Klub miłośników turystyki kamperowej - CamperTeam
FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum  Chat  DownloadDownload

Poprzedni temat «» Następny temat
2024 maj do Francji
Autor Wiadomość
Sławek B 
stary wyga


Twój sprzęt: Peugeot Hobby 650
Pomógł: 1 raz
Dołączył: 15 Sty 2007
Piwa: 78/13
Skąd: Sulejówek
Wysłany: 2024-06-23, 17:54   

WaldekR napisał/a:
Piszcie więcej również i tu. Nie wszyscy są na fejsie.


Jak się domyślasz przygotowanie takiego posta wraz z opisami zdjęć jest dość pracochłonne.
Posty są przygotowywane z myślą o FB a na CT są przekopiowane.
CT ma ograniczenie do 10 zdjęć/ posta i ograniczenie w ilości znaków opisie zdjęć.
Dlatego właśnie podaję link do posta na FB aby można było obejrzeć wszystkie zdjęcia wraz z pełnymi opisami.

Korzystając z tego linku można obejrzeć posta, nawet nie mając konta na FB. Prośbę o zalogowanie należy zignorować klikając X
Np:

https://www.facebook.com/share/p/8BG7W5UZJHjEdq7d/

Publikowanie zdjęć bez opisów jest mało sensowne bo osoba oglądające nie do końca wie co widzi na zdjęciu.
_________________
Sławek B
https://kamper-serwis.blogspot.com/
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
Sławek B 
stary wyga


Twój sprzęt: Peugeot Hobby 650
Pomógł: 1 raz
Dołączył: 15 Sty 2007
Piwa: 78/13
Skąd: Sulejówek
Wysłany: 2024-06-23, 18:06   

30 maja 2024 roku
24 dzień podróży

Zwinęliśmy się rano z kamperowiska leżącego u stóp miasteczka Bonnieux, na którym spaliśmy trzy noce.
Było nam tu fajnie, miło i przyjemnie, ale czas ruszać dalej.

Chcieliśmy bliżej i z możliwie każdej strony przyjrzeć się masywowi Montagne Sainte Victoire. Byliśmy tam w zeszłym roku w maju i wyjechaliśmy zachwyceni, ale z poczuciem, że jeszcze sporo zostało do zobaczenia.
Tym razem planowaliśmy zostać tu dłużej. Trzeba było tylko znaleźć jakieś fajne miejsce, które mogłoby być naszą bazą wypadową w te rejony.

Sławek sporo nad tym pracował i znalazł kamperowisko.
W zeszłym roku staliśmy na parkingu po południowej stronie masywu, tuż u jego podnóża, w tym roku nasz punkt wypadowy znajdował się po stronie północnej i był bardziej oddalony od masywu.

Na wylocie z miasteczka Jouques zorganizowano kamperowisko na cztery pojazdy. Obawialiśmy się, czy wobec tak małej liczby kamperów, które mogą się tam zatrzymać, trafimy na wolne miejsce. Dlatego nie przedłużając procesu porannego zwijania naszego "obozowiska" w Bonnieux, dotarliśmy na miejsce docelowe dosyć wcześnie. Tutaj okazało się, że miejsc postojowych jest więcej i mogliśmy wybierać.

GPS: 43.63171, 5.64407
https://maps.app.goo.gl/g4KGUgBjvJpQ2MsU6

Troszkę byliśmy zaskoczeni, bo na parkingu stał tylko jeden kamper, na angielskiej rejestracji. Bardzo miła pani opowiedziała nam, jak na tym miejscu przeprowadza się serwis kampera, bo nie było to takie oczywiste.
Kamperowisko chyba już od dawna jest "w budowie" i każdy przyjeżdżający otrzymuje instrukcję jego użytkowania od tych, którzy stali tu wcześniej. Taki łańcuszek ludzi dobrej woli.

Miejsce to miało wiele zalet, ale też jedną wadę - stało się na asfalcie.

Ale wobec tego, że jego usytuowanie było wprost rewelacyjne dla naszych celów, bo z tego miejsca wychodziło kilka szlaków rowerowych w góry, do tego mieliśmy nieograniczony dostęp do wody, czyszczenia toalety i spuszczania szarej wody, nie kręciliśmy nosem.

I w bonusie zostaliśmy zaskoczeni jeszcze dodatkowo tym, że mogliśmy podłączyć się do słupka z prądem i to w wersji darmowej. Przyznam, że tego typu możliwość nie jest sytuacją, którą spotyka się na co dzień.

Niestety, spust szarej wody był zapchany i jej resztki straszyły, wylewając się poza kratkę zlewową.
Ha, trudno. Damy jakoś radę. Nawet cztery dni jesteśmy w stanie poradzić sobie bez wylewania wody - to wytrzymamy.

Smutne to, ale przyjeżdżające i zaraz wyjeżdżające kampery nic sobie nie robiły z tego faktu i potem woda śmierdziała rozlewając się coraz bardziej dookoła.

Zaproponowałam mężowi, żebyśmy udali się do merostwa i poinformowali o tym problemie, ale jakoś tak entuzjazmu dla tego działania z jego strony nie było.

Ale ja to jestem ja i kiedy zauważyłam następnego dnia dwóch panów w koszulkach z logo miasta, którzy opróżniali kosze na śmieci poinformowałam ich, wskazując dłonią i palcem - to międzynarodowy język, który działa w każdym kraju, gdzie mamy problem.
Panowie uśmiechnęli się, pokiwali głowami i...po południu przyjechała profesjonalna ekipa i udrożniła odpływ.

Gdzie diabeł nie może, tam babę pośle.
Zaskoczyła mnie nie tylko sama reakcja, bo nie do końca wierzyłam w to, że coś się po tej mojej interwencji zadzieje, ale i jej tempo. Brawo dla miasta Joques.

Jeszcze tego dnia odbyliśmy pierwszą naszą wyprawę rowerkami drogą D11 w kierunku kanału na rzece Durance. Niesamowita była to trasa, bo wzdłuż niej rosły topiary zrobione z bukszpanu, dębu ostrolistnego, czy dębu skalnego. Uformowane były w nieregularne bryły i postacie zwierząt. Widać, że dbano o nie regularnie.

Najpierw na drodze był spory podjazd z mnóstwem zakrętów, potem ostry zjazd serpentynami, a na końcu próbowaliśmy jechać inną drogą, która jednak okazała się tak ruchliwa, że szybko zawróciliśmy bezpiecznie wjeżdżając z powrotem serpentynami do góry.

Kiedy wróciliśmy, na parkingu stało już kilka kamperów.

A w nocy...a w nocy byliśmy uczestnikami żabiego koncertu dobiegającego od strony parku z jeziorka, które znajdowało się na jego terenie.


Link do posta na FB

10001.jpg
Szykujemy się do naszej pierwszej wyprawy rowerkami po tym rejonie. Na parkingu, jak na razie, tylko my. Ta sytuacja zmieniła się, kiedy wróciliśmy. Z tyłu widać miejski park.
Plik ściągnięto 2 raz(y) 277,87 KB

10002.jpg
Płaskowyż Bedes otoczony jest polami oliwnymi, drzewami migdałowymi i lasami, jest tu też sporo upraw winorośli i trochę lawendy.
Plik ściągnięto 0 raz(y) 330,97 KB

10003.jpg
Topografia płaskowyżu jest zróżnicowana - płaskie obszary przeplatane są niewielkimi wzgórzami i dolinami.
Plik ściągnięto 0 raz(y) 455,84 KB

10004.jpg
Mocno zaintrygowała nas ta góra, która wznosiła nad polami usianymi makami, obłędnie kontrastując z nimi kolorystycznie.
Plik ściągnięto 0 raz(y) 472,83 KB

10005.jpg
Troszkę niedogodność stania kamperkiem na asfalcie równoważyło to, że tuż za niskim ogrodzeniem znajdował się miejski park, do którego można było wynieść leżaczki i tam spędzać czas. Kilka razy podczas naszego tu pobytu, korzystaliśmy z tej możliwości.
Plik ściągnięto 1 raz(y) 623,56 KB

10006.jpg
Ilość kamperów stojąca na parkingu zmieniała się z dnia na dzień. Tutaj wersja full.
GPS: 43.63171, 5.64407
https://maps.app.goo.gl/g4KGUgBjvJpQ2MsU6
Plik ściągnięto 0 raz(y) 285,4 KB

10007.jpg
Tak przebiegała nasz dzisiejsza trasa rowerowa. Przejechaliśmy 26 km.
Plik ściągnięto 0 raz(y) 342,37 KB

_________________
Sławek B
https://kamper-serwis.blogspot.com/
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
Sławek B 
stary wyga


Twój sprzęt: Peugeot Hobby 650
Pomógł: 1 raz
Dołączył: 15 Sty 2007
Piwa: 78/13
Skąd: Sulejówek
Wysłany: 2024-07-01, 21:26   

31 maja 2024 roku
25 dzień podróży

Po wczorajszej wyprawie rowerami, którą byliśmy zachwyceni, postanowiliśmy dzisiaj jakoś pokombinować i polnymi drogami pojechać u podnóża Montagne de Vautubière, a może nawet spróbować wjechać na jej szczyt.

Nabieram coraz większej wprawy w jeździe na rowerku, więc i wyzwaniom można podnosić poprzeczkę.

Szykujemy się do drogi, Sławek idzie rozpiąć rowerki, a ja...patrzę, patrzę, przypatruję się i zastanawiam się, czy mi się wydaje, że widzę to, co widzę?

A co widzę?

Uszkodzoną oponę w rowerze.
Którym? - Sławka.
No i klops.

Kurczę, mój mózg już buzuje od możliwych wariacji sytuacji spowodowanych tym uszkodzeniem.

Pierwsza myśl - jazdy dzisiaj nie będzie.

Druga - nie wiadomo kiedy będzie.

Trzecia - trzeba byłoby jechać do jakiegoś sklepu z akcesoriami rowerowymi, a my jesteśmy na przysłowiowym zadupiu. Najbliżej jest do Aix-en -Provence.

I kolejna myśl - może poszukać jakiego serwisu rowerowego tu, na terenie? Sporo ludzi jeździ rowerami, to przecież musi tu coś być - pocieszałam się, próbując znaleźć rozwiązanie.
Tak na szybciutko rozważałam przeróżne możliwości wyjścia z tej sytuacji - to ja.

A Sławek?
Najpierw się wkurzył.

Potem wziął się do pracy.

Obejrzał koło i stwierdził, że opona jest przedarta.
Zdjął więc koło z roweru, potem oponę z koła i wymienił dętkę - pełen jednak obawy, czy ta przetarta opona pozwoli na dalszą jazdę.
Rozdarcie było z boku, nie za duże, może więc wytrzyma.
Dętkę mieliśmy, bo Sławek zawsze wozi zapasową ze sobą w torbie rowerowej, ale oponę? Opony nie wozimy jako części zapasowej.

Kręcę się poddenerwowana wokół mojego męża, co raz zawracając mu głowę pytaniami - według niego niezbyt mądrymi, a on siedzi i metodycznie krok po kroku zajmuje się ratowaniem sytuacji.
I uratował.
Potem tak sobie rozmyślałam - a jakże mogłoby być inaczej?
Sławek ma takie jakieś wrodzone zdolności, że wszystko udaje mu się naprawić. Kiedyś nasza córka zrzuciła żelazko, które na skutek tego zdarzenia przestało działać i była lekko przerażona. Chcąc ją uspokoić, siostra powiedziała do niej - nie martw się, Tata naprawi.

Widmo tego, że nie będziemy mogli wybrać się dzisiaj na rowerową wyprawę, na którą przyznam, miałam wielką ochotę, oddaliło się. Zostałam tylko uprzedzona, że ta opona może nie wytrzymać jazdy, ale może być i tak, że nic się nie stanie.
Wiadomym było, że ryzykujemy. Dla naszego bezpieczeństwa warto byłoby poszukać sklepu i kupić i dętkę i oponę, żeby były w zapasie.

No i fajnie. Pojechaliśmy. Jakaż to była rewelacyjna trasa. Momentami bardzo wymagająca - ze względu na rodzaj podłoża i nachylenie terenu, a fragmentami całkiem bez wysiłku z mojej strony do pokonania.

Nie mogłam się wprost napatrzeć na rośliny, które mijaliśmy, a potem na widoki, które roztaczały się wokół nas - i te, kiedy jechaliśmy po płaskim terenie i te, kiedy wspięliśmy się na szczyt Vigle.

Kiedy dojechaliśmy już z powrotem do miejscowości Bedes, od której nazwę wziął płaskowyż, czuliśmy niedosyt jazdy i postanowiliśmy, że podjedziemy kawałek szlakiem przeznaczonym dla pieszych, a idącym w kierunku Jonques, czyli punktu, w którym staliśmy kamperem.

Początkowo wąska, asfaltowa droga biegła pomiędzy domami rozsianymi na wzgórzu, by potem zmienić się w kamienistą i bardzo przy tym mocno wyboistą dróżkę z miejscami głęboko wyżłobionymi przez spływającą w czasie deszczu wodę.

Do tego doszło jeszcze bardzo, ale to bardzo strome nachylenie tak, że praktycznie cały czas trzeba było zjeżdżać na zaciągniętych hamulcach. Miałam dosyć, ale powrót nie byłby wcale lepszy.

Jakoś dojechaliśmy do drogi asfaltowej, która biegła przez miasteczko i mocno zmęczeni i bogaci w przeżycia, dotarliśmy do kampera.

Często nam się zdarza, że jak już kończymy trasę, którą zaplanowaliśmy, to czujemy jeszcze niedosyt jazdy i dorzucamy sobie jeszcze "tylko kawałek" i ten "tylko kawałek" nas wykańcza.

Po powrocie do kamperka udaliśmy się z krzesełkami i kubkami z kawą na relaks do parku.
Przyznam, że pomimo tego asfaltu, na którym staliśmy i braku jakiegokolwiek drzewa, nie było nam tu aż tak źle.

Myślę, że te spore jednak niedogodności i nasza awersja do tego rodzaju podłoża rekompensowała nam możliwość wyjazdu w tak piękne okolice. No i nie bez znaczenia było to, że mieliśmy na miejscu nieograniczony dostęp i do wody i do prądu.

W nocy było cichutko, bo po takiej bocznej drodze nikt nie miał interesu przemieszczać się w tym czasie.

10001.jpg
Taki smutny widok powitał nas z rana.
Plik ściągnięto 3 raz(y) 509,81 KB

10002.jpg
Sławek zabrał się do rozwiązania problemu, czyli wymienił dętkę w kole roweru.
Plik ściągnięto 2 raz(y) 537,31 KB

10003.jpg
A potem już śmigaliśmy po górach.
Plik ściągnięto 1 raz(y) 547,92 KB

10004.jpg
Massif de la Vautubière, to mały masyw górski, który jest częścią masywu Luberon.
Należy do Parku Przyrodniczego Luberon (Parc Naturel Régional du Luberon), który chroni unikalne ekosystemy i krajobrazy tego regionu.
Plik ściągnięto 1 raz(y) 586,03 KB

10005.jpg
Na szczycie Vigle, który jest najwyższym punktem masywu, wznoszącym się na wysokość 658 m n.p.m., stoi taka wieża strażników - wydaje mi się, że do obserwowania okolicy i wychwycenia zarzewia pożaru.
Plik ściągnięto 0 raz(y) 357,09 KB

10006.jpg
Masyw Vautubière charakteryzuje się zróżnicowaną topografią, z licznymi wzniesieniami, dolinami i urwiskami.
Plik ściągnięto 1 raz(y) 352,31 KB

10007.jpg
Widok ze szczytu Masywu Vautubière na dolinę rzeki Durance.
Plik ściągnięto 0 raz(y) 484,27 KB

10008.jpg
Kiedy jadę taką drogą, to serduszko mi się śmieje do każdego ożywionego, czy też nie elementu, który widzę.
Plik ściągnięto 2 raz(y) 558,26 KB

10009.jpg
Tak przebiegała nasz dzisiejsza trasa rowerowa. Przejechaliśmy 23 km.
Plik ściągnięto 1 raz(y) 335,04 KB

_________________
Sławek B
https://kamper-serwis.blogspot.com/
  
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
Wyświetl szczegóły
Sławek B 
stary wyga


Twój sprzęt: Peugeot Hobby 650
Pomógł: 1 raz
Dołączył: 15 Sty 2007
Piwa: 78/13
Skąd: Sulejówek
Wysłany: 2024-07-07, 17:52   

14 czerwca 2024 roku
39 dzień podróży

Dzisiaj rano całe niebo pokrywały chmury. Temperatura spadła do 25 stopni.
Mieliśmy przygotowane dosyć ambitne plany wyjazdowe i ta zmiana pogody była dla nas korzystniejsza, bo łatwiej było jechać, niż w prażącym słońcu.

Martwiło nas natomiast to, że z powodu braku słoneczka solary nie będą doładowywały akumulatora i nie będzie prądu do uzupełnienia naszych akumulatorków po powrocie.

Dzisiejsza trasa biegła do klasztoru kartuzów Chartreuse de la Verne. Dawno dawno temu byliśmy tutaj, ale nie udało nam się go zwiedzić - nie pamiętamy już z jakiego to powodu. Najprawdopodobniej był zamknięty w tym czasie dla zwiedzających.

Droga do klasztoru wiła się zakrętami ostro pod górę. Była bardzo wąska, ograniczona z jednej strony ścianami skał, a z drugiej przepaściami. Jadąc zastanawiałam się, jak wyminą się na niej dwa samochody.
Całe szczęście ruch był praktycznie żaden, bo na przestrzeni 6 km przejechał tylko jeden pojazd. Na początku drogi umieszczony był zakaz wjazdu dla kamperów.

Kiedy naszym oczom ukazało się w pełnej krasie opactwo, leżące u podnóża naszej drogi, już znalazłam się pod jego urokiem.
A kiedy przekroczyliśmy bramy i przeszliśmy do zwiedzania, po prostu dech zaparło mi w piersiach. Sławkowi zresztą też. Nawet nie żałował, że dał się namówić na wejście.

La Chartreuse de La Valerne to kompleks budynków obejmujący kościół, eremy, refektarz, kapitułę, oratorium, dwa krużganki...sporo tego było do zobaczenia.

Przyznam, że opactwo ma swój bardzo charakterystyczny klimat. Zbudowane jest z kamieni, jakby polnych. Bardzo to ciekawie się prezentuje. Wnętrza są ciemne, troszkę ponure, co dodaje im jednak uroku.

Architektura klasztoru charakteryzuje się prostotą i skromnością, co jest zgodne z zasadami życia kartuzów, którzy prowadzą życie kontemplacyjne, w odosobnieniu i w modlitwie.

Po obejrzeniu opactwa chcieliśmy pojechać zobaczyć zaporę Barrage de la Verne ale droga, która miała nas do niej zaprowadzić, okazała się ścieżką w lesie.
Szybciutko zmieniliśmy koncepcję dalszej jazdy i postanowiliśmy pojechać drogą - Ruta de La Crete de La Verne, która biegła przez góry.

Upiornie wręcz wygląda taka wąska, dawno będąca wyasfaltowaną droga, której czasy świetności minęły kilkadziesiąt lat temu.
Tylko miejscami jeszcze straszyły kawałeczki pokryte asfaltem, reszta to były dziury, czy większe lub mniejsze kamienie, które wraz z upływem lat osypywały się z góry mocno utrudniając poruszanie się rowerami.

Jazda taką drogą to niezłe wyzwanie zwłaszcza wtedy, kiedy jest wąziutka i wije się nad przepaścią, którą nie osłania żadna wyższa roślinność.
Wtedy doskonale widać, gdzie można wylądować, kiedy źle się pojedzie na rowerze. Czasami się boję.
Tego dnia przejechaliśmy 31 km.

Więcej zdjęć z opisami.


E-book z poprzedniego wyjazdu.

10001.jpg
Klasztor został założony w 1204 roku przez kartuzów - zakon, który w 1084 roku powołał do życia św. Brunon z Kolonii.
Plik ściągnięto 1 raz(y) 460,98 KB

10002.jpg
Kiedyś do opactwa prowadziła ta brama.
Monumentalne drzwi wykonane są z kamienia serpentynowego i marmuru wulkanicznego z masywu Maures.
Plik ściągnięto 1 raz(y) 160,18 KB

10003.jpg
Obecnie zwiedzanie opactwa zaczyna się tym wejściem.
Plik ściągnięto 1 raz(y) 407,7 KB

10004.jpg
Przyznam, że zaskoczył mnie ten widok, bardzo zresztą pozytywnie, kiedy po przejściu przez recepcję ukazał się moim oczom.
Niezwykle klimatycznie wkomponowano te przedmioty służące do sprzedaży w przedsionek opactwa.
Plik ściągnięto 1 raz(y) 392,1 KB

10007.jpg
W 1791 roku, podczas Rewolucji Francuskiej, klasztor został skonfiskowany przez państwo, a mnisi zostali zmuszeni do opuszczenia Valbonne. Budynki klasztorne zostały sprzedane i częściowo zniszczone.
Plik ściągnięto 4 raz(y) 490,71 KB

10010.jpg
Mały krużganek klasztorny.
Plik ściągnięto 1 raz(y) 503,28 KB

10012.jpg
Oratorium.
Plik ściągnięto 1 raz(y) 426,02 KB

10014.jpg
Piwnica.
Plik ściągnięto 1 raz(y) 475,4 KB

10015.jpg
Plan klasztoru. Z prawej strony widać eremy zakonników rozmieszczone po obu stronach dużego krużganka.
Plik ściągnięto 2 raz(y) 415,83 KB

10016.jpg
prezentuje się widok na klasztor z drogi, którą jechaliśmy rowerami po jego zwiedzaniu.
Plik ściągnięto 1 raz(y) 572,91 KB

_________________
Sławek B
https://kamper-serwis.blogspot.com/
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
Wyświetl szczegóły
Więcej szczegółów
Wystawiono 2 piw(a):
Jacek L., Skorpion
Jacek L. 
doświadczony pisarz

Twój sprzęt: Boxer L2H2 Pössl 2015
Nazwa załogi: Dorota & Jacek
Dołączył: 28 Wrz 2021
Piwa: 38/35
Skąd: Wrocław
Wysłany: Wczoraj 11:46   

Dzięki za tę piękną relację! Przeczytałem z dużą przyjemnością, bo też bardzo lubimy Francję i chętnie bywamy.
Pozdrowienia i :pifko
Jacek L.
_________________
JL
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum

Dodaj temat do ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
*** Facebook/CamperTeam ***