Klub miłośników turystyki kamperowej - CamperTeam
FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum  Chat  DownloadDownload

Poprzedni temat «» Następny temat
Czas na "smakowanie" Italii ;)
Autor Wiadomość
Santa 
weteran


Twój sprzęt: dreamliner
Nazwa załogi: ROMULUSI
Dołączyła: 05 Paź 2007
Piwa: 236/171
Skąd: Podkarpacie
Wysłany: 2015-03-12, 23:42   

KrzySówka napisał/a:
Czytam i jestem pod wielkim wrażeniem tej relacji oraz opisu który cudownie oddaje klimat Italii. Mimo ,że byłem tam wielokrotnie to uświadamiam sobie jak wiele jeszcze pozostało mi do zobaczenia. Dziękuje za możliwość takiego wirtualnego zwiedzania. Na pewno przełoży się na planowanie kolejnego wyjazdu do Italii Waszymi śladami. Czekam na ciąg dalszy i pozdrawiam :kwiatki: :spoko


Dziękuję za te sympatyczne i pokrzepiające słowa. Cieszę się, że mam możliwość zainspirowania do dalszego poznawania Italii. Pozdrawiam serdecznie i zapraszam do San Gimignano :szeroki_usmiech


........................................................................................................................................................


Po opuszczeniu średniowiecznych murów Sieny wróciliśmy do kamperka ukrytego koło Centro Comerciale. Wymiana wrażeń i oglądanie fotek przeciągnęło się prawie do zmroku.

Brak konkretnego planu i analiza mapy Toskanii przytrzymały nas na tyle długo, że już nam się nie chciało wyjeżdżać w jakieś "nieznane" i szukać noclegu nie wiadomo gdzie.

Wróciliśmy więc na parking, na którym poprzedniego wieczora spotkaliśmy rodaków i tam pośród innych kamperków spędziliśmy nockę.


Rano musieliśmy ostatecznie zdecydować dokąd jechać i poważny dylemat między wyborem Wolterry a San Gimignano rozwiązaliśmy na korzyść San Gimingano.

I to wcale nie dlatego, że pociągnęła nas wizja zwiedzenia włoskiego średniowiecznego Manhattanu, ale o wyborze tej miejscowości zdecydowało zupełnie coś innego.

Wertując przewodniki znalazłam informacje, że w San Gimignano znajduje się takie miejsce, które z pewnego względu jest mi bliskie, a nawet więcej niż bliskie :szeroki_usmiech

Opowiem o tym we właściwym czasie, teraz tylko wspomnę, że sprawa ma związek z Camperteamem i kiedyś o mały włos nie doprowadziła mnie do wylogowania się z forum raz na zawsze...

Myślę, że wielu z nas miało kiedyś taki kryzys... Tym którzy rozwiązali ten kryzys w sposób konstruktywny, dedykuję mój dzisiejszy fragment opowieści z San Gimignano... Pozostałym Czytelnikom niech posłuży "ku pokrzepieniu serc" :szeroki_usmiech


Miejsce do parkowania znaleźliśmy za miastem, przy widocznym z daleka wielkim parkingu w pobliżu osiedla mieszkaniowego.

Z resztą nie było się nad czym zastanawiać, zobaczyliśmy parkujące kamperki, to znaczy że nie ma czego dalej szukać :szeroki_usmiech

Dołączyliśmy do towarzystwa...






Jednak nie zdecydowaliśmy się zostawić kamperka samego i poszliśmy na zmianę. Wiadomo, kto pierwszy... :wyszczerzony:




San Gimignano to również miasto średniowieczne, otoczone bardzo dobrze zachowanym murem obronnym.




Zza murów wyłania się wizytówka miasta, dla której ściągają tutaj tłumy, to charakterystyczne wieże, których pochodzenia i celu nie będę już roztrząsać, bo to historia ogólnie znana...








Najbliższe wejście do miasta mieliśmy przez bramę Świętego Mateusza (Porta San Mateo)




W topografii miasta i rozmieszczeniu tych wież zorientowałam się dopiero w jednym z bocznych zakamarów, gdzie akurat trafiłam na lokalną wystawę historyczną...z taką oto makietą...





Z tymi wieżami to jest tak, że chodząc po mieście niełatwo znaleźć takie miejsca, skąd można by je było zobaczyć w całej okazałości...














Wypatrzyłam, że na jedną z nich można wejść i z góry spojrzeć na piękną Toskanię... :szeroki_usmiech
Nie poszłam, bo przecież podczas krótkiej wizyty, mogłam tylko "liznąć"... co nieco...




Błąkanie się po San Gimignano, pomimo upału, było czystą przyjemnością. Uliczki i zakamarki tworzą klimat, który szybko wciąga w odległą czasowo przestrzeń dziejów i nawet nie mając żadnej wiedzy ani żadnego celu, miło jest wybrać się na taką przechadzkę... kilka wieków wstecz...

Dla zobrazowania tych słów, wklejam kilka fotek oddających specyfikę miasta...

























W San Gimignano, jak to zwykle we włoskich miasteczkach bywa, zawsze w końcu dochodzi się do Piazza Duomo i do Duomo, czyli katedry... Właściwie to dzisiaj już nie jest katedra, bo San Gimignano jest za małe, żeby mieć swojego biskupa.



Do środka zamierzałam wejść w drodze powrotnej ale potem o tym zapomniałam i wróciłam inną drogą...
Po fotkach Romka widzę, że też nie wszedł i w związku z tym San Gimignano jest do powtórki... :wyszczerzony:


W San Gimignano spotyka się miejsca, gdzie bez wchodzenia do galerii, czy muzeów można "zasmakować" trochę lokalnej sztuki dostępnej przy ulicy...














Mnie ujęło takie proste i zwyczajne przedstawienie "Trójcy Świętej", takie na "chłopski rozum" :szeroki_usmiech



Pozaglądałam też do wszechobecnych galerii obrazów i lokalnych sklepików, w których mogłam zobaczyć i poczuć klimat takiej ciepłej i kolorowej Toskanii, jaka jest w mojej wyobraźni ale do tej pory nie mogłam tego zobaczyć w realu...








Nawet księcia z bajki udało mi się upolować..., ale już był zajęty... :szeroki_usmiech




Za namową Pascala poszukałam też Twierdzy Rocca, z której można "posmakować" przepysznych horyzontów Toskanii...



Twierdza to była tam kiedyś, dziś zostały tylko resztki murów i całkiem sympatyczny ogród oliwny ze studnią na środku...








Widoki z twierdzy rzeczywiście wyjątkowe...












A w drodze powrotnej - przypadkowe spotkanie ze Świętą Katarzyną...




I wreszcie pora na ten oczekiwany deser, który czekał na mnie w Kościele San Agostino. Fasadę kościoła przedstawiają poniższe fotki...






Do kościoła przylega zakrystia i renesansowy dziedziniec klasztorny...






A w krużgankach stali mieszkańcy..., jeden nawet na mnie fuczał :szeroki_usmiech




Pora wejść do środka..., widok nawy głównej...




...z ołtarzem, w którym umieszczony jest obraz ukoronowania Najświętszej Marii Panny...






Ten mój "skarb" kryje się za tym właśnie ołtarzem... ale zanim go pokażę, to jeszcze kilka ujęć wnętrza, które robi wrażenie trochę nieuporządkowanego i wyposażonego przypadkowo - w co się dało...
W gruncie rzeczy znajduje się tam kilka cennych "perełek", które zatrzymują uwagę i skłaniają do głębszej analizy...

Przy wejściu oryginalna współczesna kropielnica...




Lewa boczna ściana kościoła...




...trochę bliżej... ambona i obraz Świętego Sebastiana...




Skarby wyeksponowane na tyłach kościoła...






A teraz już zapraszam w miejsce bardzo klimatyczne, ustronne, znajdujące się za głównym ołtarzem.
Przestrzeń ta jest ozdobiona cyklem siedemnastu przepięknych fresków, przedstawiających historię kogoś, kto kiedyś wywarł wielki wpływ na kształtowanie mojego zielonego umysłu, Ten ktoś to Święty Augustyn - człowiek o przebogatej historii, barwnej osobowości i nieprzeciętnym mózgu.

Święty Augustyn pojawił się w moim życiu bardzo dawno temu. Wtedy była to sytuacja przymusu, gdy należało poznać jego doktrynę, zakuć, zdać i zapomnieć... :szeroki_usmiech

Tylko, że akurat jego - tak łatwo zapomnieć się nie dało, bo jako pierwszy z całej plejady filozofów, swoim odkrywczym rozumowaniem zasiał niepokój w moim umyśle i zapadł mi w serce i mimo upływu lat wciąż tam siedzi... i czasem o sobie przypomina...

I właśnie kiedyś, gdy na CT rozgorzała jedna z bratobójczych wojen, w której posypały się gromy uderzające w najsubtelniejsze wartości ogromnej rzeszy użytkowników forum, przypomniały mi się argumenty Augustyna i powołując się na niego, zabrałam głos w sprawie.

Odpowiedź była błyskawiczna, nie przebierająca w środkach, spychająca mnie tam, gdzie "samo dno i trzy metry mułu".

Autor posta dostał kilka przyjacielskich pochwał, na jego konto posypały się piwka, a ja ze swoim idolem Augustynem, zostałam sama.
Jakby tego było mało, cała sprawa wylądowała na forumowym "śmietniku", gdzie obrona Augustyna byłaby zwykłą profanacją :wyszczerzony:

Gorzko było... ale jakoś to z czasem przełknęłam... Jednak cała ta sprawa zmobilizowała mnie do sięgnięcia na półkę, odkurzenie dawno nie używanych tomów i wgłębienia się w temat.

Kto wie..., może kiedyś nadarzy się okazja osobistego spotkania i pogadania... przy tym rozlanym forumowym piwku :diabelski_usmiech

Tak więc nie ma tego złego..., a w tym przypadku efektem całego zajścia było moje dogłębne poznanie życia i doktryny Świętego Augustyna i dzięki temu, tutaj - w kościele San Agostino w San Gimignano - mogłam poczuć się jak ryba w wodzie :szeroki_usmiech


I teraz już zapraszam... do obejrzenia kilku obrazów z życia Augustyna, przedstawionych na tle Toskanii współczesnej artyście...
















Mam tego o wiele więcej ale dla inspiracji... wystarczy..., reszta czeka na Was w zacisznym miejscu, za ołtarzem Kościoła San Agostino w San Gimignano... Też chciałabym tam jeszcze kiedyś wrócić...


Po opuszczeniu San Agostino wstąpiłam jeszcze do malutkiego kościółka San Pietro - z dwunastego wieku.
W kościele tym również znajdują się piękne freski, zazdrośnie pilnowane przed aparatami turystów, przez jakiegoś nadgorliwego ochroniarza-wolontariusza, który łaził za ludźmi krok w krok i zaburzał delektowanie się sztuką :roll:

Dla mnie ciekawsze niż freski były te oto eksponaty, które swoim autentycznym wyglądem wprowadziły mnie w nastrój "memento mori"...







A z całego bogactwa obrazów uwieczniłam tylko dwa. Są bardzo cenne ale to nie te, po które idzie się do tego kościoła. Tamte znajdują się na prawej ścianie pod sufitem...






To co udało mi się wtedy zobaczyć w San Gimignano, to zaledwie mały wycinek. Zostało wiele skarbów historii i sztuki ukrytych we wnętrzach kościołów i muzeów... Miałam tego świadomość, ale niestety musiałam wracać do kamperka, bo podczas tego spaceru zaczęła się do mnie dobijać, moja nielubiana "kumpela" - migrena...


Do San Gimignano jeszcze na chwilę powrócę w następnym odcinku a na dzisiaj wystarczy...

Buonanotte... :szeroki_usmiech






CDN.
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
 
Wyświetl szczegóły
Tadeusz 
Administrator
CamperPapa


Twój sprzęt: Fiat Talento Hymercamp
Nazwa załogi: Kucyki
Pomógł: 16 razy
Dołączył: 06 Lis 2007
Piwa: 1610/2356
Skąd: Otwock
Wysłany: 2015-03-13, 10:31   

Santa napisał/a:
kiedyś, gdy na CT rozgorzała jedna z bratobójczych wojen, w której posypały się gromy uderzające w najsubtelniejsze wartości ogromnej rzeszy użytkowników forum, przypomniały mi się argumenty Augustyna i powołując się na niego, zabrałam głos w sprawie.

Odpowiedź była błyskawiczna, nie przebierająca w środkach, spychająca mnie tam, gdzie "samo dno i trzy metry mułu".

Autor posta dostał kilka przyjacielskich pochwał, na jego konto posypały się piwka, a ja ze swoim idolem Augustynem, zostałam sama.


Lucynko, opisałaś zjawisko występujące w internecie powszechnie. Wprawdzie nasze forum jest wyraźnie grzeczniejsze od innych, ale nie uchronimy się od reakcji dziwnych, nietaktownych, niegrzecznych i zwyczajnie prostackich, często nie popartych jakąkolwiek wiedzą w omawianym temacie.
Jedyne, co nam pozostaje, to zachowanie spokoju i anielska cierpliwość.

Ty, Lucynko, jak mało kto, umiesz radzić sobie w takich sytuacjach. :ok

Dla ogromnej większości koleżanek i kolegów, Twój wkład w tworzenie z naszego forum źródła wiedzy dla miłośników podróży, kultury, sztuki i poznawania naszych dziejów, jest cenny.

Masz nasze uznanie i wdzięczność. :roza: :roza: :roza:
_________________
W życiu najlepiej jest, gdy jest nam dobrze i źle. Kiedy jest tylko dobrze - to niedobrze.
Ks. Jan Twardowski.
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
Beta 
weteran


Nazwa załogi: Beata i Grzegorz
Dołączyła: 10 Lut 2013
Piwa: 52/25
Skąd: Karpacz
Wysłany: 2015-03-13, 11:51   

Tadeusz napisał/a:


Jedyne, co nam pozostaje, to zachowanie spokoju i anielska cierpliwość.

Ty, Lucynko, jak mało kto, umiesz radzić sobie w takich sytuacjach. :ok
:


Wcale nie dziwię się Lucynce ,że dzielnie to wszystko zniosła, bo Jej nick "Santa"w końcu oznacza "Święta" :ok :aniolek
jak wiemy na forum bywa bardzo trudno :?

:spoko
_________________
Nihil est ab omni parte beatum.
Nie ma rzeczy ze wszystkich stron szczęśliwej.
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
Santa 
weteran


Twój sprzęt: dreamliner
Nazwa załogi: ROMULUSI
Dołączyła: 05 Paź 2007
Piwa: 236/171
Skąd: Podkarpacie
Wysłany: 2015-03-16, 19:44   

Tadeusz napisał/a:
... :roza: :roza: :roza:
Dziękuję :szeroki_usmiech Mam tu na forum bardzo dobrego mistrza :kwiatki:

Beta napisał/a:
... :spoko


Witaj Beta, nie sądziłam, że tu zaglądasz. Ten mój nick, jest wyjątkowo nietrafny :diabelski_usmiech
Bardzo się cieszę, że zaczęliście z mężem relacjonowanie swojej wyprawy do Italii, bo ja już dzisiaj swoją kończę a bardzo lubię, jak coś się dzieje we włoskim wątku :szeroki_usmiech

.............................................................................................................................................................................



Do kamperka na szczęście miałam niedalek - jakieś 15-20minut i to z górki, bo San Gimignano jest położone na wzgórzu.

Ból głowy się nasila, więc resztkami przytomności zdaję Romkowi krótką relację ze swojej wyprawy, instruuję gdzie warto iść i czego szukać i po raz kolejny błogosławiąc dzień w którym kupiliśmy kamprka, wskakuję do alkowy, żeby "zaspać" tę diablicę - migrenę, która na chemię odporna jest i jedyne, co można zrobić, żeby sobie poszła, to udawać, że mnie nie ma w domu :roll:

Bez kamperka musiałabym nie podróżować wcale albo w takich sytuacjach umierać gdzieś w jakimś przydrożnym rowie, na krańcu świata.


Po około trzech godzinkach budzi mnie upał, samopoczucie jakby nieco lepsze, więc schodzę na kamperkowy parter z postanowieniem, że coś pysznego upichcę dla powracającego męża.

Odkręcam gaz i... ogarnia mnie jakiś nieokreślony niepokój..., dziwny jakiś... ten gaz... Gaszę, znów włączam i znów gaszę... i znów to samo...

Ciśnienie w moim krwiobiegu katastrofalnie wzrasta, bo w mgnieniu oka przypomina mi się chwila, gdy prawie palił się nasz poprzedni kamperek... A ja akurat sama w domu...

Rzucam się do zaworów - na wszelki wypadek, żeby się nie pomylić, zakręcam wszystkie jakie mam pod ręką..., łapię za telefon i dzwonię do Romka.

Z największym spokojem na jaki mogę się zdobyć, pytam czy nie mógłby nieco skrócić swojej wycieczki, bo ja mam tu taki mały problem..., bo mi tu nie wiadomo dlaczego gaz szwankuje... ale spokojnie, bo zakręciłam zawory itd, itd, itp... więc jak mu tam dobrze to niech jeszcze nie wraca, ale lepiej żeby wrócił..., bo zawsze to lepiej mieć problem we dwoje :wyszczerzony:

Romek odpowiada, że już właśnie wraca i że za chwilę będzie w kamperku.

Stoję w oknie jak ta "kotka na gorącym, blaszanym dachu", zaciągam się głęboko, czy aby jakiś zapach spalenizny nie dochodzi ze ściany, z sufitu, z podłogi..., nie spuszczam z oka gaśnicy...

Widzę, że mój małżonek spokojniutko sobie wraca..., horyzont wzrokiem omiata, foteczkę kamperkowi z daleka strzela, uśmiecha się, łapką przyjaźnie macha... :roll:

Pytam go wzrokiem, czy aby nie wie, co z tym naszym gazem... a on mi na to, że owszem..., że wie... że wygląda na to, że gaz się po prostu... skończył...

No i już po obiedzie :roll:

No dobrze - obiadu nie musi być i tak nie jestem wcale głodna w tej Italii, ale dobrej kawy to bym się napiła...

Kawy też nie będzie, ani herbaty, ani... dociera do mnie, że nie będzie już niczego... :roll:

No i jak tu teraz żyć ... :roll:

Później o tym pomyślę, najważniejsze że to nie pożar kampera...


******



Choć mieliśmy jeszcze parę dni urlopu i zaplanowanych kilka "punktów przelotowych", to w zaistniałych okolicznościach zdecydowaliśmy się wracać do domu. Dalsze odkrywanie Toskanii musi poczekać na jakieś bliżej nieokreślone kiedy indziej.

San Gimignano opuściliśmy o zmroku i znów nie było nam dane, żeby nakarmić oczy pejzażami Toskanii.

Pierwszą noc spędziliśmy przy autostradzie, na którą wjechaliśmy niechcący. Ale zysk z tego taki, że przynajmniej nie trzeba było szukać noclegu, bo zatrzymaliśmy się na parkingu przy stacji benzynowej.

Rano skierowaliśmy się w pobliże Adriatyku, na naszą tradycyjną drogę nr 45. Mam przy tej trasie parę takich miejsc na zakupy, których nie mogłam sobie podarować :szeroki_usmiech

Przez kilka kolejnych dni, uczyliśmy się życia w kamperze bez gazu, ale niestety jakość takiego życia drastycznie spada.

Traci się również autorytet... Pamiętam moment, gdy po wjeździe do Austrii, poszłam kupić winietkę i przy okazji kupiłam kawę. Idę z tą dymiącą kawą do tego kamperka i kątem oka wiedzę, jak jakaś zorientowana rodaczka lustruje mnie, nie ukrywając niechęci...
Poczułam się jak ostatnia nieudałota, która ma ze sobą dom z pełnym wyposażeniem a nawet nie potrafi mężowi kawy zrobić...


Ponieważ nasza podróż niespodziewanie skończyła się nieco szybciej i wracając nie musieliśmy się śpieszyć, w związku z tym zaproponowałam Romkowi, żeby spróbować "odczarować" ten górzysty fragment Italii sąsiadujący z Austrią, który dotąd zawsze pokonywaliśmy autostradą. Oprócz zysków krajoznawczych, nie byłabym sobą, gdybym jeszcze nie skorzystała z możliwości pobuszowania po przydrożnych sklepach... :lol:

Bardzo mi się to opłaciło, ponieważ gdzieś na jakimś włoskim końcu świata, akurat likwidowali sklep obuwniczy. Ceny takie, że grzechem byłoby nie skorzystać. Zakupiłam każdej kobiecie z rodziny po kilka par, swoich do dzisiaj jeszcze nie rozpakowałam, bo dotąd nie były mi potrzebne, no ale za to miałam możliwość sprawdzić, w jakim stopniu "manie" zapasu włoskich butów podwyższa poziom kobiecej próżności :wyszczerzony:


Jeśli Wam czas pozwoli, to szczerze zachęcam do podróżowania tamtą uroczą okolicą, bo wbrew wyobrażeniom, które można sobie wyrobić jadąc autostradą, jest trasą wyjątkowo łatwą i tych okolicznych gór w ogóle się nie czuje.

Często na długich odcinkach jesteśmy na drodze zupełnie sami, a na dodatek mamy możliwość zatrzymywania się w malowniczych miejscach, u podnóża gór, nad brzegiem nieustannie towarzyszącego nam leniwego strumyku.

Dla potwierdzenia swoich słów, wklejam kilka fotek...


























Po ostatnim noclegu spędzonym na parkingu przed "Miasteczkiem Galicyjskim" w Nowym Sączu...





... w środę w południe wróciliśmy do domu. Planowaliśmy wrócić dopiero w niedzielę, ale co to za podróż, podczas której nie byłoby przygód :szeroki_usmiech


*******



I to jest już definitywny koniec naszego "smakowania Italii". I wcale nie dlatego, że już nam się "przejadła", bo akurat wręcz przeciwnie...

Mam jeszcze jedną nieopisaną podróż do Włoch, ale ta kolejna miała wartość ponadczasową i nie chciałabym, żeby się tu zawieruszyła na jakiejś entej stronie relacji sprzed kilku lat.

O ile kiedyś uda mi się zabrać do jej opisania, to założę oddzielny temat, a tutaj wkleję odnośnik, gdzie jej szukać.

Na zakończenie serdecznie dziękuję że tu ze mną tak długo wytrzymaliście, bo swoją obecnością, wsparciem i zachętą, pomogliście mi ocalić od zapomnienia nasze doświadczenia i przygody, przeżyć radość podzielenia się nimi, co w efekcie przysporzyło nam wiele sympatii i życzliwości.

Wszystkich Czytelników serdecznie pozdrawiamy - Romulusi (Romuś i Lusi)

FINE
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
 
Wyświetl szczegóły
BiG Team 
Kombatant


Nazwa załogi: Beata I Grzegorz
Pomógł: 2 razy
Dołączył: 29 Gru 2007
Piwa: 53/40
Skąd: Karpacz
Wysłany: 2015-03-16, 20:40   

Santa napisał/a:
Witaj Beta, nie sądziłam, że tu zaglądasz

Zaglądamy. Kochamy Włochy, mamy je zaliczone od Wenecji po Sorrento przez Sardynię i Sycylię. Teraz z pewnych względów mniej zwiedzamy, jeździmy bardziej rekreacyjnie. Twoje relacje są super. Ja nie lubię pisać, a Beatce już to wybito z głowy. Coś tam popiszę, ale tak po łebkach.
Dla Ciebie zamiast piwka :roza: :roza: :roza: :roza: :roza:
_________________
Najlepsze, co może nas spotkać to ludzie, których kochamy, miejsca, które oglądamy oraz wspomnienia, które nam pozostaną
Beatka i Grześ
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
WODNIK 
weteran


Twój sprzęt: HOBBY 600
Pomógł: 5 razy
Dołączył: 24 Gru 2009
Piwa: 55/242
Skąd: Bielsko-Biała
Wysłany: 2015-03-16, 21:24   

Jaka szkoda że to koniec :(
Lucynko, dzięki za to że piszesz, za to że Ci się chce i za to że jesteś odporna na troli i inne forumowe szkodniki.
W wielu miejscach opisanych przez Ciebie byłem, ale tego co Ty nie widziałem.
Myślę że przyczyną jest brak artystycznej duszy u mnie.
Czytanie Twoich opowieści jest dla mnie ucztą duchową.
Dla Ciebie :bukiet: :bukiet: a Romka :pifko
Pozdrawiam :spoko
_________________
--- B E S K I D N I K ---

Pozdrawiamy Bronia i Janek
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
Tadeusz 
Administrator
CamperPapa


Twój sprzęt: Fiat Talento Hymercamp
Nazwa załogi: Kucyki
Pomógł: 16 razy
Dołączył: 06 Lis 2007
Piwa: 1610/2356
Skąd: Otwock
Wysłany: 2015-03-16, 22:25   

Santa napisał/a:
serdecznie dziękuję że tu ze mną tak długo wytrzymaliście, bo swoją obecnością, wsparciem i zachętą, pomogliście mi ocalić od zapomnienia nasze doświadczenia i przygody, przeżyć radość podzielenia się nimi, co w efekcie przysporzyło nam wiele sympatii i życzliwości.


Lucynko i Romanie, sympatii i życzliwości zapewniliście sobie jak mało kto. Zaryzykuję stwierdzenie, że i przyjaźni również. :bukiet:

Serdecznie dziękujemy. :roza:

:pifko
_________________
W życiu najlepiej jest, gdy jest nam dobrze i źle. Kiedy jest tylko dobrze - to niedobrze.
Ks. Jan Twardowski.
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
Agostini 
weteran


Twój sprzęt: Hymer ML-T 580
Pomógł: 4 razy
Dołączył: 19 Sty 2011
Piwa: 245/114
Skąd: Łódź
Wysłany: 2015-03-16, 23:10   

Pod słowami Janka WODNIKA chętnie i ja się podpiszę. I to obiema rękoma.


Santa napisał/a:
...serdecznie dziękuję że tu ze mną tak długo wytrzymaliście...

O nie nie, to my dziękujemy... i żałujemy, że to koniec, bo to my byliśmy tu cały czas beneficjentami.

Lucynko, :kwiatki: jak miło było odkrywać i „smakować” z Wami bella Italię.
Dziękuję Romkowi za piękne zdjęcia, dziękuję Tobie za niezwykle poznawcze, płynące z serca, pełne emocji i dowcipne przekazy.

Postawienie piwka w tych okolicznościach to sama przyjemność. :pifko
_________________
Basia i Andrzej
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
Aulos 
weteran


Twój sprzęt: Bürstner Solano na Ducato
Nazwa załogi: SOKOŁY
Pomógł: 2 razy
Dołączył: 14 Lut 2007
Piwa: 62/37
Skąd: Kołobrzeg
Wysłany: 2015-03-17, 11:14   

Lucynko, nasze ostatnie wyprawy do Włoch to 2012 i 2014. Rok 2013 opuściliśmy i teraz żałuję, bo mogliśmy podzielić się z Wami gazem i Twoja relacja byłaby o kilka dni dłuższa. Czuję się winny. ;)
Jeszcze raz wielkie dzięki za włoskie smaki i rozbudzanie naszych apetytów.
Wyobraźmy sobie, że to jest kieliszek chianti :pifko :ok
_________________
"Nosiciel nieuleczalnej kamperomanii"
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
Beta 
weteran


Nazwa załogi: Beata i Grzegorz
Dołączyła: 10 Lut 2013
Piwa: 52/25
Skąd: Karpacz
Wysłany: 2015-03-17, 13:59   

Lucynko , dla Ciebie....

:roza: :bukiet: :roza: :bukiet: :roza: :bigok

:ok :pifko

:spoko :spoko :spoko
_________________
Nihil est ab omni parte beatum.
Nie ma rzeczy ze wszystkich stron szczęśliwej.
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
WHITEandRED
[Usunięty]

Wysłany: 2015-03-18, 22:47   

:spoko
Ostatnio zmieniony przez WHITEandRED 2015-09-06, 13:02, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
KrzySówka 
weteran

Twój sprzęt: Fiat Ducato Autostar
Nazwa załogi: Krzysztof i Iwonka
Pomógł: 1 raz
Dołączył: 12 Sty 2015
Piwa: 16/25
Skąd: Mysłowice/Zawiercie
Wysłany: 2015-03-19, 07:58   

,, Santa" -dziękujemy za piekną relację. Jak mało kto potrafisz cudownie opisywać Wasze podróże i ukazywać czar miejsc odwiedzanych. Bardzo lubie Twoje relacje i czekam na kolejne. Szkoda ,że ta się skończyła. Pozdrawiam :spoko :kwiatki: :spoko
_________________
Ważne są tylko te dni których jeszcze nie znamy :)
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum

Dodaj temat do ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
*** Facebook/CamperTeam ***