Klub miłośników turystyki kamperowej - CamperTeam
FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum  Chat  DownloadDownload

Poprzedni temat «» Następny temat
Amsterdam i Keukenhof kwiecień 2016 HarryLey'ów tygodniówka
Autor Wiadomość
HarryLey4x4 
weteran


Twój sprzęt: Elnagh Gigant Nissan Patrol rules
Dołączył: 11 Lip 2011
Piwa: 29/24
Skąd: Poznań
Wysłany: 2016-04-25, 08:43   Amsterdam i Keukenhof kwiecień 2016 HarryLey'ów tygodniówka

Z racji chęci podzielenia się doświadczeniami i być może pomocy w dokonaniu decyzji co i kiedy i może w jakiej kolejności zobaczyć na kilkudniowym wypadzie do Holandii, zamieszczam drobną relację z naszego zeszłotygodniowego pobytu.
Zdjęcia dodam w wolnej chwili, chociaż myślę ,że w takiej relacji nie o zdjęcia chodzi. Ja przynajmniej szukając inspiracji opieram się głównie na opisach, bo obrazy chcę później czytać samemu.
W każdym razie fotki dorzucę po treści informacyjnej. :mrgreen:

Wyjechaliśmy z domu o 8.30. Sobota 15.kwietnia 2016
Droga przed nami to ok. 950 km do samego Amsterdamu, jednak w planie były przerywniki. Tego samego dnia mieliśmy zamiar odwiedzić podberlińskie markety budowlane oraz z wyposażeniem wnętrz, a jako dopełnienie dnia w planie były drobne outletowe zakupy.
Na początek stacja benzynowa tuż przed granicą polsko -niemiecką. Oczywiście paliwo droższe od tego zakupionego pod domem o jakieś 30 groszy, ale zawsze tańsze niż to na autostradie u zachodniego sąsiada.
Po zatankowaniu i wymianie waluty oraz opędzeniu się od cygańskich sprzedawców kradzionych telefonów, mogliśmy wyruszyć na zachód.
Pogoda towarzysząca nam w trasie dawała wrażenie jakbyśmy przemieszczali się po wielkiej zebrze.
Na przemian co około 50 - 100 km napotykaliśmy pas słońca mocno grzejącego nasze szyby, albo ściany deszczu przeplatane podmuchami wiatru.
Na szczęście ten wyjazd był całkiem na luzie, zatem ustalona na tempomacie prędkość początkowo 85 km/h , później ok. 92 km/h pozwalała spokojnie znosić uderzenia matki natury.
W takiej przeplatanej aurze dotarliśmy w okolice Berlina i Poczdamu.
Odwiedziliśmy zamierzone sklepy z wyposażeniem wnętrz i po zakupieniu wszystkich potrzebnych artykułów, po ponownym rozplanowaniu ułożenia towarów w garażu kampera, ruszyliśmy na podbój outletów.
Na szczęście mimo sobotniego popołudnia i zapełnionych na maxa parkingów, udało nam się znaleźć podwójne miejsce aby po skosie zaparkować kamperka.
Pogoda na miejscu była podobna jak na całej trasie, tzn. jak wysiadaliśmy niebo było zachmurzone.
Dojście do sklepów obfitowało już w śliczną słoneczną aurę. Szybki rekonesans sklepowy i już każdy miał wybrany upatrzony ciuch. Oczywiście jak zwykle do tatusiowego sklepu było najdalej i tylko dziewczyny się obłowiły. Po słońcu zaczął nadchodzić deszcz.
Dzięki niemu zaoszczędziłem 80 EUR nie kupując upatrzonych butów Timberland.
Dalsza droga w kierunku granicy holenderskiej upłynęła na kolejnym pokonywaniu pasów zebry. Deszcz, wiatr na przemian ze słońcem i śliczną pogodą towarzyszył nam aż do wieczora. Ok. 22.00 dotarliśmy w okolice Osnabruck.
Chwilę wcześniej w Bad Oeynhausen następuje przejazd przez miasto i przeskok z jednej autostrady na inną. Udało nam się tam zatankować paliwo za 0,97 EUR.
Zatem cena ON zbliżona do ceny paliwa w Polsce.
Z pełnym bakiem dotarliśmy na parking autostradowy za Osnabruckiem gdzie po znalezieniu miejsca obok innego kamperka rozłożyliśmy się na nocleg. Był to parking przy stacji Westfallen, jak nazwała ją moja najmłodsza córcia "stacja upadku zachodu".
Do granicy z Holandią mieliśmy kilkadziesiąt kilometrów i to miejsce było dla nas idealne na start na następny dzień w kierunku planowanych atrakcji.
Rano, po skonsumowaniu śniadanka, w aurze drobnego deszczyku , ale w promieniach słońca, ruszyliśmy na podbój Holandii. Po drodze zjechałem na stację TOTAL by sprawdzić powietrze w kołach. Okazało się ,że miękkie czucie w kierownicy mogło być skutkiem niskiego ciśnienia.
Podciągnąłem je zatem z 4,0 do 5,5 bara i już bez deszczu , a w pełnym słońcu mknęliśmy w kierunku Kroller-Muller , miejsca muzeum z pracami m.in. Van Gogha. Tutaj znajduje się ulubiony obraz mojej żony, który wyszedł spod ręki tegoż artysty.
Ładny parking tuż pod samym muzeum. Oczywiście dostać się tam można wjeżdżając na teren parku za odpowiednią opłatą. 6,50 EUR za parking dodatkowo wstęp za każdą osobę (dzieci do 12 lat zniżka).
Polecam to miejsce tym, którzy lubią sztukę nowoczesną i chcą dopełnić oglądanie obrazów wielu impresjonistów.


Nie brakowało tam pracy nawet Picassa.


Po rekonesansie muzealnym, postanowiliśmy odwiedzić polecane Arnhem. Oczywiście po drodze widać muzea np. dotyczące okresu drugiej wojny światowej. My natomiast kierujemy się na skansen.
Na miejscu wjeżdżamy na parking, na który wpuszczani jesteśmy przez automatycznie otwierany szlaban. Później dopiero okazuje się ,że wyjechać można tylko po uiszczeniu opłaty w kasie. 6,50 EUR.
Parking przestronny, trochę w dalszej części pochylony , pozwala na znalezienie miejsca nawet dużym kamperem.
Usadawiamy się i postój zaczynamy od posiłku. Jest już pora co najmniej obiadowa. Zatem zupki, kanapki itp. Pogoda między czasie lekko siwieje.
Wychodząc z kampera zabieramy parasole. W kasie kupujemy bilety dal całej rodzinki i oczywiście płacimy za parking.

Ponieważ pieski mogą na terenie skansenu przebywać, zabieramy także naszą Frocię. Wchodzimy przez sklep z różnościami.
Od razu kierujemy się do tramwaju , którym można przemieszczać się po całym terenie skansenu. Po pierwszym przystanku wysiadamy. Ten odcinek przejechaliśmy przez park, ale tutaj zaczynają się domostwa.
Zgromadzono tu wiele domostw z terenu Holandii.

Przychodnia zdrowia, sklepy, apteki, kościółki, domostwa robotnicze, domostwa rolnicze, warsztaty , także fabryka serów, wiatraki, itp. itd.

W niektórych budynkach zainscenizowano przy pomocy figur woskowych scenki z życia mieszkańców.




Gdzieniegdzie siedzi Pan lub Pani , którzy w ludowych strojach uosabiają dawnych rzemieślników.

W innych miejscach są działające sklepy ze sprzedawcami niczym z dawnych lat.
Wszystko to w aurze spokoju i relaksu. Wrażenie życia w Holandii wyniesione po tym wyjeździe - SPOKÓJ I RELAKS.
Drepcząc uliczkami skansenu trafiamy także na farmę zwierząt , gdzie dzieci i dorośli mogli pogłaskać zwierzęta domowe, ale także np. wydoić sztuczną (na szczęście) krowę.

Zabawy wszyscy mieli co nie miara.

Oczywiście okazało się ,że zabrane parasole przydały nam się kilkukrotnie. Na szczęście nie zmokliśmy dzięki temu i cały wypad do skansenu możemy uznać za udany.
Powrót do kamperka i wyjazd w kierunku Amsterdamu było naszym obecnym celem.
Późne popołudnie przywitało nas gorącym słońcem. W ok. godziny 18.00 prażyło nas na autostradzie przed Amsterdamem. Niestety prace remontowe i informacja o korku w którym postoimy ok 25 minut nie napawało optymizmem, ale na szczęście informacja była w miarę, rzetelna, przez co po ok. kwadransie mogliśmy już zobaczyć koniec robót.
Przed 19.00 dojechaliśmy na kemping Zeeburg. Zarezerwowane wcześniej i opłacone miejsce czekało już na nas.
Po serwisie kamperka (pobór wody 0,50 EUR za 60 litrów wody, zrzut wody i kota w cenie) ustawiliśmy sie na naszym poletku.
Zmęczeni ale szczęśliwi po drobnym kempingowym rekonesansie poszliśmy spać.
Rano śniadanko. Ciepłe pieczywo z piekarni przykempingowej. Wszyscy gotowi wyruszyliśmy w kierunku przystanku tramwajowego.
Co prawda pomyliłem początkowo kierunek na moście i zamiast iść w kierunku tramwaju nr 26 doszliśmy do przystanku innych tramwai ,to jednak zyskaliśmy wiedzę o nowych możliwościach przejazdu ;-).
Wsiedliśmy zatem do tramwaju nr 7. Pierwsze wejście do np. środka transportu miejskiego było momentem rozpoczęcia nabijania czasu na nasze karty I Amsterdamcard.
Po przejechaniu 13 przystanków dotarliśmy na plac DAM. Tutaj niespodzianka. Cały plac zajęty przez upchane jak śledzie w puszce budki wesołego miasteczka oraz wielkie młyńskie koło i karuzele.

Zatem nici ze zdjęcia z ratuszem w tle. Na początek zwiedziliśmy Nowy kościół.

Miał być w cenie karty I Amsterdamcard, ale ze względu na wystawę WorldPressFoto musieliśmy dopłacić ok 3,5 EUR/osobę. ZONK
Kościół w Holandii - to obraz rozpaczy dla katolików.

Brak ławek, ołtarze pozasłaniane nowoczesnymi instalacjami, wiszące elementy wystawy przesłaniały dorobek kultury chrześcijańskiej.
Tak w sumie to pomyślałem, że obraz taki musiał towarzyszyć pierwszym dziesięcioleciom kultury majów. Z Nowego kościoła przeszliśmy do muzeum figur woskowych.
Mała konsternacja, bo myślałem pierwotnie ,że karta miejska obejmuje wejściówkę w 100 %. Okazało się jednak ,że mamy tu tylko 25% dyskontu. Wyskoczywszy z 70 EUR na całą familię udaliśmy się na spotkanie z rodziną królewską, gwiazdami POP oraz znanymi artystami.


Wykonaliśmy przy pomocy aplikacji nowe dzieła Vincenta Van Gogha, po czym przesłaliśmy je sobie na email.


Po wyjściu z muzeum przeszliśmy obok kawiarni Kransnopolskiego w kierunku Oude Kerk. Tutaj podobnie jak w nowym kościele obraz rozpaczy w środku. To w sumie niesamowite, ale zarazem brak słów jak opisać ten stan rzeczy.


Tuż obok kościoła oczywiście dzielnica czerwonych latarni.
Panienki głównie ciemnych karnacji i obłych kształtów uwieszone na telefonach komórkowych spoglądają na nas martwym wzrokiem zza szyb okiennych.
Pytanie czy powinienem tu przyprowadzać dzieciaki w wieku nastoletnim... Uznałem, że lepiej jak to ja im opowiem o tym najstarszym zawodzie świata niż mają się z tym stykać w nieznanych mi okolicznościach.
Po wyjściu z dzielnicy Czerwonych Latarni przeszliśmy pod Chinską pagodę.

Włócząc się uliczkami napotykaliśmy różne elementy upadłego oraz wzniosłego świata.
Osiągnięcia tolerancyjnego państwa raczyły nas swobodnym dostępem do wszędzie poza Holandią zakazanych uciech oraz skutkami np.w postaci żebrzących narkomanów, homoseksualistów itp.
Cofnęliśmy się jeszcze , aby zobaczyć kościół w kamienicach - czyli Dom Naszego Pana na Poddaszu rozciągnięty w obrębie trzech położonych obok siebie kamienic. Koszty 0,00 EUR w ramach IAmsterdamcard.

Po opuszczeniu dzielnicy czerwonych latarni doszliśmy do enklawy Beginek czyli Begijnhof.

Tu postanowiliśmy zjeść posiłek. Knajpka przy placu Spui uraczyła nas włoskim jedzonkiem.
Po najedzeniu i opiciu wyruszyliśmy w kierunku muzeum mieszkań na wodzie. Niestety po dotarciu na miejsce dowiedziałem się ,że dziś jest poniedziałek, a w poniedziałki to muzeum jest zamknięte.
Zatem po kilkuset metrach doszliśmy do przystanku Canal Cruises przy samym domu Anny Frank. Kolejka jak zwykle długa, więc dom , w którym ukrywała się mała Żydówka odpuściliśmy.
Po odebraniu biletu na przejażdżkę promem po kanałach za 0,00 EUR w ramach IAmsterdamcard wyruszyliśmy w podróż wokół Amsterdamu.

Zrobiliśmy pełną rundę wokół miasta oraz dodatkowo jeszcze jeden przystanek ponownie podpływając do Dworca Głównego. Tutaj wysiedliśmy i udaliśmy się kierunku przystanków tramwajowych. Tym razem linią 26 dojechaliśmy do przystanku niedaleko kempingu.
Po dotarciu na miejsce stwierdziliśmy ,że cena wody w sklepiku kempingowym jest co najmniej przesadzona (2 EUR za 1,5 ltra) i postanowiliśmy z najmłodszą córcią wybrać się rowerami w poszukiwaniu marketu. Oczywiście najlepiej Lidla. Znaleźliśmy takowy ok. 3 km od naszego kempingu. Przejechaliśmy rowerami po ścieżkach miejskich i po zakupieniu wszystkich interesujących nas towarów powróciliśmy na posiłek do kamperka.
Zadowoleni, najedzeni i zmęczeni poszliśmy spać.
Kolejny dzień rozpoczęty. Od rana musiałem ulec pokusie Mac Gywera i zabrałem się za demontaż drzwi kampera. Od początku wyjazdu drzwi wejściowe ciężko chodziły.
Jeden z zawiasów był łaskaw zaśniedzieć, przez co otwieranie drzwi wiązało sie z lekkim siłowaniem. Dziwnie musiałem wyglądać z młotkiem i cęgami wystawiając drzwi. Po przeczyszczeniu i nasmarowaniu zawiasów jedynym twardym w okolicy smarem czyli margaryną , wstawiłem drzwi na swoje miejsce.
Wszystko zaczęło pracować należycie.
Po skonsumowaniu śniadanka wyruszyliśmy na przystanek tramwaju. Tym razem celem było Centrum NEMO. Po dotarciu na dworzec centralny, piechotką przeszliśmy ok 500 m po drodze przepuszczając na zwodzonym moście dwa promy.

Po uzyskaniu bezkosztowo wejściówek w ramach IAmsterdamcard i pozostawieniu rzeczy w zamykanych szafkach na parterze budynku, bawiliśmy się przez kilka godzin. Muszę napisać ,że centrum jest ciekawe, ale mam wrażenie ,że gorzej przygotowane niż np. podobne w Kopenhadze.
NEMO ma tłumaczenia tylko w języku angielskim i francuskim, a same stanowiska i zadania trudniej odgadnąć przy braku dobrej znajomości języka. W kopenhaskim Centrum bawiliśmy sie z córką dużo fajniej, było więcej wciągających zadań. Być może to tylko złudzenie, ale takie odnoszę wrażenie. Nie mniej zabawa jest przednia dla całej rodziny.
Na szczycie Centrum jest kawiarnia z dostępem darmowym do WiFi. Można tez wyjść na taras z widokiem na miasto. Co prawda obecnie jest w większości remontowany, ale do sezonu zapewne zdążą.

Ponieważ pogoda nam dopisywała, postanowiliśmy udać się na dalszą część dnia do ZOO. Jest to najstarszy tego typu obiekt w Holandii. Wstęp w ramach Iamsterdamcard bez kosztowy. W kasie warto wykupić mapkę za 2 EUR.
Zoo na planie miasta wydawało się mniejsze, ale okazało się ,że jest całkiem sporych rozmiarów. Moje zaskoczenie polegało na tym, że było tam bardzo czysto, zadbane dróżki, ławeczki, klomby. Dużo kwiatów. Terraria, budynki wewnątrz zadbane. Dużo miejsc do interaktywnego kontaktu ze zwierzętami. I to nie zwierzętami domowymi. Wiele zagród ma tylko płotek, a np. pelikana można dotknąć, bo jest na wyciągnięcie ręki.

Dużo obsługi, która w grzeczny sposób pilnuje i reaguje w razie zbyt ostrego kontaktu. Nie ma jednak żadnej agresji, wszystko delikatnie i z uśmiechem na twarzy. To duży plus dla tej atrakcji.

Polecam rodzinom z dziećmi. Mimo ,że oglądaliśmy wiele takich obiektów to ten zrobił na nas bardzo pozytywne wrażenie.
Na miejscu jest także planetarium i co godzinę wyświetlane są darmowe projekcje o różnej tematyce. My trafiliśmy na opowieść o Karolu Darwinie i jego historii jak dochodził do swoich teorii. Język holenderski nie pomagał, ale można się było domyślać ;-) .
Tuż obok zoo jest muzeum Mikropia, także w ramach karty IAmsterdamcard bez kosztowe, my jednak z niego nie skorzystaliśmy.
Tramwajem nr 14 z ulicy wzdłuż zoo pojechaliśmy po południu do centrum na plac Dam. Tutaj kręcąc się po zaułkach w sklepikach dokonaliśmy małych zakupów, w kawiarniach wypiliśmy kawę a w chińskim Wok to Walk zamówiliśmy chińszczyznę w kartoniku. Ten bar nam się spodobał, bo była duża kolejka, mało miejsce, a jak się okazało jedzenie bardzo świeże i smaczne.
Ponownie 14tką wróciliśmy na kemping. Uwaga , dla chcących jechać z miasta do Zeeburga np. 14tką - wysiadajcie jeden przystanek przed pętlą aby nie cofać się z powrotem na wiadukt.
Wieczorkiem okazało się ,że 8 kg butla z gazem dopełniła żywota. Gaz skończył się po 4 dniu ciągłego grzania w kamperze, także w czasie jazdy. Podłączyłem druga butlę 10 kg. mam nadzieje ,że wystarczy do końca pobytu , czyli do niedzieli. (jak się okazało wszystko starczyło).
Kolejny poranek musimy rozpocząć od serwisu kampera, ponieważ niektóre panienki nie chciały chodzić do łazienek kempingowych oddalonych o 100 m od kampera.
Gotowi do wyjścia udaliśmy się tym razem na przystanek w oczekiwaniu tramwaju nr 7.
Dojechaliśmy nim w okolice kwartału muzeów.

Przechodząc przez Rijksmuseum dotarliśmy na plac przed muzeum Van Gogha.
Tam zastaliśmy całkiem spore ok 30 metrowej długości kolejki które przez pracowników muzeów dopuszczane były na końcu do zakupu ostatecznej wejściówki.
Różnica między tymi kolejkami była taka ,że jedna była pozawijana jak wąż, a druga prosta. Jednym słowem w jednej stało się 3 krotnie dłużej niż w drugiej.
W tej wężowatej stawały osoby bez zakupionych wcześniej przez internet biletów. W tej prostej zaś wszyscy Ci ,którzy chcieli tylko odebrać wejściówkę, bo bilet już mieli zakupiony, a zatem posiadacze różnych kart Iamsterdamcard, Hollandpass, biletów muzealnych itp.
Znowu dzięki naszej karcie po ok 10-15 minutach, a nie po 45 minutach mogliśmy się cieszyć wejściem do muzeum. Przy wejściu Pan ochroniarz prosi o zdjęcie okularów przeciwsłonecznych - do kamery.
Kolejny osobnik prowadzi ankietę , z jakiego kraju jesteśmy. Następnie należy pozbyć się torebek , płaszczy , szali itp.
Tutaj znowu przekonujemy się o bardzo mało sympatycznym nastawieniu niektórych Holendrów do zagranicznych gości. Żartując przy odbiorze audioguida pytamy dlaczego nie mają takowego w języku polskim, tylko angielski i francuski?
Pani bez cienia uśmiechu odpowiada, że nie mają też w szwedzkim...
No tak, potwierdzam. Nie mają ;-)
Telefony i aparaty zostawiamy w torbach w szatni, bo wszędzie widnieje informacja ,że nie wolno robić zdjęć. Dopiero później żałujemy tej decyzji, bo wiele osób cyka fotki z telefonów i nikt im nie zwraca uwagi.
Oczywiście muzeum pełne prac i opisów z życia Van Gogha okazuje się wartym poświęcenia czasu.
Kiedy wszyscy jesteśmy nasyceni kulturą, schodzimy do sklepiku celem zakupu gadżetów pamiątkowych.
Tam królują pamiątki oparte o wzory słoneczników lub migdałowca.
Po wyjściu z muzeum udajemy się na placyk kwartału muzealnego. Trwają tam prace wymiany trawy. Podziwiamy pedanterię panów ogrodników. Trawa nawet w cieniutkich kilkucentymetrowej szerokości paskach, docinana jest na styk. Pasuje równiutko do chodnika. Nie ma żadnej przerwy.

Wszystko wzmocnione jest jakąś siatką, która trzyma trawę w dodatkowych ryzach. Takiej kultury agrarnej spodziewałbym sie po najlepszych. Brawo Oni.
Na ławeczce w towarzystwie mnóstwa ludzi rozłożonych na trawie i innych ławkach, spożywamy przygotowane przy śniadaniu kanapki. Spokój, słońce i atmosfera kultury wokół powodują ,że nie chce się ruszać. Mimo tego przechodzimy w kierunku muzeum diamentów.
Podzielone jest ono na dwie części. W pierwszej, na podstawie IAmsterdamcard dostajemy bilet i zwiedzamy część historyczną. Profilaktycznie pytam czy są tu diamenty. Pani odpowiada,że nie - tylko szkło,ale za to w części drugiej to już jak najbardziej tak.

Zwiedzamy dwa pięterka muzeum, w którym dowiadujemy się m.in. jaka jest historia przemysłu diamentowego i jak to się stało ,że Holendrzy stali się potentatami szlifierstwa.

Wychodzimy z muzeum i przechodzimy dwa domy dalej, gdzie znajduje się Factory, czyli już bezpośrednia największa atrakcja. Panie , za kuloodporną szybą oglądają nasze wejściówki i przepuszczają nas dalej. Wchodzimy do holu.
Tam jakaś grupa japońskich turystów prowadzona zapewne przez ich rodaka , wyglądającego na transwestytę, ma tłumaczony proces obróbki diamentu. My oraz kilka osób czekamy , aż ktoś się nami zainteresuje. Za minutę podchodzi do nas sympatyczna azjatka, która się przedstawia i proponuje stworzenie grupki. Opisuje nam w kilku słowach posługując się modelami szklanymi jak wyglądają poszczególne etapy szlifowania diamentu od wykopanego elementu, poprzez pierwsze szlify aż do brylantu.
Obok , wszystko jeszcze w holu, za szybami siedzą szlifierze i pracują nad obróbką. Po pierwszych opisach pani przeprowadza nas do numerowanego pokoju. Siedzimy w 8 osób w małej sali, przy dużym stole , gdzie mamy mały wykład o rodzajach szlifowań. Wszystko przystępne, choć bywają poszczególne słowa stwarzające nam trudność w precyzyjnym zrozumieniu szczegółów.
Po chwili w szafie mały huk. To pocztą pneumatyczną dolatują do naszej sali diamenty. Pani, wyciąga z opakowania różne typy diamentów od takich za 4000 EUR do takiego za 100.000 EUR.
Zauważamy różnicę w szlifowaniu , odcieniu i błysku. Stajemy się powoli koneserami diamentów. Wiemy już jak należy zainwestować w diament. Wiemy już ,że nie zawsze wielkość diamentu stanowi o jego cenie i wiemy już jak można zyskać na inwestycjach w rynek diamentów.
Cała zabawa kończy się przeprowadzeniem nas przez pozostałą część korytarzy w kierunku sklepów , w których oczywiście możemy zakupić owe świecidełka. Ceny za szybami potraktowaliśmy lekkim ziewem ;-) , nie zabraliśmy po prostu drobnych... Zatem udaliśmy się ku drzwiom z napisem EXIT.
Po wyjściu na zewnątrz udaliśmy się w kierunku centrum miasta. Postanowiliśmy usiąść w kafejce na Rembrandtplein.

Tam po raz kolejny w kafejce zobaczyliśmy średnią sympatię kelnerki. Co prawda zjedliśmy posiłek, nie zwracając uwagi na średnio sympatyczną pracownicę lokalu, ale jak to się mówi smród pozostał.
Osobiście miałem ochotę na chińszczyznę, więc w knajpce wcześniej nie zamawiałem posiłku. Podeszliśmy ponownie do baru Wok to Walk.

Nie zawiodłem się ani ja , ani pozostała część mojej rodziny, gdyż skuszeni zapachami także zamówili po kubeczku świeżych specjałów. Napompowani jedzeniem, udaliśmy się jeszcze na drobne zakupy.Po tym rytuale wsiedliśmy do tramwaju nr 7 i udaliśmy się w kierunku kempingu. Na miejscu przygotowania do jutrzejszego wyjazdu. W międzyczasie , odkryłem w portfelu brak mojego prawa jazdy. Szukanie zakończyło się w recepcji kempingu , gdzie okazało się ,że przez cały czas pobytu jeden z dokumentów pozostaje w recepcji. Zupełnie wypadł mi ten fakt z głowy.
Od rana końcowy serwis kampera zakończył się zapakowaniem i wyjazdem z pola.
Udaliśmy się w kierunku Goudy.
Miasteczko słynące niegdyś z wyrobu sera dziś jest raczej symbolicznym punktem , w którym te sery z różnych okolicznych farm są sprzedawane. W nawigacji z głupia franc wbiłem jako cel jeden z miejskich parkingów. Po dojechaniu na miejsce okazało się ,że jest to świetny Stellplatz – dosłownie - oraz parking dla autokarów i aut osobowych.


N 52*00'41.54" E 04*42'59.19"

Płatny jest za godzinę (coś koło 1,5 EUR), ale po opłaceniu w automacie kwoty 8 EUR (ja płaciłem kartą kredytową) mamy zapewniony postój na całą dobę. Można w tej kwocie podłączyć się do prądu, zrzucić szarą wodę, wyprowadzić kota i spędzić noc.
Co do prądu, to nie jestem pewiem czy nie trzeba na słupkach z gniazdkami wrzucać dodatkowych monet(bo nie skorzystałem), ale jedno jest pewne jest ich ograniczona ilość, więc kto pierwszy ten lepszy.
Nami, zainteresował się sąsiad z kampera obok. Niemiec , który podszedł do nas i informował o wszystkich udogodnieniach. Nawet pilnował jak się zwolniło w między czasie gniazdko, żeby nas o tym od razu poinformować. W czasie rozmowy okazało się ,że urodził się na terenie Polski, ale wyjechał do Rzeszy w 1944. Nie drążyłem szczegółów ;-) . Był bardzo miły.
Z tegoż placu po wskazówkach naszego "niemieckiego opiekuna" szybko dotarliśmy na rynek w Goudzie. Tutaj odbywał się jak co czwartek, targ serów. My jednak bardziej niż z targowych wystawek woleliśmy zakupić sery w sklepie. Tak, w dużo bardziej cywilizowanych warunkach, można było pokosztować do woli serów. Rodzaje , kolory i smaki przeróżne. Pani z upatrzonego przez nas sklepiku śmiała się , gdy po raz trzeci weszliśmy do niej coś kupić. Poinformowała nas ,że w Holandii jest zwyczaj, że jak ktoś wchodzi po raz trzeci coś kupić to należy przynieść ciastko. Na siłę nie chcieliśmy tylko "zrozumieć" kto ma to ciastko przynieść kupujący czy sprzedawca.
Gouda to bardzo sympatyczne miasteczko. Mając taką śliczną pogodę jak my można po nim łazić i łazić. Usiedliśmy w kafejce, gdzie bardzo sympatyczna obsługa zatarła złe wspomnienie z Amsterdamu.

Porobiliśmy kilka fotek. Z racji chęci zjedzenia obiadku znowu poszukaliśmy knajpy z chińczykiem. Przygotował dla nas dania, które znowu ze smakiem skonsumowaliśmy. Później udaliśmy się na rynek i w knajpce przy ratuszu wypiliśmy winko, kawki oraz zjedliśmy gofry z lodami i owocami.Po wszystkim udaliśmy się w kierunku kamperka. Naszym kolejnym celem było spotkanie z rodziną z Warszawy, która pod naszą namową udała się do Keukenhof swoją nowo zakupioną przyczepą.
Znaleźli oni wcześniej i zarezerwowali miejsce na kempingu, położonym ok 6 km od Keukenhof.
Był to kemping De Hof Van Eeden.

Z racji zbliżającej się parady wszystkie miejsca na kempingach w okolicy były zarezerwowane. Dla nas udało się złapać ostatnie miejsce na farmie przy kempingu, Za które zapłaciliśmy jak za kemping.

Właścicielka farmy prowadząca kemping powiedziała nam po dotarciu na miejsce, że ma tylko takie miejsce i ,że jeśli my nie weźmiemy to weźmie je ktoś inny. Co mieliśmy robić. W cenie za dwa noclegi mieliśmy zrzut wody szarej, kota i pobór wody oraz podłączenie do prądu, także korzystanie z ubikacji. Prysznice na kempingu oddalone o ok. 200 m za dodatkową opłatą w automacie.
Cena za dwie nocki (kamper,3 dorosłe 1 dziecko i pies gratis) to 42 EUR. Wyjazd musiałby być do godziny 11.00 23.04.2016. jeśli chcielibyśmy pozostać do wieczora i wyjazd między 16.00-18.00 to dodatkowe 10 EUR, jeśli zaś zostać na kolejną noc to 63 EUR, bo doba naszego zestawu to 21 EUR.
Ponieważ musiałem zdecydować od razu, to zapłaciłem 52 EUR z możliwością wyjazdu po paradzie. Jak sie później okazało wyjechaliśmy ok. 10.00 rano.
23.04.2016 w godzinach od.11.00-16.00 w miasteczkach okolicznych odbywała się parada i wyjazd z miasta był niemożliwy. Nasza kempingo-farma jest tak usytuowana, że nie było innej drogi wyjazdu.
W piątek 22.04.2016 wraz z pozostałą ekipą warszawską udaliśmy się na rowerach do Keukenhof. Tam przed parkingiem zostawiliśmy przypięte nasze rowerki. Wzięliśmy psa, bo jak się okazało , można na smyczy mieć psy tylko jest zakaz wejścia ze zwierzakami do pawilonów.
Udaliśmy się do kas a potem do parku z kwiatami.

Przez dłuższy czas obchodziliśmy klomby i fotografowaliśmy co się da.




W międzyczasie małżonka skonsumowała na spółkę z córką śledzia w bułce.

Po nasyceniu się widokiem kwiatów udaliśmy się ku wyjściu i pobliskiemu targowisku.

Zakupiliśmy trochę cebulek kwiatów i wsiedliśmy na rowerki by dojechać do kamperka. Na miejscu skonsumowaliśmy obiadek, a na deser zrobiliśmy kilkukilometrową przejażdżkę do miasteczka Sassenheim .

W centrum pogoda była „szara”. Nie padało , choć ciągle coś wisiało w powietrzu. Poszukaliśmy baru , w którym moglibyśmy pogadać przy kawce i winku.
Znaleźliśmy przyjemnie wyglądającą knajpkę , w której witrynie właśnie zwalniało się miejsce przy stoliku. Wszedłem do środka, by zapytać , czy możemy tu usiąść z psem. Barman bardzo miły, powiedział ,że nie ma sprawy. Dodatkowo zapytałem, czy mogą nam sprzątnąć stolik, na co barman odpowiedział ,że za chwilę koleżanka podejdzie.
Zatem ustawiliśmy rowery przed knajpą, weszliśmy wszyscy i czekamy w pobliżu stolika robiąc miejsce dla obsługi, aby nie przeszkadzać jej w zbieraniu naczyń po poprzednikach. Minuta, dwie trzy, nic się nie dzieje. Po ok. 5 minutach podchodzi pani kelnerka z miną jakbyśmy jej przed chwilą wytłukli całą rodzinę, zabiera ze 4 sztuki naczyń z ok. piętnastu stojących na stoliku i pyta co zamawiamy do picia. Na początku myślałem, że po prostu chce być miła, aby szybciej nas obsłużyć. Zatem pytam dzieci czego by się napiły, a pani w tym czasie stoi nade mną i ani myśli znosić kolejne brudne naczynia. Za chwilę popędzając mnie pyta po raz kolejny. Ja odpowiadam, że zastanowimy się i , że jak sprzątnie to chętnie zamówimy. Pani wyraźnie zdenerwowana mówi ,że sprzątnie później , bo ma dużo pracy, a kolega będzie w tym czasie przygotowywał nasze zamówienie. Spojrzeliśmy po sobie i na spójnie zarysowanych minach widać było ,że spędzanie w tej atmosferze dalszych chwil nie będzie należeć do najmilszych. Z uśmiechami na twarzach wstaliśmy od stolika i opuściliśmy lokal. Ot kolejny raz przekonaliśmy się o holenderskiej uprzejmości.
Nie żebym był uprzedzony, ale rzeczywiście wielokrotnie spotykaliśmy się z co najmniej oschłością tubylców. Widać to często na ulicy, gdy jesteśmy mijani, trącani łokciem, bądź torebką, w autobusie – nie widziałem ani razu by ktoś ustąpił miejsca kobiecie lub starszej osobie, w miejscach użyteczności publicznej – dziwne nastawienie do obsługi obcokrajowców- tak jakby nie zależało danej osobie na danej pracy. Oczywiście to nie jest standard, ale daje się odczuć. Poza tym, mamy bardzo miłe wspomnienie z całego pobytu. Zresztą z Sassenheim także , gdyż 100 metrów dalej trafiliśmy do włoskiej knajpki , gdzie przez 2 godziny przy winie , kawce i deserach siedzieliśmy z dwoma psami, a panie były wyjątkowo miłe. Naprawdę bardzo sympatycznie spędziliśmy czas zacierając złe wspomnienie.
Po nasiadówce wsiedliśmy na rowery i pojechaliśmy z powrotem na kemping. Przygotowaliśmy kamperka do wyjazdu. Mimo wcześniejszych przewidywań, głównie z powodu zbliżającej się niezbyt fajnej pogody, postanowiliśmy odpuścić paradę kwiatów i wyjechać przed godziną 11.00.
Nad ranem, po szybkim śniadanku, pożegnaniu z bliskimi, którzy także mieli przed sobą 1300 km wyjechaliśmy w kierunku Haagi. Tam naprzeciwko Madurodamu , pod mostem znaleźliśmy miejsce dla kamperka .

Zaparkowani przeszliśmy do kas , gdzie okazało się ,że piesek nie może wejść. Zaprowadziłem Frocię do kampera, po czym wróciłem do muzeum.

Wystawa oczywiście wszystkim się podobała. Na przemian w silnym słońcu przerywanym deszczykiem przechadzaliśmy się po uliczkach.


Zakupy w sklepiku zaowocowały dla mnie pamiątką w postaci czapki z daszkiem.
Około południa wyszliśmy z wystawy i postanowiliśmy znaleźć jakiś market , co w Holandii okazało się nie lada wyczynem.
Objechałem centrum Hagi , przejechałem wzdłuż promenady przy morzu i w końcu zaparkowałem auto w dzielnicy portowej . Stamtąd przeszliśmy w kierunku deptaku przy którym nawigacja pokazywała nam market. Oczywiście w końcu market znaleźliśmy.
Do koszyka załadowane pieczywo i woda oraz jakieś drobiazgi. Nie wiem czemu , woda w butelkach 1,5 litrowych , której cena na półce widniała 0,39 EUR okazała się nabita za 2,34 EUR – 1,50 EUR. Pani tłumaczyła mi cos o posiadaniu jakiejś cudownej karty , która mogła to zmienić, ale dałem sobie spokój ze zrozumieniem tego zawiłego wywodu, tym bardziej , że kolejka na nas napierała.
Cieszyłem, się tylko ,że nie chciałem zrobić tu większych zakupów.
Po powrocie do kampera rozsiedliśmy się w fotelach i wyruszyliśmy w kierunku domu.
Przystanek w drodze powrotnej wypadł nam na Stellplatzu niedaleko autostrady. Postanowiłem tej nocy nie spędzać przy autostradzie tylko podjechać do miejsca bardziej cywilizowanego. Na miejscu zastaliśmy szlaban z czytnikiem kart EU (nie wiem do końca o jaką kartę chodziło). Na szczęście był obok magiczny guzik EMERGENCY, po naciśnięciu którego otworzył się szlaban. Wjechaliśmy i po zajęciu stanowiska zrobiłem drobne rozpoznanie. Nocka kamperka to 10 EUR. Można dodatkowo podłączyć się do prądu . W maszynie z gniazdkiem po podłączeniu wrzuca się monety 1 EUR jedną lub więcej. My na jednym eurosie przejechaliśmy z prądem od godziny ok. 22.00 do ok. 8.00. Później trzeba by dorzucić monetkę.
Na miejscu jest także miejsce poboru wody i możliwość zrobienia pełnego serwisu. Ponieważ mnie to nie interesowało , to nie bardzo wiem czy za wodę i te dodatkowe czynności coś się płaciło ekstra.

Stellplatz Grillendamm 4, Brandenburg An Der Havel. N 52.25’03.57 , E 12.33’56.81
Rano otwarta była budka z napojami oraz biletami do wynajmu łódek, małych barek czy jakoś tak oraz z kawą. U sympatycznego pana wnieśliśmy opłatę za nocleg i ok. 11.00 godziny pognaliśmy w kierunku domu. Na przemian w słońcu i w deszczu czasem deszczu ze śniegiem dotarliśmy na miejsce.
Wyjazd uznaliśmy za wyjątkowo udany. Mimo drobnych zgrzytów z tubylcami , bardzo polubiliśmy Holandię. Na pewno będziemy tam chcieli wracać. Jesteśmy pełni podziwu dla wypracowanego technicznie systemu budownictwa opartego o kanały, miejsca wydarte morzu zarazem z wplecionymi połaciami pełnymi szacunku dla natury. To bardzo przyjemny kraj.


P.S. dla lubiących zdjęcia postaram się wrzucić coś z miejsc w których byliśmy.
_________________

Ostatnio zmieniony przez HarryLey4x4 2016-05-03, 06:31, w całości zmieniany 3 razy  
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
Wyświetl szczegóły
dulare 
weteran


Twój sprzęt: Autoroller 3
Pomógł: 12 razy
Dołączył: 27 Paź 2013
Piwa: 76/67
Skąd: Zielonki k. Krakowa
Wysłany: 2016-04-25, 13:13   

HarryLey4x4, dzięki za relację, czy możesz podrzucić adres lub inne namiary na ten parking w Goudzie?

Czekam z niecierpliwością na zdjęcia.
_________________
"Nie należy wierzyć wszystkiemu co się przeczyta w internecie" - Maria Skłodowska-Curie
Konwerter współrzędnych geograficznych i GPS
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
BaWa 
weteran


Nazwa załogi: JaroW
Pomogła: 2 razy
Dołączyła: 31 Paź 2008
Piwa: 33/56
Skąd: z kamperlandii
Wysłany: 2016-04-25, 14:01   

Super opis :pifko :pifko

Jeśli pozwolisz wrzucę info o sklepach spożywczych w Holandiii.

Jedna z najbardziej rozpoznawalnych sieci supermarketów
Albert Heijn

kolejne to;
Dirk

Lidl

ewentualnie Aldi

Może się przyda innym, którzy po przeczytaniu Twojej relacji zapragną wyruszyć Waszymi tropami :ok
_________________
Nie zawsze chce mi się gadać. A jak już mi się nie chce,to zwykle nie odzywam się,dopóki czegoś nie powiem.- P.Coelho
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
willyfog 
trochę już popisał


Twój sprzęt: Adria Matrix 670SL
Dołączył: 29 Lis 2015
Postawił 5 piw(a)
Skąd: Dawidy Bankowe
  Wysłany: 2016-04-25, 14:20   

To moglismy sie spotkac gdyz bylem na balecie przez 4 dni w Amsterdamie i zachaczyłem o Keukenhof w Niedziele.

Mieszkałem w Amsterdamie 4 lata i duzo podróżowałem z Holandii jako bazy. Gdyby ktoś potrzebował informacji praktycznych odnośnie Holandii to służę pomocą.
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
andi at 
weteran

Twój sprzęt: chausson welcome ws 2009
Pomógł: 11 razy
Dołączył: 20 Lis 2008
Piwa: 58/13
Skąd: wieden
Wysłany: 2016-04-25, 16:15   

willyfog napisał/a:
To moglismy sie spotkac gdyz bylem na balecie przez 4 dni w Amsterdamie i zachaczyłem o Keukenhof w Niedziele.

Mieszkałem w Amsterdamie 4 lata i duzo podróżowałem z Holandii jako bazy. Gdyby ktoś potrzebował informacji praktycznych odnośnie Holandii to służę pomocą.


Opisz trochę gdzie warto co i jak (Holandia i Belgia )
  
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
HarryLey4x4 
weteran


Twój sprzęt: Elnagh Gigant Nissan Patrol rules
Dołączył: 11 Lip 2011
Piwa: 29/24
Skąd: Poznań
Wysłany: 2016-04-25, 17:21   

To właśnie w tym markecie Albert Heijn działy się cuda z cenami na paragonie.
_________________

Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
willyfog 
trochę już popisał


Twój sprzęt: Adria Matrix 670SL
Dołączył: 29 Lis 2015
Postawił 5 piw(a)
Skąd: Dawidy Bankowe
Wysłany: 2016-04-25, 18:37   

andi at napisał/a:
willyfog napisał/a:
To moglismy sie spotkac gdyz bylem na balecie przez 4 dni w Amsterdamie i zachaczyłem o Keukenhof w Niedziele.

Mieszkałem w Amsterdamie 4 lata i duzo podróżowałem z Holandii jako bazy. Gdyby ktoś potrzebował informacji praktycznych odnośnie Holandii to służę pomocą.


Opisz trochę gdzie warto co i jak (Holandia i Belgia )


Wszystko zalezy od czasu i sposobu sprzedzania czasu.
- dla lubiących miasta w Amsterdamie mozna sie zakochać i "zatracić" jest pełno ciekawych rzeczy do robienia i zobaczenia a przede wszystkim do zjedzenia. Tylko tu w Europie możecie skosztowac prawdziwe dania Surinamskie, oraz cala mase kuchni azjatyckich. Ostatni weekend w kwietniu to dzień królowej/króla i jest jedna wielka impreza przez 2 dni. Generalnie mega-hiper-biper. Gdybym mial cos polecic w Amsterdamie to pewnie parking na poludniu miasta i zwiedzanie miasta rowerem. Pełno wartosciowych muzeów ze sztuką, czadowe stand-up comedy shows po angielski, pełno eventów, imprezy do rana .... ojjjj duzy by pisać

przesyłam kilka zdjec jakie mam pod reką z ubiegłego weekednu, reszta tych "czadowych" jeszcze w aparacie ;-)

P4140008.JPG
amsterdam noca
Plik ściągnięto 132 raz(y) 24,71 KB

P4140011.JPG
amsterdam noca 2
Plik ściągnięto 105 raz(y) 20,4 KB

P4140001.JPG
uczczenie śmierci Johana Cruyffa przy Olympish Stadion w Amsterdamie
Plik ściągnięto 100 raz(y) 22,7 KB

P4140045.JPG
Jedna z najstarszych knajp piwnych tzw. Bruincafé - Cafe Hoppe
Plik ściągnięto 137 raz(y) 29,29 KB

P4140081.JPG
lawka w parku przy Rijks Museum
Plik ściągnięto 120 raz(y) 36,07 KB

Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
willyfog 
trochę już popisał


Twój sprzęt: Adria Matrix 670SL
Dołączył: 29 Lis 2015
Postawił 5 piw(a)
Skąd: Dawidy Bankowe
Wysłany: 2016-04-25, 18:53   

Co do innych miejsc to prosze o konkretne pytania, generalnie mozna spedzic 1-2 tygodnie w Holandii i swietnie sie bawic, ale w tydzien mozna z grubsza zobaczyc fajne miejsca, zaczac od pólnocy i powoli przemieszczac sie na południe.

Jak sie ma dzieciaki to takie klimaty jak Madurodam czy park rozrywki Efteling, park Walibi Holland, Royal Burgers' Zoo, wiatraki, muzeum techniki w Amsterdamie,

Dla starszych to Delft, Gouda, Kröller-Müller Museum i plaże, wyspa Tessel, zwiedzanie Bredy ... jest tego nieprzebrane ilosci.

Odpowiem na konkretne pytania, podesle zdjecia i dam duzo innch pomocnych rad.
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
HarryLey4x4 
weteran


Twój sprzęt: Elnagh Gigant Nissan Patrol rules
Dołączył: 11 Lip 2011
Piwa: 29/24
Skąd: Poznań
Wysłany: 2016-04-25, 20:33   

dulare napisał/a:
HarryLey4x4, dzięki za relację, czy możesz podrzucić adres lub inne namiary na ten parking w Goudzie?

Czekam z niecierpliwością na zdjęcia.


Podaję namiary
N 52*00'41.54"
E 04*42'59.19"
_________________

Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
Wyświetl szczegóły
Agostini 
weteran


Twój sprzęt: Hymer ML-T 580
Pomógł: 4 razy
Dołączył: 19 Sty 2011
Piwa: 212/82
Skąd: Łódź

Wysłany: 2016-04-25, 22:09   

HarryLey4x4 napisał/a:
P.S. dla lubiących zdjęcia postaram się wrzucić coś z miejsc w których byliśmy.

No pewnie, że lubimy. :)

I zdjęcia... I opisy... Wszystko lubimy.


To awansem, na konto za te zdjęcia... :pifko I za relację, oczywiście. ;)
_________________
Basia i Andrzej
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
dulare 
weteran


Twój sprzęt: Autoroller 3
Pomógł: 12 razy
Dołączył: 27 Paź 2013
Piwa: 76/67
Skąd: Zielonki k. Krakowa
Wysłany: 2016-04-25, 22:22   

HarryLey4x4 napisał/a:
dulare napisał/a:
HarryLey4x4, dzięki za relację, czy możesz podrzucić adres lub inne namiary na ten parking w Goudzie?

Czekam z niecierpliwością na zdjęcia.


Podaję namiary
N 52*00'41.54"
E 04*42'59.19"


Wielkie dzięki, :pifko się należy :)
_________________
"Nie należy wierzyć wszystkiemu co się przeczyta w internecie" - Maria Skłodowska-Curie
Konwerter współrzędnych geograficznych i GPS
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
Beras 
doświadczony pisarz
Dołączył IV 2011


Twój sprzęt: Globebus I2
Nazwa załogi: 87578
Pomógł: 1 raz
Dołączył: 10 Lut 2016
Piwa: 10/20
Skąd: stela
Wysłany: 2016-04-25, 22:58   

Fajny opis... Może przyda się na przyszłość... Dziękując stawiam :pifko i pozdrawiam
_________________
Hakuna matata
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
BB 
początkujący forumowicz


Twój sprzęt: fiat
Dołączyła: 06 Kwi 2015
Postawił 6 piw(a)
Wysłany: 2016-04-26, 06:40   

Dzień dobry,świetna relacja,rzeczowe opisy,dziękuję i pozdrawiam :spoko
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
HarryLey4x4 
weteran


Twój sprzęt: Elnagh Gigant Nissan Patrol rules
Dołączył: 11 Lip 2011
Piwa: 29/24
Skąd: Poznań
Wysłany: 2016-04-26, 06:49   

Dodałem trochę fotek w tekście... :spoko
_________________

Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
BaWa 
weteran


Nazwa załogi: JaroW
Pomogła: 2 razy
Dołączyła: 31 Paź 2008
Piwa: 33/56
Skąd: z kamperlandii
Wysłany: 2016-04-26, 08:04   

A jak oceniasz zakup karty "I amsterdam City Card" warto ? nie warto ? trzeba? można? :ok
_________________
Nie zawsze chce mi się gadać. A jak już mi się nie chce,to zwykle nie odzywam się,dopóki czegoś nie powiem.- P.Coelho
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum

Dodaj temat do ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
*** Facebook/CamperTeam ***