Klub miłośników turystyki kamperowej - CamperTeam
FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum  Chat  DownloadDownload

Poprzedni temat «» Następny temat
Moja przygoda z kamperem (opowiadanie w odcinkach)
Autor Wiadomość
Witold Cherubin 
weteran


Twój sprzęt: SEA/ELNAGH - Fiat Ducato 2,3 TD
Nazwa załogi: włóczykije
Pomógł: 7 razy
Dołączył: 14 Mar 2007
Piwa: 81/48
Skąd: Warszawa-Międzylesie
Wysłany: 2010-03-26, 00:15   Moja przygoda z kamperem (opowiadanie w odcinkach)

Rozdział 1 Parę słów wprowadzenia do mojej życiowej przygody z kamperkiem.

Do kupna kampera przymierzałem się po przekroczeniu wieku emerytalnego, ale jeszcze pracując zawodowo. Wcześniej wystarczały mi 2-tygodniowe wyjazdy urlopowe osobówką, weekendy latem na Mazurach (na żaglach) i zimowe wypady w ciepłe kraje. W 2004 przekonałem się o wyższości kampera nad pobytem stacjonarnym podczas urlopu w Norwegii, gdy ja mogłem zwiedzać ten piękny kraj tylko w ograniczonym zakresie (w promieniu max. 250 km od miejsca zakwaterowania) i z zazdrością patrzyłem na dziesiątki kamperów wędrujących po norweskich drogach. Od jesieni 2005 rozpocząłem w Internecie poszukiwania małego kamperka z alkową (jako człowiek z natury leniwy chciałem mieć „spanie na każde zawołanie”, bez potrzeby zwijania pościeli) oraz zawsze dostępny „salonik” z dobrze zaopatrzonym barkiem i lodówką.
Trwało to dosyć długo, bo nie łatwo było się zdecydować, a poza tym ograniczała mnie kasa.

Rozdział 2 Zakup kamperka

Latem 2006 r. znalazłem ciekawą ofertę: roczny FIAT DUCATO 2,3 JTD (moc 81kW, przebieg 15000km) zabudowa SEA Winner 5,4 z alkową, rejestracja na 6 osób, spanie dla 4 osób, WC, natrysk, kuchenka 3 palnikowa, duża lodówka, ogrzewanie, podgrzewacz wody i bagażnik na 2 rowery, (czyli wszystkie wygody). Zadzwoniłem do właścicieli i okazało się, że dla młodego małżeństwa z małym dzieckiem, które spodziewa się następnego potomka, ten kamper jest za mały. Zamówili już drugi większy kamper i chcą się szybko pozbyć małego. Podczas rozmowy okazało się, że są jeszcze na urlopie nad morzem w okolicach Rostocku i wracają do domu w połowie sierpnia. Jako człowiek przezorny i lubiący podróże, aby nie kupować „kota w worku” spytałem o możliwość obejrzenia kamperka i umówiliśmy się na spotkanie podczas ich drogi powrotnej w Hamburgu (pod iglicą na terenach targowych). Kamperek bardzo mi się spodobał i po krótkim targu uzgodniliśmy, że za tydzień przyjadę sfinalizować zakup za trochę niższą cenę od pierwotnie podanej w ofercie. Umówiliśmy się, że spotkamy się na parkingu lotniska w Saarbrucken, gdyż dojazd do ich domu we Francji jest zbyt skomplikowany. Okazało się, że pracowali i byli zameldowani w Niemczech, ale mieszkali w małej francuskiej miejscowości ze względu na dużo niższe koszty utrzymania.

Rozdział 3 Wyjazd po kamperka

Z Warszawy wyjechaliśmy osobówką wczesnym rankiem w sobotę. Miałem już wtedy GPS’a, który prowadził mnie trasą przez Czechy do Saarbrucken. Nocowaliśmy w Czechach niedaleko niemieckiej granicy, GPS doprowadził nas bezbłędnie do pensjonatu położonego w lesie, gdzie sympatyczne czeskie małżeństwo przyjęło nas wspaniałą obiadokolacją, oczywiście z pilznerem, jako że byliśmy niedaleko Pilzna. Następnego dnia dojechaliśmy na parking lotniska w Saarbrucken, gdzie po krótkim oczekiwaniu spotkaliśmy się z naszymi niemieckimi „partnerami handlowymi”. Z Saarbrucken przejechaliśmy przez miasteczko Ormesheim, gdzie właścicielka kampera pokazała nam swój dom rodzinny, a następnie wylądowaliśmy we francuskim Blies-Ebersing, gdzie stał „nasz” kamperek obok domu, w którym mieszkali sprzedawcy kampera. Jeszcze raz obejrzałem „mojego” kamperka, gospodarz pokazał mi jak go uruchomić oraz jak funkcjonują wszystkie urządzenia. Oczywiście niewiele z tego zapamiętałem, ale otrzymałem wszystkie instrukcje obsługi, więc teoretycznie nie powinienem mieć problemów z korzystaniem z tego „cudu techniki”. Zachwycony łatwością kontaktu ze sprzedającymi (mówili po angielsku) zapytałem czy mogę spróbować ruszyć kamperkiem i przestawić go w inne miejsce, żeby moja osobówka mogła stać obok kamperka. Sprzedający wyraził zgodę i ja uradowany uruchomiłem silnik i ruszyłem „z kopyta” i nagle krzyk właściciela „STOP”. Co się stało? Okazało się, że w „ferworze walki” nie odłączyliśmy kampera od zasilania 230 V i o mało nie urwałem wtyczki łączącej z siecią energetyczną. Na szczęście skończyło się na strachu i nic złego się nie stało. Ponieważ była to niedziela, zostaliśmy zaproszeni na wspaniały obiad, oczywiście z doskonałym francuskim winem i mimo, że gospodarze bardzo nas zapraszali na nocleg w ich domu PO RAZ PIERWSZY NOCOWALIŚMY W KAMPERKU. Było naprawdę świetnie, doceniliśmy walory alkowy, która dawała całkowite odizolowanie od świata zewnętrznego, a przy tym ma świetną wentylację. Następnego dnia rano gospodarze zaprosili na śniadanie, a później pojechaliśmy do Saarbrucken załatwić formalności.

Rozdział 4 Moja pierwsza jazda kamperkiem

Mocno podniecony wsiadłem za kierownicę kamperka i prowadzony przez dotychczasowego właściciela pojechałem do banku w Saarbrucken. Dlaczego do banku? Otóż ja obawiałem się jakiegoś „przekrętu” i nie przyznałem się, że mam całą gotówkę przy sobie. Opowiedziałem mojemu Niemcowi bajeczkę, że mam czek, który mogę zrealizować w banku. Żeby było śmieszniej, mój „partner handlowy” też się bał przekrętu i zeznał, że dokumenty kampera są zdeponowane w banku. W związku z tym obaj z poważnymi minami dojechaliśmy do banku i idąc do wejścia przyznałem się, że mam gotówkę przy sobie, a wtedy Niemiec klepnąwszy mnie z radością w plecy wyjął z kieszeni dokumenty kampera i śmiejąc się przyznał, że bał się oszustwa z mojej strony. Zadowoleni weszliśmy do banku, gdzie „mój” Niemiec poprosił kasjera o sprawdzenie, czy moje pieniądze nie są fałszywe. Po dokonaniu tej operacji pojechaliśmy do urzędu komunikacji, gdzie w ciągu bardzo krótkiego czasu załatwiliśmy wszystkie formalności (likwidację dotychczasowej rejestracji, wydanie nowego dowodu i tablic rejestracyjnych wraz z ubezpieczeniem). Niestety w międzyczasie pogorszyła się pogoda i zaczął padać solidny deszcz. Po założeniu w strugach deszczu nowych tablic rejestracyjnych, żegnani przez dotychczasowych właścicieli, ruszyliśmy w pierwszą podróż MOIM KAMPERKIEM. Uzgodniłem z moją „eskortą”, że ja będę jechał pierwszy, a osobówka za mną.
Mimo, że od wielu lat nie jeździłem „dużymi” samochodami jakoś od razu zaczęliśmy się rozumieć z moim nowym nabytkiem i bardzo dobrze się czułem za kierownicą, siedząc wysoko i mając bardzo dobrą widoczność drogi. Jazda po niemieckich autostradach była przyjemnością, mimo ulewnego deszczu, jaki towarzyszył nam przez całą drogę. Na autostradzie „mój” kamperek rozwijał nawet szybkość 130 km/h. Jechaliśmy tak do zmierzchu i zaczęliśmy szukać jakiegoś kempingu. Niestety informacje o kempingu były nietrafione i GPS nie mógł nas doprowadzić do upragnionego odpoczynku. Zmęczeni szukaniem kempingu i ponaglani nadchodzącą nocą, zdecydowaliśmy się przenocować przy jakiejś drodze obok kwiaciarni, której obsługa zapewniła nas, że jest tu spokojnie i śmiało możemy nocować. Rano zbudziły nas Tiry, które też nocowały w tej okolicy. Po śniadanku w pobliskiej stacji benzynowej ruszyliśmy w dalszą drogę, ale jak to w życiu bywa, nie mogło być zbyt pięknie. W pewnym momencie wycieraczki pracowicie zgarniające namiar wody z przedniej szyby stanęły w położeniu pionowym i odmówiły posłuszeństwa. Stało się to wiele kilometrów przed polską granicą, a wrodzona niechęć do korzystania z pomocy zagranicznych mechaników spowodowała, że postanowiłem mimo przeciwności losu dojechać do domu.
W wyniku tego nastąpiło przegrupowanie szyku i osobówka jechała teraz jako pilot, a ja jechałem za nią kamperem. Znów doceniłem walory alkowy, bo strugi deszczu nie padały bezpośrednio na przednią szybę kampera i dzięki temu, utrzymując szybkość powyżej 110 km/ miałem zapewnioną jako-taką widoczność i mogłem w miarę bezpiecznie jechać do przodu. Jadąc „z duszą na ramieniu” dojechałem do polskiej granicy, pokonując przeciwności losu dojechałem do autostrady A2 i pełen wiary w „polskie drogi” dojechałem do najbardziej chyba pokręconego miejsca w Polsce, czyli do Strykowa. Tam się zaczęła gehenna. Bardzo wąskie i beznadziejne drogi i zapadający zmrok spowodował, że jazda w tych warunkach przestała być przyjemna, a zaczęła być torturą. Padający deszcz tak ograniczał widoczność, że mogłem tylko poruszać się do przodu patrząc na tylne lampy poprzedzającej mnie osobówki. Co kilka kilometrów przecieraliśmy przednią szybę kampera, żebym miał jaką taką widoczność i po kilku godzinach tej męczarni dotarliśmy do domu .
Po tych przygodach pojechałem do autoryzowanego serwisu Fiata (Mototransus Fiat), gdzie bez problemów w ramach gwarancji wymieniono mi silniczek wycieraczek, który działa obecnie bez zarzutu. Tak to odbył się mój pierwszy przejazd kamperem.
_________________
Witek
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
papamila 
Kombatant


Twój sprzęt: ROLLER TEAM
Nazwa załogi: papamila
Pomógł: 21 razy
Dołączył: 16 Cze 2007
Piwa: 66/5
Skąd: Trójmiasto i okolica
Wysłany: 2010-03-26, 19:56   

świetne,
:ok
najbardziej spodobała mi się ściema z bankiem, jednego i drugiego :szeroki_usmiech
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
Pawcio 
Kombatant


Twój sprzęt: Pojazd obozowy Wacek McLouis I
Nazwa załogi: PabemanaTeam
Pomógł: 12 razy
Dołączył: 29 Wrz 2008
Piwa: 119/420
Skąd: z Nienacka
Wysłany: 2010-03-26, 20:02   

Oczekujemy dalszych odcinków twoich przygód Witoldzie... :ok

A swoją drogą na popsute wycieraczki jest metoda..na kartofla. Tylko trzeba go mieć! :lol:
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
 
Tadeusz 
Administrator
CamperPapa


Twój sprzęt: Fiat Talento Hymercamp
Nazwa załogi: Kucyki
Pomógł: 16 razy
Dołączył: 06 Lis 2007
Piwa: 1017/1279
Skąd: Otwock
Wysłany: 2010-03-26, 20:12   

Każdy z nas zapewne swą pierwszą kamperową jazdę przeżywał mocno i długo będzie pamiętał. Ładnie to Witku opisałeś. W moim przypadku zagrały dodatkowo emocje wynikające z porównania jazdy kamperem i zestawu z przyczepą kempingową do których przywykłem. Lało wówczas jak z cebra i nie musiałem biegać z samochodu do przyczepy, aby napić się kawki. To wtedy pokochałem kamperka! :wyszczerzony:
_________________
Fotki z mojej włóczęgi:
https://picasaweb.google.com/114793023460612116625



W życiu najlepiej jest, gdy jest nam dobrze i źle. Kiedy jest tylko dobrze - to niedobrze.
Ks. Jan Twardowski.
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
Witold Cherubin 
weteran


Twój sprzęt: SEA/ELNAGH - Fiat Ducato 2,3 TD
Nazwa załogi: włóczykije
Pomógł: 7 razy
Dołączył: 14 Mar 2007
Piwa: 81/48
Skąd: Warszawa-Międzylesie
Wysłany: 2010-03-26, 22:12   

KOGUT napisał/a:
powiedz dlaczego nie naprawiłeś tych wycieraczek w niemieckim serwisie ? przecież gwarancja jest europejska

bałem się, że zajmie to sporo czasu, a spieszyłem się do domu (jeszcze wtedy pracowałem i następnego dnia miałem umówione spotkanie) i nie znam niemieckiego, a poza tym jakby tak wszystko poszło gładko, to o czym bym miał pisać?
Przeżyłem przygodę i do dziś pamiętam jak przyklejony do przedniej szyby wypatrywałem czerwonych światełek prowadzącej mnie osobówki. Najgorzej było jak z przeciwka jechały samochody ze źle ustawionymi światłami, bo refleksy na szybach bardzo ograniczały widoczność, ale jak z przeciwka nikt nie jechał to było całkiem znośnie. Tobie alkowa przeszkadzała w odbiorze sygnału przez GPS, a mnie chroniła przed zalewaniem szyby przez strugi deszczu (mój GPS działał bez zarzutu).
Pozdrawiam :spoko
_________________
Witek
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum

Dodaj temat do ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
*** Facebook/CamperTeam ***