 |
|
|
Jak Garmin prowadził mnie przez Włochy... |
| Autor |
Wiadomość |
Barbara i Zbigniew Muzyk
Kombatant

Twój sprzęt: fiat ducato2001-Bassa748
Pomogła: 7 razy Dołączyła: 23 Lip 2010 Piwa: 351/396 Skąd: krakow
|
Wysłany: 2014-05-29, 09:43
|
|
|
Piotr.stoprosimy pisz dalej a Wam koledzy dziękujemy,wystarczajaco pochwaliliscie się GPS,ale koledze jest przykro ze tak mu zaśmieciliscie relacje.Ci co nie pisza relacj nie zdaja sobie sprawy ze to trochę przeszkadza.Przepraszam was za ten wpis,ale tak trzeba,Barbara Muzyk |
|
|
|
 |
EBRP670
doświadczony pisarz
Twój sprzęt: LMC na DUCATO 92r.
Nazwa załogi: ELA i JUREK
Dołączył: 12 Kwi 2008 Otrzymał 2 piw(a) Skąd: Łódzkie
|
Wysłany: 2014-05-29, 12:43
|
|
|
Przypominam.że to jest relacja z podroży naszego kolegi pod tytułem" Jak Garmin prowadził mnie przez Włochy.",a nie marudzenie o "wyższości świąt Bożego ....... |
_________________ "Pewna śmierć,nie godzina" |
|
|
|
 |
Bronek
Kombatant
Pomógł: 31 razy Dołączył: 06 Cze 2013 Piwa: 475/981 Skąd: Ooo
|
Wysłany: 2014-05-29, 14:03
|
|
|
Mój drugi post dopiero. !!!"...........! Niech pierwszy rzuci kamieniem...."
Właśnie merytoryczny tytuł o nawigacji dla camperowców i konsekwencjach jej użycia , skusił mnie do czytania.
"Garmin , jak prowadził".... a gdzie to już historyjki typowe opowieści z przewodników.
Kolejne baseny i plaże są mniej istotne od działania wymienionego sprzętu .
Autor albo chciał go polecić , albo przed nim ostrzec . Skoro umieścił fakt istnienia/posiadania w tytule.
Ja też czekam na relacje, ale pod kątem opisu nawigacji a nie Włoch. Bo taki był tytuł wątku. A co najważniejsze potwierdziło się to w tekście , by nie zarzucać autorowi chęci zmylenia czytelników.
Tadeusz też to zauważyl | Cytat: |
Donaldzie, popatrz na temat. Nawigacja ma w nim znaczenie i tylko autor o tym decyduje. |
Każdy więc ma co lubi , a autor sie powinien cieszyć ,że ma taki odzew zarówno ze strony miłosników opisów plaż i tras , jak i tych dla których znaczenie ma istota tego tekstu w sensie praktycznym |
|
|
|
 |
Dziabong
weteran

Twój sprzęt: Dziabong
Nazwa załogi: Dziabongi
Pomógł: 3 razy Dołączył: 15 Lis 2008 Piwa: 16/91 Skąd: Dziabongowo
|
Wysłany: 2014-05-29, 19:28
|
|
|
Żeby dobrze zrozumieć kupilem Garmina Teraz mogę czekać na cd. |
_________________
 |
|
|
|
 |
piotr.sto
zaawansowany

Pomógł: 1 raz Dołączył: 10 Gru 2011 Piwa: 5/27 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: 2014-05-29, 19:34
|
|
|
| No cóż, wątek umieściłem w dziale "Podróże - Zagraniczne - Włochy", więc jest raczej relacją z podróży. Tytuł troszkę prowokacyjny - być może mylący, ale Garmin tyle razy dał mi się we znaki, że nie mogłem się powstrzymać, aby nie umieścić go na "honorowym" miejscu. Teraz widzę, że jest pewne zapotrzebowanie na recenzję samego sprzętu. Obiecuję więc, że po zakończeniu tej relacji napiszę w odpowiednim dziale moją subiektywną ocenę Garmina w wersji dla kamperów. |
|
|
|
 |
piotr.sto
zaawansowany

Pomógł: 1 raz Dołączył: 10 Gru 2011 Piwa: 5/27 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: 2014-05-29, 19:56
|
|
|
A teraz jeśli pozwolicie - ciąg dalszy
Kolejny etap nie był zbyt długi. 3 maja wraz z załogą Piotra przejechaliśmy ok. 120 km drogą SS309 do miejscowości Lido di Spina. Zdziwiła nas liczba fotoradarów – myśleliśmy, że to polska domena Ruch był niewielki, więc podróż minęła szybko. Tym razem nie mogę powiedzieć na Garmina złego słowa – po prostu go nie włączałem, mając cały czas przed sobą autko Żywego. Zatrzymaliśmy się na kempingu Mare e Pineta. Kemping jest dość duży, jednak ma zupełnie inny charakter, niż Marina di Venezia – dużo młodzieży, dyskoteka do późna. Akceptują na nim kartę ADAC – za dobę (kamper i 2 osoby) 17,50 EUR, przy cenie regularnej 19,50 EUR. Gdy obsługa zorientowała się, że zostaniemy prawdopodobnie tylko na jedną noc, ulokowała nas na piaszczystym skrawku, tłumacząc, że to najlepsze miejsce na całym kempingu. Gdy pytaliśmy o trawiaste miejsca, tłumaczyli że tu będzie nam naprawdę dobrze
Ponieważ do następnego żelaznego punktu naszej wyprawy (Pompeje) pozostało nam jeszcze sporo kilometrów, postanowiliśmy że z samego rana ruszamy dalej. Piotr z rodziną zostawali jeszcze dobę i kierowali się w kierunku domu.
Tym razem postanowiliśmy dojechać dalej, niż wczoraj – docelowo na wschodnim wybrzeże chcieliśmy dotrzeć do półwyspu Gargano. Dlatego na 4 maja zaplanowaliśmy co najmniej połowę pozostałego do pokonania dystansu. Po wpisaniu punktu docelowego przeanalizowałem trasę wyznaczoną przez nawigację. Tym razem Garmin pokazał, że część drogi SS16 jest zamknięta i wskazał wielokilometrowy objazd. Uśmiechnąłem się w duchu – nie ze mną te numery Gdy zbliżyliśmy się do wskazanego odcinka, zignorowałem nawigację i pojechałem prosto. Po kilku próbach nawrócenia mnie na prawidłowy kierunek, Garmin dał za wygraną i pokazał trasę bez objazdów. Jednak tym razem należało posłuchać wskazówek urządzenia... W międzyczasie mijaliśmy bardzo wezbrane koryta rzek, wypełnione brunatną, błotnistą wodą. Morze także miało brązowy odcień – dopiero kilka kilometrów od brzegu nabierało swojej właściwej barwy. Jednak nie wyciągnęliśmy z tego żadnych wniosków, brnąc dalej przed siebie… W miejscowości Senigallia, po przejechaniu przez most nagle utknęliśmy. Samochody praktycznie nie poruszały się do przodu. Wokół dużo policji i wozów strażackich. Jezdnia i chodniki pokryte były błotem i szlamem. Także ludzie wokół mieli bardzo ubłocone ubrania. Nagle zobaczyliśmy człowieka, który z domu przy drodze wynosił telewizor. Z telewizora wylewała się woda. Zrozumieliśmy, że właśnie wjechaliśmy do miejscowości, która być może jeszcze przed godziną, dwoma, była zupełnie zalana! Powódź musiała być na tyle duża, że została dostrzeżona nawet przez polskie media. Przejazd, który normalnie trwałby najwyżej kilkanaście minut, trwał ponad 2 godziny – mamy za swoje, trzeba było słuchać Garmina – przecież to najlepsza nawigacja na świecie
Późnym wieczorem dotarliśmy do miejscowości Roseto degli Abruzzi. Tam znaleźliśmy kemping z oferty ACSI – Eurocamping.
Aby dojechać do kempingu, trzeba było z głównej drogi dojechać do równoległej, biegnącej wzdłuż morza. Pomiędzy obiema drogami przebiegały jednak tory kolejowe. Pierwsze wskazanie Garmina – przejazd tunelem o wysokości maksymalnej 2,5 m (przypominam, że miałem ustawiony profil kampera z wysokością 3,2 m)! No nic, zawracamy i jedziemy dalej. Dla nawigacji nie ma problemu - po chwili kieruje nas do kolejnego tunelu – tym razem o wysokości 2,2 m! Jest już ciemno, wokół żywego ducha, zastanawiam się, czy w ogóle dotrzemy na ten kemping… Na szczęście widzimy jadącego z przeciwka nastolatka na skuterze. Pytamy jak przejechać pod torami – chłopak odpowiada, że trzeba jechać jeszcze prosto i dalej jest jeden wysoki tunel. Widząc moje zdezorientowanie (przecież tylko Sylwia rozumie włoski), zawraca i prowadzi nas do tego tunelu Po chwili jesteśmy pod kempingiem. Ponieważ jest już późno, obsługa mówi, żebyśmy stanęli gdziekolwiek, a jutro najwyżej się przestawimy. Po ciemku niewiele widać – miejsc jest dużo, teren trawiasty. Wjeżdżamy na pierwszą z brzegu parcelę. „Wjeżdżamy” to może nie najlepsze określenie. Ledwie tylne koła znajdują się na trawie, przednie grzęzną. Trawa jest jak gąbka – tu też musiało nieźle padać. Próbuję delikatnie wycofać – nic z tego. Do przodu też już się nie da… Stoimy w ten sposób, że rampa ze skuterem wystaje na drogę dojazdową. Praca silnika budzi ludzi w pobliskich kamperach i przyczepach. Czas więc na razie dać za wygraną – zresztą i tak niewiele widać. Mam tylko nadzieję, że w nocy nikomu nie będzie przeszkadzał wystający na drogę skuter. Rano przekonuję się, że jest gorzej niż myślałem – o własnych siłach nie wyjedziemy. Na szczęście dla obsługi kempingu to nie problem – po chwili zjawia się samochód terenowy, który wyciąga nas na asfalt. Po kamperku zostają tylko głębokie koleiny. Ponieważ od razu chcemy wyjechać, pani w kasie stwierdza, że policzy 15 EUR – w końcu staliśmy tylko przez noc. Ten kemping zapamiętaliśmy też z innego powodu – nie było tam normalnych – w naszym rozumieniu – toalet. Część z nich to były stanowiska „na narciarza”, a część to zwykłe muszle, tyle że ze zdemontowanymi deskami klozetowymi. Później przekonaliśmy się, że takie wyposażenie to będzie na kolejnych kempingach już standard.
Wiem, wiem, na razie zdjęć jak na lekarstwo – będą od następnego odcinka |
|
|
|
 |
piotr.sto
zaawansowany

Pomógł: 1 raz Dołączył: 10 Gru 2011 Piwa: 5/27 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: 2014-05-29, 20:04
|
|
|
Jeszcze uwaga odnośnie kempingu Marina di Venezia - może komuś się przyda Gdy płaciliśmy za pobyt, na wszelki wypadek zapytaliśmy, czy honorują karty ACSI lub ADAC. Zgodnie z naszymi przewidywaniami uzyskaliśmy odpowiedź negatywną. Pani z obsługi dodała jednak, że jeżeli posiadamy specjalny bon ADAC, to jedną dobę pobytu mamy gratis. Odpowiedzieliśmy, że żadnego bonu niestety nie mamy.
O całej sprawie przypomniałem sobie po kilku dniach, gdy przeglądałem ADAC Campingführer. Z przewodnika wysypały się jakieś ulotki. Na jednej z nich zobaczyłem loga kilku włoskich kempingów, w tym także MdV! Okazało się, że to jest właśnie ten bon Wynika z tego, że każdy nabywca tegorocznej edycji przewodnika ADAC Europa południowa ma za darmo jedną noc na wybranym kempingu we Włoszech |
|
|
|
 |
antal
początkujący forumowicz

Twój sprzęt: Hymer B 514sl
Nazwa załogi: Ania i Jacek
Dołączył: 07 Gru 2013 Skąd: Bielsko-Biała
|
Wysłany: 2014-05-29, 21:11
|
|
|
| piotr.sto, Piotrze gratulujemy wyprawy! Cieszymy się że kamper poszedł w dobre ręce. Pozdrawiamy z Chorwacji. Zawsze należy mieć przy sobie papierowy atlas. |
|
|
|
 |
piotr.sto
zaawansowany

Pomógł: 1 raz Dołączył: 10 Gru 2011 Piwa: 5/27 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: 2014-05-29, 21:16
|
|
|
| antal napisał/a: | | Pozdrawiamy z Chorwacji |
Dziś z Chorwacji, a tak na stałe czyżby z.. Bielska? |
|
|
|
 |
|
|
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum
|
Dodaj temat do ulubionych Wersja do druku
|
|