Twój sprzęt: Fiat Ducato Dethleffs 5980
Nazwa załogi: Kudłacze
Dołączyła: 30 Lip 2012 Piwa: 7/2 Skąd: Toruń
Wysłany: 2012-08-24, 21:35 Dzień 8 San Giovanni Rotondo
To był główny cel naszej podróży, cel najdalej położony – San Giovanni Rotondo – Święty Ojciec Pio. Udało się. Dzisiaj jest niedziela i jesteśmy właśnie w tym miejscu.
Do tego miejsca zrobiliśmy 2540 km
Prosto z parkingu idziemy za ludźmi, których przebywa z każdą chwilą coraz więcej. Wysiadają z autobusów, samochodów i idą na Mszę Św. niedzielną do kościoła w San Giovanni Rotondo
W kościele specjalne miejsce, konfesjonał gdzie spowiadał św. Ojciec Pio.
Na chórze wpatrujemy się w krzyż. Św.Ojciec Pio otrzymał stygmaty 20 września 1918 roku gdy modlił się przed krzyżem umieszczonym na tym chórze starego kościołka. Rany stygmatów pozostały otwarte i krwawiące przez pięćdziesiąt lat.
Docieramy także do celi św. O.Pio. Franciszkańska prostota, zdjęcia osób proszących o cuda.
Nocowaliśmy 5 minut drogi do św. Ojca Pio na płatnym parkingu z serwisem. Tuż obok parkingu jest Trattoria lo Chalet
ul. Viale Padre Pio, Namiary GPS 41.706834,15.697746
Ostatnio zmieniony przez Kudłata 2013-03-24, 18:01, w całości zmieniany 2 razy
Twój sprzęt: Fiat Ducato Dethleffs 5980
Nazwa załogi: Kudłacze
Dołączyła: 30 Lip 2012 Piwa: 7/2 Skąd: Toruń
Wysłany: 2012-08-24, 21:42 Dzień 9 Lido di Casalbordino, Monte Cassino
O ósmej rano wyjeżdżamy z San Giovanni Rotondo. Poranna toaleta campera – wylewanie, wlewanie wody i w drogę. Dzisiejszy cel to odpocząć nad morzem i dojechać do Monte Cassino.
Najpierw zatrzymujemy się gdzieś całkiem na dziko zjeżdżając nad morze w miejscu w pobliżu autostrady Adritica. Szybka kąpiel i dalej jazda. Gdzie to było ? Za miejscowością Marina di Petacciato. Wjechali inni, to i my wjechaliśmy.
Na dłuższy postój wybraliśmy się znowu do Lido di Casalbordino. A czemu nie ?
Kąpanie, obiadek, kawa i widoki.
Jeśli wjeżdżamy do Lido di Casalbordino, drogą w dól, skręcamy w prawo, wzdłuż linii morza. Najpierw jest plaża piaszczysta, komercyjna z barami, parasolami, deptakami. Dalej zaczyna się plaża camperowa – cisza, spokój, ale są kamienie. Co jednak do kamieni to mają niezwykłe kształty, kolory. Kilka z nich dociążyło nasz camperek. Dalej znowu są piaski.
O godzinie 19 docieramy do Monte Cassino. Wjeżdżając do góry trzeba kierować się na cmentarz polski, na rozdrożu zjazd w dół.
Do góry wjazd do klasztoru. Na pierwszy dużym parkingu nie warto parkować, lepiej dojechać pod sam cmentarz.
Namiary GPS na parking 41.489688, 13.822768
Warto pokonać tę drogę, żeby się tutaj zatrzymać.
Ruszamy na szukanie noclegu w gospodarstwie agroturystycznym. Odległość bliska tylko 5 km. Jednak nie udaje nam się tam dotrzeć. Droga zapiera nam dech swoją – ach te górki i zakręty. Przy nich wjazd na Monte Cassino to zabawa.
Znajdujemy nocleg, a właściwie to nocleg sam nas znajduje pod sanktuarium maryjnym S. Maria delle Indulgenze (santuario di Casalucense) i klasztorem Zgromadzenia Braci Franciszkanów Niepokalanej (Congregatio Fratrum Frnaciscanorum Immaculatae) w miejscowości Prepoie.
Okazuje się, że w klasztorze jest brat z Polski. Jakie my mamy szczęście. Jest pozwolenie, a więc możemy nocować.
Nocleg z widokiem z naszej góry na klasztor na górze Monte Cassino.
Twój sprzęt: Fiat Ducato Dethleffs 5980
Nazwa załogi: Kudłacze
Dołączyła: 30 Lip 2012 Piwa: 7/2 Skąd: Toruń
Wysłany: 2012-08-29, 20:28 Dzień 10
Rano rześkość powietrza i śpiew ptaków. Teraz dopiero widzimy w jak pięknym miejscu zaparkowaliśmy. Z okien naszego campera widok na klasztor na Monte Cassino.
Znajdujemy się na południowych zboczach góry Cifalco, na wzgórzu na zachód od miasta Fiumerapido Elia Sant ‚; na drodze Cassino-Atina-Sora , gdzie jest dostęp za pośrednictwem zjazdu z autostrady lub przechodząc przez wioski Olivella w miejscowości Prepoie.
Wypoczęci wstajemy o szóstej rano, poranne spacery na których znajdujemy pomarańcze, kaktusy i bambusy, jak również dziko rosnące figi. Pierwszy niewielki kościół, został wzniesiony tutaj w połowie XIX wieku przez benedyktynów z klasztoru św Michele Arcangelo Valleluce na ruinach starożytnej rzymskiej willi ust Gattola.
W czasie porannych spacerów znajdujemy pomarańcze ( oglądane zza płotu, nic nie zjedliśmy), kaktusy i bambusy.Jeden z nich po przymocowaniu zabraliśmy z sobą – na wędkę lub dla ozdoby. Stale nad tym myślimy.
O 9:20 wyruszamy w dalszą drogę na podbój Rzymu. Na parking dla camperów ( camperpark) położony w Ciampino docieramy o godzinie 12:00. ( www.rome-camper.com). Jemy obiadek i dzielimy się na grupy. Wojtek i Mikołaj czyli męska niestrudzona część rodziny jadą kolejką podmiejską, tylko cztery przystanki do stacji Rzym-Termini, zwiedzając Rzym. Przystanek kolejki tuż w pobliżu camperparku. A ja zostaję z kudłatymi na odpoczynek wśród zieleni.
Plan chłopaków był taki – wszędzie na nogach. I tak ze stacji Rzym Termini ruszyli do Koloseum, Forum Romanum aż do Bazyliki Św. Piotra, która niestety już była zamknięta. A więc wrócili znowu na pieszo do stacji początkowej – Rzym Termini.
W linii prostej jest to trasa 3,9 km w jedną stronę, według mapy to 48 min.
Jednak oni nieco krążyli.
Trasa piesza to – 6,5 km ( 1,22 minut bez zatrzymywania się). Po drodze można zobaczyć: Rzym Termini, Santa Maria Magiore, Koloseum, forum Romanum, Pałac Wenecki, Kapitol, Bazylika Św. Piotra.
Trasa piesza powrotna: Bazylika Św. Piotra, Piazza Navona, Panteon, Santa Maria Magiore, Rzym Termini – 4,9 km ( 1 godzina 3 min)
Piechurzy powrócili o godzinie 22. Na camperparku było już ciemno.
P1230127-K.JPG
Plik ściągnięto 8175 raz(y) 228,91 KB
Ostatnio zmieniony przez Kudłata 2012-11-17, 11:55, w całości zmieniany 1 raz
Twój sprzęt: Fiat Ducato Dethleffs 5980
Nazwa załogi: Kudłacze
Dołączyła: 30 Lip 2012 Piwa: 7/2 Skąd: Toruń
Wysłany: 2012-09-03, 12:33 Dzień 11
Rano biegamy po camperparku ( www.rome-camper.com). Bardzo polubiliśmy to miejsce, przyjazne psom. Dzisiaj Wojtek pozostał z collie, żeby się razem z nimi relaksować, w tym czasie pozostała część rodziny wyruszyła ponownie na podbój Rzymu.
Na dworcu Rzym Termini kupiliśmy bilety na autobus miejski, żeby skrócić sobie nieco drogę na Watykan. Najpierw jednak wyruszamy na pieszo do bazyliki Św. Jana na Lateranie. Trasa licząca około 2 km czyli ok. 23 minutki spaceru.
Bazylika św. Jana na Lateranie – katedra biskupa Rzymu, jedna z czterech bazylik większych.. Bazylika była częścią rezydencji kolejnych papieży od roku 313. Po przeniesieniu siedziby przez Benedykta XI do Perugii, a następnie (podczas pontyfikatu Klemensa V do Awinionu) Lateran został spalony (1308) i ograbiony]. Dlatego papież Grzegorz XI wracając z Awinionu przeniósł siedzibę na Watykan.
Bazylika przepiękna, poczynając od posadzki. Mnie zachwycił taki gołąbek.
Naprzeciw Bazyliki znajdują się Święte schody, liczące 28 stopni, po których można wchodzić tylko na kolanach. Zgodnie z legendą pochodzą one z pałacu Poncjusza Piłata. Jezus Chrystus miał po nich być prowadzony na sąd.
Scala Santa (wł. Święte Schody) –Schody te przywiezione zostały z Jerozolimy do Rzymu w r. 326 przez św. Helenę, matkę cesarza Konstantyna I. Znajdują się one w pochodzącym z XVI w. budynku, położonym naprzeciwko Bazyliki Św. Jana na Lateranie, wzniesionym w r. 1589 na polecenie papieża Sykstusa V. Prowadzą do kaplicy San Lorenzo, w której znajduje się acheiropoieton. Obecnie pokryte są drewnianą okładziną i wolno nimi wchodzić tylko na kolanach.
Przed bazyliką wynajdujemy przystanek autobusowy, na którym wsiadamy w autobus linii 81, aby dojechać do Watykanu. Obsługa kasownika sprawia nam niemałą trudność. Całe szczęście zostajemy wyręczeni przez pasażerów. Trochę włoskiej techniki i już człowiek potrzebuje pomocnej ręki. A było ich nawet więcej !
Droga autobusem jest bardzo widokowa. W czasie jazdy przygodnie poznany Włochy, dowiedziawszy się, że jesteśmy z Polski, po włosku objaśniał nam mijane zabytki, i rozumieliśmy.
Wysiadamy na przystanku końcowym tuż przy bazylice św. Piotra.
Najpierw stoimy w długiej kolejce chętnych do wejścia. Nasze torby przejeżdżają przez kamery niczym na lotnisku i możemy iść do bazyliki. W tłumie ludzi można się zagubić. Zwłaszcza, że są w nim zwykli oglądacze różnych narodowości i wyznań. Znajdujemy chwilę skupienia przy grobie naszego Papieża bł. Jana Pawła II, który jest z prawej strony bazyliki.
Mikołaj postanowił także wejść na kopułę bazyliki. Wejście kosztuje 7 euro.
Z góry Rzym wygląda inaczej.
Chociaż Rzym na każdym rogu potrafi zadziwiać. A co dopiero z góry. Ale włoskie miasta i miasteczka, już tak mają.
Po zjedzeniu obiadowej pizzy ruszamy do Muzeum Watykańskiego. Wejście ulgowe kosztuje 15 euro. A patrzenia i podziwiania najmniej na trzy godziny.
Wracamy na pieszo trasą wytyczoną przez zabytki od Bazyliki św. Piotra do Rzym Termini.
Do camperparku wracamy wieczorem. Wojtek zrelaksowany. Wyspał się, poczytał, pochodził z collie, my padamy ze zmęczenia. Ale co oczy widziały to nasze.
Twój sprzęt: Fiat Ducato Dethleffs 5980
Nazwa załogi: Kudłacze
Dołączyła: 30 Lip 2012 Piwa: 7/2 Skąd: Toruń
Wysłany: 2012-09-03, 13:30 Dzień 12
Szósta rano pobudka, aby zdążyć jeszcze raz do Rzymu. O godzinie 7:25 chłopaki wyjeżdżają kolejką miejską do Rzymu Termini, a stamtąd autobusem linii 81. Wojtek nie chciał odpuścić modlitwy przy grobie bł.Jana Pawła II.
Dalszy plan to zamek św. Anioła i pieszy powrotny spacer na stację Rzym-Termini. Spacery po Rzymie weszły nam w krew, a topografia miasta na tym odcinku poznana i utrwalona. Na camperparku o godzinie 13 jemy obiad, a o godzinie 15 wyruszamy w dalszą drogę.
Zamarzyło nam się nocować blisko tego miasta, nazywanego – miasto widmo, osuwające się wraz ze skałą, umierające, żeby jeszcze zdążyć je zobaczyć zanim całkiem spadnie. jednak nie było tak łatwo znaleźć tam nocleg. Alternatywa parking dla camperów niedaleko cmentarza. Byliśmy i zobaczyliśmy go stwierdzając, że to jeszcze nie dla nas. jednak muszę dodać, to wzmogło nasze poszukiwania.
Wreszcie udało! się! Nocleg został znaleziony 1 km przed Civita di Bagnoregio. Na tyle blisko, żeby dojechać tam rowerami.
Nocujemy w pięknym miejscu, w którym zaopatrujemy się także w lokalne produkty wyprodukowane u właściciela: wino i ser.
Widok tego sera, jego zapach i smak …co by tu nie napisać, miód w ustach. Nigdy wcześniej takiego nie jadłam…
Warto było nie poddawać się i nie parkować koło cmentarza. Zdecydowanie wolę oglądać oliwki, lawendę, kota przysiadłego na czerwonych cegłach. Determinacja została wynagrodzona. Tutaj też panuje spokój…
Twój sprzęt: Fiat Ducato Dethleffs 5980
Nazwa załogi: Kudłacze
Dołączyła: 30 Lip 2012 Piwa: 7/2 Skąd: Toruń
Wysłany: 2012-09-18, 13:53 Dzień 13
Ciężko nam wyjeżdżać z takiego miejsca jak Bagnoregio. Piękne widoki, miłe spanie w oliwkowo- lawendowym otoczeniu…Ale najtrudniejsza jest stale krążącą po głowie myśl – czy jeśli przyjedziemy tu ponownie, domy w Civita di Bagnoregio będą jeszcze stały ? Ile ich będzie? Czy miasto będzie jeszcze żyło ?
Pomimo pobudki o 6: 30, wyjeżdżamy stąd kierując się na Sienę dopiero o 9:30, dłużej już nie dało się przeciągnąć. Trafiamy się w same serce Toskanii, której widoki za oknem są niczym bajeczne malowidła uśmiechającego się słońca.
Dzisiaj wiedzieliśmy jedno – koniecznie musimy zobaczyć opactwo Sant’Antimo. ( www.antimo.it ), gdzie już w 352 roku w miejscu śmierci św. Antimo zbudowano małą kapliczkę. W roku 770 zlecono budowę klasztoru.
Parkujemy na bezpłatnym parkingu dla camperów namiary GPS- 42.995965,11.520039.
Stąd idziemy pieszo do opactwa ( GPS 42.999627,11.515634). Trasa 750 m, około 9 minut.
Samochody osobowe mogą dojechać pod same opactwo.
Obecnie klasztor jest pod opieką zakonników. Codziennie wspólnota zakonna gromadzi się w kościele, gdzie śpiewa chorały gregoriańskie w oryginale po łacinie.
W czasie naszej obecności mężczyzna stojący z tyłu kościoła grał na fagocie, wprawiając nas w niezwykły nastrój. Posłuchajcie na filmie.
Dalej- no co tu mówić, zachciało nam się lodów, zimnych lodów o smaku białego wina, szafranu. Podobno najlepszych na świecie. Zatrzymaliśmy się zatem w San Gimignano, Mieście Wież.
Nie było łatwo zaparkować. Przy wjeździe same płatne parkingi i tylko dla samochodów osobowych. Dla camperów oferowano nam tylko parkingi 5 km od San Gimignano. To byłoby zdecydowanie za duże poświecenie jak dla lodów. Szukaliśmy więc dalej. I trud się opłacił.
Znaleźliśmy bezpłatny parking przy Piazza della Pace, namiary GPS 43.469506,11.035531. Kierunek z San Gimignano na Certaldo.
Piesza trasa z tego parkingu do kościoła Santa Fina to trasa 1,4 km 18 minut.
Na parkingu, także inne camperki relaksowały się w cieniu. Zjedliśmy obiad i ruszyliśmy na kawę i lody.
Tak wygląda lodziarnia w zewnątrz. Polecam lody Santa Fina, z nutką szafranu, na część świętej zmarłej mającej 15 lat, mieszkającej w San Gimignano w latach 1238-1253, którą można spotkać tuż obok w kościele.
Ale San Gimignano to nie tylko lody, bo jeśli cała miejscowość jest uznana przez UNESCO za część Światowego Dziedzictwa Architektonicznego, to coś w tym jest. ( ww.sangimignano.com )
San Gimignano wznosi się na wzgórzu 334m wysokości. Miasteczko powstało w małej wiosce w III wieku p.n.e zbudowanej przez Etrusków. Historyczne zapisy o mieście rozpoczynają się w 929 roku, kiedy to przyjęto nazwę biskupa św Geminianus.
San Gimignano jest nazywane średniowiecznym Manhatanem ze względu na wieże. Kiedyś było ich 72, pozostało do dziś tylko 14 ( lub 16 zaliczając dzwonnicę Kolegiaty i Case Torre) . Najstarsza Torre Rognosa ma 51 m, największa Torre Del Podesta ( Torre Grossa) ma 54m. Takiego spaceru wśród wież nie da się zapomnieć.
San Gimignano to rejon wyśmienitych win. To tutaj można kupić wino Brunello. My zaopatrujemy się w czerwone wino sfuso tuz za San Gimignano w drodze do Pogibonsi.
Wyruszamy na nocleg tuż za Bolonią. Miejsce cudowne. Zaopatrujemy się tutaj w świeże arbuzy, domowe jogurty, owoce i musujące czerwone wino, będzie w sam raz na urodziny. Psy szaleją na trawie, a my na łonie natury odpoczywamy przed dalsza drogą.
Twój sprzęt: Fiat Talento Hymercamp
Nazwa załogi: Kucyki Pomógł: 16 razy Dołączył: 06 Lis 2007 Piwa: 1610/2356 Skąd: Otwock
Wysłany: 2012-11-08, 15:07
Kudłata, zachwyciłaś mnie tą relacją. Dziękuję za ogromny wkład pracy, piękne zdjęcia, pogodny nastrój i coś takiego nieuchwytnego, co dodawało tej relacji wybornego smaczku. Może sprawiły to te trzy kudłate ślicznoty? Może to Wy emanujecie ciepełkiem przywiezionym z Italii? Nie wiem.
Stawiam piwko z nadzieją, że może w roku przyszłym los pozwoli nam się poznać.
_________________ W życiu najlepiej jest, gdy jest nam dobrze i źle. Kiedy jest tylko dobrze - to niedobrze. Ks. Jan Twardowski.
Twój sprzęt: Fiat Ducato Dethleffs 5980
Nazwa załogi: Kudłacze
Dołączyła: 30 Lip 2012 Piwa: 7/2 Skąd: Toruń
Wysłany: 2012-11-09, 20:21
Dziękuję. w ten listopadowy dzień zrobiło się cieplej. I piwko i kości
Tadeusz : my też lubimy ks. Twardowskiego, znasz ten fragment o psie ?
Popatrz na psa uwiązanego przed sklepem
o swym panu myśli
i rwie się do niego
na dwóch łapach czeka
pan dla niego podwórzem łąką lasem domem
oczami za nim biegnie
i tęskni ogonem
pocałuj go w łapę
bo uczy jak na Boga czekać
a myśmy je wzięli z sobą , żeby nie czekały i aby nam nie było tęskno...
Nomad- dzięki za kości, ucieszyły się
buba - masz fajnego awatarka
Twój sprzęt: Fiat Talento Hymercamp
Nazwa załogi: Kucyki Pomógł: 16 razy Dołączył: 06 Lis 2007 Piwa: 1610/2356 Skąd: Otwock
Wysłany: 2012-11-09, 20:48
Kudłata napisał/a:
Tadeusz : my też lubimy ks. Twardowskiego, znasz ten fragment o psie ?
Tak, znam prawie całą poezję ks. Twardowskiego.
Bez psów nie umiemy żyć. Zawsze je mieliśmy. Podróżują z nami po świecie, a najchętniej żeglują.
Oto nasze grzywacze chińskie - Holka (4 lata) i Dolly (12 lat) w kokpicie naszego jachtu.
Pozdrawiam.
Holka i Dolly.jpg
Plik ściągnięto 7579 raz(y) 143,51 KB
_________________ W życiu najlepiej jest, gdy jest nam dobrze i źle. Kiedy jest tylko dobrze - to niedobrze. Ks. Jan Twardowski.
Twój sprzęt: Burstner Viseo 690i
Nazwa załogi: NICKT Pomógł: 3 razy Dołączył: 13 Gru 2010 Piwa: 83/78 Skąd: świętokrzyskie
Wysłany: 2013-05-30, 15:42
Nie wiem czy już wstawiałem piwko za świetną relację, więc stawiam
Czytałem ja po raz kolejny relację, gdyż właśnie wpłaciłem na konto Fattore Amico 35 euro i wysłałem pocztą deklarację. Mam nadzieję, że przed lipcem otrzymam dokumenty, by częściowo jechać Waszymi śladami.
Plan jest taki by objechać Włochy dookoła - jak najwięcej wybrzeżem. Zobaczymy co z tego wyniknie. Założenie jest takie, ale trasa to będzie spontan. Liczę na noclegi przeważnie w gospodarstwach Fattore Amico, a po powrocie oczywiście opiszę jak było.
Pozdrawiam serdecznie. Jeśli macie jeszcze jakieś wskazówki to chętnie skorzystam
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum