa a wyszło cztery.
Oprócz fajnego miejsca postoju i cudownie chłodzącej wody w jeziorze prze de wszystkim nie zapomnimy fantastycznych gospodarzy w postaci Halszki i Tadeusza i tych długich wieczornych rozmów przy kawie i nie tylko .
Dni upływały mi na czytaniu, kąpaniu się w jeziorze i niewielkiej pomocy Tadeuszowi przy przygotowaniu jachtu do wodowania po zimie.
W niedzielę dojechali koledzy z Grunwaldu i w poniedziałek zrobiliśmy małą imprezie powitalno-pożegnalną , tzn. ich powitalna a nasza pożegnalna.
Wtorek rano wyjazd, kierunek granica z Rosją.
krynia i stan - 2010-08-02, 20:22 Temat postu: Śluza Leśniewo na Kanale Mazurskim Granica z Obwodem Kaliningradzkim jest naszym celem, ale najpierw Węgorzewo, Przystań, Leśniewo i Sztynort.
Niestety zamek krzyżacki który chcieliśmy obejrzeć w Węgorzewie okazał się być zamknięty dla zwiedzających z powodu remontu, tak więc ruszyliśmy w kierunku miejscowości Przystań i położonego tam kompleksu bunkrów Mamerki.
Opis Mamerek pomijam gdyż napisałem o nich przy okazji Gierłoży i Wilczego Szańca, Z Mamerk pojechaliśmy do Leśniewa Górnego zwiedzić najbardziej widowiskową śluzę niedoszłego Kanału Mazurskiego, jest to zaledwie kilka kilometrów od Mamerek.
Kanał Mazurski projektowano jeszcze w połowie XIX w a do wykonania przystąpiono w 1911r , wojna 1914 przerwała prace które zostały wznowione dopiero 20 lat później i przerwał je znowu czas wojenny tym razem już definitywnie w 1944 r.
Kanał miał łączyć jeziora mazurskie z Bałtykiem stanowiąc szlak handlowy. Zbudowano 10 śluz i dwa jazy pokonując ponad 111 m różnicy poziomów. Ocenia się jego wykonanie na 90% ale nigdy nie został uruchomiony, głównym powodem były zmiany polityczne na mapie tych rejonów.
W Leśniewie Górnym stanęliśmy na prywatnym parkingu z 4 zł przy śluzie Leśniewo Dolne i poszliśmy niecałe pół kilometra w górę do śluzy Leśniewo Górne.
Budowla wywiera ogromne wrażenie, i aż żal że kanał nie został ukończony, chociaż dzięki temu można obejrzeć szczegóły techniczne które zostałyby zasypane w ziemi przed uruchomieniem.
Za kilka złotych można ja obejrzeć z góry z mostku linowego należącego do parku linowego zrobionego przy śluzie.
krynia i stan - 2010-08-03, 18:57 Temat postu: Sztynort Ponieważ Leśniewo zastało nas już dość późnym popołudniem postanowiliśmy dojechać do Sztynortu czyli następnego etapu naszej wycieczki i tam poszukać noclegu. W Sztynorcie jest całkiem duża marina i port (podobno nawet największy na mazurach), jest tam też kemping ale jakoś dziwnie nie chcieli nas tam kierując 200m dalej, co okazało się być zwykłym parkingiem należącym również do mariny. Ochroniarz z parkingu próbował nas odesłać z powrotem ale gdy kazałem mu uzgodnić wersję z tym pierwszym , stwierdził że też nie może się z nim dogadać. Po godzinie gdy ten pierwszy skończył służbę mogliśmy zmienić miejsce ale już nie chcieliśmy (niewiele zyskiwaliśmy a traciliśmy spokój). Nocleg kosztował nas 23 zł za całość.
Wieczorem zrobiliśmy zakupy (między innymi do wykonania nalewki kawowej), zwiedziliśmy port i marinę oraz posłuchaliśmy piosenki aktorskiej śpiewanej ze sceny przycumowanego statku.
Rano poszliśmy zwiedzić zamek rodziny Lehndorffów.
Posiadłość ta należała do nich aż od 1420 r, nie będę tu przytaczał ich historii, kto chce to ją znajdzie wspomnę tylko o poruczniku Heinrichu von Lehndorff, który za uczestnictwo w zamachu na Hitlera (właśnie tym w Wilczym Szańcu) został skazany na śmierć. Zanim został schwytany po wydaniu przez kamerdynera przez miesiąc ukrywał się na pobliskiej wyspie.
Wnętrze zamku jest niedostępne z powodu zniszczeń i w trakcie prac remontowych, na tyłach jest duży park, sadząc po alejkach dębowych założony kilkaset lat temu, również bardzo zaniedbany.
krynia i stan - 2010-08-03, 19:00
cd ..
krynia i stan - 2010-08-03, 20:11 Temat postu: Piramida w Rapie 43 km dalej na północ dojeżdżamy do miejscowości Rapa, drogowskazy prowadzą nas do piramidy, po drodze mijamy tablicę informacyjną o Republice Ściborskiej i postanawiamy tam zajrzeć w drodze powrotnej.
Znajdujemy parking ( 4 zł) i stamtąd bierzemy tez miejscowego chłopaka dorabiającego jako przewodnik ( zawsze popieram inicjatywę uczciwych zarobków a nie znoszę żebractwa).
Gdy dochodzimy do celu widzimy tablice, zgadniecie jakie ? Obiekt w remoncie i wstęp wzbroniony.
Jakaś remontowa piramidalna klątwa nas dręczy, ale tym razem pozwalają nam wejść.
Grobowiec można zwiedzać tylko z zewnątrz, do środka da się zajrzeć wyłącznie przez okno.
Budowli nie oszczędzał ani czas ani wandale co widać na fotkach, dobrze chociaż że Leśnictwo zdecydowało się na wyłożenie trochę grosza na połatanie z zewnątrz.
O piramidzie można poczytać tutaj http://mazury.info.pl/atrakcje/rapa/
W zewnętrzną ścianę wmurowane są podobno dwa kamienie mocy, czy działają ? Nie wiem, zapytajcie Krysi , ona ich dotykała.
Chłopak dość monotonnym głosem wyrecytował całą swoją wiedzę na temat grobowca rodziny Farenheit oraz o ich leżącym w pobliżu majątku.
W drodze powrotnej do parkingu daliśmy mu 10 zł i kupiliśmy kilka rodzajów rewelacyjnego miodu, po czym pojechaliśmy do Republiki Ściborskiej.
krynia i stan - 2010-08-05, 21:20 Temat postu: Republika Ściborska Wracając po ok. 6 km dotarliśmy do rogatek granicy Republiki Ściborskiej, nie wiem czy ta republika podpisała układ z Schengen ale ponieważ pograniczników nie było w budce to wjechaliśmy bez zastanawiania.
Po paruset metrach wąskiej drogi (nie ma szans żeby się minąć a parkują tam autobusy) znajdujemy parking niestety cały pełny, trzy autobusy i kilka aut osobowych.
Po chwili ktoś wyjechał osobówką i ostrożnie zajęliśmy jego miejsce. Dalej paręset metrów na piechotę i jesteśmy na miejscu.
Republika Ściborska okazała się być zakręconym miejscem zakręconych ludzi na punkcie psów rasy husky i pokrewnych. Gospodarz Dariusz Morsztyn ( Biegnący Wilk) wraz żoną hoduje te psy, trenuje i uczestniczy w wyścigach psich zaprzęgów.
Na miejscu do obejrzenia oprócz oryginalnej starej zabudowy gospodarczej jest muzeum indiańskie i eskimoskie, wystawa fotograficzna z wypraw biegnącego Wilka i około 50 psów z częścią których można się bawić.
Dla młodocianych indian i traperów przewidziano dużo zabaw w plenerze w rodzaju konkursy strzeleckie, tropienie itp.
Jeśli ktoś z dziećmi jest w pobliżu to naprawdę warto tam zajrzeć http://www.biegnacy-wilk.pl/
krynia i stan - 2010-08-05, 21:25
cd ..
krynia i stan - 2010-08-05, 21:42 Temat postu: Gołdap Wracamy do Bań Mazurskich i zatrzymujemy się w gospodzie Młyn i zamawiamy tam Kartacze.
Warto spróbować bo naprawdę smaczne i niedrogie,
Jedziemy dalej, naszym celem na dzisiaj są Stańczyki ale po drodze zatrzymujemy się w Gołdapie, Krysia idzie na zakupy a ja dostrzegam interesujący obiekt więc łapię za aparat i idę go obejrzeć.
Jest to stara wieża ciśnień, odrestaurowana i zamieniona w taras widokowy z kawiarnią i małym muzeum. Obiekt sam w sobie jest bardzo malowniczy a i widok z niego też jest niezgorszy, zresztą sami oceńcie.
roger - 2010-08-05, 21:45
A wy na pewno na mazurach byliście "tańczący z wilkami" .... ?
krynia i stan - 2010-08-05, 21:52
, te wilki to raczej biegały niż tańczyły a i chyba o Costnerze nie słyszały.
roger - 2010-08-05, 21:54
Ja też nie .... .... Krynie poznałem a kto to jest Costner ... ?
krynia i stan - 2010-08-05, 22:01
| roger napisał/a: | | Ja też nie .... .... Krynie poznałem a kto to jest Costner ... ? |
teraz to nie wiem zgrywasz się czy naprawdę nie wiesz
a niech mi tam .... sam wywołałeś temat, Kevin Costner odtwórca głównej roli w filmie "Tańczący z wilkami"
roger - 2010-08-05, 22:11
Dzięki ......
tolo61 - 2010-08-06, 11:10
Boguśśśśśśśśśśśś
Aleś sie wp........
Teraz to i tańczący z wiatrakami Tobie nie pomoże.......
Nic to życie jest piękne.....a Mazury .......bez komentarza
Nie ociągaj się .........nie patrz na tych od Costnera
To są tylko
Oni Wam ZAZDRASZCZAJĄ.......no nie powiem
JA TEŻ
Pozdrówka
Kogut skończyłeś łazienkę??? Bo ja zaczynam...... ale pokoje....
Sorki Boguś już spadam.....
donald - 2010-08-06, 11:26
| tolo61 napisał/a: | Boguśśśśśśśśśśśś
Aleś sie wp........
Teraz to i tańczący z wiatrakami Tobie nie pomoże.......
Nic to życie jest piękne.....a Mazury .......bez komentarza
Nie ociągaj się .........nie patrz na tych od Costnera
To są tylko
Oni Wam ZAZDRASZCZAJĄ.......no nie powiem
JA TEŻ
Pozdrówka
Kogut skończyłeś łazienkę??? Bo ja zaczynam...... ale pokoje....
Sorki Boguś już spadam..... |
Tolo nie wiem co jarasz ale zazdroszcze Ci dealera
krynia i stan - 2010-08-06, 13:53
Jareczku , oddychaj głęboko i nic się nie bój - ten stan jest przejściowy
PS:
powiedz kiedy się spotkamy, może być nad Niesłyszem
tolo61 - 2010-08-06, 17:45
Donaldzie.......
Już zjarałem....
Dilera ....już ni ma ....siedzi i odpoczywa....na ...Mazurach...
Ale jak ładnie poprosisz Bogusia to da Tobie kawowej naleweczki.....i też fajnie Ci będzie....
,,,,,,,,
Boguś może być ale tu nie miejsce na to .....to Twoja opowieść ...
Idę na stronę z Niesłyszem.....może cosik usłyszę.........
Dembomen - 2010-08-06, 21:29
Hej!
krynia i stan, czekamy na relację z Ełku i okolicy
Ciekawi nas jak Wam będzie podobało się w naszym kochanym mieście, wpadnijcie na małą czarną i ploteczki.
Hej!
krynia i stan - 2010-08-07, 11:24
| Dembomen napisał/a: | Hej!
krynia i stan, czekamy na relację z Ełku i okolicy
Ciekawi nas jak Wam będzie podobało się w naszym kochanym mieście, wpadnijcie na małą czarną i ploteczki.
Hej! |
Do Ełku w tym roku nie dotarliśmy ale zaproszenie przyjmujemy i wpisujemy na listę przyszłoroczną
Pozdrówka
krynia i stan - 2010-08-07, 11:30 Temat postu: Stańczyki Jadąc dalej na wschód po niecałych 30 km docieramy do miejscowości Stańczyki.
Od momentu zjazdu z drogi 661 w kierunku Stańczyków krajobraz zmienia się diametralnie na typowo górski, wszędzie widać strome pagórki pocięte szachownicą pól i łąk przez które prowadzi wąska droga ze stromymi zjazdami i podjazdami.
Przejeżdżamy przez sama miejscowość kierując się drogowskazami na mosty dojeżdżamy do parkingu ( 3 zł za postój).
Mosty są własnością prywatną i za oglądanie trzeba zapłacić 4 zł, po wykupieniu biletów schodzimy ścieżką w dół aby podziwiać masywną potęgę konstrukcji ale zarazem jej lekkość i wdzięk.
Znalazłem bardzo ładną legendę opisującą powstanie i zarazem koniec tej imponującej budowli, zacytuję tu jej fragment a całość znajdziecie na stronie http://www.stanczyki.com/dzial-historia
| Cytat: | Dwa równoległe wiadukty, każdy długi na ponad dwieście metrów i wysoki na prawie czterdzieści (*), spinają strome w tym miejscu brzegi Błędzianki. Nawet najwyższe świerki swymi ostrymi czubami nie sięgają koron wiaduktów.
„Das ist wunderbar!” (to jest cudowne) – wykrzykną zapewne w uniesieniu dostojni goście z Królewca i Berlina. Dla niemieckiego inżyniera i robotnika nie ma przeszkód nie do pokonania!
Istotne, cała ta imponująca budowla, później słusznie ochrzczona mianem „akweduktów Puszczy Rominckiej”, bardziej służyła propagowaniu niemieckiej myśli inżynierskiej niż celom czysto utylitarnym. Przecież wystarczyło tory poprowadzić o kilka set metrów na południe, gdzie teren jest bardziej płaski, i nie trzeba byłoby budować aż tak wysokich
i kosztownych wiaduktów.
Odnosi się wrażenie, jakby projektanci tej linii kolejowej celowo wyszukiwali największe przeszkody tylko po to, aby je pokonać. A może rzeczywiście chodziło o to, by zadziwić świat niemieckimi zdolnościami technicznymi?
Ale wróćmy na chwilę do owego upalnego dnia 1926 roku.
Późnym popołudniem na zachodnim nieboskłonie zaczęły zbierać się ciemne chmury.
- Bedzie buza, oj bedzie – z lekka mazurząc szeptały kobiety i ukradkiem kreśliły znak krzyża.
A powietrze robiło się coraz bardziej parne – ciśnienie atmosferyczne spadało do nie spotykanego dotychczas poziomu.
I właśnie wtedy stała się rzecz, której nie oglądali nawet najstarsi mieszkańcy Smatshausen - ani Niemcy, ani Mazurzy. Małe jeziorko Tobellus pokryło się nagle grubą warstwą ciemnego błota, które wypłynęło z głębin na powierzchnię.
Potem nastąpiło to, o czym będzie się opowiadać przez długie dziesięciolecia, aż do dziś: niebo przeszył zygzak błyskawicy, piorun uderzył w jezioro, z wody wytrysnęły ogromne jęzory niebieskawych płomieni. Rozległ się huk, który śmiertelnie przeraził nawet kombatantów niedawnej wojny światowej, nawykłych przecież do wybuchów bomb i granatów.
We wszystkie strony pofrunęły wielotonowe bryły jeziornego szlamu, ziemia zadrżała, z brzękiem wypadły szyby w oknach. Robotnicy pracujący przy wiaduktach z przerażeniem zobaczyli, jak chwieją się ich potężne betonowe filary.
Po godzinie wszystko się uspokoiło, a po kilku dniach uczeni z Królewca wyjaśnili przyczynę wybuchu w jeziorku Tobellus. Okazało się, że błyskawica zapaliła gaz błotny, który od stuleci tworzył się na dnie jeziora z gnijących resztek roślin i tego właśnie dnia, wskutek bardzo niskiego ciśnienia atmosferycznego razem ze szlamem wydobył się na powierzchnię.
A co się stało z wiaduktami?
Niestety, towarzyszące wybuchowi gazu lokalne trzęsienie ziemi naruszyło konstrukcję betonowych wiaduktów. Przybyli na miejsce rzeczoznawcy wydali na nie ostateczny wyrok: już nigdy nie przejedzie po nich żaden pociąg.
|
Podobno nawet jest ona przytaczana jako fakt w niektórych przewodnikach, ale obawiam się iż prawda jest bardziej prozaiczna, a przyczyny obecnego stanu są czysto geopolityczne i ekonomiczne.
krynia i stan - 2010-08-07, 11:39
Po rozmowie z panią pilnującą parkingu okazuje się iż możemy zostać na nocleg.
Rano zwijamy obóz i jedziemy w kierunku Puńska.
krynia i stan - 2010-08-10, 20:12 Temat postu: Puńsk czyli spotkanie z Litwą w Polsce. Jedziemy dalej na wschód drogą 651, którą to prawie dojeżdżamy do aktualnego celu naszej podróży.
Puńsk, bo o nim mowa jest swoistym centrum kultury Litewskiej w Polsce, za kilka dni dokładnie 14-15.08 odbywają się tam "Dni Puńska" podczas których będzie wiele imprez folklorystycznych i kulturalnych jak również degustacja potraw kuchni litewskiej, więcej na stronie http://www.punsk.com.pl/
Ale koniec tej reklamy wspomniałem o tym ponieważ impreza jest tuż tuż a ktoś z Was jest być może niedaleko i nie wie o niej.
Wjechaliśmy do malowniczo położonego i bardzo zadbanego miasteczka, po zatrzymaniu się na placu w centrum przed kościołem wyruszyliśmy na zwiedzanie.
Na pierwszy ogień poszedł piękny kościół i małe muzeum w starej plebanii, po czym poszliśmy poszukać Domu Kultury Litewskiej.
Okazało się iż jeszcze jest nieczynny więc poszliśmy zrobić zakupy między innymi kupiliśmy tam litewską wódkę i kindziuka, które to specjały niektórzy z Was mieli okazję kosztować podczas spotkania w Mrągowie.
Po zakupach poszliśmy jeszcze raz do Domu Kultury Litewskiej a właściwie do będącego w nim muzeum etnograficznego założonego przez Józefa Vaine. W czterech salach zgromadzone jest ponad cztery tysiące eksponatów związanych z życiem codziennym i historią ludzi tam mieszkających.
O czym opowiada nam sympatyczna stażystka z Litwy doskonale mówiąca po Polsku.
Dalej wyruszamy do Sejn po drodze zatrzymując się w zajeździe przy skansenie jemy tam obiad (polecamy kartacze) i zwiedzamy skansen po którym również oprowadza nas stażystka z Litwy.
krynia i stan - 2010-08-10, 20:17
fotek cd ..
Cyryl - 2010-08-12, 16:43
byłem w weekend na Mazurach. Stare Jabłonki World Tour (siatkówa plażowa) nad jeziorem Szeląg Mały.
obozowałem w Stanicy Wodnej 5m od wody (nie bylo komarów i nawet było cicho w tym ośrodku). za 3 dni zapłaciłem 100zł (kamper, 2 osoby, podłączenie do prądu, prysznic i WC).
na turnieju była cała czołówka światowa.
półfinał między pokazanymi parami skończył się zwycięstwem Amerykanów w tiebreacku, ale pierwszego seta wygrali Marcio Araujo-Ricardo (ten bez czapeczki) 41:39 - najdłuższy set w historii World Tour-ów.
|
|