Twój sprzęt: Roller Team Granduca Garage P
Nazwa załogi: Ewa i Maciek Pomógł: 2 razy Dołączył: 07 Maj 2007 Piwa: 79/187 Skąd: Zaniemyśl (Wlkp)
Wysłany: 2016-01-11, 20:56
No to nie uwierzysz,byliśmy bardzo blisko siebie i w nocy i w dzień
Santa napisał/a:
odległości na Via Conciliazione odmierzam za pomocą kolumn
W nocy na Via Conciliazione staliśmy między trzecią a czwartą kolumną
Santa napisał/a:
W końcu około godziny ósmej rano, na fali nagłego zrywu tłumu, zostaliśmy wniesieni na Plac Świętego Piotra...
Co prawda nie przekroczyliśmy już granicy barierek oddzielających Plac Świętego Piotra od "pobocza", ale w pobliżu mieliśmy telebim ...
My również.
Staliśmy na Placu Papieża Piusa XII bardzo blisko telebimu o którym wspominasz.
Szkoda,że się wówczas nie zdzwoniliśmy
Poszperam w zdjęciach i wkleję je
P.S. Przedostatnie zdjęcie z biało-żółtymi balonami które wkleiłaś,dało mi obraz w którym miejscu staliście.
Mam je również,jak było w górze z biało-czerwonym transparentem.
No to nie uwierzysz,byliśmy bardzo blisko siebie i w nocy i w dzień
...
My również.
Staliśmy na Placu Papieża Piusa XII bardzo blisko telebimu o którym wspominasz.
Szkoda,że się wówczas nie zdzwoniliśmy
Poszperam w zdjęciach i wkleję je
P.S. Przedostatnie zdjęcie z biało-żółtymi balonami które wkleiłaś,dało mi obraz w którym miejscu staliście.
Mam je również,jak było w górze z biało-czerwonym transparentem.
Też żałuję, że tak nieskutecznie się wtedy umawialiśmy. Ale musimy to nadrobić i przy jakiejś okazji się poznać. W końcu łączy nas pewna niezapomniana rzymska noc
Jeśli staliście blisko telebimu, to może znajdziecie się na poniższej fotce; wklejam w największej rozdzielczości mojego programu W pełnej mogę przesłać na maila
Twój sprzęt: Fiat Talento Hymercamp
Nazwa załogi: Kucyki Pomógł: 16 razy Dołączył: 06 Lis 2007 Piwa: 1610/2356 Skąd: Otwock
Wysłany: 2016-01-12, 20:45
Lucynko i Macku, czytam o tym jak blisko siebie staliście na Placu Św. Piotra i myślę sobie - tak blisko stały nasze dzieci, którym sfinansowaliśmy wyjazd, aby reprezentowali naszą Rodzinę.
Wszystkie drogi prowadziły do Rzymu, jak niegdyś.
Piwo dla Was obojga.
_________________ W życiu najlepiej jest, gdy jest nam dobrze i źle. Kiedy jest tylko dobrze - to niedobrze. Ks. Jan Twardowski.
Teraz żałuję,że na plac nie zabrałem flagi camperteamowej,spotkałbym wielu znajomych ...
Przeglądam ten folderek ze zdjęciami i widzę, że odległość rzeczywiście dzieliła nas niewielka. Mamy niemal te same ujęcia...
Namiot medyczny...
Platforma, na której była zainstalowana obsługa medialna...
Transparent z balonikami, który bujał się nad naszymi głowami i pozwalał lokalizować nasze położenie oglądającym uroczytość w TV...
Ale gdyby była flaga Camperteamu, to na pewno ani płotki, ani obsługa by mnie nie zatrzymała
Maga, dziękuję Ci za Twoje fotki i podzielenie się swoimi doświadczeniami z tej uroczystości. Miło, że choć teraz, wirtualnie, można się spotkać we wspomnieniach udziału w tym wydarzeniu
Tadeusz, dziękuję za Twój osobisty wpis i za niewyczerpaną hojność
... Dzięki Santa za Twoją relację, ode mnie i dla Ciebie.
Danusiu, cieszę się, że zaglądasz tu ze swoim ciepłem i życzliwością
Dziękuję i również dla Ciebie
gino napisał/a:
fajnie że tak jak za starych czasów JPII , Polskie flagi były tam znów widoczne...
Gino, miło Cię tu spotkać
Polonia semper fidelis
maga napisał/a:
Flaga Camperteamu była wówczas w Rzymie,powiewała kilka dni...,ale przy moim kamperku.
Nocowaliśmy wtedy na camperparku Sassone znanym już tu na forum.
Maga, pisz proszę, jak przebiegał Wasz dalszy pobyt w Rzymie. Dla mnie to bardzo ciekawe, jak inni poradzili sobie w tych niecodziennych okolicznościach i jakie mają wrażenia.
................................................................................................................................................
Chwilę potem jak zainstalowaliśmy się na Placu Świętego Piotra, dotarł do nas sms od Hani i Krzysztofa, którzy informowali nas o swoim położeniu i pytali, gdzie jesteśmy.
Ale nasze szczęście z powodu wejścia na Plac Świętego Piotra, niedługo zaczęło przygasać, bo rozpadał się deszcz, który z parasoli sąsiadów trafiał prosto za mój kołnierz.
Perspektywa moknięcia w tym tłumie przez kolejnych kilka godzin, nie napawała optymizmem
Ale na szczęście deszcz ustał.
Na dodatek przegadana noc zaczęła dawać się we znaki. Romek znając moją wątłą odporność na konsekwencje niedospania, próbował mi "umościć" miejsce, w którym choć na chwilę mogłabym się przespać.
Niestety miejscówka, gdzie się zatrzymaliśmy była jak szlak turystyczny, po którym "przewalały się" kolejne grupy, mające nadzieję podejść jak najbliżej do centrum wydarzeń.
Więcej niż doba bez snu ale okoliczność jest tak niezwykła, że trzeba za wszelką cenę wytrzymać. W końcu to po raz pierwszy w historii w jednym miejscu i o tej samej porze, spotyka się czterech papieży: dwóch na portretach i dwóch "z krwi i kości"...
Jednak gdy o 10.00 rozpoczęła się uroczystość, to moje zmęczenie sięgnęło zenitu. Przez całą uroczystość musiałam toczyć walkę ze sobą. Z braku zapałek, opadające powieki podpierałam palcami
Podczas kazania ze dwa razy "urwał mi się film" ale udało mi się dotrwać do końca...
Przebiegu uroczystości nie będę relacjonować, bo przyznam, że przez te zmagania ze snem, słabo zakodowało się w mojej pamięci. Na dodatek okazało się, że mamy problem z podłączeniem się do Radia Watykańskiego, bo jedna para zabranych słuchawek nie działa i musieliśmy z Romkiem podzielić się tą drugą. Co prawda jednouszny, to jeszcze nie głuchy ale wszystkiego i dokładnie to już na pewno nie usłyszy
Przebieg uroczystości dokładnie obejrzałam dopiero po powrocie do domu. Jeśli ktoś miałby ochotę "przeżyć, to jeszcze raz", to w 6 minucie tego filmiku jest moment kulminacyjny..., moment ogłoszenia świętości...
Jednak z żadnego filmiku nie da się odtworzyć klimatu i towarzyszących emocji. U każdego zapewne innych...
U mnie coś zupełnie nieoczekiwanego. Po udziale w beatyfikacji mogłam oczekiwać wybuchu radości, euforii... A było inaczej: oczy zwilgotniały, spłynęły łzy wzruszenia, głos uwiązł w gardle...
Poza tym jednym emocjonalnym momentem, było bardzo intelektualnie, poprawnie, zgodnie z procedurą...
Uczestnicząc w tej uroczystości, miałam takie wrażenie, że połączenie dwóch kanonizacji spowodowało, że nasze polskie nastroje i oczekiwania, zostały nieco ostudzone i że emocje też musiały podzielić się na pół.
W moim odbiorze te połowy były bardzo nierówne, bo ogromna większość zgromadzonych na Placu Świętego Piotra, przyszła tam dla Jana Pawła II. To przy jego imieniu zrywały się owacje, to wciąż on (spośród tej Wielkiej Czwórki) był tam najbardziej obecny, choć już fizycznie nieobecny.
Nie mnie oceniać trafność takiej decyzji. Mam jedynie prawo do własnego odbioru, własnego sposobu przeżywania i do odrobiny polskiej narodowej dumy, a może to... pycha
W momencie zakończeniu uroczystości zrobiliśmy szybki zwrot w tył, z nadzieją, że uda nam się wydostać z tłumu i dotrzeć nad Tybr do autobusu, żeby jak najszybciej wrócić do kamperka i odespać zarwaną nockę.
Ale dopiero wtedy zaczął sie horror Bo właśnie wtedy, gdy my próbowaliśmy wyjść, ta ogromna masa ludzi, którym nie udało się dostać na Plac Świętego Piotra, próbowała właśnie to uczynić.
Nie pierwszy raz znalazłam w podobnych okolicznościach ale tym razem wydawało się, że ten zator nigdy się nie skruszy i bez ofiar się nie obędzie...
Niczym to nie przypominało wychodzenia z placu po kanonizacji, za niemieckich rządów Benedykta XVI, gdy służby porządkowe w zadziwiająco zręczny sposób wyprowadziły tłum w kierunku najbliższej stacji metra.
Po wielkich trudach udało nam się wydostać z Via Conciliazione w boczną ulicę, prowadzącą do Kościoła Santo Spirito in Sassia.
Byli tacy, co nie tracili czasu na przepychanie i postanowili przespać się na miejscu
Kościół Santo Spirito in Sassia był akurat otwarty...
Zawsze gdy szlifowaliśmy okoliczne rzymskie bruki, był zamknięty, więc korzystając z okazji, na chwilę weszliśmy do środka...
Fotek z wnętrza kościoła nie mamy. Nie dlatego, że nie wolno, tylko nie zawsze wypada
W środku był ogromny, polski tłum. Ci którzy oglądali uroczystość na telebimach i nie byli na mszy świętej na Placu Świętego Piotra, gromadzili się tam, żeby przyjąć komunię świętą i poświęcić zakupione dewocjonalia.
Ponieważ niektórzy byli zorganizowani i z przewodnikami, to nie mogłam się oprzeć, żeby ich trochę nie podsłuchać...
Tyle razy byliśmy w tej okolicy ale wcześniej tego nie wiedziałam, że znajdujemy się w kościele, który jest odpowiednikiem naszych polskich Łagiewnik, bo w 1994 roku zostało tam ustanowione Centrum Duchowości Miłosierdzia Bożego dla Italii i dla świata.
Znajdują się w nim liczne cenne dzieła sztuki wykonane przez wielkich mistrzów pędzla, których głównym tematem są sceny z ewangelii obrazujące uzdrowienia ciała i ducha.
Ale największe zainteresowanie wzbudzała trzecia kaplica po prawej stronie poświęcona Miłosierdziu Bożemu i Siostrze Faustynie Kowalskiej.
W kaplicy tej znajduje się obraz Jezusa Miłosiernego namalowany przez artystę z Krakowa Piotra Moskala oraz statua Świętej Siostry Faustyny.
Współczesny obraz w zabytku klasy zerowej, to bardzo rzadkie zjawisko, wymagające zapewne pomocy opatrzności...
Przy okazji dowiedzieliśmy się, że kościół ten jest częścią średniowiecznego kompleksu szpitalnego. Został powołany przez ówczesnego papieża dla ratowania życia i leczenia porzuconych dzieci.
Do dziś znajduje się tam najstarsze na świecie "okno życia", żeby ochronić dzieci, nagminnie wyrzucane przez matki do Tybru.
Przypmniało mi się, że znajdujemy się w "raju zła nad Tybrem"
Poszukałam w sieci i znalazłam... Może kiedyś poszukam go w realu...
Po opuszczeniu kościoła, już starym utartym szlakiem poszliśmy na przystanek nad Tybrem, na autobus nr 64, którym dojechaliśmy na Termini, a potem do kamperka...
Jeszcze po drodze... "krajobraz po bitwie"...
Odsypialiśmy o wiele za długo, bo następnego ranka byliśmy jeszcze "w proszku", gdy Hania i Krzysztof napisali, że są już na Placu Świętego Piotra, gdzie o 10.00 miała się odbyć msza dziękczynna.
Twój sprzęt: Bürstner Solano na Ducato
Nazwa załogi: SOKOŁY Pomógł: 2 razy Dołączył: 14 Lut 2007 Piwa: 62/37 Skąd: Kołobrzeg
Wysłany: 2016-01-18, 10:04
Dziękujemy, Lucynko, za kanonizację i czekamy na więcej. Ty wiesz, że my, jako osoby w pełni uzależnione, źle znosimy spadek poziomu italiny we krwi. Jako, że w ostatnie wakacje nie odwiedziliśmy Italii, jesteśmy na głodzie i przy Twojej relacji ślinimy się jak psy Pawłowa. Pozdrawiamy serdecznie ze śnieżnego Kołobrzegu i oczywiście przesyłamy forumowy dowód uznania.
Twój sprzęt: Roller Team Granduca Garage P
Nazwa załogi: Ewa i Maciek Pomógł: 2 razy Dołączył: 07 Maj 2007 Piwa: 79/187 Skąd: Zaniemyśl (Wlkp)
Wysłany: 2016-01-28, 20:45
Santa napisał/a:
Maga, pisz proszę, jak przebiegał Wasz dalszy pobyt w Rzymie. Dla mnie to bardzo ciekawe, jak inni poradzili sobie w tych niecodziennych okolicznościach i jakie mają wrażenia.
Przeżycia i wrażenia są nie do opisania.
Wielką radość przeżyliśmy,jak kilkanascie minut po uroczystości przejechał blisko nas papamobile z ojcem św.Franciszkiem.
Z wrażenia zapomniałem wyjąć aparat i zrobić pamiątkowe zdjęcie.
Rzym opuściliśmy w poniedziałek po kanonizacji,a to dlatego,że załogi które były z nami po prostu chciały odpocząć.
W Rzymie byliśmy od czwartku i dość ambitnie go zwiedzaliśmy,więc i to zmęczenie dało nam trochę w kość.
Jedna załoga pojechała na południe Włoch a druga wraz z nami poszwędać się po Toskanii.
P.S.Przygotuję trochę zdjęć to opiszę naszą wędrówkę po Rzymie i nie tylko.
Dziękujemy, Lucynko, za kanonizację i czekamy na więcej. Ty wiesz, że my, jako osoby w pełni uzależnione, źle znosimy spadek poziomu italiny we krwi. Jako, że w ostatnie wakacje nie odwiedziliśmy Italii, jesteśmy na głodzie i przy Twojej relacji ślinimy się jak psy Pawłowa. Pozdrawiamy serdecznie ze śnieżnego Kołobrzegu i oczywiście przesyłamy forumowy dowód uznania.
Aulos - niestety ciągle albo ktoś, albo coś - wykrada mi czas i trudno mi zadbać o zrównoważony poziom "italiny" we krwi. Dobrze, że choć browarku nie brakuje
Dziękuję za pozdrowienia i za forumowe uznanie, Was również pozdrawiam... i... byle do wiosny
Wieczorem postaram się wkleić kolejną odsłonę tej podróży
maga napisał/a:
... ... Przeżycia i wrażenia są nie do opisania...
P.S.Przygotuję trochę zdjęć to opiszę naszą wędrówkę po Rzymie i nie tylko.
Maga, my niestety nie zauważyliśmy tego momentu, gdy papież objeżdżał sektory. Widocznie już wtedy byliśmy w odwrocie
Ale to nie ostatnia przegapiona okazja zobaczenia papieża. Była jeszcze jedna... Ale o tym w stosownym momencie...
Bardzo się cieszę, że chcesz dzielić się Waszymi wrażeniami i doświadczeniami. Czekam z nadzieją i pozdrawiam Was serdecznie
Twój sprzęt: Roller Team Granduca Garage P
Nazwa załogi: Ewa i Maciek Pomógł: 2 razy Dołączył: 07 Maj 2007 Piwa: 79/187 Skąd: Zaniemyśl (Wlkp)
Wysłany: 2016-02-02, 21:05
Santa napisał/a:
Maga, my niestety nie zauważyliśmy tego momentu, gdy papież objeżdżał sektory.
Właśnie,papież po objechaniu sektorów opuścił plac św.Piotra i wjechał w Via Conciliazione i jechał nią do końca w kierunku Tybru.
Obserwowaliśmy to na telebimie,bo staliśmy wówczas dokładnie przed nim.
A zorientowaliśmy się,że jest blisko nas po okrzykach "viva papa".
Radość i łzy szczęścia było widać na twarzach wśród pielgrzymów,u nas również,a błogosławieństwo papieża z kilku metrów spowodowało,że poczuliśmy się jakoś inaczej,nie czuliśmy już zmęczenia,wróciły w nas siły.
To tak jakby ktoś naładował w nas akumulatory,krótka chwila a jak ważna.
Wracam myślami dość często w to miejsce i w tą chwilę,dlatego o tym wspomniałem.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum