Klub miłośników turystyki kamperowej - CamperTeam
FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum  Chat  DownloadDownload

Poprzedni temat «» Następny temat
KodiTeam - Włochy'2015
Autor Wiadomość
kodi 
weteran

Nazwa załogi: kodin@poczta.onet.pl
Pomógł: 3 razy
Dołączył: 02 Lis 2011
Piwa: 35/9
Skąd: Miszewko, k. 3city
Wysłany: 2015-08-12, 06:32   

Załoga G - powiem krótko, wielka szkoda że się nie zgraliśmy. Podobieństw jest tyle że aż mało prawdopodobne. :shock:

Co do Twojej relacji, to niby te same miejsca, ale każda przygoda jest inna. Myślę, że powinieneś to opisać, pod kątem własnych emocji i przezyć, a także z praktycznego punktu widzenia, co gdzie i za ile.

Co do palca to wiem o czym mówisz. W 2014r. na pile stołowej obciąłem sobie kawałek kciuka a wskazujący był w dramatycznym stanie i nie rokował, ale dzięki Bogu jest cały tylko lekko wykrzywiony. Współczuję, tym bardziej, że to na wakacjach. Nie takich emocji oczekujemy.

Santa - dziękuję za piwko. Masz racje, całe życie uczymy się pokory. Niekiedy przychodzi to łatwo, a nieraz znacznie trudniej. Wtedy byłem rozgoryczony strasznie. Teraz już mi przeszło. Dziękuję Stwórcy, że mogłem szczęśliwie zobaczyć aż tyle. To i tak wielki dar.
Żyję nadzieją, że kiedyś o innej porze roku będzie mi dane dokończyć tę trasę i raz jeszcze wstąpić do Manoppello.

ps. Santa mam zablokowaną możliwość wysyłania prywatnych wiadomości i nie mam możliwości Ci odpisać - namiary na mnie kodin@poczta.onet.pl

Pozdrawiam serdecznie
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
kodi 
weteran

Nazwa załogi: kodin@poczta.onet.pl
Pomógł: 3 razy
Dołączył: 02 Lis 2011
Piwa: 35/9
Skąd: Miszewko, k. 3city
Wysłany: 2015-08-12, 07:36   

8.07.2015 /środa/

To była słaba noc. Chyba pierwsza gdzie tak trudno było zasnąć. Gorąco. Człowiek cały się klei, do tego świadomość, że za moment już nas tu nie będzie. Cała ta środa to była lekka porażka. Jutro w czwartek jedziemy do domu. A gdzie Pomezja (dzięki Santa), a gdzie Rzym, Asyż, Orwieto, Florencja czy Padwa. O Monte Cassino już nie wspomnę. Mieliśmy je na wyciągnięcie ręki - jakieś 50km w góry. Czy można być bliżej?

Beata ma dosyć tak wysokich temperatur. Ze mnie szczerze mówiąc już uszło powietrze. Nie potrafiłem się cieszyć pobytem nad morzem.

Tak więc środa upłynęła pod znakiem smutku, rozgoryczenia czy po prostu takiej złości.Tego dnia pochodziłem troszkę po okolicy. Znalazłem jeszcze jeden kamperpark, ale ceny identyczne jak na naszym. Też po 25euro/dobę. Chciałem znaleźć jakiś sklep, ale próżne były moje poszukiwania. Dobrze, że mieliśmy wodę i pieczywo.

Jeszcze przed wyjazdem zgadałem się z Toscanerem, że spotkamy się gdzieś na trasie. Doskonale znał mój harmonogram i przy najbardziej dogodnej okazji nasze drogi miały się skrzyżować.
Jako, że nasz plan uległ całkowitej zmianie, biorę za telefon by napisać sms w stylu - sorry, ale się nie spotkamy, bo jest całkowita zmiana planów i wracamy do kraju. Kiedy miałem to zrobić, dzwoni tel. Patrzę dzwoni Toscaner. Odbieram zrezygnowany i mówię co i jak, że jest kicha straszna. Toscaner trzeźwo pyta którędy wracamy. Mówię, że już się nie patyczkujemy i wskakujemy na autostradę. Do Rzymu co prawda pociągniemy krajówką a potem autostradą na Florencję, Padwę, Wenecję i dalej na północ.

Mówi, że nie wszystko stracone, że ma plan. Będzie miło i przyjemnie. Tzn. znajdzie taką miejscówkę na naszej trasie, że nie będziemy musieli daleko odbijać a co ważne temperatura będzie znacząco niższa. Słowa dotrzymał. Zadzwonił raz jeszcze i zakomunikował, że spotkamy się w miejscowości oddalonej od Florencji o jakieś 40km, ale przy autostradzie - Castiglione dei Pepoli. Jakiej pytam. Trudniej nie można? :szeroki_usmiech Literuje i jakoś się udaje. Zatem jesteśmy umówieni. Oznajmiamy, że startujemy skoro świt, tak by nie jechać w największym upale. Mamy ambitny plan. Bo musimy wcześnie wstać. Przed nami około 450km drogi i na miejscu mamy być ok. 11.00.
Wieczorkiem po kolacji już się pakujemy, tak by skoro świt szybko wystartować.

P1018057.jpg
Zły, rozgoryczony, smutny. Emocje wypisane na twarzy.
Plik ściągnięto 59 raz(y) 100,96 KB

P1018065.jpg
Nasza plaża. Pod tym mostem spali murzyni, którzy oferowali różności na plaży. Tragedia.
Plik ściągnięto 57 raz(y) 177,06 KB

P1018068.jpg
Plaża, kamperpark i góra.
Plik ściągnięto 57 raz(y) 224,28 KB

P1018076.jpg
O i jest Iveco - tam w tyle.
Plik ściągnięto 65 raz(y) 229,13 KB

Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
kodi 
weteran

Nazwa załogi: kodin@poczta.onet.pl
Pomógł: 3 razy
Dołączył: 02 Lis 2011
Piwa: 35/9
Skąd: Miszewko, k. 3city
Wysłany: 2015-08-13, 06:54   

9.07.2015 /czwartek/

Wstajemy wcześnie rano. Dokładnie chwilę po 5.00 a przed 6.00 już nas nie ma na kempingu. Wszyscy śpią w najlepsze. Córka również. My odsuwamy bramę i cicho ją zamykamy. Jest przyjemnie, ale to kwestia czasu kiedy będzie cieplej. Kierujemy się na Rzym. Jedziemy na mapę, bo ten GPS już mnie tak denerwuje, że szkoda gadać. Miałem go ochotę nie raz wyrzucić przez okno.

Mamy jechać trasą SS148, ale jak to zwykle bywa (nie wiem kiedy to przeoczyliśmy) pojechaliśmy trasą SS7. Niby nic wielkiego, ale tamta miała być szybsza, przynajmniej tak to wynikało z mapy.
Kiedy się kapnęliśmy, że źle jedziemy było już za późno, więc szybka decyzja wbijamy się na autostradę i tniemy na Rzym a potem Florencję.
Autostrada to inna bajka. Tutaj połyka się kilometry szybko. Teraz tak myślę, że w tych upałach należało kilka razy z nich skorzystać. Czy coś by to zmieniło? Trudno powiedzieć. Na pewno by nie zaszkodziło a i może zmęczenie materiału było by mniejsze. Tak czy inaczej kilometry lecą jak szalone, podobnie jak wskazówka poziomu paliwa.
Córka się budzi, mijamy Rzym. Szkoda mi, że widzę go tylko z oddali. W Rzymie mieliśmy być na „polskim kamperparku”. Miał być Watykan w niedzielę, ach lepiej do tego nie wracać.

Następnie mówię do żony, zobacz tam na górce jest Orwieto a po prawej stronie musi być Asyż. Smutno trochę.

Przed 11.00 jesteśmy na wysokości Florencji. Zaduch potworny. Wnioskuję, że jest położona w lekkim dołku, a to potęguję odczuwalną temperaturę. 35 stopni musi być bez gadania a może i więcej, bo otwarte okna nic nie dają. Po ok. 40km mamy zjazd na Castiglione dei Pepoli. Za 350km odcinek płacimy 25euro.
Następnie krętymi drużkami pniemy się do góry. Po chwili jesteśmy już w małej, ale sympatycznej miejscowości. Zatrzymujemy się na parkingu i czekamy na Toscanera z Magdą.
Wysiadamy z auta i jakieś nasze zdziwienie, gdy temp. oscyluje w granicach 25-27 stopni. Do tego zaczyna delikatnie siąpić deszczyk. Nie zaznaliśmy tego uczucia przez blisko 2 tygodnie.

Już wyciągam tel. by napisać, że jesteśmy na parkingu, aż tu zajeżdża znajomy złomek. Fajne jest to uczucie, kiedy nie widziałeś człowieka i nie wiesz jak wygląda a masz w głowie jakieś wyobrażenie.
Witamy się serdecznie z Robertem, Magdą i fikuśnym psiakiem Dizlem. Rozprawiamy na środku drogi, prawie tamując ruch. Musimy się opamiętać.
Pytamy się o sklep, bo mamy potrzebę zakupów, tych bieżących, ale chcemy kupić co nieco do Polski. To jest ostatni moment, bo jak wpadniemy na autostradę to już koniec.

Jedziemy do sklepu, Magda pomaga w zakupach – w końcu zna tutejszy rynek i wie co warto i co się opłaca.
Po zakupach jedziemy na wcześniej upatrzoną przez Toscanera miejscóweczkę. Nie powiem – ma nos do tego typu miejsc. Miejscóweczka bajeczna. Jest prąd (darmowy) aczkolwiek nie sprawdzaliśmy, jest woda pitna, jest zbiornik wodny, jest lasek i jest malutki kościółek (kaplica) i mała kapliczka Św. Rity od spraw beznadziejnych.
Na parkingu rozstawiamy stoliki i krzesełka i oddajemy się gadułom.
Magda przygotowuje fantastyczne risotto. Beata idziemy się zdrzemnąć. Nadia bawi się z Dizlem a my kosztujemy moich wyrobów. Toscaner mówi, że wódeczki nie pił chyba z 15 lat, ale długo namawiać go nie musiałem.
Po tych trunkach apetyt nas dopadł. Dobrze, że Magda była już gotowa. Zuch dziewczyna. Ugotowało, dużo i smacznie. Był to pierwszy normalny posiłek Beaty od czasu Rawenny, kiedy miała potworne problemy zdrowotne.
Jakby tego było mało, Magda mówi, że zrobi ciasto. Pytam jak w kamperze, bez piekarnika itd. Spoko, spoko. Mamy poziomki i jagody zebrane z lasu i będzie to ciasto na zimno. Imponujące. Ja bym na to nie wpadł. Jestem mało skomplikowany. Kiełbasa i musztarda.

Gaduł nie było końca. Obejrzałem kamperka Toscanera. Jestem pod wrażeniem jego pomysłowości. Ja przy Iveco to nie walczyłem o każdy centymetr. Mało tego byłem bardzo rozrzutny. Toscaner zawalczył i ma takie rozwiązania, o których bym nie pomyślał a co dopiero zrobił.

Późnym popołudniem zagaiłem, że mam problem z przetwornicą. Prądu z solara mam sporo, ale nie mogę go wykorzystać, bo przetwornica po włączeniu buntuje się. Wywaliłem wszystko z bagażnika. Nurkujemy. Toscaner chwyta przewody łączące akumulator z przetwornicą i już wie. Jeden z przewodów jest mówiąc delikatnie nadwyrężony (częściowo złamany) i nie ma pełnego styku. W życiu bym na to nie wpadł. Wszystko fabrycznie zaizolowane a tu taki babol. Odwijamy izolacje i faktycznie jest to czego Toscaner się spodziewał. Obrabiamy kabel na nowo i wszystko gra i buczy. Dzięki Robert.

Wieczór kończymy grillem i ok. 23.00 idziemy lulu. W kamperku jest ok. 22-23 stopni czyli optymalnie. Jutro mamy monotonny dzień, bo wskakujemy na autostradę i tniemy aż do Polski. Plan ambitny a czy do zrealizowania. Jutro się dowiecie.

Ps. W tym miejscu chciałbym bardzo pozdrowić ekipę ze złomka. Od nas mogę powiedzieć, że wyobrażenie na podstawie znajomości internetowej, tylko potwierdziło moje przypuszczenie, że są to fantastyczni ludzie. Cieszę się, że ich spotkaliśmy, bo mało brakowało że do spotkania by w ogóle nie doszło. Trzymajcie się ciepło i powodzenia na północy.

Nocleg: Castiglione dei Pepoli (44.127914, 11.112881)

P1018082.jpg
Pyszne risotto Magdy. Czapki z głów.
Plik ściągnięto 59 raz(y) 85,12 KB

P1018086.jpg
A ciasto z poziomkami i jagodami - bajka.
Plik ściągnięto 50 raz(y) 101,83 KB

P1018090.jpg
Bardzo przyjemna miejscówka nad jeziorkiem.
Plik ściągnięto 86 raz(y) 192,04 KB

P1018095.jpg
Słońce daje. W tle mały kościólek.
Plik ściągnięto 68 raz(y) 187,44 KB

P1018097.jpg
Kapliczka Św. Rity.
Plik ściągnięto 51 raz(y) 228,83 KB

Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
Załoga G 
stary wyga

Twój sprzęt: Trafic Grand Passenger
Nazwa załogi: Załoga"G"
Pomógł: 1 raz
Dołączył: 01 Lis 2010
Piwa: 20/3
Skąd: Lubliniec
Wysłany: 2015-08-13, 10:52   

Różnie ludzie znoszą temperatury, my akurat nie zauważyliśmy upałów, ale mam też znajomego co z Włoch uciekał bo było za gorąco. Tak sobie teoretyzuje czy w takich wypadkach można by szukać chłodniejszych miejsc przy górskich jeziorkach. Według internetu dziś nad jeziorem Garda od strony Riva del Garda jest 24 stopnie a na drugim końcu 33, czy to tak dziś czy zawsze to nie wiem, ale chyba im wyżej tym chłodniej.
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
kodi 
weteran

Nazwa załogi: kodin@poczta.onet.pl
Pomógł: 3 razy
Dołączył: 02 Lis 2011
Piwa: 35/9
Skąd: Miszewko, k. 3city
Wysłany: 2015-08-13, 11:51   

To prawda. My z córką dawaliśmy radę, ale żona już niestety nie.
Prawdą jest też, że we Włoszech są chłodniejsze miejsca, tylko, że jak masz plan by zobaczyć to i owo, to szkoda odbijać gdzieś z trasy. Jest to dla nas doświadczenie z którego wyciągam następujące wnioski:
1. potrzebuję auta z klimatyzacją,
2. Włochy najlepiej na wiosnę albo jesień.
3. Niekiedy dla zdrowia warto pojechać autostradą.

Pozdr
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
toscaner 
Kombatant
vanlife na pełny etat www.toscaner.com


Twój sprzęt: ToscaVan - Black Panther
Nazwa załogi: Toscaner
Pomógł: 15 razy
Dołączył: 03 Lis 2013
Piwa: 243/264
Skąd: Honolulu, Prypeć
Wysłany: 2015-08-13, 12:00   

My mamy tak samo. Nie znosimy upałów. Te wszystkie lata w IT to w domach i zawsze klimatyzacja 24h/dobę. Ten rok pierwszy raz w kamperze i miało nas już nie być tu w czerwcu. No ale wyszło kilka spotkań z CT i nie tylko, więc wyjazd nam się przedłużył. Pod tym względem to był błąd. Ratowaliśmy się właśnie siedzeniem w górach, to Amiata, to Apeniny, teraz Alpy. Planowaliśmy teraz być nad Gardą, ale dojazd z Wenecji i po drodze zeszło jeszcze parę godzin, bo kupiłem nowe opony i upał nas dobił. A po drodze +42C do +44C. Musieliśmy z M. aż pojechać do szpitala. M. znowu dostała opie.. od lekarza. Po drodze jeszcze ze 2x wypad do sklepów z klimatyzacją i decyzja, odpuszczamy Gardę. Mam nadzieję, że załoga z którą mieliśmy się tam spotkać rozumie, że w takim wypadku ze zdrowiem nie ma co ryzykować.
Przegląd map pogodowych i góry, jest kilka miejsc z temperaturami po 11-15C w nocy i 22-27C w dzień.
Nie dojechaliśmy do wybranego punktu, bo po drodze super miejscówka na wys. prawie 1800m.n.p.m. temp. na zewn. 19C i oczywiście zostajemy. :)
W nocy 11C. Oby do soboty, bo ma być załamanie pogody, wtedy zjeżdżamy z gór i może Francja albo Austria. :)
Zależy gdzie będzie chłodniej.
_________________
Kopalnia wiedzy:
Blog: Toscaner.com
TikTok: Toscaner 2.0
Youtube: Toscaner Vanlife
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
BaWa 
weteran


Nazwa załogi: JaroW
Pomogła: 2 razy
Dołączyła: 31 Paź 2008
Piwa: 36/62
Skąd: z kamperlandii
Wysłany: 2015-08-13, 12:41   

kodi napisał/a:

2. Włochy najlepiej na wiosnę albo jesień.



No właśnie proszę o radę czy lepiej maj czy wrzesień coby urlop na przyszły rok zaplanować :szeroki_usmiech
_________________
Nie zawsze chce mi się gadać. A jak już mi się nie chce,to zwykle nie odzywam się,dopóki czegoś nie powiem.- P.Coelho
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
toscaner 
Kombatant
vanlife na pełny etat www.toscaner.com


Twój sprzęt: ToscaVan - Black Panther
Nazwa załogi: Toscaner
Pomógł: 15 razy
Dołączył: 03 Lis 2013
Piwa: 243/264
Skąd: Honolulu, Prypeć
Wysłany: 2015-08-13, 12:59   

Ja polecam wiosnę. Pogodowo podobnie jak jesień, ale wiosną przyroda piękna, kolorowa, a jesienią po upalnym lecie potrafi nadal być wszystko wypalone. Generalnie zależy od regionu i tego co chce się zobaczyć. Jak zabytki w dużych miastach, to pora roku ma niewielkie znaczenie. Jak przyrodę, to wiosna. To samo morze, wiosna albo jesień ciepłe i brak tłumów. Latem i zimą polecam góry.
W tym roku to morze powinno być ciepłe jeszcze do października, bo we Włoszech alarmują, że upały największe od 30 lat.
A jak ktoś daje radę do Bałtyku latem, to tu spokojnie bo w listopadzie woda może być jeszcze cieplejsza. :bigok

Oczywiście poza sezonem, jak ktoś się nastawia na kempingi, to nieraz pocałuje klamki. Dlatego zachodnia Europa korzysta z rozbudowanej sieci darmowych kamper parkingów. We Włoszech np. jest tego ok. 2000 punktów, we Francji pod 3000.
_________________
Kopalnia wiedzy:
Blog: Toscaner.com
TikTok: Toscaner 2.0
Youtube: Toscaner Vanlife
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
BaWa 
weteran


Nazwa załogi: JaroW
Pomogła: 2 razy
Dołączyła: 31 Paź 2008
Piwa: 36/62
Skąd: z kamperlandii
Wysłany: 2015-08-13, 14:22   

Dzięki za podpowiedź :ok My tylko na dziko :diabelski_usmiech :diabelski_usmiech
_________________
Nie zawsze chce mi się gadać. A jak już mi się nie chce,to zwykle nie odzywam się,dopóki czegoś nie powiem.- P.Coelho
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
kodi 
weteran

Nazwa załogi: kodin@poczta.onet.pl
Pomógł: 3 razy
Dołączył: 02 Lis 2011
Piwa: 35/9
Skąd: Miszewko, k. 3city
Wysłany: 2015-08-14, 07:45   

10.07.2015 /piątek/

Spało się wyśmienicie, choć miałem wrażenie że coś wisi w powietrzu. Mało tego przebudziłem się i wydawało mi się, że ktoś usiadł w moich nogach (stopach). Takie miałem wrażenie. Mówię to rano Beacie i ona również miała nieodparte wrażenie jakby ktoś był w kamperze, oprócz nas oczywiście.

Chcieliśmy wyjechać wcześnie rano, ale wyjechaliśmy stosunkowo późno bo przed 9.00.
Pożegnaliśmy się z Robertem i Magdą. Namawiali nas byśmy jeszcze zostali i gdyby nie fakt, iż wcześniej umówieni byliśmy z Jankiem i Agatą to kto wie.

Tak czy inaczej ruszamy do Polski i to są ostatnie chwile we Włoszech. Wpadamy na autostradę i tniemy do granicy na Padwę, Wenecję, Udine a potem do Tarvisio. Za blisko 450km autostrady płacimy 35euro.

Nie pamiętam o której mijamy granicę z Austrią, ale poszło sprawnie. Przed nami jednak góry i całe szczęście że jedziemy autostradą. Tunele to dobra rzecz. Tankujemy po raz kolejny na tej samej stacji co tankowaliśmy jadąc do Włoch. Cena też ta sama 1,136 za litr. Pora obiadowa chwyta nas w Austrii. Chyba gdzieś w okolicach Grazu. Patrzymy a tu wyłania się Ikea. Szybciutko zjeżdżamy, jemy posiłek i wpadamy na wyprzedaże. Wszystko góra w 40min.

Potem tniemy już prosto do Polski.
Jedyny minus trasy, którą jedziemy jest stosunkowo krótki odcinek na północy Austrii. Nie jest to autostrada, tylko zwykła droga do tego ze światłami. Tam tracimy kilkadziesiąt minut.

Granicę z Czechami pokonujemy ok. 20.00. Nie tak od razu bo mamy kontrolę graniczną. Pyta ile osób – 3. Prosi by wszyscy wyszli i okazali dokumenty. Pyta się gdzie jedziemy? Jak to gdzie do Polski. A skąd – z Włoch, odpowiadam. Coś mu nie gra więc powtarza skąd? W końcu dogadaliśmy się, że chodzi mu o cel podróży - wakacje. Wsadza jeszcze głowę do kampera, patrzy na ten typowy burdel i dziękuje, życząc szerokiej drogi.

Jak przekroczyliśmy Alpy, temperatura była już zgoła odmienna. Jadąc dalej na północ, robiło się i ciemniej i chłodniej. Ok. 23.00 Witamy się z Polską. Szukamy tylko jeszcze stacji, gdzie by tu przenocować. Znajdujemy przy autostradzie, chyba BP. Stajemy koło kamperka z Austrii. Oni już śpią w najlepsze. Beata ma już dosyć. Idzie spać. Nadia śpi już od dobrych 2 godzin. Ja również jestem już zmęczony, ale lecę jeszcze na stację po 1 piwko. Zasłużyłem. Około 1100km przejechane. Delektuję się browarkiem, załączam TV – polskie wiadomości i zasypiam.

P1018094.jpg
Piątkowy poranek. Jezioro Lago del Brasimone
Plik ściągnięto 49 raz(y) 210,35 KB

P1018099.jpg
Zrzut wody szarej na stacji przy autostradzie.
Plik ściągnięto 62 raz(y) 126,59 KB

P1018106.jpg
Przed nami Alpy.
Plik ściągnięto 70 raz(y) 123,1 KB

P1018127.jpg
O tutaj też Alpy. Potęga.
Plik ściągnięto 63 raz(y) 227,15 KB

P1018130.jpg
Dobrze, że są mosty i tunele.
Plik ściągnięto 63 raz(y) 162,71 KB

P1018138.jpg
Austria, jezioro Wörthersee.
Plik ściągnięto 56 raz(y) 138,02 KB

Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
Wyświetl szczegóły
kodi 
weteran

Nazwa załogi: kodin@poczta.onet.pl
Pomógł: 3 razy
Dołączył: 02 Lis 2011
Piwa: 35/9
Skąd: Miszewko, k. 3city
Wysłany: 2015-08-18, 08:12   

11.07.2015 /sobota/

Długo nie pospaliśmy. Po piątej podjechał jakiś autobus wycieczkowy z dzieciakami. Gdzieś obok stoi TIR i nic by nie było, gdyby nie załączone silniki i gwar dzieci. Czy oni nie wiedzą, że tu ludzie śpią? :lol:

No nic, już po spaniu. Nie ma co przedłużać. Beata też już na nogach, więc szybka decyzja – spadamy stąd. Przynajmniej będziemy szybciej w Warszawie.

Nadia oczywiście śpi. Jej to nic nie przeszkadza. Pozazdrościć. Kierujemy się na Warszawę, a że po drodze mamy Częstochowę to grzech nie wstąpić na Jasną Górę. Dobrze się składa, bo będąc na pielgrzymce w kwietniu byliśmy bez Nadii. Teraz jest okazja by zobaczyło to na żywo.

O 8.00 jesteśmy już na parkingu w Częstochowie. Budzimy Nadię, jemy śniadanko i zakładamy odpowiednie odzienie.

Dzisiaj bez problemu dostajemy się pod obraz. Trafiamy na mszę trydencką. To też fajne przeżycie i doświadczenie. Obchodzimy cała Jasną Górę i w okolicach 10.00 kierujemy się na Warszawę.

Do stolicy wpadamy około 12.00, a że musimy przejechać ją w poprzek, to u Agaty i Janka meldujemy się o 13.00.
Agata wita nas pysznym obiadem. A jakże dwa dania na bogato. Grzybowa i schabowy z ziemniaczkami. Porządna polska kuchnia.

Do końca dnia mało co już robimy, tylko Beata się zawzięła i zrobiła pranie oraz wysprzątała Iveco.

Wieczorkiem ustalamy plan na jutro (tzn. niedzielę), że wspólnie jedziemy na Suwalszczyznę.

Dzień kończymy pokazem naszych zdjęć, których było tak dużo i były tak pasjonujące, że Janek usnął. :haha:

Nocleg: U Ami w Warszawie.


12.07.2015 (niedziela)
Rano przy śniadanku dopracowujemy trasę. Proponuję byśmy będąc na Suwalszczyźnie zahaczyli o Litwę a konkretnie Druskienniki. Miło je wspominamy z 2012r. Dodatkowo Janek zabrał wnuczkę a my mamy Nadię, więc wypasiony aquapark to będzie strzał w dziesiątkę.
Po 12.00 ruszamy w kierunku Augustowa. Po drodze jakieś zakupy, jakaś kawa i wczesnym popołudniem jesteśmy w okolicy Augustowa. I tutaj zaczyna się nasz mały dramat. Gdzie tu znaleźć jakąś fajną miejscówkę. Nie przygotowaliśmy się, bo uznaliśmy że będziemy improwizować.

Pogoda zaczęła się psuć. Zrobiło się deszczowo i nieprzyjemnie. Z naszych improwizacji wyszło tyle, że przez pomyłkę pojechaliśmy kilkanaście kilometrów w stronę Białorusi drogą 664, gdzie nie było dosłownie nic. Ja miałem już niezłego stracha, bo miałem głęboką rezerwę i bałem się że Janek będzie musiał mnie holować. Nie pozostało nam nic innego jak wrócić do punktu wyjścia. Tankuję konkretnie. W baku miałem pewnie może ze 2 litry paliwa. A może mniej?

Następnie pojechaliśmy na Sejny, by znaleźć coś przy jeziorze Serwy. Zrobiliśmy kółeczko i też kicha. Jakieś tam dziwne pola namiotowe, ale obawialiśmy się, że jak wiedziemy to już ciężko będzie wyjechać.

Ostatecznie stwierdzamy, że jedziemy do Wigier. Tam musi coś być. GPS jak to zwykle bywa wybiera sobie tylko znane drogi. I tak było i tym razem. Droga potworna. Wytrzęsło nas niemiłosiernie. Plomby w zębach wypadały a butelki z piwem otwierały się same. :)
Przed 18.00 wjechaliśmy do Wigier i w końcu stanęliśmy na fajnym parkingu obok klasztoru.
Dziewczyny nerwowe po tej naszej improwizacji, zaś ekipa męska to siła spokoju – entliczek, pentliczek czerwony stoliczek, krzesełko i browarek. :haha:

Jak się okazało to taki niby parking, niby camping, z tym że bez żadnej infrastruktury a i z prądem ciężko. Ostatecznie się znalazł, ale my z niego rezygnujemy. Po kilkunastu minutach podeszło do nas małżeństwo które dzierżawią ten plac i oznajmiają, że za postój trzeba zapłacić. Byliśmy już na tyle wymęczeni podróżą a dodatkowo właściciele okazali się na tyle miłymi osobami, że oprócz zapłaty (40zł od kamper – w sumie drogo), dostali od nas darmową informację jak mają przygotować camping pod kampery i przyczepy oraz co mają zrobić by to zaczęło hulać. Czy skorzystają – zobaczymy? Jedno jest pewne na ten moment mieli wiedzą dość nikłą.

Wieczorkiem robimy sobie grilla a pogoda jest na tyle znośna, że spokojnie możemy sobie posiedzieć pod markizą.

Nocleg: Wigry 54.068898, 23.090738

10500583_1032004496823742_5.jpg
Tutaj jeszcze w Warszawie. Nasza ekipa na wyjazd.
Plik ściągnięto 57 raz(y) 114,53 KB

P1018142.jpg
A w tle klasztor pokamedulski.
Plik ściągnięto 66 raz(y) 162,2 KB

P1018144.jpg
Wigry. Niby taki camping niby parking?
Plik ściągnięto 68 raz(y) 240,15 KB

P1018156.jpg
Plik ściągnięto 71 raz(y) 232,21 KB

Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
kodi 
weteran

Nazwa załogi: kodin@poczta.onet.pl
Pomógł: 3 razy
Dołączył: 02 Lis 2011
Piwa: 35/9
Skąd: Miszewko, k. 3city
Wysłany: 2015-08-19, 07:56   

13.07.2015 /poniedziałek/

Rano, po śniadanku pojechaliśmy dosłownie z 300m na parking przed klasztorem. Tego dnia rozkładał się jakiś kiermasz, ale z rana było jeszcze pusto. Nabyliśmy bilety na zwiedzanie konkretnych miejsc w klasztorze np. takich jak wejście na wieżę, czy obejrzenie apartamentów papieskich, bo w tym miejscu należy wspomnieć, iż kiedyś przyjechał tu specjalnie Jan Paweł II i w tym klasztorze przez moment mieszkał.

Obeszliśmy całość stosunkowo szybko, porobiliśmy jak zwykle sporo zdjęć i obraliśmy kierunek Litwa a konkretnie Druskienniki. Pogoda zgoła odmienna niż ta we Włoszech. Jest dość chłodno i do tego pada. Nic tu po nas, może na Litwie będzie przyjaźnie.

Kierujemy się na Sejny by w Ogrodnikach minąć granicę. W Sejnach robimy jeszcze krótki postój. Janek wymienia złotówki na euruchy, robimy drobne zakupy i w drogę prościutko do Druskiennik.

Jak się okazało prościutko to nie było. Główna droga w remoncie a objazd wiadomo. Takie drogi naprawdę rzadko się spotyka. Dziury, wyrwy, szutr przez kilka dobrych kilometrów.
W końcu dobijamy do asfaltu i tniemy wg. wskazania GPS.

Będąc w 2012r. w Druskiennikach byliśmy na miejskim kempingu (54.009723, 23.977478). Nie powiem – sympatycznie. Wydzielone parcele, równo, kuchnia, pralka, grille, bar i takie tam duperele.Wszystko fajnie – tylko cena mało zachęcająca, bo jeśli dobrze pamiętam to 22euro za nasz zestaw.

W między czasie dowiedziałem się, że jest drugi kemping (54.024823, 23.970735) i to nawet bliżej centrum i aquaparku a cena to 12euro/dobę. Tam też się kierujemy. Około 13.00 jesteśmy na miejscu. Kemping średnio urządzony, ale sympatyczny. Nie ma żadnych parcel, jest za to wysoki las i do tego pusto. Są skrzynki z prądem a w miejscu centralnym jest woda. Zostajemy. W recepcji dowiadujemy się gdzie są kibelki z prysznicem (w budynku obok) i po 14.00 jesteśmy już gotowi by zaatakować miasteczko.

My tu drugi raz, więc czujemy się jak w domu. Z rzeczy nowych warto odnotować, że wzorem naszych włodarzy, tam też idzie nowoczesność 8-) Budują kolejkę linową, tylko gdzie ma prowadzić to nie wiem. Liny znikają w lesie. Może będzie prowadzić to Snow Areny? To akurat nie było by takie głupie.

Jako, że jest to pora obiadowa, mówimy do Janka i Agaty że mamy fajną miejscówkę. W centrum jest knajpa, bardzo bogate menu. Ceny bardzo dobre a jedzenie wyśmienite.
Tam też się kierujemy. Z karty ciężko coś wybrać. Zaczynamy od piwka. Osobiście znowu atakuję talerz z kuchnią litewską – taki mączno – ziemniaczany z mięsem mielonym. Moje dziewczyny już bardziej klasycznie czyli de volaille oraz naleśniki. Do tego biorę sobie kapuśniak i muszę przyznać, że petarda. Nigdy wcześniej tak dobrego nie jadłem.
Janek z Agatą też się zajadali i z tego co wiem również im smakowało.

Warto w tym miejscu nadmienić, że za naszą trójkę łącznie z napojami zapłaciliśmy 17euro, co jest ceną bardzo umiarkowaną. Jeśli kiedykolwiek zawitacie do Druskiennik to koniecznie musicie tam zjeść – smacznie, umiarkowanie tanio i dobrze – Kavine SENASIS NEMUNAS, I. Fonbergo g. 7 (54.016697, 23.977671)

W drugiej części dnia idziemy połazić jeszcze po mieście. Pamiętam jak 3 lata temu wpadliśmy do sklepu z używaną odzieżą i nabyłem sobie fajną zimową kurtkę helly hansen. Co prawda tego sklepu już nie było, ale nieopodal był inny i tam również kupiłem sobie kurtkę jesienną marki? No zgadnijcie :lol:
Zakupy były bardzo udane zostawiliśmy chyba ze 30 euro. Siatka prawie na każdym palcu :lol:
Późne popołudnie spędziliśmy już pod markizą. Dziewczyny malują kamienie tzn. malują zwierzaki, domki itp., a chłopaki walczą z trunkami.
To był miły dzionek. Pogoda, mimo że nie rozpieszczała pozwoliła byśmy nie siedzieli wewnątrz kamperów.
A jutro atakujemy aquapark. Małolaty już przebierają nogami.

Nocleg: camping Dainava, 54.024823, 23.970735

1.jpg
Wigry. Przed Klasztorem.
Plik ściągnięto 70 raz(y) 218,57 KB

2.jpg
Wigry. Przed Klasztorem prawie w komplecie.
Foto: Agafia
Plik ściągnięto 61 raz(y) 88,43 KB

3.jpg
Wigry. Klasztor widok z wieży.
Plik ściągnięto 56 raz(y) 132,13 KB

4.jpg
Beata.
Plik ściągnięto 54 raz(y) 144,05 KB

5.jpg
Wigry. Widok na jezioro. Też pięknie.
Plik ściągnięto 72 raz(y) 122,35 KB

6.jpg
Nasze dziewczyny w komplecie.
Plik ściągnięto 63 raz(y) 89,71 KB

6a.jpg
Takie tam daszki.
Plik ściągnięto 64 raz(y) 231,8 KB

7.jpg
Sypialnia papieska.
Plik ściągnięto 64 raz(y) 90,82 KB

8.jpg
No i my w komplecie.
Foto: Agafia
Plik ściągnięto 51 raz(y) 153,5 KB

Ostatnio zmieniony przez kodi 2015-08-19, 07:59, w całości zmieniany 1 raz  
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
kodi 
weteran

Nazwa załogi: kodin@poczta.onet.pl
Pomógł: 3 razy
Dołączył: 02 Lis 2011
Piwa: 35/9
Skąd: Miszewko, k. 3city
Wysłany: 2015-08-19, 07:58   

Druskienniki.

9.jpg
Druskienniki - kemping.
Plik ściągnięto 61 raz(y) 230,69 KB

10.jpg
Męski skład w Druskiennikach.
Foto: Agafia
Plik ściągnięto 61 raz(y) 209,75 KB

11.jpg
Druskienniki i miejscowa atrakcja. Ruchoma kula.
Plik ściągnięto 64 raz(y) 218,18 KB

12.jpg
Wspomniany kapuśniak. Jeszcze czuję jego smak :)
Plik ściągnięto 55 raz(y) 109,68 KB

Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
kodi 
weteran

Nazwa załogi: kodin@poczta.onet.pl
Pomógł: 3 razy
Dołączył: 02 Lis 2011
Piwa: 35/9
Skąd: Miszewko, k. 3city
Wysłany: 2015-08-20, 09:38   

14.07.2015 /wtorek/

No dzisiaj mamy wyjście na aquapark. Znamy to miejsce bo byliśmy tam 3 lata temu. Fajny obiekt i śmiem twierdzić, że takiego w Polsce nie ma. Całość podzielona na 2 części – tzn. ogólną gdzie są baseny, zjeżdżalnie, bodajże 2 sauny itd. oraz tylko dla dorosłych gdzie są głównie sauny (różnego typu) oraz bar usytuowany w wodzie. A dlaczego tylko dla dorosłych – bo można chodzić tam na golasa, aczkolwiek nigdy kogoś takiego tam nie spotkałem.

Przy okazji basenów wyszła jeszcze jedna sprawa. A mianowicie – na jak długo idziemy na te baseny. W 2012r byliśmy 4 godziny i wg. mnie było to za krótko i lobowałem za biletami na cały dzień. Miałem silne poparcie w postaci córki i wnuczki Janka i Agaty, ale pozostała trójka optowała za 4 godzinnym pobytem.

Ostatecznie udało się przekonać pozostałych towarzyszy zabawy, ze idziemy na cały dzień.
Nie jest to tania impreza, ale będąc w Druskiennikach, trudno tam nie być. Za 3 osoby zapłaciliśmy 71euro.

Wystartowaliśmy o 10.00 i byliśmy do 17.00 Osobiście jeszcze bym posiedział, no ale jak niektórzy już mieli dość to ostatecznie wróciliśmy do kamperków.
Warto odnotować, że w aquaparku jest bufet i można zjeść normalny obiad. Ceny są trochę droższe niż w mojej ulubionej knajpce, ale jak człowiek głodny. Za 3 osoby – drugie danie + napoje – 20euro.

Późnym popołudniem odpoczywamy po wrażeniach kąpielowych. Wszyscy zadowoleni. Były baseny, jacuzzi, zjeżdżalnie – których jest chyba z 6 i niektóre są dość ekstremalne oraz sauny suche i mokre.

Dzień kończymy klasycznie, grillem.

11794033_1036429176381274_2.jpg
Aquapark. Pora obiadowa.
foto: Agafia
Plik ściągnięto 69 raz(y) 111,67 KB

P1018247.jpg
Wieczorny grill. Ja jem, a Janek tylko pije. :)
Plik ściągnięto 64 raz(y) 165,35 KB

Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
kodi 
weteran

Nazwa załogi: kodin@poczta.onet.pl
Pomógł: 3 razy
Dołączył: 02 Lis 2011
Piwa: 35/9
Skąd: Miszewko, k. 3city
Wysłany: 2015-08-24, 10:33   

15.07.2015 /środa/

Dzisiejszy dzień to praktycznie pierwszy od czasu naszego wyjazdu dzień bez planu.
Nigdzie się nie spieszymy i po śniadanku idziemy na miasto. Tutaj się chwilowo rozstajemy. My lecimy jeszcze na ryneczek i małe zakupy a Agata z Jankiem i dziewczynkami idą nad jeziorko by jak się potem okazało pojeździć na rowerze.

Wracamy po południu na kemping i ustalamy, że idziemy na parki linowy. Podobno największy i najlepszy w całej Litwie. Pamiętamy go z 2012r. aczkolwiek wtedy nie korzystaliśmy z tej formy rozrywki.

Z parku korzysta Agata, która koniecznie chciała przeprawić się na linie nad Niemnem. Dokonała tego i była bardzo zadowolona. Podobno frajda wielka. Dziewczynki natomiast korzystały z tras przeznaczonych dla dzieci i młodzieży. Trasy długie, sporo zjazdów ale i poziom trudności miejscami bardzo wysoki. Mimo to poradziły sobie wyśmienicie.
Wieczorkiem idziemy jeszcze na mszę po litewsku. Co nam utkwiło najmocniej to śpiew organistki. Piękny i dźwięczny.

Po mszy idziemy a jakże do knajpki o której już wspominałem wcześniej. Znowu uczta dla podniebienia. Tym razem rybka, zupka, napoje i lody. Rachunek również bardzo przyzwoity.

Wieczorem ustalamy plan na dzień jutrzejszy – czyli czwartek. Siedzimy tu już od poniedziałku, więc pora zmienić otoczenie. I tak tu już długo jesteśmy, aczkolwiek chyba potrzebowaliśmy takiego leniuchowania. Ostatecznie plan jest taki by pojechać do Mrągowa.

2a.jpg
Instruktaż to podstawa.
Plik ściągnięto 62 raz(y) 199,62 KB

3a.jpg
Taniec na linie.
Plik ściągnięto 57 raz(y) 235,83 KB

Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum

Dodaj temat do ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
*** Facebook/CamperTeam ***