Klub miłośników turystyki kamperowej - CamperTeam
FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum  Chat  DownloadDownload

Poprzedni temat «» Następny temat
Uchylam Wrota Afryki czyli... lek na jesienną depresję vol.2
Autor Wiadomość
MAZUREK 
stary wyga
chałturnik, napalony wędkarz,


Twój sprzęt: CARTHAGO Chic C-Line I 4,8
Nazwa załogi: LECH i GRAŻYNA
Pomógł: 1 raz
Dołączył: 02 Lip 2007
Piwa: 11/64
Skąd: Radom
Wysłany: 2011-12-28, 10:22   

Mam problem techniczny ze zdjęciami: kilkanaście zdjęć widoczne jest tylko w 1/4 - reszta jest szarym polem. Nie wiem czy to problem mojego kompa czy coś innego?
_________________
Staram się pisać poprawnie po polsku
.
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
Neno 
zaawansowany


Dołączył: 14 Lip 2011
Piwa: 52/3
Skąd: Zambrów
Wysłany: 2011-12-28, 13:43   

U mnie ok.
Nawet je pozmniejszałem by były widoczne jako większe ale znów nie wyszło:(
Chyba muszę opanować sztukę dodawania zdjęć jako załączniki - obiecuję od następnego odcinka tak zrobić ;)
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
 
Neno 
zaawansowany


Dołączył: 14 Lip 2011
Piwa: 52/3
Skąd: Zambrów
Wysłany: 2012-01-03, 16:57   

cd. poprzedniego odcinka ... czyli nadal ten sam dzień ;)


Wieczorem, już po zmroku wracamy do naszego lokum.
Autostradą...na kostkach ( tak mówi się w świadku motocyklowym na opony terenowe, choć prawdę mówiąc to taki złoty środek, gdzie da się i po asfalcie i w terenie coś zdziałać)


Garmin odmawia posłuszeństwa po raz pierwszy. Wyjęcie aku nie pomogło. Po 15 minutowej walce w końcu działa. A już szukaliśmy gościa na skuterku co by nas na miejsce zaprowadził.

Wieczorem znów wizyta na tutejszej starówce, szybkie zakupy itp itd.




Tym razem nikt się nie skusił :D Podobno było... specyficzne :D
A wyglądało tak smacznie, że żałowałem , że nie przepadam za mięsem. Hmm...











Na dobranoc odwiedzamy jeszcze nasze motocykle.



Sen:
„Śpij, nocą śnij
Niech zły sen Cię nigdy więcej nie obudzi
Teraz śpij"


Dziś tylko 190km ale za to co widzieliśmy to nasze!

  
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
 
Neno 
zaawansowany


Dołączył: 14 Lip 2011
Piwa: 52/3
Skąd: Zambrów
Wysłany: 2012-01-05, 17:07   

17 listopada
Happysad : „Dzień zaczął się marnie i marnie skończył się , może strułam się..., a może nie wyspałam się* ”

Ja jak zwykle od 5 nie śpię. Widać mam ogromną ochotę na przygodę, co dzień jej wypatruję. Może dziś ?
Czekając : fotki, relacja … i tak do 7. Potem do 10 „siedzę w pracy” , reszta cierpliwie czeka.
Po pracy (fajnie to brzmi na urlopie:D) wskakuję pospiesznie w spodnie i idziemy zobaczyć Fez bo pomimo spędzenia tu 3 dni, nic poza targiem (suk) nie widzieliśmy. A ostatnie 3 noce spędziliśmy w mniej więcej takich warunkach :





Farbiarnie i szkoła koraniczna to cel na dzisiejsze przedpołudnie. Zabieram GPS co by majfrendom nie dać zarobić... tyle, że w jego Menu łatwiej się zgubić niż w plątaninie 9700 uliczek Fezu :D Po kwadransie ogarniam temat i już jedziemy. Oczywiście współrzędne z sieci okazują się błędne i zamiast w szkole lądujemy w hotelu. Pracownik hotelu wskazuje nam jednak drogę, co z tego jak do szkoły nie chcą nas wpuścić. Odpuszczamy.
"Pogadaliśmy" jedynie z dziećmi z tej szkoły:












Znów grzebiemy w naszym podręcznym majfrendzie i jedziemy tam gdzie każe. W okolice farbiarni nas doprowadził, ale już pod jej drzwi niekoniecznie.
Błądzimy, jedna uliczka pod prąd, potem kolejna, w końcu wjeżdżamy na jakiś targ ale ludzie machają by jechać dalej to jedziemy :) I my i oni - wszyscy uśmiechnięci od ucha do ucha. Jest tak ciasno, że by przejechać sprzedający przestawiają część swoich straganów. Mandarynki, banany, lądują o pół metra wgłąb i możemy jechać. W końcu dojeżdżamy do miejsca gdzie przestają już nas zachęcać do jazdy dalej - wręcz namawiają by zawrócić. Pewnie za zakrętem są schody :D Dajemy za wygraną. Szkoda, że nie miałem wtedy GoPro na głowie- sceneria nie do opisania.
Oczywiście zjawia się młody człowiek władający angielszczyzną i proponuje pomoc. Biegnąc prowadzi nas do miejsca gdzie zostawimy bezpiecznie maszyny. Biegnie tak szybko, że prawie nas gubi, lawirowanie między skrzynkami, osłami, wózkami i ludźmi jest dużo trudniejsze motocyklem niż biegnąc ;)
30Dr dla naszego wybawcy ma załatwić sprawę. Ahmed zabiera nas na szybką wycieczkę przez medinę:
szliśmy dokładnie między tym :


a tym:


Trochę mnie zdziwiło ale w tej części miasta jakoś taka mało kotów było. Czyżby nie lubiły tych zapachów? A może myszy nie przepadają za tymi zapachami?
Tymczasem Ahmed zabrał nas do sklepu ze skórami, z którego tarasu możemy podziwiać pracę ludzi, którym delikatnie mówiąc nie zazdroszczę. Odór jest tak niesamowitym, że nie da się go opisać. Specjalnie nie jedliśmy śniadania by go nie zwrócić ale pomimo to, i pomimo trzymania pod nosem liści mięty udaje nam się to z wielkim trudem. Szacunek dla ludzi i ich rodzin. Szacunek dla sąsiedztwa. Szacunek dla rzeki, przyrody, że jeszcze dają radę. Nie do opisania. Może lepiej pokażę, szkoda tylko , że aparaty nie potrafią jeszcze zapisywać zapachów:











Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
 
Neno 
zaawansowany


Dołączył: 14 Lip 2011
Piwa: 52/3
Skąd: Zambrów
Wysłany: 2012-01-07, 16:02   



















A to powstaje w wyniku ciężkiej pracy ludzie na dole, choć z pewnością nie tylko oni nad tym się trudzą:


Wracamy już sami bo nasz przewodnik się na nas pogniewał. Umawiał się na 30Dr za całą wycieczkę, po jej skończeniu żądał już po 30Dr od głowy. Zapłaciliśmy wg umowy. Wiesław, człowiek z niebywałą orientacją w terenie zaprowadził nas na miejsce szybciej niż niejedna nawigacja szukałaby satelit :D
Kolejne 20Dr ląduje w dłoni parkingowego i suniemy na kwaterę w celu skonsumowania śniadania, spakowania się i odjazdu.
Pamiątkowe fotki Fezu:








Ruszamy na południe tego wielkiego kraju z nadzieją , że będzie jeszcze bardziej egzotycznie i przede wszystkim cieplej.
Wyjazd z tej nie małej bo blisko milionowej metropolii przebiegł bez problemów. Za samym miastem troszkę pobłądziliśmy ale Garmin zaprowadził nas pod same wodospady pod Sefrou. Zaczynamy się lubić. Znaczy ja z Garminem :D







Poniżej widok na pięknie położone Sefrou. Zdjęcia robione z wysypiska śmieci koło Bhalil. Pachniało całkiem ładnie - pewnie dlatego, że rano nasz zmysł węchu hartował się w nieco innych warunkach :D





Wieczorem, gdy już zgasło światło, dostała ode mnie całusa** :) Była bardzo dzielna! Zasłużyła! Przytuliłem ją mocno by miała ciepło i usnęliśmy razem.
Ona na dobranoc mrugnęła tylko porozumiewawczo swoim "okiem" i usnęła w mych ramionach. Nasz relacje od tej nocy mocno się zmieniły.
A sen znów w hotelu.... po kiego groma ja ten namiot ciągnę...
50Dh/osoba. Łazienka out sajt :D W pokoju płytki ala "lastryko" i z 12 koców, nie ma ogrzewania a hot szałer miał temp otoczenia.
Motorki ustawiamy pod latarnia by były widoczne dla stróżów prawa.



Jeszcze tylko kolacja i spać :






Dziś kolejne 230km, mało ale dzień krótki, ja byłem w pracy :D więc tak jak by późno się zaczął - no i sporo, naprawdę sporo widzieliśmy.






*koleżanka, zresztą nie tylko - większość chorowała, jeśli nie wszyscy, ja z pewnością najbardziej :D
**nawigacja
nie wiem, może z tymi gwiazdkami było odwrotnie ;) Zmęczony byłem, nic nie pamiętam.
_________________
http://www.przezswiat.eu

https://www.fb.com/PrzezSwiatZnamiotem
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
 
Neno 
zaawansowany


Dołączył: 14 Lip 2011
Piwa: 52/3
Skąd: Zambrów
Wysłany: 2012-01-10, 17:04   

18listopada
1AM do drzwi pokoju ktoś zastukał , kazał zabrać motocykle pod hotel... nie wiem kto to był bo było ciemno a ja taki zaspany, że nawet głowy z pod kołdry nie wychyliłem. Rzuciłem tylko zaspane OK i poszedłem dobijać się do Wiesia. Ubraliśmy się pospiesznie, kurtki na plecy bo za oknem widać, że ostro pada ..:(
W hotelu żywego ducha. Wychodzimy przed. Tu Pan w mundurze nakazuje po francusku przestawić motocykle pod hotel. Dobrze,że wyraźnie gestykulował bo inaczej byśmy go nie zrozumieli :) Obyło się bez sankcji karnych ;) Niby już trochę po 1Am a tu knajpy otwarte, kliencie w środku, jedni przy herbacie, inni konsumują w najlepsze. Na ulicach też jako taki ruch... Małe miasteczko a nie śpi. My jednak wracamy do pokojów, bo na dworze tylko +4 i usypiamy natychmiast.
7AM pobudka,toaletka i wynocha z tego obskurnego hotelu ;)
9.30AM trwało to aż 2.5h , za długo, oj za długo...
Ale już jedziemy. Termometr waha się między 7 a 10 stopni, czasem wskoczy na 11-12 a ja w T-shirt się ubrałem w najlepsze :)
Czasem coś popada, czasem jedziemy już po drodze gdzie popadało. Masakrycznie ślisko. Po 2 uślizgach prędkość spada ze 110 do 60-70, zakręty biorę „na emeryta” , Wiesław mi odjeżdża ... Dupa ze mnie nie kierowca.
Piękne widoki zasłaniają deszczowe chmury :( Nie tak miało być, oj nie tak.
Po wczorajszym chłodnym dniu chciało by się zaśpiewać „ więcej słońca za wiele było chmur” ale chyba tylko na śpiewie by się skończyło bo nawet największe modły o promyk gorącego słonka nie pomogły. Dziewczyny co 20km pytają czy jeszcze daleko a my wiemy, że ledwo ruszyliśmy... ale w tym kraju się ponoć nie rozmawia z kobietami...
Ok 13 pierwsze promyki słonka zaczynają ogrzewać nasze wychłodzone ciała. Piękne góry, wysokie kaniony, wspaniałe jezioro - to również podgrzewa, nie tylko ciała ale także umysły i atmosferę. Umysł rozgrzało tak mocno, że przegapiłem moment tankowania i skończyło się lądowaniem na poboczu. Dobrze , że mieliśmy zapasy. Spalanie 6.5 do 7.5 na autostradzie. Paliwo po 10.20-10.60 Dh. Raczej z dobrych stacji bo na tych kiepskich mają coś paliwopodobnego – nasze motocykle zupełnie inaczej pracują i kopcą z wydechu.


Wyczerpana bateria w kamerze znacznie podnosi nam średnią :) Ta po raz pierwszy na tym wyjeździe skoczyła pow. 70km/h. Do tej pory poniżej 50ki.
A fotek tego dnia też nie brakowało:





Widoki wzdłuż N13 piękne. Szczególnie ładnie na tle jesiennego, niezwykle urozmaiconego nieba prezentował Wąwóz o brzmiącej nazwie Gorges du Ziz.









Gdzie tylko byśmy się nie zatrzymali jak z pod ziemi pojawiali się miejscowi. Ci którzy znali tylko arabski podchodzili na 3-5metrów i się przyglądali np. j.w. Jak ktoś znał język natychmiast proponował nocleg lub inne usługi :) np. j.n. W ciągu całego wyjazdu nikt ani razu nie zapytał o Vmax, o spalanie, padły może ze 2 pytania o cenę. Dziwne wręcz niespotykane.










Jezioro Barrage Hassan Addakhil a w tle górka 1874mnpm.













Wiem, wiem - co drugie zdjęcie to Trampek, ale on bardziej fotogeniczny niż ja :D Poza tym nikt się specjalnie nie wciskał za stery mojego Canona. Wszyscy mieli swoje aparaty, a nawet jak już nie focili, to mieli batoniki i papierosy :D Czasem tylko Wiesia udało mi się ubłagać co by wziął go do ręki :D i pocykał ;)
Za to mam duuużo fajnych zdjęć z jego aparatu za co Ci Wiesiu właśnie tu serdecznie dziękuję! To chyba pierwszy wyjazd gdy ktoś pomyślał też i o mnie ;)
_________________
http://www.przezswiat.eu

https://www.fb.com/PrzezSwiatZnamiotem
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
 
Neno 
zaawansowany


Dołączył: 14 Lip 2011
Piwa: 52/3
Skąd: Zambrów
Wysłany: 2012-01-13, 10:55   

W Al-Rachidia spotykamy rodaka, jedzie już kilka tygodni rowerem a podróż zamierza zakończyć w lutym. Ale mu dobrze! Jesteśmy pełni podziwu i strasznie zazdrościmy "urlopu".
20minut pogawędki, wymiana spostrzeżeń, pamiątkowa fota i lecimy dalej ! Nasz cel, Merzouga coraz bliżej, już czujemy powiew z nad pustyni ! Ciśnienie rośnie!




Dalej wśród palm mknęliśmy w kierunku Sahary. Tylko piękna sceneria zachodzącego słońca na tle palm zachęca nas do zatrzymania się.



Do na dziś obranego celu dojeżdżamy już po zmroku. Dopada nas Majfrend. Ale jakiś taki bardziej kulturalny. Mówi, że zaprowadzi nas do Kasby w której nocowali polscy zawodnicy z rajdu RMF Challenge czy cośw tym stylu. Takim oto sposobem lądujemy w Kasba Touareg. Mieliśmy tu zaplanowany najdroższy nocleg na trasie naszej wycieczki objazdowej. Tak wynikało przynajmniej z info z internetu, że drogo. A nam udało się po cenach jak wszędzie w Maroku i do tego dobrze,ba nawet rewelacyjnie. Nawet Majfrend o dziwo nie chciał wynagrodzenia mimo, iż proponowaliśmy przyzwyczajeni do takiego załatwiania sprawy wcześniej. Bagaże do pokoju, walka z Faraonem, a jak, dopadł mnie ale dzielnie stawiam mu czoła ;)
Potem siadamy w recepcji z Berberami, którzy opowiadają co tu się działo jak Polacy byli. Wszędzie wóda i umpa umpa :) Nie chcemy być gorsi. Nie byliśmy...
Pijanym Berberom rozwiązały się języki. Łamaną angielszczyzną, na migi ( także i ja coś zrozumiałem:)) opowiadają o życiu, o pracy , o pochodzeniu, o tym jak to włosy farbują …. oj było tego. Nawet coś było o stosunkach damsko męskich :) chyba, że źle zrozumiałem bo też trzeźwy nie byłem.









Berberowie to wspaniali ludzie. Nie rozumiejąc się nawzajem znaleźliśmy wspólny język. Dziwne ale prawdziwe. Śmiechy i ubaw po pachy, z drugiej strony zaduma i podziw ich stylu życia i bycia.


A tu widać, że wódka rozbiera nie tylko kobiety :D


Koniec końców, po berberyjskich przyśpiewkach i muzyce ląduję w łóżku. Jeszcze tylko Wiesiu gdzieś koło 23 wyciąga mnie z łóżka bym uwiecznił jego swimming :) Wskakuje do wody jak by nigdy nic czym wzbudza ogromny aplauz wśród zgromadzonej miejscowej publiczności.






A... skoro już mnie wyciągna to siadam do relacji. Omar, bo chyba tak miał na imię, przygląda mi się i chce foto na facebooka :D Ze mną :) Owija mi głowę w turban i focimy.






23.45 Już w pokoju, Ula dawno spi więc przy świetle czołówki podłączam ładowarki i ładuję aku z aparatu i kamery. Jutro wielki dzień - Wiesław będzie mnie uczył jazdy po piasku. W końcu TKC znajdą się tam gdzie ich natura ;) A ja z trampkiem spróbujemy im nie przeszkadzać- niech nas niosą ku przygodzie Usypiam jako ostatni z ekipy, choć jest ciężko. Strach i emocje nie dają mi usnąć. Jednak zmęczenie zwycięża wszystko. Grubo po północy usypiam.

Dystans: 400km
_________________
http://www.przezswiat.eu

https://www.fb.com/PrzezSwiatZnamiotem
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
 
Neno 
zaawansowany


Dołączył: 14 Lip 2011
Piwa: 52/3
Skąd: Zambrów
Wysłany: 2012-01-16, 18:20   

Obiecane filmy - przejażdżka po magicznie pięknym wąwozie.
Zapraszam:


_________________
http://www.przezswiat.eu

https://www.fb.com/PrzezSwiatZnamiotem
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
 
Neno 
zaawansowany


Dołączył: 14 Lip 2011
Piwa: 52/3
Skąd: Zambrów
Wysłany: 2012-01-17, 20:13   

19 listopada
5AM Wstaję jako pierwszy z ekipy – Faraon wzywa. Siadam więc na tron i rozmyślam o dniu wczorajszym. Jakoś tak mało kamperków w tym rejonie, ba- nie widziałem żadnego. I to jakoś tak już chyba od 3-4 dni nic! Chyba większość trzyma się jednak wybrzeża, a szkoda - błąd, niewybaczalny błąd, bo wszędzie tu można nimi spokojnie dojechać.

Rozmyślam też o dniu dzisiejszym. Wiesław ma mnie uczyć po piasku jeździć. Strach i ciekawość przeplatają się z dźwiękami dochodzącymi spod tronu... :D Czuje, że żyję :) Oooo tak... :D
7AM Wstaje reszta ekipy, śniadanie, ja się tylko przyglądam :) No może kilka tabletek wziąłem. Jakoś dam radę. Oby przeszło bo na pustyni ciężko o krzaczki ;)
7.50AM Pamiątkowa fota przed wyjazdem naszym maszynom, w tle „nasza” kasba.



8AM My już na wydmach. Tzn. Wiesław, bo ja gdzieś utknąłem.




Wiesiu zapomniał udzielić wskazówek więc stoję jak ta ostatnia cipa zagrzebany w piasku bo ...bo się bałem no... :D
Termometr pokazuje 12*C, pochmurno, słonko schowane za gęstymi chmurami, które ganiał nie mały wiatr. Niebo – co chwila inne. Raj.

8.03 … wracamy odwieźć szybę od Transalpa. Wzięła i odpadła, sama... albo nie, zdjąłem ją by mieć lepszą wentylację. Tak, tej wersji się będę trzymał. Oczywiście zdjąłem jednym szybkim ruchem ręki – co się będę bawił w odkręcanie pomyślałem lecąc :D

8.30 jesteśmy z powrotem. Normalnie jak dzieci w piaskownicy, tylko zabawki trochę droższe a i o kuku łatwiej :D Huśtawka się często przewraca :) Dobrze,że nie na głowę ;) Wiesław zdradza mi w końcu tajniki jazdy : odkręcasz i jedziesz :D Jak kazał tak robiłem mocno zaciskając przy tym zęby.

8.33 „przewróciło się niech leży, cały luksus polega na tym, że nie muszę go podnosić...” :D i tak jeszcze przez 3h :)













Oczywiście im dłużej jeździmy tym lepiej nam to wychodzi :D
W co ciekawszych miejscach kaski już na siedzeniach nie chciały leżeć, Wiesław swój kładł na szybie, ja swoją zostawiłem w hotelu więc kładłem na zegarach :D






Za bardzo nie skupiamy się na zdjęciach, o filmie też za bardzo nikt nie myśli. Raz włączona kamera kręci aż bateria padnie. Potem jak nie włączyłem , tak nie nagrywało chyba z godzinę ;( Wszystko efekt podniecenia, normalnie taki aseksualny orgazm czy jak się to tam naukowo nazywa!

Życie jest piękne krzyczałem ale nikt nie słyszał bo Leo Vince darł się jeszcze głośniej. Co krzyczał ? Wg mnie – „zabierz mnie na większe wydmy”, a jak już się kopaliśmy dodawał resztkami sił coś w stylu „ i daj lepszego kierowcę” :D Normalnie myślałem, że go odkręcę ...

11.30 „zdobywamy” drugą co do wielkości wydmę i wracamy. Zabrakło niewiele. Trampkowi 10KM i lepszego kierownika, Wiesławowi lżejszego motocykla :D Może kilka słów jak do tego doszło: otóż Wiesiu jak to miał w zwyczaju- odkręcił i pojechał. Zniknął mi za fałdami piachu. Ja oczywiście wtopiłem :) Wszystko zwaliłem oczywiście na złą aerodynamikę motocykla bo przecież szyby nie było i wynikiem tego osiągałem zbyt małe prędkości by wjechać. Po 3 próbie zaczynam się bać, że koledze może się już tam na górze nudzi i zaraz zachce mu się wracać i się spotkamy przednimi kołami na samym czubku wydmy. Strach i adrenalinka. Pot i susza w ustach. Pragnienie i przygoda wzywały. Odjechałem tak daleko jak się tylko dało. Wiesia nie widać. Gasze motocykl by wsłuchać się czy stoi czeka czy może jedzie. Cisza, tylko wiatr. Odpalam. Decyzja jest, jedyna słuszna – raz się żyje. Nie dało się na jedynce więc trzeba rozbimbać maszynę, zapiąć szybko dwójkę i nie odpuszczając wjechać, wjechać jak najwyżej się da. Mniej więcej wiedziałem gdzie jest kolega. Ognia. Jedynka, czerowne pole, dwójka... widzę katem oka jak dociągam do 7tyś. I ...jakoś szybko się motocykl wkręcił, odcięło obroty....przez chwilę oglądam przednią lampę, o mało jej nie całuję, czuję mocne zmieniono automatycznie na - opowiadaj*** - chyba wylądowałem...:D Kupa kurzu ale nieważne , jadę dalej ( o dziwo ) :D Manetka nadal w pozycji OPEN więc jest ok :D Mijam zszokowanego Wiesława. Już pewnie zdrowaśki za kolegę odmawiał:D Daleko nie zajechałem. Zawory dały głośno znać, że wyżej już nie pojedziemy panie kolego. Trudno. I tak jest nieźle jak na pierwszy raz. Zsiadam. Dochodzi do mnie co się stało. Przez chwilę nie robię zdjęć bo i po co- wyszły by nieostre tak mi się nogi trzęsły :) Szkoda tylko, że kamera była wyłączona :(
Chwilę pogadałem z Wiesiem, opowiedział jak dramatyczny był to "skok".












Wiesio w modlitwie o to by Sahara wypuściła go ze swych sideł. A trzymała go mocno !






Z daleka słyszę, że jedzie odsiecz :


Hmm... zrobili zdjęcie, wyrazili podziw dla Wiesia i jego Wiadra i pojechali :D
Wiesław dał radę sam. Ja tylko będąc kilkanaście metrów wyżej odprowadziłem go wzrokiem. Z tego wszystkie znów woda mi odjechała... zapomniałem się napić :(



Tu widać mój przerwany ślad, na oko 6-7m.


Szybka sesja i gonię Wiesia :)





c.d.n.
_________________
http://www.przezswiat.eu

https://www.fb.com/PrzezSwiatZnamiotem
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
 
Neno 
zaawansowany


Dołączył: 14 Lip 2011
Piwa: 52/3
Skąd: Zambrów
Wysłany: 2012-01-22, 16:07   

Wróćmy na chwilę do poprzedniego dnia.
Plan był taki, że wpadamy "na pustynię" wieczorem, szybki sen – rano na wschód słońca na wydmy, sesja i spadamy stąd dalej. Oczywiście klimat tego miejsca tak mi się udzielił, że rzuciłem „niechcący” , że ja to mogę tu zostać nawet na 3 dni :D Wiesław natychmiast podłapuje temat. Dziewczyny stoją przed faktem dokonanym :D Załatwiamy sobie na jutrzejsze (znaczy w sumie to już dzisiejsze) popołudnie 4 wielbłądy, przewodnika i cały ten warkoczyk przygód większych i mniejszych jaki się z tym wiąże. Zawsze marzyłem by przejechać się melem po piaskach Sahary. 5 lat temu marzyłem o locie balonem nad Kapadocją - odpuściłem. Rok temu marzyłem by pojeździć motocyklem po Wadi Rum – odpuściłem. W tym roku nie odpuszczam niczego – pomyślałem. Sahara zaliczona. Został nocleg na pustyni, przejażdżka na wielbłądzie i... deska bądź narty :D Tak, już nigdy niczego sobie nie będę odpuszczał :D Raz się żyje ;)


Wybiła 12.00
Do wycieczki na wielbłądach zostało 3h. Czas wracać, trzeba jeszcze poskładać trampka do kupy, dopompować koła poluzować i nasmarować łańcuch a w międzyczasie naładować baterie by coś jeszcze ciekawego uwiecznić tego popołudnia i jutrzejszego poranka. Kto wie kiedy uda się pojechać w tak piękne i magiczne rejony. Czymś trzeba karmić swoje nienasycone zmysły zimowymi wieczorami.
Wracamy. Nagle przypomina mi się, że prawie nie mamy zdjęć. Wracamy. Wiesław niechetnie ale naciskam !
Od razu biegną majfrendzi, rozkładają kramiki z pamiątkami , udzielają porad by spuścić tyle to a tyle powietrza z przodu i tyle a tyle z tyłu. Z tym , że my już dawno to zrobiliśmy ale nie wiemy jak im to wytłumaczyć :D Nieważne. Pierwszy do przejażdżki zdjęciowej rusza Wiesław.



Wiesiu ganiał w lewą i w prawą, tam i z powrotem. Miejscowi tylko zagadywali do mnie, że to good driver, że widać, że nie pierwszy raz na pustyni. A on taka sama dziewica jak i ja :)
Ciekawe co Wiesław usłyszy o mnie jak ja będę jeździł a on focił ? - pomyślałem :D
Tymczasem Wiesław szalał dalej:






W końcu przyszła pora na mnie.
Ruszyłem ....


Od razu pakuję się w nieckę z której jak by człowiek nie próbował nie ma wyjazdu - nie ma gdzie nabrać rozpędu :( Za mały staż na piasku mam - nie ten kąt najazdu i ... stało się :
















Wiesław i reszta obserwatorów wypychają mnie. Sam bym chyba musiał rozbierać maszynę na części i wynosić po kawałku :)
Oj pewnie mieli tam na górze niezłą polewkę ze mnie :)
Uciekam czym prędzej przed drwiącym wzrokiem miejscowych. Kierunek kazba. Na Wiesia lepiej poczekam już na twardym bo znów będzie musiał pchać :D




Zakupy - tylko jak ja te 4L Coca Coli dowiozę offem do hotelu ? :)



13.00 Składamy Trampka do kupy. Zdjęć brak: koleżanka robiła zdjęcia i po powrocie okazało się, że padł jej dysk w komputerze i zdjęcia poszły się j****
13.55 Emocje już opadły, zmęczenie odeszło więc... przypomina mi się, żem chory... kibelek wzywa :)
14.00 Zasłużony prysznic
Do 16 kupa czasu, więc zasiadam poskrobać coś do mojego pamiętnika.
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
 
Wyświetl szczegóły
cichy 
doświadczony pisarz


Twój sprzęt: HymerCamp 64 (Fiat)
Pomógł: 1 raz
Dołączył: 21 Paź 2009
Piwa: 2/11
Skąd: Lubin, DLU
Wysłany: 2012-01-23, 07:53   

Fajna relacja, świetny opis i piękne zdjęcia (ale trochę za dużo PSa :spoko )

Piwko na zdrowie "postawione"
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
 
Neno 
zaawansowany


Dołączył: 14 Lip 2011
Piwa: 52/3
Skąd: Zambrów
Wysłany: 2012-01-24, 18:34   

Masz rację Cichy. Wszytko przez 12 calowy monitorek :D Tu nic nie widać ale jak się w pracy przyjrzałem ....
_________________
http://www.przezswiat.eu

https://www.fb.com/PrzezSwiatZnamiotem
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
 
Neno 
zaawansowany


Dołączył: 14 Lip 2011
Piwa: 52/3
Skąd: Zambrów
Wysłany: 2012-01-27, 10:25   

A.. i dzięki za piwka, już prawie pijany jestem od nich :)

15.30 Dosiadam bestię - karawana ruszyła, buja jak diabli. Nie wiem dlaczego ale mój nie dość , że się najgorzej prowadzi to jeszcze siodło mu spada :D ISO 1600 w aparacie, przysłona na 4.0 i może coś się uda upolować...
Zaczyna się porządnym "bąkiem" :D :


Do Wiesia już nic nie doleciało wiec się tylko śmiał skubaniec :D


Skurcze nogi od walki z wielbłądem i spadającym siodłem łapią już po godzinie.
Po 90 minutach docieramy na skraj diun, dalej już tylko duży kawał hamady, potężnie wyglądające góry i Algieria.
Przejazd bez historii ale myślę, że warto pokazać co widziały gały ;) :


















Niby wydma cały czas ta sama ale szybko zachodzące słonko, silny wiatr sprawiają, że scena zmienia się co chwilę. Migawka strzela więc co chwilę i utrwala te piękne chwile:







Lądowanie :



Robimy fotki bo już słonko zachodzi i udajemy się na posiłek.
W oddali widać góry , które są granicą Maroka i Algierii.




Kucharz karze na siebie długo czekać ale podobno jak się dłużej poczeka to lepiej smakuje :D
To może zanim podadzą posiłek to ponarzekam … wyobrażałem sobie, że zawiozą nas na piaski, rozpalą ognisko, w jakimś garnku czy kotle zrobią jedzonko, zjemy, pograją, pośpiewają, potańczymy... no taka impreza po czym wszyscy zmęczeni udadzą się do swoich szałasów i owym przykryci śmierdzącymi za pewne skórami zasną. A tu : kibel, prysznice, woda, elektryka, namioty, łóżka, koce, kuchenka gazowa.... no nie tak miało być.
Ale cóż, cieszę się z tego co jest.













Niby wydma cały czas ta sama ale szybko zachodzące słonko, silny wiatr sprawiają, że scena zmienia się co chwilę. Migawka strzela więc co chwilę i utrwala te piękne chwile:







Lądowanie :



Robimy fotki bo już słonko zachodzi i udajemy się na posiłek.
W oddali widać góry , które są granicą Maroka i Algierii.




Kucharz karze na siebie długo czekać ale podobno jak się dłużej poczeka to lepiej smakuje :D
To może zanim podadzą posiłek to ponarzekam … wyobrażałem sobie, że zawiozą nas na piaski, rozpalą ognisko, w jakimś garnku czy kotle zrobią jedzonko, zjemy, pograją, pośpiewają, potańczymy... no taka impreza po czym wszyscy zmęczeni udadzą się do swoich szałasów i owym przykryci śmierdzącymi za pewne skórami zasną. A tu : kibel, prysznice, woda, elektryka, namioty, łóżka, koce, kuchenka gazowa.... no nie tak miało być.
Ale cóż, cieszę się z tego co jest.









Moim zachciankom sprostało tylko niebo. Było przecudne, najpierw przepiękny zachód a potem coś co powaliło mnie na kolana i nie pozwoliło dłuuuugo wstać - rozświetlone tysiącem gwiazd, przykuło do zimnego już piasku Sahary, nie pozwalało wrócić do namiotu. Eh..







W końcu podano jedzenie. Tadżin był bardzo ale to bardzo pyszny. Najedliśmy się do syta. Jednak nie tylko niebo dało radę, kucharze też !



Nasi opiekunowie zaczęli grać.
Brakowało tylko alkoholu... Jako, że sąsiednie „wioski pustynne” już zasnęły opiekunowie przyszli do nas i stworzyła się 4 osobowa orkiestra. Po ok 45 minutowym pokazie grajkowie poszli zapalić i zginęli ;)
Nie chciało nam się czekać i zmęczeni porannymi harcami na piasku. Dziewczyny wracają po kwadransie dowartościowane jak nigdy :D Berberowie zaproponowali im spacer „na wydmy” :D
Próbujemy usnąć. Żołądki pracują tak, że niem dają usnąć. Co chwila ktoś opuszcza namiot w „niewiadomym” celu :D Ja twardo zaciskam zwieracze i usypiam. Obym tylko nie popuścił :D
Sen.
  
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
 
Neno 
zaawansowany


Dołączył: 14 Lip 2011
Piwa: 52/3
Skąd: Zambrów
Wysłany: 2012-02-01, 03:47   

20 listopada
Poranek, N-ty dzień wyjazdu, nie liczę który, szkoda sobie głowę tym zawracać.

Rano okazuje się, że papier toaletowy się wziął i skończył. Trasa namiot - kibelek bardzo mocno wydeptana.
I weź tu człowieku sobie teraz poradź na środku pustyni...
Ale ja głupi nie jestem :D Nie, nie z all... a ze sklepu - miałem schowany :D Bom przezorny. Każdy dostaje przydział i udaje się zużyć to com mu przydzielił. Idę ostatni, choć ostrzegają, że jest ostro.
Ale ja dzielny jestem, daję radę …



Starczy już pitolenia o tym sraniu, ileż można!
Teraz popitolę o czymś innym.
Mimo, że jest zimno, jest pięknie. Po głowie przelatuje mi melodyjka i tekst ( Jeden Osiem L), który przełożyłem deczko na swój własny "los" :

"... Pamiętaj dobre chwile i wyrzuć złe momenty
Cały czas przed siebie omijając zakręty
Tylko ty i te kilka lat, które jest przed tobą
Twardo stoisz na nogach idąc z uniesioną głową
wykorzystam każdą szansę aby spełnić swe marzenia
mało czasu pozostało wszystko tak szybko się zmienia
nie oglądaj się za siebie to co było przeminęło
jeszcze wiele przed tobą jeszcze nic się nie zaczęło...

...wiele rzeczy spróbowałem jeszcze więcej chce spróbować
w walce z życia problemami głowy ja nie będę chować
jestem jednym z tych chłopaków którzy mają swe zasady
postaw na mnie a nie przegrasz zamykamy już zakłady
czasem są takie dni że już widzisz własną zgubę
dzień za dniem cię pogrąża i wystawia cię na próbę
do góry podnieś ręce i powiedz kto jest lepszy
przeżyj życie swe dobrze bo tak łatwo wszystko spieprzyć
szukaj swego życia celu i mniej przyjaciół wielu
oni zawsze ci pomogą jechać właściwą drogą...

Raz tylko na tym świecie jesteś
Więc przeżyj życie swoje jak tylko zechcesz
Idź do przodu i nie oglądaj się za siebie
Bo nie patrząc za siebie dalej dojedziesz.

Teraz widzisz ze bez sensu jest czekanie
Wciąż mówienie, co ma się stać to się stanie
Swoich łez po raz kolejny wylewanie
Tak uparcie wciąż na nowo próbowanie
To wszystko teraz kończy się
To wszystko teraz przestaje męczyć mnie
Bo wiem, że w końcu trafie w takie miejsce
W miejscu tym będę zupełnie sam i padnie pytanie
Jakie wspomnienie mam
Nie chce wtedy ściemniać, wymyślać, kombinować
Nie chce wtedy ubierać w piękne słowa
Chce wykrzyczeć prawdę nic po kątach nie chować
Że chciałem tylko żyć a nie wegetować
a nie wegetować a nie wegetować
Było tyle momentów, w których czułem się szczęśliwy
W tym miejscu jak w niebie szary człowiek poczciwy
I prosiłem na kolanach niech to nie kończy się ...

Tak.. to był nasz czas, czas mój i moich marzeń.
Skinąłem na Wiesia, wręczyłem mu aparat, zabrałem deskę i poszedłem je spełniać. A, że my z Wiesławem to mistrz i vice-mistrz ( do dziś się spieramy kto jest kim :D) gminy w jeździe na kreskę to odwagi nam nie brakowało.
Wgramoliłem się na pobliską wydmę wysokości nie większej niż 10-12metrów, zapiąłem wiązania. Te, same w sobie niezłej jakości jakoś tak średnio pasowały do mich lanserskich trampków. Ale wypożyczalni nie było jak okiem sięgnąć. Trzeba było jeździć w tym co się ma. Trudno. Stanąłem na nogach. Nawet nie musiałem stawać na krawędzi, deska i tak nie zjeżdżała. Kurrr.... no , nie nasmarowali mi deski :( Szarpię się jak mogę, sił starcza na 4-5 długości deski, niewiele. Ale lepsze to niż nic. Zrobiłem co mogłem. Czasu na większą wydmę nie było :( Choć i tak czuję, że to by nie pomogło. Nie ten sprzęt, nie ten rider. Trudno.








Czas wracać do hotelu.
Szkoda tylko, że lampa nie świeci, zdjęcia będą podłej jakości :(
Wielbłądy gotowe- nakarmione, ostrzyżone, baaa nawet uśmiechnięte - czekają już na nas :


Jak się dowiedział, że najbliższe 90 minut spędzie wioząc mnie i mój sprzęt foto mina mu zwiędła :D


Ruszyliśmy.
Ten z tyłu chichotał ponoć całą drogę na widok kolegi :D Nie słyszałem - mój strasznie głośno dyszał:)

Dyszał, dyszał ... i wydyszał. Słonko wyszło, na chwile, tylko kawałeczkiem swojej okazałości ale dało to piorunujący efekt. Kapitalnie pomyślałem. Choć jedno fajne foto będzie. Wyszarpałem z "czeluści" mojego Lowepro AW100 czarną skrzynkę i zacząłem festiwal strzelecki. Moje trofea :







Może takie trofea na ścianie wstyd zawiesić ale i tak jestem z nich dumny :)
Ostatnie minuty, już coraz słoneczniej.


Wiesława wielbłąd nadal podśmiewał się z mojego :D


Mój udawał , że nie wie o co chodzi. Jakiś taki zdziwiony i zakłopotany sytuacją ale dowiózł mnie dzielnie. Lepiej się prowadził i miał wygodniejsze siodło, które nie spadało.


W Kazbie meldujemy się ok 9. Ja rzucam się za laptopa i do pracy, reszta się pakuje. O 12 mamy ruszyć dalej.


cdn.
_________________
http://www.przezswiat.eu

https://www.fb.com/PrzezSwiatZnamiotem
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
 
WHITEandRED
[Usunięty]

Wysłany: 2012-02-01, 13:10   

:spoko
Ostatnio zmieniony przez WHITEandRED 2015-07-18, 23:59, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum

Dodaj temat do ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
*** Facebook/CamperTeam ***