Klub miłośników turystyki kamperowej - CamperTeam

Francja - Bordeaux, Pireneje, Muzeum Hymera (w Niemczech po drodze)

James - 2018-01-06, 14:22
Temat postu: Bordeaux, Pireneje, Muzeum Hymera (w Niemczech po drodze)
Witajcie !
Zainspirowani Waszymi wieloma wspaniałymi relacjami, czekając z utęsknieniem na „ sezon Jamesowy” ( jak go nazywamy) postanowiliśmy oderwać Was od smętnych widoków za oknem i porwać do Francji.
W sierpniu 2017 ( zahaczając o początek września) wybraliśmy się do Francji. Nasza miłość do tego kraju ma długą historię, która zaczyna się w 1996 roku, kiedy to naszym VW T2 ( ogórkiem), którego mieliśmy przez 20 lat i w końcu sprzedaliśmy ( ciężko było, ale ile można mieć starych samochodów) pojechaliśmy na 10 dni do tego kraju. I…koniec- zakochaliśmy się. A zakup naszego staruszka Jamesa tylko pogłębił uzależnienie. Od tej pory, jak tylko możemy to wpadamy do tego wspaniałego kraju.
Zacznę ( w imieniu swoim i męża – podróżujemy razem, a James to był jego pomysł ) pisać, a jak Wam się spodoba, to będę kontynuować.
A więc , do rzeczy.
Sierpień 2017
Dojechaliśmy bezpiecznie do naszej ukochanej Francji. I... poczuliśmy się jakbyśmy wrócili do domu- tak się tu dobrze czujemy.
Jesteśmy w Thann , gdzie spędziliśmy noc wśród kilkudziesięciu kamperków (sami Francuzi) na terenie wyznaczonym przez gminę dla 120 kamperów (to jest kraj!), które mogą tu stać gratis.

Pijemy w łóżeczku kawę i myślimy co dalej. Marzy nam się odpoczynek, a do celu (umownie jest nim park ornitologiczny Teich, ale oczywiście to tylko wyznaczony kierunek) mamy 850 kilometrów. Może Masyw Centralny będzie dobry na odpoczynek?

Wczoraj przeskoczyliśmy przez całe Niemcy (też ok. 800km) i oj.... poczuliśmy to.
Po minięciu Ulm zjechaliśmy z autostrady (Boże, jakie one są nudne) i podejrzewając, że wkoło nich są jacyś ludzie :) nie zawiedliśmy się.
Pojechaliśmy górami przez Schwarzwald, miejscami na wysokości ok. 1300m przez Tuttlingen, Todtnau, Müllheim do granicy francuskiej. Początkowo odnieśliśmy wrażenie, że wyjechaliśmy komuś do ogródka- takie to wszystko było wymuskane (aż do przesady). A później w wysokich górach nagle uderzyło nas to, że mimo bliskości Szwajcarii, wszystko było strasznie biedne (jak na Niemcy oczywiście), martwe i zaniedbane. Chcieliśmy tam nocować, ale zagryźliśmy zęby i przejechaliśmy jeszcze te ostatnie 100km do Francji.
Jest cudownie, mamy w Jamesie w tej chwili 18 stopni, przez okno leciutko zagląda nam słoneczko... miodzio.
Powolutku, drogami tak podrzędnymi, jak to tylko możliwe (które zresztą uwielbiamy) przemieszczaliśmy się przez Burgundię. To nie jest takie proste , ale Andrzej potrafi przekonać GPS, żeby prowadził nas tak jak on sobie życzy :) Atmosfera była niesamowita! Jest już po żniwach, na polach została tylko kukurydza, więc co chwilę spotykaliśmy orzące traktory, które wzbijały tumany pyłu na polach o olbrzymim areale. Pięknie - aż po horyzont zero domów, tylko pola poprzetykane lasem i upał... (wróciło 30 stopni).
Andrzej znalazł genialne miejsce noclegowe dla kilku kamperków (z zakazem dla reszty aut - a to wielka rzadkość i miód na nasze serca) w miejscowości Fontaine Française. Odbywał się tu właśnie nocny targ, więc zajrzeliśmy, ale z racji zawodu nie jest to coś co kochamy, ale rozumiemy zachwyt innych.

A późnym wieczorem koło Jamesa "zaparkował" na chwilę koń, który wrócił z pracy na tej nocnej imprezie wraz ze swoimi właścicielami (francuska rodzina z dwójką dzieci). Woził ludzi piękną, wymuskaną bryczką. Brakowało miejsca by zapakować bryczkę do przyczepy. Pan poprosił o przesunięcie Jamesa troszeczkę do przodu.
Wyobraźcie sobie tą atmosferę : środek nocy, oświetlony James i zmęczony koń marzący o stajni…
Andrzej pomógł załadować bryczkę( a było dramatycznie, bo zaczęła się zsuwać z wozu) i pojechali.
Jeszcze z ciekawostek w ciągu dnia - zajrzeliśmy do parku w stylu angielskim w Vesoul (mały, ale sympatyczny). A stojąc przed nim udało mi się sfotografować prześwietlika platanowego. Biorąc pod uwagę, że ten owad ma ok. 3 milimetrów to dobrze się z aparatem spisaliśmy:) A zaczęło się od tego, że mały paproszek wylądował w Jamesie i mówię Andrzejowi - popatrz on się rusza! Spojrzał sceptycznie, no to chwyciłam za aparat...

Nie możemy się oderwać od Burgundii. Ach! gdybyśmy tak wygrali w totka! Kupilibyśmy sobie mały zameczek ( a dojrzeliśmy kilka tabliczek "à vendre"- do sprzedania) i spędzalibyśmy życie goszcząc wszystkich i dogadzając im potrawami pełnymi przepysznej wołowiny, masła i tutejszego wina...

Póki co snujemy się przez winnice i zwiedzamy zamki.

Wczoraj zupełnie przypadkowo "wciągnęło" nas do Château du Clos de Vougeot. Warto było. Zobaczyliśmy m. in. bardzo ciekawą ogromną prasę, która już kilka wieków temu, podczas jednej nocy radziła sobie z czterema tonami winogron i olbrzymią salę skonstruowaną w 1170 roku, gdzie panuje rewelacyjna temperatura (dla nas i dla wina:).


Później zwiedziliśmy prywatny Le Château de Bazoches-du-Morvan, w części którego nadal mieszkają właściciele.

Zatrzymaliśmy się na nocleg w niesamowicie spokojnej miejscowości (Bessay-s. Alliers), która zaprasza kamperki, , jesteśmy zupełnie sami pod młodymi platanami , ale obeszliśmy już miejscowość i całość po prostu promieniuje spokojem, więc zostajemy.
Właśnie otworzyliśmy wino Cahors, które pijemy pierwszy raz w życiu i bierzemy się do przygotowywania wołowych steków z ziemniaczkami i bakłażanami...
Wiecie jak wygląda szczęśliwy człowiek? To Andrzej stojący w Lidlu z dwiema butelkami czerwonego ,wytrawnego wina w rękach, z maślanymi oczkami mówiący :Mój Boże! te wspaniałe wina w Polsce są po trzy dychy a tutaj za jedną trzecią tej ceny!

izola - 2018-01-06, 15:23

Cytat:
Zacznę ... pisać, a jak Wam się spodoba, to będę kontynuować.
A więc , do rzeczy.

proszę pisać bo na samo tylko wspomnienie serce się śmieje :)
...za bardzo ciekawy wstęp, nie czerwone burgundzkie- tylko wirtualne :pifko

James - 2018-01-06, 16:30

Bardzo nam miło, dziękujemy. A burgundzkie może kiedyś wypijemy razem pod francuskim niebem :-P Korzystamy z okazji i dziękujemy za link do Aires service de… REWELACJA! Pierwszy raz z tej strony korzystaliśmy właśnie podczas opisywanego przejazdu.
Już się biorę do pisania .

Spax - 2018-01-06, 16:56

Relacja z "życiem" - mało tu takich. Czekamy na ciąg dalszy. :)
Pawko - 2018-01-06, 18:22
Temat postu: Re: Bordeaux, Pireneje, Muzeum Hymera (w Niemczech po drodze
James napisał/a:
Witajcie !
... postanowiliśmy oderwać Was od smętnych widoków za oknem i porwać do Francji.


Do Francji zawsze dajemy się chętnie porwać, na zachętę :pifko jako że porwanie zapowiada się ciekawie :)

izola - 2018-01-06, 18:52

...no i porwali mnie...zmniejszam "dziewicze" foty z zachodniego wybrzeża Francji - z jesieni 2015 ...robota się szykuje :-P :haha:
James - 2018-01-06, 19:51

Dzięki! Też szukam "żywych" relacji i zawsze się cieszę, gdy takie znajduję.
Już czekamy na relację z zachodniego wybrzeża.
Ach...ileż już miłych wieczorów spędziłam czytając Wasze wspomnienia :)

izola - 2018-01-06, 20:13

miło czytać że ta "robota" komuś czytaniem wieczór wypełnia :shock: ...no to dam gazu ... bo czas ucieka ;)

ale czekamy niecierpliwie na Wasze wspomnienia.

James - 2018-01-06, 20:51

Kolejny dzień był poświęcony tematowi zupełnie nie wakacyjnemu.
Otóż zwiedziliśmy miejscowość położoną ok. 20 km od Limoges – Oradour sur Glane
To szczególne miejsce ,w którym 10 czerwca 1944 roku naziści wymordowali wszystkich - 632 mieszkańców (240 kobiet, 197 mężczyzn i 205 dzieci). Ocalało 6 osób. Miała to być zemsta za zamordowanie oficera SS, ale de facto był to element szerszego planu mającego sterroryzować mieszkańców i powstrzymać ruch oporu.
Ku pamięci pozostawiono całą spaloną miejscowość z ulicami, kikutami budynków, tabliczkami z profesjami i nazwiskami ludzi, którzy w kolejnych domach mieszkali.
Zrobiło to na nas duże wrażenie, a jeszcze większe to późniejsze wyroki tylko dla kilku osób, a potem amnestia.
Relację z tego miejsca umieścił rok temu Marius. Jest tam również obszerny reportaż fotograficzny, więc żeby się nie powtarzać my dodajemy tylko zdjęcie wypalonego wnętrza kościoła, dzwonu, który się stopił i trzecie, które można by zatytułować „ a życie toczy się dalej”.

Następnego dnia wracamy do tematów wakacyjnych i mamy w planie Limoges.

Snuliśmy się dzisiaj leniwie. Aż zaczęłam się zastanawiać co się stało z tym dniem.
Na parę godzin popsuła nam się pogoda, ale nie daliśmy się i w deszczu poszliśmy zwiedzać Limoges.
Szkoda tylko ogrodu botanicznego obok katedry, bo tu jednak przydałoby się słońce:) Nawet w deszczu wyglądał wspaniale.
Zobaczyliśmy też secesyjny dworzec i most z 14-go wieku.
Na dworcu strasznie nam się spodobało miejsce do ładowania komórek. Trzeba było podłączyć się, usiąść i pedałować (naprawdę!). Super!
Później wpadliśmy na chwilę do producenta porcelany" Porcelaines Jacques Pergay", gdzie na żywo można zobaczyć jak się tworzy porcelanowe talerzyki i inne cacka.Bardzo ciekawe - w niesamowitym upale pracowały tylko (lub "aż" biorąc pod uwagę koszty) 4 osoby, bo jak nam wyjaśniono jest sezon urlopowy. A swoją drogą, że z takiej produkcji można wyżyć!?

A teraz osiedliśmy już na noc, wyszło słońce i jest 20 stopni (ideał!).
Jutro mamy ambitne plany przemieścić się pod Bordeaux.

Dopijamy kawkę i bierzemy się za zwiedzanie.Na początek Andrzej przygotował niespodziankę 20 km stąd ( jesteśmy w tej chwili w Lanoualle ok.40 km na południe od Limoges).Byłam ciekawa co to będzie.
Obiecana niespodzianka to muzeum historii medycyny w Hautefort.
Widzieliśmy już kilka tego typu obiektów, bo obydwoje je lubimy (i nie ma to nic wspólnego z naszymi chorobami, bo zawsze tak było), ale to miejsce miało kilka szczególnych obiektów np. aparaty rentgenowskie, całe wyposażenie gabinetów dentystycznych, sprzęt sprzed wieków do trepanacji czaszki, narzędzia do wyciągania żywego lub martwego niemowlęcia z łona matki, ciekawe inkubatory i wiele innych. I refleksja jak daleko posunęła się medycyna przez ostatnie 100 lat. Ile to genialnych umysłów, pasjonatów pracowało na to z czego w tej chwili korzystamy. Przy okazji-sprzęt jest ważny, ale ciągle wszystko opiera się na tym jednym genialnym chirurgu (to już z autopsji).

Przemieszczamy się dalej....
I nagle niespodzianka - concurs de labour. Sprawdzamy w słowniku, bo tacy dobrzy nie jesteśmy (to konkurs orki) i zachęceni tym, że będą orały stare traktory, zjeżdżamy. Wiecie jak Francuzi potrafią się bawić! Na stołach kilka opróżnionych butelek po winie i ślady południowej uczty, a oni szykują się do konkursu, w którym nie chodzi o czas, ale o precyzję (po winie, w upale - wyobrażacie sobie ?). Co ciekawe- nikt nie był pijany. Oprócz staruszków traktorów były też konie - super!
Później jadąc dalej właściwie co chwilę widzieliśmy imprezy - a to dożynki, a to nocne targowisko, a to konkurs gry w bule... Cudowny kraj!
Zatrzymaliśmy się na nocleg ok. 40 km. na połud. wsch. od Bordeaux w miejscowości Cadillac wśród kilkunastu kamperków. Mieliśmy szczęście, następny biedak już się nie zmieścił.


Wreszcie Bordeaux!. Zrobiło na nas bardzo dobre wrażenie. Jak przeczytaliśmy - swój obecny stan zawdzięcza Alainowi Juppé, który będąc burmistrzem tego miasta przekształcił je z brudnego i zaniedbanego w tętniące życiem miejsce. Nawet James z tego skorzystał - dla kamperków wyznaczono miejsce w centrum, ocienione platanami, wprawdzie dość słono płatne, ale przynajmniej wiemy za co.

Około 15-tej Andrzej dał hasło do odwrotu, bo do rezerwatu ornitologicznego Teich mieliśmy 50 km., a zobaczyliśmy, że miejsce dla kamperków wyznaczono dla ok. 10 szt.
I to była bardzo dobra decyzja, bo zdobyliśmy ostatnie miejsce (jeszcze do tego rarytas - w cieniu).

Jutro będziemy zwiedzać rezerwat, dzisiaj był tylko krótki kilkukilometrowy spacer.
A teraz w Jamesie walczymy o serki, bo każdy z nas ma ulubione i Andrzej słyszy - nie wyjadaj mi mojego Comte, a jak już to bez skórki (dbam o jego wątrobę). Natomiast kiedy on otwiera jeden ze swoich ulubionych Le Vieux Pané to aż chce się zawołać : c' est la France!

Następny dzień był poświęcony ptaszkom, ale ponieważ rezerwat otwiera się dopiero o 10 godzinie, to rano przed kawą wyruszyłam na samotny spacer do piekarni (1,5 km. w jedną stronę). Atmosfera była niesamowita - uśpiona miejscowość, wzdłuż wąziutkiego chodnika posadzone ozdobne wysokie trawy, zapach wilgotnej zieleni... Super!
Andrzej stwierdził, że jestem niespokojnym duchem:)
Po 10-tej wyruszyliśmy do parku ornitologicznego. Kilkukilometrowy spacer, 20 czatowni (specjalnie przygotowane drewniane szopy z ławeczkami w środku i otworami w ścianie na różnej wysokości, aby ułatwić obserwację) . Przez całą drogę mijaliśmy się co chwila z tymi samymi entuzjastami ornitologii i wymienialiśmy uwagami w stylu : a widzieliście Państwo tamtego ptaka? Bardzo się przydał elektroniczny tłumacz, która sobie świetnie radzi z nazwami ptaków.
Już prawie zaprzyjaźniliśmy się z parą młodych ludzi, którym na koniec opowiadaliśmy o ptakach w Rumunii zapominając, że od Delty Dunaju dzieli nas bagatelka 4 000 km.! Ale oni to podsumowali stwierdzeniem, że życie przed nimi.
Zobaczyliśmy wiele gatunków po raz pierwszy np. bardzo eleganckiego rycyka i równie ładną warzęchę. Przez cały czas "polowaliśmy" na zimorodka i cały czas prosiłam Andrzeja, żeby go dla mnie wypatrzył (można na niego liczyć- w poprzednim wcieleniu chyba był kotem :) Jeszcze nigdy go nie widzieliśmy na żywo, a to bardzo ciekawy ptak, malutki, kolorowy, polujący na rybki, które przed zjedzeniem ogłusza waląc nimi o patyk. I wyobraźcie sobie - jesteśmy w ostatniej czatowni, a tam kilka osób na coś czeka i nagle oczywiście Andrzej zauważył naszego zimorodka! I nie uwierzycie - w tym momencie aparat napisał mi: wymień baterię!!! Andrzejowi udało się parę sekund z naszym bohaterem nakręcić, a ja, cóż, wymieniłam baterię. Ale ptaszek był taki miły, że jeszcze na chwilę wrócił z rybką. Gdybyście widzieli tą atmosferę, to podekscytowanie, słyszeliśmy trzaskające migawki aparatów, a Francuz obok zaczął nam żywo opowiadać o zwyczajach zimorodka i pokazywać co mu się udało sfotografować. I powiem, że mimo, że dysponował aparatem z obiektywem długości ok. 40 cm., całość ważyła ładnych parę kilo, to mój malutki aparat nie ma się czego wstydzić, jest mały ale ho, ho :)
To ptasie spotkanie było ukoronowaniem wizyty w rezerwacie Teich.

Ruszyliśmy dalej w kierunku Atlantyku i dojechaliśmy do miejsca, którego nawet nie ma na mapie ( nad samym Atlantykiem 5 km. od Grayan-et-l'Hopital), a które Andrzej "wyniuchał" w internecie. Wyznaczone dla kamperków, w cieniu starego sosnowego lasu (ten zapach!), 500 metrów od oceanu i do tego gratis! Zostajemy. Idziemy w kierunku plaży, na szczęście na mój wniosek w kostiumach. Jesteśmy nieźle ugotowani, bo temperatura jest straszna- 34 stopnie. W oceanie szaleją surferzy, a woda jest super ok. 20 stopni i fale, które strasznie nami poniewierały, ale przyjemnie!!!!

Snujemy się leniwie wzdłuż wybrzeża. Objechaliśmy dziś cały cypel na północ od Bordeaux.
Jest bezpiecznie, widzimy sporo policji, Andrzej zauważył dzisiaj, że nawet mają kamizelki kuloodporne i krótką broń automatyczną.
Ocean niezmiennie robi na nas wielkie wrażenie. Po południu poprawiła się pogoda i tam, gdzie teraz jesteśmy ( w okolicy Cap-Ferret) poszliśmy się wykąpać.
Fale były niesamowite - miały ok. 2 metrów. Zawsze kąpiemy się na zmianę, bo jedno z nas pilnuje sprzętu, kasy, itd. Najpierw weszłam ja. Strasznie mnie sponiewierało, a Andrzej siedział na brzegu i myślał, że przesadzam, póki do oceanu nie weszło dwóch potężnych facetów i nie mogli ustać na nogach.
Po raz pierwszy w życiu ja (wodne stworzenie) poczułam strach, że się utopię i wyszłam na brzeg.
Potem sponiewierało Andrzeja. Jutro wokół basenu Arcachon i dalej…

Spędzamy kolejną noc w tym samym sympatycznym miejscu wdychając zapach sosen...

Jedziemy wzdłuż wybrzeża, żeby wyrobić sobie zdanie jak wygląda ta część Atlantyku.
Andrzej, jak to on podjechał pod sam brzeg oceanu. Oczywiście zaczęłam narzekać, czy on zawsze musi wjeżdżać na plażę wąską drogą i fundować mi dodatkowe stresy.
Zeszliśmy na plażę, było pięknie, za niecałą godzinę miał się zacząć przypływ. Kąpaliśmy się i obserwowaliśmy jak się zaczyna.

W pewnym momencie na plażę zjechała koparka i zaczęła usypywać górę z piasku. Myśleliśmy : dla surferów? Potem zobaczyliśmy policjanta na wydmie. Stwierdziliśmy :dziwne.
Ale zbliżał się czas karmienia więc schodzimy z plaży. A tam podjeżdżają saperzy.
Andrzej pyta Francuzów co się stało i słyszy: bomba! Bomba?! Ale z czasów II wojny światowej.
Za chwilę dojechało trzech saperów, idą niosąc szpule przewodów , Andrzej ich zaczepił pytaniem czy będą detonować na plaży ? Odpowiedź : oczywiście. (W Polsce wywożą, cudują, detonują na poligonie...)
Wszyscy drapiemy się na wydmy, żeby lepiej widzieć. Napięcie rośnie, część ludzi zaczyna zasłaniać uszy. Dowódca saperów pyta, czy ktoś tu mówi po francusku ( bo było mnóstwo obcokrajowców) i na zasadzie "konia kują, a żaba nogę podstawia" Andrzej mówi : ja, ale jestem obcokrajowcem. Więc żandarm zaczyna się rozglądać za Francuzem, znajduje takiego i zleca mu pilnowanie, żeby nikt nie wchodził na plażę. Później słyszeliśmy wymianę zdań matki z synem " a tata?, tata dba o bezpieczeństwo" Zabrzmiało to tak jak "tata poszedł na wojnę".
Kiedy już było blisko detonacji dowódca kazał nam wszystkim zejść z wydmy i tonem nie znoszącym sprzeciwu dodał" c'est ne pas un spectacle!" – to nie jest spektakl.
I chwilę potem było jedno, średniej mocy bum!!!
Musimy powiedzieć, że jesteśmy pod wrażeniem sprawności służb- w dwie godziny 5 osób, jeszcze zanim na dobre zaczął się przypływ, rozwiązało problem.

James - 2018-01-06, 21:03

Jeszcze kilka fotek. Przepraszam,że takie pomieszane, ale coś mi się skopało. Dopiero się uczę :(
izola - 2018-01-06, 21:18

James! a niech ci się skopało - fajnie zrobiłeś :szeroki_usmiech
izola - 2018-01-06, 22:19

Foty , masz zajefajne :bukiet:
James - 2018-01-06, 22:34

Uff... Kamień z serca.
Bo już chciałam sobie odpuścić :(
Serio!

Mavv - 2018-01-07, 02:05

Fajna relacja :) Francja też nam się bardzo podoba, a dzięki takim opisom, jak Wasz, można naprawdę się zakochać :) Leci la browar ;) :pifko
yahoda - 2018-01-07, 11:05

Dołączam do grona fanów.
Spax - 2018-01-07, 11:43

Stawiam :pifko za zdjęcie z wodnym lustrem z Bordeaux - fajne ujęcie, zapewne z autorką tego wątku na pierwszym planie.
James - 2018-01-08, 20:12

Dzięki serdeczne za wszystkie pochwały i piwka :)

Przepraszam za dwa dni poślizgu,ale zablokowało mi dostęp do konta.
Zauważyłam,że adres mailowy jest nieaktualny, poprawiliśmy i ...stało się.
Podejrzewamy,że klucz aktywacyjny poszedł na adres, który od lat nie istnieje :(
I zrobiło się nerwowo, bo następne kawałki przygotowane, a tu zero dostępu.
Ale daliśmy radę :)

Bardzo pomógł nam administrator Koder . Szybko i sprawnie - trwało to dosłownie minuty- odblokował nam Jamesowe konto , kiedy wreszcie zalogowaliśmy się zakładając na chwilę nowe konto.
Pełen profesjonalizm.
Tylko gdzie mu za to postawić piwo?

Za chwilę dalszy ciąg relacji.

Na zdjęciu z lustrem wodnym z Bordeaux to niestety nie jestem ja :-/
To zupełnie nieznana osoba,która nie chciała zejść z kadru , ale też o to nie prosiliśmy :) ( i dobrze, bo fajnie wyszło),a czas się kończył,bo mgiełka puszczana jest tylko przez chwilę.

James - 2018-01-08, 20:19

Daliśmy się jeszcze trochę sponiewierać w Atlantyku :) . Zawsze mówiliśmy, że nasz Bałtyk nie ma sobie równych. Otóż ma, a nawet więcej - ma sporą konkurencję.
Bardzo trudno opisać Atlantyk. Zdjęcia też oddają tylko częściowo jego piękno.
Szczególnie piękny i żywiołowy jest ocean pod koniec przypływu.
Ostatnio prawie pozbawił mnie kostiumu :) Ale działa trochę jak narkotyk (nie próbowałam, ale podejrzewam), człowiek daje się poniewierać i nie może przestać, a czasami mu się wydaje, że może przechytrzyć ten żywioł i w tym momencie ocean zamiast jednej fali wysyła dwie...
Coraz lepiej znamy wybrzeże Atlantyku - ten dość potężny cypel na północ od Bordeaux jest chyba najsympatyczniejszy-dziki, pusty i piękny, a piaszczyste plaże szerokości ok. 300 metrów - cóż można powiedzieć...
Zajrzeliśmy też do Arcachon i nie jest to nasza bajka. Zatłoczone, ciasne, zabudowane samymi hotelami, gdzie ze świecą trzeba szukać zabytkowych budynków. Czuliśmy się jakbyśmy się dusili.
Po wieczornej kąpieli ( oczywiście daleko za Arcachon) odbiliśmy od wybrzeża kilkadziesiąt kilometrów do miejscowości Dax i tu nocujemy w towarzystwie czterech kamperków.
Jutro wieczorem być może jeszcze wrócimy nad ocean (musimy się nasycić), ale wcześniej zwiedzimy pobliskie muzeum helikopterów.

James - 2018-01-08, 20:27

Andrzej wygrzebał w internecie wspaniałe miejsce w miejscowości Amou. Już dość późno, bo ok. 20 - tej pojechaliśmy do terenów parkowo-sportowych i rozglądamy się, a tu ani śladu miejsca dla kamperków. Andrzej mówi : może zlikwidowali, idę poszukać pozostałości. Wyszedł, szuka i w tym momencie panowie grający w bule wołają do niego, że "aire pour camping car" jest tutaj w parku. No to jedziemy poszukać, i.... nic. Wracamy, a jeden z panów pokazuje nam wspaniały park obok i mówi zdziwiony - tutaj! Pod cudownymi drzewami, nad rzeką, która ma instalacje do spływów kajakowych. Była nawet możliwość podłączenia się do prądu. Zastanawialiśmy się, czy jeszcze jakiś kamperek dojedzie, ale nie - byliśmy zupełnie sami. Cisza absolutna, tylko lekki szum rzeki i od czasu do czasu pojedyncze żołędzie spadające z dębów...
Przeczytaliśmy, że to miejsce płatne w sekretariacie merostwa, spróbujemy, może ktoś tam będzie, ale jest sobota.
(Znaleźliśmy rano merostwo , oczywiście było zamknięte.)

James - 2018-01-08, 21:22

A wczorajszy nocleg też był sympatyczny, ale do świtu.

Otóż było to wyznaczone miejsce przy cmentarzu. Nie mamy z tym problemu. Od dziecka, kiedy przez wiele lat mieszkałam obok cmentarza moja mama powtarzała, że żywych trzeba się bać.
Ale wracam do tego poranka. Wyobraźcie sobie - jest jeszcze zupełnie ciemno, zza muru wystają nagrobki, godzina 5.56 - podjeżdża samochód, facet wysiada i gdzieś znika... szepczemy do siebie : grabarz??? i co będzie po ciemku kopał?!, za chwilę podjeżdża drugi i ( wyobraźnia działa) też znika na cmentarzu!

A później już nie było spokoju - samochód za samochodem, nawet zwyżka, a wyjaśnienie było banalne - to robotnicy budowlani, którzy korzystali z tego samego parkingu budując coś w pobliżu :)

James - 2018-01-09, 21:08

Muzeum helikopterów było fajne, żeby je zwiedzić czekaliśmy do 14.00, bo to muzeum się szanuje i jest czynne tylko od 14.00 do 17.45.Ale wykorzystaliśmy czas i ugotowaliśmy sobie wcześniej kolację. Eksponaty były bardzo ciekawe, zadbane, mnóstwo zdjęć. A powitała nas (zresztą nie tylko nas, była kolejka!) pani, która w zeszłym roku zwiedzała Polskę.

Po drodze jeszcze zakupy przepysznych owoców na małym straganiku (to jedna z rzeczy, obok pieczywa, których nigdy nie kupujemy w marketach - zależy nam na jakości). I też fajna sytuacja - Andrzej manewruje samochodem i jak zwykle mnie wysyła na zakupy, kupuję co trzeba, wracam i mówię mu : takie piękne dziewczyny, a ty mnie wysyłasz? Rzeczywiście - ładna, miła dziewczyna powitała mnie koszem owoców do degustacji ( a mnie zaraz zadźwięczało w uszach" ona mu z kosza daje maliny, a on jej kwiaty do wianka, może kochankiem jest tej dziewczyny, może to jego kochanka... :)
Pod koniec zakupów, już płacąc, zobaczyłam pojemniczki z truskawkami, ale maleńkimi - ok. 1 cm. i pytam, czy dobre, na co panienka pocmokała w palce :) Ach!!! Jakie dobre! Słodziutkie, w smaku coś pomiędzy poziomkami, a truskawkami.
No to pora wziąć się za zwiedzanie. Dzisiaj w planie zamek w Pau.

James - 2018-01-09, 21:32

Pau.
Warto było zwiedzić zamek Pau. Szczególnie jego bryła, renesansowa klatka schodowa i wspaniałe gobeliny są zachwycające. Z wyposażenia zachowało się niewiele i to z różnych epok, ale wszystko rekompensował przewodnik - facet tak pełen życia, o silnym, donośnym głosie i urodzie południowca. Raczył nas dowcipami, używał sobie jak mógł na Prezydencie Macronie, na jego porównaniach do Jupitera ( swoją drogą, jak przeczytaliśmy jego wypowiedź o tym bogu wszystkich bogów- że on sam czuje się jak Jupiter, to stwierdziliśmy, że on się jeszcze wiele musi nauczyć, żeby się nie ośmieszać).Przewodnik drwił, że teraz mają nowego króla i czekają tylko na jego portret. Poziom niechęci do Macrona jest tu bardzo duży, w czasie wyborów czytaliśmy, że te regiony to elektorat Le Pen i to widać na każdym kroku.

Miasto Pau jest bardzo ładne, żywe, zadbane, pełne ludzi, z darmową kolejką wożącą ludzi na " wzgórze zamkowe" co 3 minuty, a u góry rozpylana jest mgiełka chłodnej wody, żeby ulżyć wszystkim. Poziom bezpieczeństwa jest też bardzo wysoki, wjazd do ścisłego centrum z każdej strony zablokowany przez policję za pomocą stojących w poprzek samochodów, a nawet rozciągniętych kolczatek, ale to wszystko bez histerii, za to skutecznie, bo nikt nie porozjeżdża ludzi. Widzieliśmy nawet powolutku sunące dwa samochody "Vigipirate"-Antyterroryści.
Kiedy wróciliśmy do Jamesa było w nim 36 stopni, a na termometrze zewnętrznym 40 ! Uff…

Spax - 2018-01-09, 22:57

Szejku szanowny - zmiana planów? :bajer
----------------------------------------------------

Piw Jamesowi już nie wypada stawiać - serio. Bardzo mi się podoba Wasza relacja. Troszkę tego, troszkę tamtego. Fajnie się czyta. Ot tak na luzie.

James - 2018-01-10, 08:53

Nie wypada Jamesowi stawiać piw? Rozszerzmy forum o czerwone wytrawne, które chciała postawić Izola :)
Relacja jest tak zwariowana jak my. Można powiedzieć, że interesuje nas wszystko ( no- prawie).
Każde z nas wciągnęło małżonka w świat swoich zainteresowań .Ja zaraziłam męża ornitologią, a on mnie techniką. Efekty są ciekawe - ja wiem na co patrzę w muzeach techniki, a jemu zdarza się nagle krzyknąć " popatrz : myszołów włochaty!" , kiedy przeleciał nad naszym samochodem zimą w Polsce, kiedy byliśmy w pracy). A lata temu jego wiedza ograniczała się do kilku gatunków koło domu, a moja techniczna była podobnie nikła.
Dziękuję za pochwały :)
Już myślałam, że wszyscy miłośnicy Francji mnie porzucili.:)

izola - 2018-01-10, 12:33

...nic z tego, miłośnicy Francji to solidna paczka ...nikogo nie opuszczają! czasami jako koneserzy, nawet i na zapleczu konsumują i degustują ;)

Relacja toczy się ciekawie do przodu, a my z wami :lol:

James - 2018-01-10, 19:38

Super :) No to jedziemy dalej.

Następny punkt programu to trochę przyrody : Rezerwat Niedźwiedzi w Borce i Rezerwat Sępów.

Misie były fantastyczne! Dojechaliśmy do nich na 5 minut przed karmieniem (taka przyjemność trafia się 3 razy dziennie - o 12.00 (cóż - Francja:), o 15:00 i 17.00.).
Warto było się pospieszyć. Misie dostały same pyszności. Zaczęło się od marchewek, potem brzoskwinie, a na koniec coś, co jadły z takim smakiem, że ślinki im ciekły - melony pokrojone na ćwiartki. Pani karmiąca powiedziała, że jesteśmy pierwszymi Polakami u nich.
Rezerwat bardzo ciekawie zorganizowany. W naturalnym terenie, na stoku góry zwierzęta żyjące w środowisku bardzo zbliżonym do naturalnego. Na ścieżkę wychodziły osiołki łase pieszczot. Misie były trzy - jeden - pan Diego ( widać bliskość granicy hiszpańskiej) i dwie panie (jedna 30-letnia).Pan był ogrodzony od panienek, a i tak w pewnym momencie wybuchła lekka awantura. Kiedy przeczytaliśmy, że te niedźwiedzie mogą osiągać 3 metry wzrostu i 700 kg. wagi to robi to wrażenie.
Jest to ciekawy ośrodek, który zajmuje się reintrodukcją tych niedźwiedzi do środowiska naturalnego.

A potem pojechaliśmy do sępów. Były czynne mimo błędnych informacji na stronie internetowej, co im zresztą wytknęłam. Okazało się, że kolega, który się tym zajmuje jest na urlopie :(
Ekspozycja jak na Francję była taka sobie, ale wyświetlono 20-minutowy film, który był wspaniały. Zobaczyliśmy w skrócie całą historię od budowy gniazda do wylotu młodych z gniazda, ale największe wrażenie robiły zdjęcia tych przepięknych ptaków w zwolnionym tempie ( naprawdę miałam gęsią skórkę).
A przed budynkiem wznosi się góra, gdzie wiele lat temu było tylko kilka gniazd. Nad tą górą krążyły sępy, ale tak wysoko, że nawet mój wspaniały aparat ledwo sobie radził.

James - 2018-01-10, 19:53

Później pojechaliśmy Route de l'Aubisque. Niesamowite doświadczenie, przejazd nad przepaścią, droga "deconseille pour camping - cars"-odradzana kamperkom, ale James się nie przejął:). W życiu nie widzieliśmy takich widoków!!!
Zjeżdżając w dół zobaczyliśmy na Col du Soulor na granicy Val d' Azun (wys. 1474 m) kamperki szykujące się do snu. No to się przyłączyliśmy.
Atmosfera była niesamowita- było słychać dzwonki baranów i zaczynała się burza....Taką burzę widziałam pierwszy raz w życiu. Przez okno dachowe Jamesa obserwowałam pioruny , które przemieszczały się w poziomie!!!

izola - 2018-01-10, 19:57

kamperowanie w takich warunkach jest piękne :szeroki_usmiech
Mavv - 2018-01-11, 01:54

Widoczki pierwsza klasa! Pozazdrościć tylko! :)
andi at - 2018-01-11, 05:43

Widoki cudo ,dlatego my często jedziemy w Alpy .Relacja też cudo :kwiatki:
Spax - 2018-01-11, 11:06

James napisał/a:
Col du Soulor- coś na wzmocnienie przed nocą...

Widzę na zdjęciu, że wypoziomowanie Jamesa przed snem nie do końca jak należy ;) Ale po kilku takich głębszych, to i tak chyba nie grało większej roli - na taki żarcik se pozwalam. :spoko

James - 2018-01-11, 17:47

100 % racji ( a właściwie 12,5% :) )
Nawet nie zafundowaliśmy Jamesowi najazdów, bo nie chce nam się tym bawić.
Przyjaciele mają i samo obserwowanie już jest męczące :szeroki_usmiech
A tak w ogóle to może być trochę krzywo, byle widoczki z bocznego okna były nieziemskie.

Pora wracać do wspomnień. Wsiadajcie do Jamesa- jedziemy dalej :)

James - 2018-01-11, 18:01

Kiedy rano wyruszyliśmy, zaczęły się nad nami zbierać czarne chmury. No to w kierunku Tuluzy. Kiedy zagrożenie, że będziemy męczyć Jamesa wspinaczką zupełnie nie na jego wiek :) minęło, niebo zrobiło się niebieściutkie. Jedziemy dalej, mijamy tablicę reklamującą Pic du Midi, no dobrze podjedziemy, zjemy śniadanko i zobaczymy. Po drodze odsłania się szczyt w pełnej krasie. Stajemy na parkingu, przygotowuję papu, robię herbatkę i w tym momencie Andrzej znajduje informację, że za 15 minut zaczyna się 1,5 godzinna przerwa. Porzucamy wszystko i pędzimy, ostatni głos rozsądku (mój) mówi, żeby zabrać kurtki. Dopadamy do kasy i.... okazuje się, że przerwa jest ale nie w lipcu i sierpniu. Andrzej wysłuchuje narzekań niezadowolonej małżonki i jedziemy do góry. Naprawdę warto było, mimo najbardziej absurdalnej ceny, jaką w życiu za tego typu atrakcję zapłaciliśmy. Widoki są niesamowite. Mgła nie zrobiła nam numeru i pojawiała się tylko na chwilę, a kiedy zobaczyłam krążące sępy, to powiedziałam Andrzejowi - ja mam już wszystko, idź sam do muzeum. Poszedł, a ja zostałam z moimi ukochanymi ptakami, które krążyły wkoło i co jakiś czas pojawiały się w obiektywie aparatu. I w pewnym momencie komunikat : wymień baterię (znowu!-muszę wyjaśnić,że ten aparat mamy od niedawna, poprzedni był na baterie i zawsze miałam zapas ze sobą, ten jest na akumulatory) W tym momencie zrozumiałam dzieci, które zaczynają płakać (w pośpiechu zapasowy akumulator został w Jamesie:(
Telefon od Andrzeja - widzę Cię przez okno muzeum!, a ja cóż... świat mi się zawalił - wymień baterię :(
Dołączyłam do niego do muzeum, gdzie zawiozła mnie winda wyświetlająca na suficie gwiazdy z komentarzem, a że byłam sama, atmosfera była niesamowita. Kiedy dojechałam na dół czekał na mnie Andrzej i pani z obsługi, która zobaczyła, że facet czeka na samotną kobietę i wyraźnie była zaniepokojona, do czasu, kiedy zobaczyła, że się znamy....
W muzeum było kilka niezwykłych zdjęć zimowych i trochę z czasów budowy, a także krótki film.
Zjeżdżaliśmy z prawie godzinnym poślizgiem czasowym, bo podobno „był mały problem” Acha…
Kiedy przemieszczaliśmy się w dół powoli całą górę zaczęła spowijać gęsta mgła.Cóż w życiu trzeba mieć trochę szczęścia :)
Zjedliśmy w Jamesie z herbatką czekoladowe mille feuille -"tysiąc"płatków ciasta francuskiego i krem - bomba- pod każdym względem( jedno na spółkę , bo się nie uniesiemy), bo u góry naprawdę było 6 stopni i trochę zmarzliśmy. Na dole (1000 m niżej) w Jamesie 28!
Podjechaliśmy jeszcze z ciekawości pod przełęcz, niektórym kamperkom było tak gorąco po pokonaniu tej drogi, że miały "mordki" pootwierane, ale nie James!, i zjechaliśmy na ok. 1000 m i zanocowaliśmy wśród ok. 15-tu francuskich kamperków niedaleko Lac de Payolle.

James - 2018-01-12, 00:13

Jeszcze oczywiście kilka fotek z Pic du Midi.
Miłego oglądania :)

andi at - 2018-01-12, 08:57

Zdjęcie 3371
I kuwa którą tu droga pojechać .Wszystkie zajefajne :haha:

emeryl - 2018-01-12, 12:53

Czekamy na więcej.Wędrówka z Wami jest przyjemnością :pifko w realu lampka wytrawnego
James - 2018-01-12, 21:38

Dziękujemy bardzo. Bardzo nam miło:)

Jeśli chodzi o zdjęcie 3371 to są właśnie te drogi, po których ciężko się dyszy z otwartą maską :) Ale my jesteśmy dobrzy dla Jamesa i tego mu oszczędziliśmy.

Jeszcze przed wyprawą do Tuluzy mała wycieczka w góry. "Cirque de Gavarnie"-słynny wodospad.
Zaparkowaliśmy w centrum Gavarnie ( mądra miejscowość, która zamiast przeganiać auta zarabia na nich i wszyscy są szczęśliwi) i poszliśmy w góry. To jest pewne nadużycie, bo czuliśmy się jak na Krupówkach jeśli chodzi o ilość ludzi, lub w Morskim Oku jeśli chodzi o poziom trudności, ale spacer był przyjemny. Szliśmy, szliśmy..... aż doszliśmy do wodospadu, odpoczęliśmy, wracamy i....
No cóż, jak nie bomba nad Atlantykiem, to akcja ratunkowa przy wodospadzie.
Wyobrażcie sobie, że kiedy już odchodziliśmy nadleciał helikopter i podjął z półki skalnej przy wodospadzie 4 ludzi ( jeśli dobrze widzieliśmy). Tylko dzięki naszemu "ptasiemu" sprzętowi mogliśmy obserwować co się dzieje. Oczywiście jak to u Francuzów - szybko,sprawnie i w kilka minut problem został rozwiązany.
Natomiast poziom sprawności pilota zrobił na nas wrażenie - manewry helikopterem tak blisko skał i wodospadu to prawdziwy majstersztyk.

izola - 2018-01-12, 22:10

Cytat:
Tylko dzięki naszemu "ptasiemu" sprzętowi mogliśmy obserwować co się dzieje.

ptasi sprzęt zdaje wyśmienicie zadanie, można spytać , co tak dobrze pracuje?

Spax - 2018-01-12, 22:31

Canon PowerShot SX720 HS :spoko
izola - 2018-01-12, 22:40

Spax , teraz się z...autowałeś ... ;)
Spax - 2018-01-12, 22:44

na oucie to ja już od dawna jestem - nic mi już nie grozi :diabelski_usmiech
izola - 2018-01-12, 22:46

przynajmniej humor zachowałeś...
Mavv - 2018-01-12, 22:47

andi at napisał/a:
Zdjęcie 3371
I kuwa którą tu droga pojechać .Wszystkie zajefajne :haha:


O tym samym pomyślałem :) Mega zdjęcie!

izola - 2018-01-12, 22:54

Spax The Dog napisał/a:
Canon PowerShot SX720 HS :spoko

Spax, wierz co chcesz i zachowaj humor :mrgreen:

James - 2018-01-12, 23:27

Jak to było ? "Permanentna inwigilacja" :szeroki_usmiech

Aparat sam się przedstawił ,to ja tylko dodam, że z mojego punktu widzenia ma same zalety.
40-krotny zoom,o cyfrowym nie mówię, bo wtedy z jakością gorzej, mały, lekki . Oczywiście można podróżować z "armatą", która ma wiele kilogramów, ale jak chce się z tym iść na wielokilometrowy spacer to już gorzej. A ten maluch mieści się w kieszeni i nie ma problemu - brać go czy nie.
Mąż wybrał go dla mnie (jak pisałam technika to jego hobby) pod konkretne potrzeby .Już nie chodziło tylko o ptaki. Ale coraz częściej narzekałam, że nie mogę odczytać i sfotografować ptasich obrączek ( wysyłam "stwierdzenia" do PAN-u i w rewanżu dostaję informację o ptaku (np. jedna z moich "śmieszek" pochodzi z Hiszpanii, przeleciała ponad 1800 km. w 1,5 roku i zamieszkała w Polsce, a potem wielokrotnie była obserwowana w Polsce - wiem przez kogo i gdzie).Każdy może się tak bawić, kto ma ochotę i duuuuużo cierpliwości.

A pozostałe zdjęcia i makro i inne, które oglądacie też robi takie,że nie ma na co narzekać :)

izola - 2018-01-12, 23:34

bardzo dobra "maszyna" ...pokazuje nam te wspaniałe ujęcia!
Spax - 2018-01-13, 12:14

:lol: Co by nie było, że jak kogoś szpieguję :diabelski_usmiech
Używam do/dla szybkiej informacji małego dodatku do firefoksa o nazwie FxIF »»» https://addons.mozilla.org/pl/firefox/addon/fxif/
Czasem ciekawi mnie w jakich okolicznościach robione było zdjęcie (czas, przysłona, ogniskowa itd.)

:kwiatki: - czekam na ciąg dalszy fajnej relacji

izola - 2018-01-13, 12:38

Jak przy obróbce zdjęć, Meta Daty nie zapomnę wymazać - to ci nawet "święcona woda" nie pokarze żadnych informacji...albo se wpiszę informacje - jakie mi pasują ;)
Spax - 2018-01-13, 13:10

izola napisał/a:
Meta Daty nie zapomnę wymazać...
...albo se wpiszę informacje - jakie mi pasują

Pytanie tylko po co, skoro oryginał i tak u Ciebie? Koniec śmiecenia w wątku, bo nas James pogoni.

James - 2018-01-13, 14:37

Nie pogoni, nie pogoni, czyta z zainteresowaniem.

Airbus Tuluza.
To nasze drugie podejście do zwiedzania tego legendarnego miejsca.
Kiedy poprzednio wybieraliśmy się w ten rejon przeczytaliśmy w internecie informację, że żeby zwiedzić Zakłady Airbus - trzeba się wcześniej zarejestrować i czekać na weryfikację i zgodę, więc próbowaliśmy , ale coś nam nie szło. Więc próbowaliśmy się dodzwonić - też nic.Stwierdziliśmy , że może kiedyś? Ale jak jadąc Jamesem zaplanować precyzyjnie kiedy tam będziemy i nie popsuć sobie cudownej wolności :(

Z tą koniecznością rejestracji to nieprawda,nieprawda i jeszcze raz nieprawda!!!
Trzeba po prostu przyjechać i zapisać się na którąś dowolną godzinę.

Zaryzykowaliśmy i przyjechaliśmy w ciemno . Dyskusja była burzliwa ( co u nas jest rzadkością). Powiedziałam (ja!), że jak nie zwiedzimy Airbusa to ja z Francji nie wyjeżdżam :)

Ale było fajnie! Zwiedzanie trwało 1,5 godzinny, a dla nas to wspaniała lekcja francuskiego ( oczywiście można wybrać inne języki) pani opowiadała, mówiła bardzo wyraźnie i co jakiś czas się upewniała, czy wszystko jasne. Zdjęć nie wolno było robić, sprzęt zdeponowaliśmy u obsługi, bo jak nam wyjaśniono - problem szpiegostwa przemysłowego i "własności obrazów". Pojechaliśmy autobusem na teren fabryki, dowiedzieliśmy się, że najlepszy klient to Emiraty Arabskie (140 kupionych Airbusów 380), a Air France kupiło 10 sztuk i mnóstwo tego typu fajnych informacji. Obejrzeliśmy film z pierwszego startu A380 (Jumbo Jet Airbusa, który zabiera na pokład 550-800 pasażerów) w 2005, który był wydarzeniem, dowiedzieliśmy się, że fabryka zatrudnia 20 000 ludzi, a komponenty do Airbusów są produkowane w wielu krajach (Niemcy, Belgia, Wielka Brytania), opony są firmy Michelin lub Bridgestone, który należy do... Japończyków, silniki Rolls-Royce'a lub General Motors ( jak sobie klient życzy).
Spojrzeliśmy z góry na halę fabryczną na trzy samoloty, z której właśnie jeden gotowy wyjechał. A wszystko tajne przez poufne :)
W muzeum już mogliśmy zrobić zdjęcia.

Na następny dzień zarezerwowaliśmy sobie zwiedzanie A350 , ale tylko dlatego na następny dzień, że w tym samym momencie nie można być z jedną d... na dwóch weselach :)

Nocujemy na parkingu pod Airbusem (zapytaliśmy, czy można , wyjaśniając ,że na jutro też mamy bilety), słychać świerszcze, bo obok jest łąka …No i myślimy co dalej...
A nad nami co chwilę latają samolociki...

Rano 9.30. Duma Airbusa -A350.

Najnowszy Airbus A350 był piękny....
Jeździliśmy autobusem po olbrzymim terenie fabryki, widzieliśmy linię montażową tego najnowocześniejszego Airbusa aluminiowego, w 63 procentach zbudowanego z kompozytów m.in. z włókna węglowego, jest więc leciutki...pewnie ma nie 550 ton tylko o kilka mniej :)
(Sprawdziliśmy - to drobne ok.100 ton mniej)
Z ciekawostek: A350 sprzedaje się nawet w USA ( American Airlines i Delta Airlines ok.50szt.), co chyba doprowadza Boeinga do białej gorączki .

A potem pojechaliśmy do Tuluzy, ale po samolocikach nic nie było nas w stanie ruszyć - ani romański kościół, ani wspaniały ratusz.

Spax - 2018-01-13, 15:24

Widzę, że zainteresowanie fru-fru nawet w wersji mechanicznej... :)
Czy musieliście płacić za wstęp?

James - 2018-01-13, 15:39

Dokładnie! Metalowe ptaszki też :)
Wstęp był płatny, różne wersje zwiedzania, z muzeum lub bez itd.
W dwa dni we dwójkę zostawiliśmy tam ok.100 E.
Ale warto było :)

James - 2018-01-13, 19:58

Jeszcze kilka fotek z Tuluzy.
James - 2018-01-13, 20:04

Zaczęliśmy szukać miejsca do spania i strasznie marudziliśmy. Zatrzymaliśmy się w spokojnej miejscowości w miejscu wyznaczonym dla nas obok jednego kamperka i poszliśmy na spacer. Bardzo spokojna miejscowość, przechodziliśmy obok otwartego starego kościoła, weszliśmy, byliśmy zupełnie sami, tylko na drzwiach informacja żebyśmy nie zapomnieli zgasić światła wychodząc. Ciekawy fragment sztucznej groty z Matką Boską (czuje się bliskość Lourdes), a przez witraże wpadało zachodzące słońce... Rzadko zdarza nam się trafić na tak zapomniany kościółek, ale zawsze atmosfera jest niepowtarzalna.
Wróciliśmy do Jamesa i uświadomiliśmy sobie, że kamperek obok tu nie śpi tylko mieszka. Nie chcemy spać sami :( Jedziemy dalej, jedno miejsce, drugie, pełno podejrzanie wyglądających ludzi, w końcu decydujemy się zostać w pobliżu jeziora w Saint Nicolas de la Grave w towarzystwie 5 kamperków, ale jeden obok nas jest trochę dziwny - podjechał do niego osobowy samochód i z kamperka wysiadł facet z irokezem na głowie. Mówię Andrzejowi, że on mi się nie podoba.... Ale on nie czuje zagrożenia, a mam do niego zaufanie.

Andrzej miał rację - facet z irokezem nie zakłócił nam spokoju :)
Rano pojechaliśmy do sąsiedniej miejscowości, gdzie od 9:00 miało się rozpocząć Marché de terroir- targowisko z regionalnymi wyrobami. Liczyliśmy na pyszne śliwki i się nie przeliczyliśmy, pani sprzedająca powiedziała,że są dojrzałe i doskonale się nadają na konfitury lub tartę. Zabrzmiało pysznie, ale wyjaśniliśmy, że w naszym kamperku to niemożliwe :(
Jak zwykle atmosfera na takich imprezach była super. Wprawdzie dopiero się wszyscy rozkręcali, a my wpadliśmy tylko na chwilę, ale targowisko pełne zwierząt, a nade wszystko pan piekący z wielką uwagą dwa prosiaki, smarujący je bardzo dokładnie, to było dla nas wydarzenie. Do tego stopnia, że kiedy już daleko odjechaliśmy , mówię do Andrzeja : słuchaj, ja czuję tą wieprzowinkę :)
Był jeszcze pan , entuzjasta, który wystawiał zbudowane przez siebie modele maszyn np. lokomobile i to działające! Andrzej pytał, czy je też sprzedaje, odpowiedział, że jak będzie dobra cena. Ale odebraliśmy to tak, że prędzej by nerkę sprzedał :)

izola - 2018-01-13, 20:24

te prosiaki to rewelacja...bardzo udana fota :bukiet:
James - 2018-01-14, 14:20

Zaraz po targowisku pojechaliśmy do Moissac, żeby zobaczyć słynny kościół, jeszcze słynniejszy portal... Ale największe wrażenie zrobiło na nas to , że to wszystko ma ponad 1 000. lat ! Przetrwało 40 pokoleń . Przepiękne są krużganki , równie stare , a jeszcze kiedy je zwiedzaliśmy - pięknie oświetlone słońcem. Ze zdjęcia, które udało mi się zrobić jestem dumna , jak o nim rozmawialiśmy, to stwierdziliśmy, że jeszcze parę minut, inne oświetlenie i to już nie byłoby to.

Później podskoczyliśmy do Cahors .Przede wszystkim wspaniały most z XIV wieku z trzema wieżami. Fajny pomysł, bo na brzegu wkoło jest obsadzony winoroślami. Udało nam się wcisnąć 100 metrów od niego, a później podskoczyliśmy zobaczyć jak wygląda starówka. Sympatyczna, ale chyba na tych wakacjach już za dużo widzieliśmy i pora wracać :)
Z ciekawostek, to łagodny tu panuje klimat, Nie tylko palmy rosnące w ogródkach, pojawiające się od czasu do czasu drzewka oliwne, bananowce, ale dzisiaj po raz pierwszy zobaczyliśmy jak rosną kiwi .Nie wiedzieliśmy ,że rosną na krzewach mniej więcej dwa razy większych od winorośli, ciekawe.
Na nocleg podjechaliśmy do Rocamadour i znowu jesteśmy prawie w górach, bo miejscowość jest pięknie położona na skale.

Rano, pijąc kawkę w łóżeczku usłyszeliśmy ciekawy dźwięk, coś jakby ktoś co chwilę włączał palnik. Po chwili nad nami pojawiły się dwa balony, a ten dźwięk to palnik podgrzewający powietrze. Zrobiłam "szpiegowskie" zdjęcie i zobaczyliśmy w koszu trójkę ludzi, widać było, że ciepło to im nie jest, i nic dziwnego - w Jamesie było 10 stopni. Ale hobby ciekawe.
Odpaliliśmy i pojechaliśmy powolutku, smakując Francję, bocznymi drogami, przez uśpione wioski i wioseczki, tak jak James lubi najbardziej :)
Staraliśmy się przeskoczyć sporo kilometrów, bo powoli wracamy. Dojechaliśmy do zaplanowanego postoju w muzeum samochodów w Bellenaves. Maleńkie muzeum, ok. 50 samochodów, ale ciekawe, powolutku oglądaliśmy samochody, był nawet maluch i Citroën "siostry Matyldy" z filmów z de Funes'em.
Jesteśmy zupełnie sami i nagle para, która sprzedała nam bilety zaczyna śpiewać i to jeszcze pieśni religijne.
Wychodząc dowiadujemy się, że za 1,5 godziny 2 km. dalej biorą udział w Veauce koncercie muzyki dawnej " Moment de chants sacrés". Zapraszają, żebyśmy wpadli. Wahamy się, bo czas ucieka, ale co tam!
Zapraszamy ich do Jamesa na kawę i dowiadujemy się, że nie są parą ( naszym zdaniem są lub będą :) , ona jest Litwinką i ma męża Francuza, a on parę miesięcy temu kupił namiastkę kampera i ma zupełnie inne zdanie o jeżdżeniu kamperem we Francji niż my. Wyobraźcie sobie , że (Francuz!) od nas dowiedział się jaka jest najlepsza strona internetowa z miejscami dla kamperków ( we Francji!). Bardzo mu się spodobała. Powiedzieliśmy mu, że jest zielony jak szczypiorek na wiosnę i dowiedzieliśmy się, że we Francji to się nazywa "bleu"-niebieski.

A potem pojechaliśmy na koncert...
Romański kościółek, ok. 100 osób publiczności, wszystkie miejsca zajęte, żadnego księdza . Facet z muzeum zaczął mówić, nagłośnienia zero, Francuzi zaczęli narzekać, że nic nie słyszą. Ale kiedy zaczęli śpiewać, było dużo lepiej. Wprawdzie daleko było temu do profesjonalizmu, ale docenialiśmy wysiłki, wszyscy byli bardzo przejęci, siedem starszych pań i ten facet, widzieliśmy drżące dłonie śpiewaczek trzymające nuty...
W przerwie, Andrzej, który w liceum występował w teatrze, próbował facetowi przekazać minimum wiedzy, jak mówić do grupy ludzi, ja myślałam, że wszystkich Francuzów tego uczą, ale byłam w błędzie. Dopiero jak mu powiedział, że powinien przemawiać jak polityk, to coś dotarło.
Po koncercie podziękowaliśmy i pożegnaliśmy się. Bardzo ciekawe doświadczenie, czasem warto zmienić plany.

Śpię sobie smacznie, budzę się, błyska telefon, biorę go z półeczki w Jamesie i zaczynam czytać.... To nasza przemiła nauczycielka francuskiego, która podróżuje z nami wirtualnie napisała nam o zjawie, która straszy w sąsiednim zamku  Czytam o Lucji, czytam, patrzę na zegarek 00.01 (naprawdę)!!!! Ufff.... jak dobrze, że zjawa ma do mnie 8 kilometrów! (Tyle przejechaliśmy, zanim zatrzymaliśmy się na nocleg)... Wszystkie włoski, które mi się zjeżyły opadają i idę w ślady Andrzeja, który nieświadomy niczego smacznie chrapie...

James - 2018-01-14, 14:23

Obcięło mi jedno zdjęcie
andi at - 2018-01-15, 12:36

izola napisał/a:
te prosiaki to rewelacja...bardzo udana fota :bukiet:


Latem co Sobotę około 15 godz. też jest taka .Około 3 godzinki i znika cała świnia
https://www.google.pl/map...6.5700006?hl=pl

James - 2018-01-16, 18:11

Czy to zaproszenie dla czytelników tej relacji do Wiednia ? :szeroki_usmiech
Spax - 2018-01-16, 18:35

Prosiaczki wszystkich krajów - łączcie się :ok
James - 2018-01-16, 18:47

Château Cormatin. Bardzo sympatyczny. Pani przewodniczka, wyraźnie emerytka, opowiadała bardzo ciekawie, dbała o nas i mówiła, żebyśmy usiedli i odpoczęli, bo potem nie będzie okazji. Dodawała zabawne uwagi o "d'argent frais"-świeżych pieniądzach jednej z właścicielek. Określenie nam się bardzo spodobało, jest lepsze niż "nowobogaccy".

Bardzo przyjemne wnętrza i niesamowity wysiłek obecnego właściciela, który kupił ten zamek w strasznym stanie w 1980 roku i mozolnie remontuje. Już w rok później udostępnił go do zwiedzania. Zresztą bardzo dba o turystów, w parku, w cieniu porozkładane są leżaczki, a kiedy człowiek na nich wypoczywa, przychodzą oswojone gęsi z pytaniem w ślepkach : nie macie przypadkiem kawałka bagietki dla głodnej gęsi?
Na zakończenie zachowaliśmy się jak należy i daliśmy Pani przewodniczce napiwek (nie wychodzimy przed szereg i obserwujemy Francuzów- bo zwyczaje w tym względzie we Francji nie są jednolite i zaobserwowaliśmy, że np. Anglicy nic nie rozumieją i nie dają :(

Spax - 2018-01-16, 19:14

A to śmieszne z tym zameczkiem. Kilka razy tamtędy przejeżdżaliśmy w drodze z Cluny. Jakoś nigdy nas nie tchnęło aby go zwiedzić. Zresztą tyle tych różniastych Château we Francji, że ...

W Cluny nie byliście?

James - 2018-01-16, 19:28

Jeszcze nie , "dawkujemy" sobie Francję :) Musi nam jeszcze na długo starczyć.
Cluny znacząco ucierpiało w czasie rewolucji. Na architekturę wnętrz raczej nie można tam liczyć.

W kwestii ilości zamków się zgadzamy. Wybieramy korzystając z różnych źródeł.
Czasem smakowity kąsek podsunie nam nasza nauczycielka francuskiego. Np.rewelacyjny Chateau de Cheverny ze sforą ok.100 psów. Polecamy :)

Spax - 2018-01-16, 20:11

Warto zobaczyć, mimo tego że mało co się ostało z pierwotnej budowli. Ogrom tego jest powalający.



Więcej zdjęć »»» http://www.romanes.com/Cluny/Abbaye_de_Cluny.html

James - 2018-01-17, 08:29

Zajrzymy jak tylko będziemy w pobliżu.
Dziękujemy za link do strony z zabytkami romańskimi :)

W rewanżu dla wszystkich zainteresowanych strona z francuskimi fabrykami (i nie tylko - są np.trasy dla smakoszy) udostępnionymi do zwiedzania we Francji.
Długo czegoś takiego szukaliśmy- to nasze nowe odkrycie - jeszcze nie przetestowane :)

https://www.entrepriseetdecouverte.fr/

Spax - 2018-01-17, 20:16

Pewnie wielu z nas już to zna.
Ale i o tym wypada wspomnieć (dawno temu już gdzieś to opisywałem, znaleźć nie mogę grrr).
Koszty dość spory jak na jeden sezon - 29,00€ - jednak moim zdaniem warto.
»»» https://www.france-passion.com/

izola - 2018-01-17, 20:28

France Passion jest tylko jedną z wielu możliwości by gdzieś "pobyć" i na pewno warto,
ale France Passion możesz raczej używać z dala od "cywilizacji" jak chcesz mieć "spoko"- na chwilę.
... ale każdy ma swoje , ja uwielbiam jazdę w ciemno, gdzie mi się podoba staję na noc albo dwie- i dalej...w tym wypadku nie gardzę nawet miejscem w centrum miasta - jak chcę zwiedzać.
France Passion , byłby dla mnie kontra produktywny

zbyszekwoj - 2018-01-18, 11:06

izola napisał/a:
France Passion jest tylko jedną z wielu możliwości by gdzieś "pobyć" i na pewno warto,
ale France Passion możesz raczej używać z dala od "cywilizacji" jak chcesz mieć "spoko"- na chwilę.
... ale każdy ma swoje , ja uwielbiam jazdę w ciemno, gdzie mi się podoba staję na noc albo dwie- i dalej...w tym wypadku nie gardzę nawet miejscem w centrum miasta - jak chcę zwiedzać.
France Passion , byłby dla mnie kontra produktywny


Ło,to to. :bukiet:

fan - 2018-01-18, 18:10

France Passion działa super-korzystałem
James - 2018-01-19, 08:26

Z France Passion jeszcze nie korzystaliśmy. Przymierzaliśmy się już ale jakoś do tego nie doszło. Pora spróbować :)

Z lekkim poślizgiem (wybaczcie - praca:( wracam do relacji .

Jadąc przez Burgundię trafiliśmy w sam środek winobrania. To było bardzo ciekawe doświadczenie. A zaczęło się od naszego tankowania na stacji, podczas którego Andrzej zapytał, czy jesteśmy pierwszymi Polakami, na co pani odpowiedziała, że nie, że jest tu dużo Polaków pracujących przy zbiorze winogron. A później widzieliśmy wszędzie mnóstwo pracujących ludzi i busików, które ich dowożą. To strasznie ciężka praca, dobrze że pogoda była sensowna. Ale kiedy widzieliśmy te olbrzymie kosze (plastikowe) na plecach robotników i resztę pochyloną nad winoroślami, to ich podziwialiśmy. Chociaż kiedyś dowiedzieliśmy się, że część młodych ludzi pracuje w ten sposób, a potem jedzie zwiedzać Francję. To jest jakiś pomysł. Sprawdziłam stawki w internecie 10 euro brutto za godzinę, sezon 2-3 tygodnie od końca sierpnia. Parę tysięcy zł. wpadnie.
Zauważyliśmy też bardzo ciekawą maszynę do zbioru winogron i przez cały dzień zastanawialiśmy się jak ona to robi. Wreszcie kiedy zobaczyliśmy wyraźnie właściciela, który czekał przy swoim polu, aż ona skończy pracę, to Andrzej mówi: idę go zapytać. Za chwilę do niego dołączyłam.
Wyobraźcie sobie, że facet kupił tą winnicę od Polaka, który był jej właścicielem po 2 wojnie światowej. Ma 12 hektarów i uważa, że przy takim areale opłaca mu się używać tej maszyny, a nie zatrudniać ludzi, ze wszystkimi kłopotami z tym związanymi. Pytałam, czy maszyna nie niszczy winorośli, ale powiedział, że używa jej od 33 lat i nie.
Pytaliśmy co robią inni. Powiedział, że część jest tradycjonalistami ,a część woli maszyny.
Bardzo ciekawy, normalny świat, nie turystyczny.

James - 2018-01-19, 09:16

Château de Savigny-les-Beaune.
Następny zamek, którego właścicielem jest entuzjasta. Zamek jest po prostu wypełniony i otoczony starymi samolotami, samochodami i motorami i zabytkowymi maszynami rolniczymi. Jest to zbiór z punktu widzenia muzealnictwa nieco chaotyczny , pełen eksponatów wartościowych i tych mniej... Wyraźnie właściciel nie mógł przejść obojętnie obok żadnej "zdobyczy techniki" i przygarniał wszystko :) Ale właśnie ta jego pasja tworzy tu coś, co Francuzji nazywają "ambiance"- atmosferą. I to wszystko w otoczeniu winnejlatorośli. Sam wystrój zamku też kapitalny, nie przeładowany, kamień, drewno i klimat...
A w salonie , w którym w kąciku zorganizowano kasę muzeum , siedział przy długim drewnianym stole starszy pan - właściciel i z kieliszkiem wina w ręku , jedząc śniadanko ( oczywiście drugie) witał się ze zwiedzającymi...
Była też możliwość degustacji win z trzech apelacji, nawet kusiłam Andrzeja. Ale jeszcze długa droga przed nami, a wtedy trzeba by tam nocować. Może kiedyś, zwiedzając tylko Burgundię... W końcu to tylko 1400 km. Andrzej żartował, że musimy jeszcze wygrać w totka, ale nie jest aż tak źle, ceny były normalne.

Może kiedyś spotkamy się tu na degustacji :)

izola - 2018-01-19, 10:40

jadąc przez Beaune nieświadomie ominęłam Château de Savigny-les-Beaune...teraz wiem że wiele straciłam.
Cytat:
Może kiedyś spotkamy się tu na degustacji :) ..... W końcu to tylko 1400 km.

...da się, w końcu to ode mnie tylko jak rzut beretem, ca. 600 km ;)

Spax - 2018-01-19, 12:40

izola napisał/a:
jadąc przez Beaune nieświadomie ominęłam


i pewnie niepozorną z zewnątrz manufakturę/muzeum musztardy :spoko

31 rue du Faubourg Bretonnière
21200 BEAUNE

»»» https://www.fallot.com

James - 2018-01-19, 17:42

Dodaliśmy "musztardę" do przyszłych planów.

Oczywiście średniowieczny szpital Hotel-Dieu de Beaune znają wszyscy ?
Jeśli nie to polecamy :)

James - 2018-01-19, 19:50

W nocy obudził nas deszcz. Rano wprawdzie nie padało, ale było pochmurno. Architektura potrzebuje słońca, więc zostawiamy sobie Besançon na przyszłość.

Przemieściliśmy się częściowo bocznymi drogami, powoli do Bad Waldsee do Hymer Museum.
Śpimy pod nim w towarzystwie siedmiu kamperków z widokiem na piękne pole dorodnej kukurydzy...

Muzeum kamperków, to oczywiście miód na nasze serca :)
To dość szczególne muzeum, w którym skupiono się na rozwoju karawaningu i dobrano eksponaty, które obrazowały ten proces.
Bardzo ciekawie zorganizowane, w formie ulicy biegnącej w górę (w budynku). Zresztą po sąsiedzku ze współczesną fabryką Hymerów.

Jeżeli wydawało nam się, że jesteśmy oryginalni jeżdżąc kamperkiem to byliśmy w błędzie :) Nie jesteśmy! Rozwój tego rynku trwa już od lat 20-tych.Od przyczep coraz lepiej wyposażonych, po kamperki.
W muzeum spotkaliśmy nawet Wagunię ( to było imię naszego VW T2) ,która podróżowała po całym świecie. A jak była wyposażona! Oprócz wielu innych części miała ze sobą nawet zapasowy silnik!

Postanowiliśmy,że pędząc do Francji, będziemy sobie zawsze robili przerywnik w Niemczech w muzeach techniki . Oni naprawdę potrafią je organizować. Wystarczy wymienić Sinsheim i Speyer - byliśmy, widzieliśmy, polecamy :)

James - 2018-01-19, 19:53

Jeszcze trochę fotek.
James - 2018-01-19, 20:05

Niestety wszystko co dobre musi się kiedyś skończyć :(

To już koniec naszej wyprawy.

A w 2018 ? Moje ulubione motto "SKY IS THE LIMIT".

Przejechaliśmy 5650 km.

Bardzo mi było miło podzielić się z Wami wspomnieniami. Na dwa tygodnie oderwaliście mnie od zimy i przenieśliście do Francji. Dziękuję :spoko

izola - 2018-01-19, 20:23

...aż szkoda że takie ciekawe relacje się kończą... bardzo dobra lektura z ciekawymi fotami. W podziękowaniu na drugą nogę :pifko
SZEJK - 2018-01-19, 20:34

Dziękuję za pokazanie Francji z tej lepszej strony nie oklepanej, Paryż, wieża Eifla itp.
Czytając relacje przeniosłem się razem z Wami w cudne miejsca.
Muszę zaplanować wyjazd do Francji ale puki co piwa nie pijecie (uwaga od Spax-a) stawiam WINO takie jak Wam smakuje.

Spax - 2018-01-19, 21:01

No to ja w imieniu swoim, Szejka i pewnie wielu innych klepnę Wam winko.



Dzięki za fajną relację i może do zobaczenia we Francji :spoko

PS
Obrazek winka można sobie dowolnie kopiować - udzielam licencji "Creative Commons Zero" :)
»»» http://bonvoyage-travel.eu/ico/winko.png

James - 2018-01-19, 21:12

Oj... już prawie czuję jak mi to wino uderza do głowy :oops:

Dzięki wszystkim za dobre słowo i do zobaczenia gdzieś, kiedyś....kto wie może rzeczywiście we Francji?

Mavv - 2018-01-19, 22:51

Cytat:
Chociaż kiedyś dowiedzieliśmy się, że część młodych ludzi pracuje w ten sposób, a potem jedzie zwiedzać Francję.


Mój kolega kiedyś w ten sposób właśnie zwiedzał trochę Europy za swoich młodzieńczych lat. Maluszek 126P, czasem namiot i jeździli w poszukiwaniu dorywczych prac. A to winiarnia, a to rola, a to jeszcze coś innego.

Mavv - 2018-01-19, 22:55

Wspaniały opis, super zdjęcia. Szkoda, że nie jest to nasza trasa. Ale może innym razem :) Skusiłbym się na Château de Savigny-les-Beaune. Pooglądałem sobie mapy googla :) Wygląda interesująco :)

Dziękuję za fajną relację :) :bukiet: :pifko :spoko Przyjemnie się z Wami Jamesem podróżowało :)

James - 2018-01-20, 16:05

Dzięki Mavv :spoko
marius - 2018-01-20, 23:40

Wspaniała relacja :spoko
James - 2018-01-21, 07:55

Dzięki Marius :)

Polecamy się wszystkim miłośnikom Francji na przyszłość!
Pewnie jeszcze nie raz coś "skrobnę" :lol:

Martin B - 2018-01-21, 08:58

Hallo! Dzieki za mily "poranek" :)
czytajac twoj reportarz pijac przy tym kawe bylem dzieki Tobie znowu we francji ....super :bukiet:

James - 2018-01-21, 09:53

Bardzo mi miło.
Pozdrawiam również z kawką w ręce :kawka:

Spax - 2018-01-21, 10:01

James.
Czy moglibyście podać namiary (współrzędne) na miejsca postojowe, z których korzystaliście? My akurat już bywaliśmy w większości miejsc, które opisywaliście, ale dla innych mogą to być przydatne informacje. :oops: :)

esgaj - 2018-01-21, 10:36

:gratulacje :gratulacje :gratulacje pięknej podróży !
Pozdrawiam

James - 2018-01-21, 11:48

Spax - postaramy się , wybierzemy te najfajniejsze :)
James - 2018-01-21, 16:55

Idąc za radą Spax-a stworzyliśmy (jak to brzmi - my- oczywiście mój nadworny fachowiec - małżonek stworzył :szeroki_usmiech ) mapkę z miejscami, do których będąc w pobliżu zajechalibyśmy jeszcze raz. Niektórych nie umieściliśmy np. tego gdzie dojechał do nas koń, bo tam było strasznie tłoczno, ale jeśli ktoś będzie chciał - pytajcie.

Jedna ważna uwaga . Nie zwracamy szczególnie uwagi na to, czy w miejscu gdzie śpimy są zrzuty i woda , bo mając Jamesa 10 lat nauczyliśmy się, żeby wodę mieć zawsze (zresztą po pierwszych latach dołożyliśmy drugi zbiornik - kosztem miejsca na inne rzeczy i teraz mamy w naszym staruszku 140 litrów) , dbamy też o to ,żeby James był zawsze "wysikany". Mając takie zasady śpimy w miejscach, które nas powalą na kolana ( no- niektóre - nie wszystkie- tak dobrze nie jest:)

Ponieważ przed Jamesem jak wspomniałam jeździliśmy VW T2 , w którym nie było łazienki i WC i byliśmy uwiązani do campingów - aż za dobrze rozumiemy problemy innych.

Jeszcze w kwestii podróżowania po Francji. Dla wielu jest to oczywiste, ale pewnie nie dla wszystkich.
Otóż we Francji wjeżdżając między inne kamperki na noc często widzimy spięte twarze ( wiadomo- kamperek z dziwną rejestracją...) Wystarczy uśmiech, pomachanie, bonjour...i twarze się rozjaśniają.

Już Was nie nudzę...Jeszcze tylko opis jednej fajnej sytuacji sprzed 2 lat. Otóż zatrzymaliśmy się przed termami , w pięknym spokojnym miejscu wśród kamperków i osobowych aut.
Jest wieczór, jemy sobie kolację, przychodzi Francuz z osobowego samochodu i mówi, że mamy się przestawić, bo to jest miejsce dla osobowych i on tu zawsze staje.
Cóż było robić , podkuliliśmy ogon (raczej jesteśmy ugodowi) i przestawiliśmy Jamesa.
Podchodzi do nas Francuz z kamperka, który to obserwował i pyta czego ten ch... chciał.
No to powiedzieliśmy. Wyobraźcie sobie ,że poszedł do niego i tak mu nawrzucał, że ten nam tak energicznie machał wyjeżdżając,że mieliśmy niezły ubaw.
Kamperek- kamperkowi bratem.

A to obiecany link:
https://drive.google.com/open?id=1GrTToOh_h0cKGOTEYA5RE3hDzymf2G9a&usp=sharing

Bronek - 2018-01-21, 17:29

Cytat:
Już Was nie nudzę


Właśnie, że nie nudzisz, te historyjki to to... reszta jest w przewodnikach :kwiatki:

James - 2018-01-21, 17:32

Super :)
GraKo - 2018-01-28, 16:15

James :bukiet: Dzięki za pomoc "techniczną", a teraz zabieram się za lekturę "francuską". Pozdrawiam GR :spoko
James - 2018-01-28, 16:18

Zawsze do usług :lol:
GraKo - 2018-01-28, 21:21

To sobie po Francji po podróżowałam cały wieczór....wspomniałam naszą krótką podróż przez Francję w drodze do Hiszpanii w ubiegłym roku i myślę że trzeba będzie to gruntownie jednak powtórzyć. :-P Ciekawa relacja,piękne zdjęcia,należy się może nawet nie jeden kieliszek dobrego wina.Wolę w realu....Co Wy na to?????? :yay: :yay:
Pozdrawiam GR

James - 2018-01-29, 10:38

Grażynko bardzo nam miło :lol:
Może uda nam się w tym roku gdzieś spotkać...wiosna tuż, tuż... :roza:

polinqa - 2019-05-13, 19:45

James, fantastyczna relacja! Dziękuję, że mogłam czytać, po czasie, ale z wielką przyjemnością!
Czy noclegów szukaliście park4night czy inaczej? nie wiem czy przegapiłam w opisie, skupiłam się na opisach, a nie detalach technicznych :D

James - 2019-05-16, 06:57

Polinqa, bardzo nam miło :) Dziękujemy. Takie posty jak Twój zachęcają do dalszego pisania.
W 2017 korzystaliśmy ze strony poleconej przez przesympatyczną Izolę : https://www.aire-service-...panoramique.fr/ i byliśmy bardzo zadowoleni.
W zeszłym roku dorzuciliśmy jeszcze park4night - tu bardzo sobie cenimy możliwość przeczytania opinii o miejscu noclegowym (np. o hałasie w nocy - zdarzyło nam się nie przeczytać, zanocować i...ojej!).
Są jeszcze dwie nasze relacje , też z Francji (wprawdzie jeździmy jeszcze w inne rejony Europy :mrgreen: ale zdecydowanie najbardziej kochamy Francję) : "Jamesem do Francji 2018" (podobnie jak ta z 2017 to moja relacja) i bardzo stara z 2009 z początków naszego kamperowania napisana przez mojego męża "Linia Maginota, zamki nad Loarą, Atlantyk"
Miłej lektury :spoko

polinqa - 2019-05-17, 21:34

Dziękuję! tej strony nie znałam, zawsze to jakieś dodatkowe źródło prócz park4night.
Czytałam właśnie relację 2018 i zaraz poczytam 2009, bardzo dużo pomysłów na własne trasy i to mi się bardzo podoba
Piszcie dalej! koniecznie :)

James - 2019-05-18, 06:25

Dziękujemy za piwko! A nowa relacja...jak nic nam nie przeszkodzi to już w tym roku w sierpniu.
Pozdrawiamy :roza:

izola - 2019-05-21, 18:10

Pierwsza czytelniczka rezerwuje już sobie miejsce,
fajnie się z wami podróżuje :roza:

James - 2019-05-21, 18:46

Super! Dzięki :kwiatki:

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group