Klub miłośników turystyki kamperowej - CamperTeam
FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum  Chat  DownloadDownload

Poprzedni temat «» Następny temat
Przesunięty przez: janusz
2011-02-11, 14:21
Francja Hiszpania 06/2008
Autor Wiadomość
DAKOTA 
stary wyga

Twój sprzęt: CARTHAGO chic T 4.9 nastepny tez T 4.9
Nazwa załogi: DAGOCIK
Pomógł: 2 razy
Dołączył: 25 Mar 2008
Piwa: 12/20
Skąd: Wieden, Tarifa
  Wysłany: 2008-09-14, 20:19   Francja Hiszpania 06/2008

Witamy

jako ze za dwa dni nastepna wyprawa ,a jeszcze nie opisalismy czerwcowego urlopu nadrabiamy zaleglosci;;;;;



Italien, Frankreich, Spanien 05.06-2008 do 21.06.2008


05.06.2008- Czwartek
Czas szybko uplynal i doczekalismy sie nastepnego urlopu. Na wyjazd do Hiszpanii zdecydowalismy sie tydzien wczesniej odsuwajac na dalszy plan Polske i Grecje.
Trzy minuty przed 13,oo przy stanie licznika 3.983 km startujemy naszego Dagocika.
Cena diesla w Austrii 1,389 €- jak sie zmieni zobaczymy po powrocie. Planujemy dojazd tylko w okolice Villach ale w drodze okaze sie gdzie wyladujemy. Zastanawiamy sie czy jechac caly czas autostrada A2, jednak po krotkim namysle decydujemy sie na jazde przez S6, oszczednosc paliwa a kwalitet drogi nie jest zly. Zwyklymi drogami trzeba pokonac jakies 60 km, za to nie dotyka nas monotonnosc jazdy autostrada.
Bezproblematycznie i calkiem spokojnie o 17.15 parkujemy sie w Villach (4.323 km)pod Hofferem na ostatnie zakupy, obiado- kolacje i tankowanie. Co prawda tu powinnismy przenocowac ale ze wzgledu na wczesny pore i dobre nastroje odpalamy Dagocika (18.30 godz ) i ruszamy w dalsza droge.
Wpadamy wiec na autostrade i kierujemy sie na Wlochy. Pogoda nie sprzyja, z nieba leja sie strumienie wody ale mamy nadzieje ze za tunelami przywita nas chociaz skrawek slonca.
Pol godziny pozniej mijamy Tarvisio I dostajemy bilet na dalsza droge po autostradzie. Cena Diesla przy autostradzie 1,475 do 1,532 €. Przy Wenecji ( 4.543 km, 21.15 godz) kasuja nas na 12,10 €, pogoda sie poprawia, co prawda na slonce juz za pozno ale przynajmniej nie pada.
Decydujemy sie podjechac jeszcze kawalek. Z autostrady A4 na Milano zjezdzamy na Peschiera oplata- 7,30 €(przy Garda See) I zaczynamy rozgladac sie za miejscem na sen.
Nie chcemy zajechac na zaden z kempigow, poza tym o tej porze 23.25 godz i tak nikt by nas juz nie wpuscil. Znajdujemy miejsce przy naszej drodze w poblizu kampingu i tam tez gratisowo nocujemy ( 4.699 km)

Przejechane kilometry : 716 km
Czas jazdy z przerwami: 10godzin 30 minut.


06.06.2008. Piatek

0 6,oo rano zbieramy sie dalej. Odjezdzamy za nim ktos wpadnie na pomysl zeby skasowac nas za nocleg. Pare kilometrow dalej stajemy na stacji benzynowej aby napic sie zasluzonej kawy , poczym wyruszamy dalej. Wpadamy ponownie na autostrade i o 9,10 postanawiamy zjechac przy Brescia ( 4.730 km) Ovest na male zakupy (swieze bagietki) I zjadamy troche spoznione sniadanie.Oplata na autostrade 4,10 €. Po krotkiej przerwie wracamy ponownie na autostrade i pedzimy w strone Hiszpanii. Od czasu do czasu czepiamy sie ogona dobrze pedzacej ciezarowki (sprzata nam caly opor powietrza bo wiatr dobrze daje sie we znaki).
O 15.40 wlosi kasuja nas ostatni raz 25,20 € gdzie w Ventimiglia przekraczamy francuska granice ( przy stanie licznika 5.121 km).Oplata za autostrady we Wloszech wynosi nas
48,70 € mniej niz zesmy sie spodziewali.
Cena za diesel we Francji 1,499 € na Esso. Krotkie korki przy bramkach do placenia a potem z winy ciezarowki ktora po drodze zgubila ladunek ( na szczescie paczki welny mineralnej), do tego mala stluczka i po zaplaceniu 3 i 2 i 4,10 euro jedziemy dalej. Postanawiamy krotko za Caanes zjechac z autostrady i popodziwiac droge przy wybrzezu. Spokojnie, bez korkow i wielkiego ruchu jedziemy sobie dalej. Od czasu do czasu przystajemy zeby zrobic pare fotek.
Planujemy przespac sie na parkingu podanym na necie przy miejscowosci Frejus (Chez Marcel) Jednak odnajdujac podane miejsce okazuje sie ze takiej mozliwosci niestety nie ma, a gdziekolwiek zaparkowanie WoMo jest po prostu zakazane. Nie pozostaje nam nic innego jak jechac dalej.
Rozwazamy mozliwosc nocowania na kempingu ale postanawiamy wrocic na autostrade I przenocowac na parking przy stacji benzynowej. I tak o 20,10 przy stanie licznika 5.284 km parkujemy Dagocika na jednym z wolnych miejsc ( a niewiele ich zostalo), zjadamy kolacje, bierzemy prysznic, krotki plan na nastepny dzien i wsrod trackerow idziemy spac.

Przejechane kilometry: 576 km
Czas jazdy z przerwami : 14 godzin 10 min.
Oplata za cala autostrade(Italien) 48,70 €


07.06.2008 Sobota


O 7,00 godzinie po porannej kawie i malym sniadaniu ruszamy dalej. Noc byla spokojna chociaz szlismy spac z obawami aby sie przy nas nie zaparkowala ciezarowka z lodowka halasujaca przez pol nocy.. Przy zjezdzie 32 przy Aix de Provence kasuja nas 12,70 € gdzie docieramy o 8.15 przejechawszy 113 km. Mielismy w planie sciac troche droge i jechac zwykla droga, ale ze wzgladu na silny wiatr i uciekajacy czas pozostajemy na autostradzie
Przy Sant-Martin-de-Crau placimy kolejne 5,90 €, przy Nimes dostajemy kolejny bilecik, przy Montpelier I placimy kolejne 7,40 €, Za Montpellier kolejny bilet, ktory regulujemy przy zjezdzie Nr 40 przed Perpignan ( 15,40€) Jest 12.50 za nami 354 km, wiec zaslugujemy na krotka przerwe. Bocznymi drogami docieramy w okolice jeziora Etang de Canet et de S.Nazaire. Hmmm z jednej strony jezioro z drugiej morze nie ma co narzekac, moze tylko wietrzysko daje sie we znaki ale przynajmniej zaru lejacego sie z nieba nie czuc na skorze.
Jezioro to raj dla windsurfingowcow. Roili sie po nim jak mrowki a wiatr byl na prawde okrutny. Wypijamy kawe I postanawiamy przeniesc sie nieco dalej ze wzgledu ze bujalo nam Dagocikiem I mozna sie bylo nabawic choroby morskiej. Nie wracamy wiecej na autostrade. Docieramy na droge N II i o 15,25 parkujemy sie juz w La Jonquera- pierwsza miejscowosc w Hiszpanii. La Jonquera to w zasadzie male miasteczko ale przygotowane do postoju ciezarowek. Liczne stacje benzynowe ( Disel 1.314 do 1,319 €), ogromne parkingi, sklepy spozywcze, z alkoholami ( dosc tanie) i innymi rzeczami ktore moga byc przydatne w drodze, toalety i prysznice- no wlasciwie cale centrum dla ciezarowek. Ogromne ilosci Francuzow przyjezdzajacych na zakupy i okupujace liczne restauracje. Prawie wszystkie knajpki dzialaja na zasadzie bufetu. Placisz raz a jesz co chcesz i ile chcesz Za napoje niekiedy trzeba doplacac (np u chinczyka ktorego poszlismy poprobowac)
Przystajemy przy rodakach troche pogadac i ubic male interesy i tam tez dowiadujemy sie ze od jutrzejszego dnia w Hiszpanii zaczyna sie protest firm przewozowych i ciezarowki zostaja uziemione na parkinagach. Dobijamy interesow, Tankujemy Dagocika i male zapasy, idziemy jeszcze cos zjesc do chinskiej restauracji (nie warta polecenia) cena: 9,50 € za osobe + napoje . Wypijamy jeszcze po piwie z kierowcami, szukamy w miare cichego miejsca i idziemy spac


Przejechane kilometry : 436 km
Czas jazdy z przerwami: 8 godzin 25 minut
Oplata za cala autostrade (Francja) 50,50 €

08.06.2008 Niedziela/Poniedzialek
09.06.2008 Poniedzialek/Wtorek



Wyszukujemy sobie kemping bioracy nasze kemping-cheqe i akceptujacy pobyt psa i stwierdzamy , ze po tych przejechanych kilometrach zasluzylismy na dwa dni nic nierobienia.
Dojezdzamy do Blaness na kemping La Maisia. Sam kemping nie jest zly, dostateczna ilosc cieplej wody (problem pod prysznicami bo nie da sie regulowac cieploty, wiec czasami mozna sie poparzyc), niestety brak papieru toaletowego i desek sedesowych, fajny basen, maly sklep i do plazy (zalezy z ktorej czesci kempingu miedzy 200m a 1 km.
Doprowadzamy Dagocika do porzadku ( jeszcze przed wjazden na kemping odwiedzamy samoobslugowa myjnie), nadrabiamy pranie i przy butelce muscata oddajemy sie lenistwu.
Po poludniu maly spacer, z nudow przegladamy wszystkie stragany i sklepiki, sprawdzamy jak wyglada plaza (zejscie do morza rowne, zamiast piasku drobny zwirek no a w morzu kamienie). Leniuchowanie na plazy przesuwamy jednak na nastepny dzien. Pogoda dopisuje wiec w dwa dni zmieniamy sie w czerwonoskorych Apaczy…
Z tego lenistwa a moze z nadmiaru promieni slonecznych wpadamy na dziwaczny pomysl. Nie bedziemy przesiadywac dluzej na kempingu. Ruszamy dalej na poludnie. Dakota stwierdzil ze nie ma nic przeciwko odwiedzeniu Gibraltaru bo przeciez minelo juz pol roku jak byl tam po raz ostatni… a i piesek tez jeszcze nie widzial tamtych regionow.No coz pojedziemy, zobaczymy.

Przejechane kilometry 106 km
Czas jazdy 2 godz. 30 min.



10.06.2008 Wtorek


O 7.55 opuszczamy kemping.Stan licznika 5.826 km. Wpadamy na autostrade w kierunku Barcelony i Valencji zeby jak najszybciej pokonac ten kawalek, po czym za Valencja zabraniamy naszej prowadzacej pani uzywania drog platnych. Dotychczasowe oplaty to
19,90 € (stan licznika 6.260 km). No i posluszna pani prowadzi nas w strone Murcia autostrada nr 7, nastepnie droga 35, 344, autostrada 31, skrot droga 325, I ponownie autostrada nr 7. O 19.10 docieramy do Murcia przejechawszy 659 km. Naturalnie po drodze robimy krotkie przerwy ale Dakota uparl sie ze chce zajechac za Granade wiec przerwy sa ekspresowe…Na jednym z parkingow napotykamy sie na spalone dwie polskie ciezarowki, najprawdopodobniej kierowcy nie zastosowali sie do zalecen strajkujacych Hiszpanow- jak widac lamistrajki sa niemile widziani.Autostrada nr 7, 92N i 92, docieramy do posatwionego celu. Nastepuje krotkie zalamanie pogody (leje jak z cebra a droga ciemna, kreta i gorzysta) wiec postanawiamy znalezc miejsce gdzie mozna przenocowac.Przy autostradzie stajemy na parking pod jakimis motelami i o 22,45 konczymy nasze galopowanie.(6.780 km)


Przejechane kilometry: 954 km
Czas jazdy z przerwami: 14 godzin 45 minut
Oplata za autostrady: 19,90 €





11.06.2008 Sroda


Poranna kawa stawia nas na nogi i w miare szybko ruszamy w dalsza droge. Z poprzedniej wyprawy na Gibraltar wiemy, ze w Esteponie jest w srody i w soboty fajny jarmark. Bajzel z ciuchami, butami, owocami, smacznymi oliwkami itd. Poniewaz jarmark zaczyna sie kolo 9 rano wiec mamy nadzieje ze zajedziemy na niego w pore. I tak o 10.20 wjezdzamy na plac jarmarczny zeby sie zaparkowac. Okazuje sie ze jarmark jest dwa razy wiekszy niz byl w grudniu ale bez wiekszych trudnosci znajdujemy “swoich” sprzedawcow i zaopatrujemy sie w swieze owoce, oliwki, 1 pare butow, sloneczne okulary, zjadamy zasluzone sniadanie ze swieza I chrupiaca bagietka poczym 2 godziny pozniej wyruszamy dalej.
Do La Linea (pod samym Gibraltarem) docieramy dwie minuty po 13,00 po przejechaniu 242 km. Znajdujemy miejsce postojowe, nad samym morzem przy deptaku . Wyciagamy krzesla i marsz na piaszczysta plaze. Slonce w pelni ale przy idacej od morza bryzie goraca praktycznie nie czuc. Wieczorem postanawiamy wjechac Dagocikiem na Gibraltar zeby go zatankowac. Mamy tylko maly problem bo majace juz zapasowe paliwo musimy gdzies zostawic lub schowac zeby nie miec na granicy problemow. Po krotkim poszukiwaniu, Dakota rekami i nogami dogaduje sie z jednym Hiszpanem zeby zostawic u niego na jedna noc banki z dieslem. Banki wypakowywujemy i ruszamy w strone granicy. Nie powiem mielismy troche mieszane uczucia czy banki na pewno beda dzien pozniej na miejscu w koncu wszyscy dla siebie sa zupelnie obcymi.
Przekraczamy granice i zajezdzamy na pierwsza stacje beznynowa. Zadowoleni z ceny (disel 1,03 €) zaczynamy tankowanie, ale po w laniu 22 l dystrybutor odmawia posluszenstwa. Zbieram sie wiec do obslugi zeby jakos wytlumaczyc ze cos sie chyba popsulo, a usmiechnieta pani w kasie mowi mi ze disel limited- 22 litry i koniec. No to fajnie- myslimy sobie. Placimy wiec za te 22 litry I ruszamy na inne stacje benzynowe. Jedna calkowicie zamknieta, na drugiej brak diesla, zostaje nam tylko jedna ktora znamy i wiemy ze WoMo dojedzie tam bez problemow. Wpadamy na BP i na szczescie mozemy zatankowac sie do pelna, zapasowe banki tez. Kupujemy jeszcze 2 sztangi papierosow po 13€ za szt.i postanawiamy wracac na hiszpanska strone. Krotkie stanie na granicy, Anglicy wogole nie zwracaja na nas uwagi ,za to Hiszpanie kazal nam zjechac na bok. Patrzac po tablicach rejstracyjnych celnik pyta sie czemu nie siedzimy we Wiedniu jak tam mistrzostwa. No i znowu gadanie rekami i nogami, potem pytanie o alkohol i papierosy.Ma ochote pozagladac po aucie ale chyba robimy dobre wrazenie bo rezygnuje z tego zamiaru i puszcza nas dalej.
Idziemy jeszcze na zakupy do Cearfurra, wracamy na nasze miejsce przy plazy i tam zostajemy nocowac.



Przejechane kilometry: 242 km
Czas jazdy z postojami 6 godzin








12.08.2008 Czwartek/Piatek
13.08.2008 Piatek/Sobota


Wypijamy kawe siedzac prawie na plazy, pies jeszcze szaleje troche po piasku i pomalu sie zbieramy. Podjezdzamy jeszcze pod nasze banki z dislem I jak sie okazuje wszystko na miejscu i tylko czeka na odbior. Zrobilo nam sie milo ze sa tzw. dobrzy ludzie. W trakcie pakowania Dakota odkrywa w drzwiach jednego ze schowkow dziure. Komus sie cos nie podobalo wiec pewnie potraktowal nas kamieniem lub czyms takim. Cos sie nam w nocy obilo o uszy ale jakos nie przywizalismy do tego specjalnej uwagi. Cale szczescie ze to drzwiczki a nie sciana, trzeba bedzie wymienic- niestety.
Postanawiamy miedzy Marbella a Malaga zajechac na kemping. Wybieramy kemping Cabopino- biora czeki, akceptuja psy, sa przy glownej drodze A7, maja drzewa zeby bylo troche cienia, 2 baseny jakies 400 m do plazy. Calkiem sympatyczny. Jak sie pozniej okazuje w wiekszosci zajety przez Anglikow a ci z wychowaniem tak troche na bakier. Sami wybralismy miejsce niedaleko bloku sanitarnego i glownej alejki ale nie liczylismy sie ze beda jezdzic tam i spowrotem I to z tupetem jak na formule 1. Trudno jakos przezyjemy. Korzystamy ze slonca, moczymy sie w basenie, obserwujemy sasiadow i nie robimy nic wiecej. Tzn. Znajdujemy jeszcze w TV program hiszpanski ktory nadaje mecz Polska- Austria i dzielnie kibicujemy naszym- wynik wszystkim znany.......



Przejechane kilometry : 100 km
Czas jazdy 1 godz 20 minut




14.06.2008 Niedziela

O 7.45 wybieramy sie juz powoli w podroz powrotna.Ruszamy w strone Granady, Madrytu, Zaragossy.Korzystamy wylacznie z bezplatnych drog i autostrad. Bez zbednych ceregieli i wybrykow o 20.45 po przejechaniu 863 km. konczymy nasza podroz.


Przejechane kilometry 863 km
Czas jazdy z postojami 13 godzin




15.06.2008


Po porannej kawie ruszamy dalej. W strone Vic Girona i ponownie la Jonquera, naturalnie nadal bezplatnymi drogami. Przypadkowo przejezdzamy kolo dosc duzego jarmarku gdzie oczywiscie nie omieszkamy sie zatrzymac. 2 godziny schodzi nam na przewedrowanie placu, zakupieniu troche owocow i spacerze. Droga N II jest calkiem dobra, niewielki ruch, miejscami nawet czteropasmowa, suniemy prawie jak na autostradzie a do tego gratis.
Chcemy uzupelnic braki diesla ale niestety nie jest tak prosto. Zakupujemy czesc tego co nam potrzebne, lecimy cos zjesc (tym razem juz nam znana restauracja- bufet za 15,50 € za glowe) po czym parkujemy sie miedzy ciezarowkami i w towarzystwie dwoch polskich kierowcow spedzamy mily dlugi wieczor, uswietniony kawalami i opowiesciami z zycia wziete.


Przejechane kilometry 451 km
Czas jazdy z postojami 8 godzin



16.06.2008 Poniedzialek
17.06.2008 Wtorek

Wyszukujemy sobie w nieduzej odleglosci odpowiadajacy nam kemping. Koniecznie z kawalkiem piaszczystej plazy i okolo 11 godziny i po przejechaniu 56 km zajezdzamy na kemping L`amfora w Sant Pere Pescador. Okazuje sie ze to strzal w dziesiatke. Ma swoja piaszczysta plaze, nowe sanitariaty, mozliwosc umycia Womo, zrobienia prania i prasowania, posiedzenia w kafejce internetowej (troche drogo 1€ za 15 minut), posiada bardzo dobrze zaopatrzony sklep, restauracje i 2 baseny. A do tego miejsca sa poodgradzane zywoplotem. Nam sie podoba i postanawiamy zostac trzy dni (tzn 2 noce). Leniuchujemy ile sie da 


18.06.2008 Sroda

Przed 10,00 placimy za kamping (2 czeki po 14€) i opuszczamy jego teren.Ale jako ze juz w okolicy jestesmy nieco obeznani, zajezdzamy na parking przy samej plazy i postanawiamy skorzystac z pieknego slonca. Do 14,00 leniwie lezymy na sloncu ale gdy robi sie juz za goraco odpalamy Dagocika i ruszamy w strone domu. Stajemy jeszcze na zakupy w Carrefour, w La Jonquera i decydujemy sie jechac dalej. Wpadamy na autostrade gdzie zaraz Hiszpanie kasuja nas 0,65 €. No pieknie z Gibraltaru wrocilismy Gratis a za 800 metrow do francuskiej granicy oplata. Mowi sie trudno i jedzie sie dalej. Na autostradzie A9 po przejechaniu 136 km na jednej ze stacji benzynowych udaje nam sie znalezc ostatnie wolne miejsce i tam tez zostajemy spac.

Przejechane kilometry 182 km
Czas jazdy z postojami 8 godzin



19.06.2008 Czwartek


Juz pare minut po 6 jestesmy w drodze. Przez noc Dakota wymyslil ze jednyk powinnismy wrocic troche inna droga niz zajechalismy na dol. Przy Montpellier placimy 23,30 € za autostrade i zjezdzamy na boczny tor. Zakazujemy naszej prowadzacej pani wszelkich platnych drog i kazemy sie doprowadzic do miejscowosci Gap.I tak tez przejezdzamy Arles, Avignion, Carpentras, Nyons, Serres i ladujemy w Gap. Droga niezla, miejscami dosc kreta, ruch niewielki, pogoda wspaniala a widoki po prostu super. Przjezdzamy obok jezior Serre-Poncon i niejako zachwyceni widokami robimy obiadowa przerwe. Nie bardzo swiadomi co nas niedlugo czeka ruszamy dalej.Wpadamy w wysokie Alpy francuskie. Na dole prazy a u gory widac plachty sniegu. Docieramy do Briancon a tam dopiero zaczynaja sie super wygibasy. Droga dla ciezarowek zamknieta i nie trudno zrozumiec dlaczego.Serpentyny odpowiednie a podjazdy niewiele gorsze, Mimo to Dagocik pod fachowa reka Dakoty radzi sobie calkiem niezle. Przypadkowo na wysokosci 1850 m krotko przed granica francusko-wloska odkrywamy parking dla Womo. Stoi tam juz kilka kamperkow i postanawiamy sie do nich niejako przylaczyc. Normalnie parking jest platny ale ze w chwili obecnej byl nieco w przebudowia mozna bylo stac gratis. Bedzie mozliwosc podpiecia sie tam do pradu (wlasnie wszystko robia), wylanie brudnej wody i zatankowanie swiezej jest juz w chwili obecnej mozliwe. Nie mozna jedynie (mam nadzieje ze i to sie zmieni) wysprzatac WC. O 8 wieczor jeszcze opalamy nasze mordki ale ze zaczyna sie na dworze robic nieco swiezo zjadamy kolacje, wypijamy ciepla herbate i oddajemy sie drzemce.

Przejechane kilometry 449 km
Czas jazdy z przerwami 11 godzin




20.06.2008 Piatek

Rano wstajemy wypoczeci- jednak temperatura do spania byla odpowiednia. Wypijamy kawe, dotankowywujemy swiezej wody, wypuszczamy brudy i ruszamy dalej. Jak sie okazuje po drugiej stronie gory w stone Torino widoki sa nie mniej ladne. Tym razem suniemy w dol i to dosc spory kawalek, dobre 50 km. W miedzy czasie wpadamy na autostrade ale i na niej jakos nam z gorki. Za autostrade od Torino do Milano placimy € 13,10- co jakis czas cos. Dopiero w Milano dostajemy bilet i spokojnie bez zbednych postojow przy bramkach jedziemy dalej.
Trasa Milano-Brescia-Verona- Vicenza- Venecja za € 14,30 przebiega w niare spokojnie. Kilkakrotnie stoimy w korkach przy zjazdach- co z piatek popoludnie. I w Wenesji zjezdzamy w strone Jesolo. Tracimy prawie godzine na stanie w korkach- Heineken urzadzil gdzies festiwal piwa i tak sie ludzi najechalo ze przemknac sie nie dalo. Dakota po drodze jak zwykle zmienil trase na Jesolo, bo obiecal znajomemu przywiezc stojak do satelity a po drodze nigdzie takiego nie napotkalismy, a poza tym milo sie odwiedza stare miejsca.
Po 12 godzinach jazdy i przejechaniu 550 km parkujemy Dagocika w naszym starym dobrze nam znanym miejscu, zjadamy kolacje i lecimy sprawdzic o czym szumi morze. Woda ciepla- prawie jak z kranu, nareszcie drobniutki piasek i troche wiatru. Wysoka temp. i wilgotnosc daje nam sie w nocy we znaki.



Przejechane kilometry 550 km
Czas jazdy z postojami 12 godzin




21.06.2008 Sobota


Kilka minut po 6 rano, po meczacej nocy ze wzgledu na temperature, ruszamy w strone domu.
Ze wzgledu na goniacy nas czas wpadamy w Udnine Süd na autostrade i ruszamy na polnoc.
W Tarvisio konczy sie platna autostrada- oplata 10,20 €. Dalej juz na terenia Austrii jedziemy na nasza roczna winietke. Ale zamiast jechac prosto do Wiednia decydujemy sie jeszcze na przejazd przez Weissenbach bei Lizen- to wlasnie tam zakupilismy naszego Dagocika. Co prawda musimy zboczyc troche z naszej drogi ale mamy pare spraw do przedyskutowania z naszym sprzedawcam dot. Naszego WoMo. O 11.15 docieramy na miejsce- po uprzednim przejechaniu przez Hohentauern. Widoki piekne aczkolwiek droga ze wzgledu na stromy zjazd jest zamknieta dla ciezarowek. Docieraja na dol nasze hamulce tez juz daja sie poczuc bo niestety redukcja skrzynia biegow jest nierealna. Niestety ku naszemu niezadowoleniu okazuje sie ze salon jest zamnkniety a cala dyrekcja, sprzedawcy jak i mechanicy znajduja sie na wystawie we Wiedniu.
Nie pozostaje nam nic innego jak ruszyc w dalsza droge- tym razem juz do domu.
Przy stanie licznika 10.387 km o 17.45 parkujemy pod domem.


Przejechane kilometry 715 km
Czas jazdy z postojami 11 godzin 30 minut





Krotko mowiac w 17 dni pokonalismy wspaniala trase 6.404 km. Potrzebne nam bylo do tego 636 litrow diesla- a Dagocika zapotrzebowanie to 9,9 l/100 km.
Za autostrady we wloszech zaplacilismy 48,70 € przy jezdzie na poludnie i 43,10 € w drodze powrotnej.
Odpowiednio we Francji 50,50 € i 23,30 € oraz w Hiszpani 19,90 € i 0,65 €.
6 nocy spedzillismy na kempingach w cenie 14 € za noc (2 osoby, pies, auto, prad, woda itd)[Campingcheqe]
Co w sumie daje nam wydatek 84 €.

Bylo wspaniale szkoda tylko ze tak krotko, mamy nadzieje ze nastepna nasza wyprawa bedzie przynajmniej o jeden tydzien dluzsza.


opis Gosia
_________________
http//kamper-meine-freiheit.blogspot.co.at/

Zaden Penis nie jest tak twardy jak zycie
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
Tadeusz 
Administrator
CamperPapa


Twój sprzęt: Fiat Talento Hymercamp
Nazwa załogi: Kucyki
Pomógł: 16 razy
Dołączył: 06 Lis 2007
Piwa: 1610/2356
Skąd: Otwock
Wysłany: 2008-09-14, 20:28   

Widzę, Gosiu, że gawędziarka z Ciebie. Fajnie, że potrafisz być także bardzo konkretna.
Twoje rachunki za autostrady, bilety i paliwo, pomogą naszym kolegom w planowaniu wyjazdów w tamte strony.
Myślę, że parę fotek też pokażecie? :-D
_________________
W życiu najlepiej jest, gdy jest nam dobrze i źle. Kiedy jest tylko dobrze - to niedobrze.
Ks. Jan Twardowski.
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
Bim 
Kombatant
Jacek


Twój sprzęt: Peugeot Adriatik 2,5D 1991 rok
Pomógł: 12 razy
Dołączył: 21 Lip 2007
Piwa: 193/109
Skąd: Sandomierz
Wysłany: 2008-09-14, 20:55   

Tadeusz napisał/a:
Fajnie, że potrafisz być także bardzo konkretna.
Twoje rachunki za autostrady, bilety i paliwo, pomogą naszym kolegom w planowaniu wyjazdów w tamte strony.


Opis rzeczywiście skrupulatny zazdroszczę takiej pamięci fotograficznej a tym bardziej planowania.

Masz rację Tadeusz
dla takich spontanów jak ja to dobra lekcja zestawienia wydatków przynajmniej łatwiej mierzyć siły na zamiary.
Brakuje mi własnie takich kalkulacji na forum zdjęcia zawsze dodają uroków odwiedzonych miejsc.
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
rafalcho 
weteran
uzależniony od CT


Twój sprzęt: FORD TRANSIT Burstner Nexxo Family a 645
Pomógł: 1 raz
Dołączył: 23 Kwi 2007
Piwa: 10/12
Skąd: Łódź / Andrespol
Wysłany: 2008-09-14, 21:44   

Bim napisał/a:
Brakuje mi własnie takich kalkulacji na forum zdjęcia zawsze dodają uroków odwiedzonych miejsc.


Wystarczy, że każdy się "poświęci" chwilę i opisze i ...... mamy na forum wspaniałem przewodniki.

DAKOTA, jeszcze tylko fotek brak .....

Gratuluję wspaniałego i szczegółowego opisu.

Pozdrawiam

:spoko
_________________
Pozdrawiam

rafalcho

www.techrol.eu
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
 
DAKOTA 
stary wyga

Twój sprzęt: CARTHAGO chic T 4.9 nastepny tez T 4.9
Nazwa załogi: DAGOCIK
Pomógł: 2 razy
Dołączył: 25 Mar 2008
Piwa: 12/20
Skąd: Wieden, Tarifa
Wysłany: 2008-09-22, 16:01   

Tadeusz napisał/a:
Widzę, Gosiu, że gawędziarka z Ciebie. Fajnie, że potrafisz być także bardzo konkretna.
Twoje rachunki za autostrady, bilety i paliwo, pomogą naszym kolegom w planowaniu wyjazdów w tamte strony.
Myślę, że parę fotek też pokażecie? :-D




Dziekuje za zainteresowanie moim streszczeniem. Owszem bajdurzenie to moja specjalnosc, finansowe planowanie to takze moja dzialka, jednak glownym planujacym jest Dakota a i fotografowanie to jego specjalnosc. Takie zapiski czesto pomagaja w innych podrozach i ulatwiaja zycie- warto sprobowac samemu.
_________________
http//kamper-meine-freiheit.blogspot.co.at/

Zaden Penis nie jest tak twardy jak zycie
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
Marek 
stary wyga


Dołączył: 24 Sty 2007
Piwa: 1/1
Skąd: Kamieniec Wrocławski
Wysłany: 2008-09-22, 16:52   

Poczytałem z przyjemnością o Hiszpanii. Mogę potwierdzić lub zdradzić " Waszą Tajemnicę", że prowadzicie szczegółowe zapiski z każdego Waszego wyjazdu i faktycznie są bardzo przydatne w planowaniu podróży. Planuję w przyszłym roku Hiszpanię więc zgłoszę się do Was mailem o szczegóły lub konsultacje w sprawie zaplanowanej trasy.
Na razie pozdrawiam.
Marek z załogą :lol: :lol:
_________________
"Róbmy swoje"
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
DAKOTA 
stary wyga

Twój sprzęt: CARTHAGO chic T 4.9 nastepny tez T 4.9
Nazwa załogi: DAGOCIK
Pomógł: 2 razy
Dołączył: 25 Mar 2008
Piwa: 12/20
Skąd: Wieden, Tarifa
Wysłany: 2008-09-24, 13:35   

Na razie pozdrawiam.
Marek z załogą :lol: :lol: [/quote]

witam

nie ma problemu namiary oddamy , a teraz pozdrawiamy z AVOLA na Sycyli jest

piekna pogoda 29 stopni w cieniu morze jakies 24 stopnie

jak dla mnie to troche za goraco
_________________
http//kamper-meine-freiheit.blogspot.co.at/

Zaden Penis nie jest tak twardy jak zycie
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum

Dodaj temat do ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
*** Facebook/CamperTeam ***