Klub miłośników turystyki kamperowej - CamperTeam
FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum  Chat  DownloadDownload

Poprzedni temat «» Następny temat
Maroko sierpień/wrzesień 2014
Autor Wiadomość
MER-lin 
stary wyga


Twój sprzęt: Niesmann+Bischoff Flair 6100
Nazwa załogi: Ewa i Marek
Pomógł: 3 razy
Dołączył: 28 Paź 2009
Piwa: 38/8
Skąd: Lublin
Wysłany: 2014-11-30, 20:57   Maroko sierpień/wrzesień 2014

Na przełomie sierpnia i września odbyliśmy pięciotygodniową wyprawę kamperkiem do Maroka. W związku z powyższym chciałbym przekazać kilka subiektywnych spostrzeżeń i informacji dotyczących dojazdu do Maroka i pobytu w tym kraju. W swojej relacji skoncentruję się na praktycznych informacjach, pomijając opisy zabytków, zdjęcia turystycznych atrakcji itp., które były już zamieszczanie kilkakrotnie przez innych kolegów.
Przygotowując się do wyjazdu korzystałem z materiałów zamieszczonych na forum przez kolegów, którzy już byli kamperami w Maroku i zechcieli podzielić się swoimi wrażeniami i doświadczeniami. Niezbędne informacje uzyskałem również na stronach z lokalizacjami europejskich Stellplatz´ów, np. WWW.promobil.de; WWW.camper-55plus.info, WWW.france-passion.com. Zakupiłem także szczegółowe mapy poszczególnych regionów Hiszpanii, ponieważ duże zbiorcze mapy były zbyt mało dokładne na moje potrzeby. Miałem również nawigację, która w Europie Zachodniej i Maroku działała o wiele sprawniej niż w Polsce, Słowacji czy na Węgrzech.
Wyszedłem z założenia, że długa i skomplikowana wyprawa 21 letnim kamperem do Maroka wymaga starannego przygotowania logistycznego. Logistykę w tym przypadku można podzielić na trzy części: informacje o trasie przejazdu i kraju docelowym, przygotowanie pojazdu oraz zabezpieczenie medyczne. Punkt pierwszy zasygnalizowałem powyżej. Z samochodem znamy się już bardzo dobrze, więc wiedziałem na czym stoję. Oczywiście wiek kamperka powodował, że wszystko mogło się zdarzyć, ale nie zakładałem jakiejś poważnej awarii. Planowana trasa liczyła około 13-14 tys. km. Wziąłem ze sobą olej na wymianę, filtr oleju, filtr powietrza i kilka wieszaków tłumika. Zapas kluczy i innych szpargałów wożę na stałe. Wykupiłem też assistance w PZM za 71,88 zł, działające jednak tylko na terenie Europy. Poszedłem również na rozmowę do znajomego medyka. Poradził mi, abym wziął podstawowe leki typu Paracetamol itp. oraz Gastrolit i Lakcid w opakowaniach niewymagających przechowywania w lodówce. Lakcid miałem w Maroku łykać codziennie. Według medyka zawiera on pożyteczne „nasze” bakterie i powinien zabezpieczyć przed problemami żołądkowymi. W razie wystąpienia jednak tego typu dolegliwości miałem uzupełniać składniki mineralne pijąc Gastrolit i kupić w miejscowej aptece leki, które działają na tamtejsze bakterie. Lakcid spisał się znakomicie. Jedliśmy różne rzeczy w bardzo różnych miejscach i nie mieliśmy najmniejszych problemów zdrowotnych. Dodatkowo wykupiłem w Allianz, za około 200 zł/osobę, ubezpieczenie na cały okres podróży, na kwotę 30 tys. euro, obejmujące zarówno Europę, jak i Maroko.
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
Wyświetl szczegóły
frólik 
zaawansowany


Twój sprzęt: Frólikowóz
Pomógł: 5 razy
Dołączył: 28 Wrz 2014
Piwa: 25/16
Skąd: Jędrzejów
Wysłany: 2014-11-30, 21:17   

Super. Mnie marzy się taka wyprawa, ale to raczej odleglejszy termin. Czekam z niecierpliwością na kolejne posty :spoko
Leci :pifko
_________________
Buduje się następny...
Burstner Ixeo time 585
Frólikowóz 2014
Knaus Sun Traveller 2005
Bavaria i71 2008

www.campervan.pl
https://www.facebook.com/budowakamperow/
Ostatnio zmieniony przez frólik 2014-11-30, 21:23, w całości zmieniany 1 raz  
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
koko 
Kombatant


Twój sprzęt: CARTHAGO C-LINE 4.8 I
Pomógł: 7 razy
Dołączył: 19 Sty 2007
Piwa: 46/31
Skąd: Radom
Wysłany: 2014-11-30, 21:20   

:pifko poleciało dla zachęty prosimy o więcej
_________________
KoKo
"Piszę tylko merytorycznie
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
wbobowski 
Kombatant
moder


Twój sprzęt: Dethleffs Globetrotter I645 DB Ducato 2,5 TDI
Nazwa załogi: Bobosie
Pomógł: 13 razy
Dołączył: 18 Lut 2008
Piwa: 224/76
Skąd: Lublin - Dąbrowica
Wysłany: 2014-11-30, 21:31   

Marek, gratuluję... i nie trzymaj nas w zbytnim napięciu czekając na ciąg dalszy.
A :pifko w realu przy najbliższej okazji, teraz tylko wirtualne.
_________________
Włodek i Ela

Nasze wyprawy
Irlandia, Szkocja; Irlandia po raz drugi;
Rumunia, Bułgaria i cel podróży Grecja;
Węgry>Bośnia i Hercegowina>Chorwacja jako jeden wyjazd opisany w 3-ch odpowiednich działach

Nasze kamperki
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
 
MER-lin 
stary wyga


Twój sprzęt: Niesmann+Bischoff Flair 6100
Nazwa załogi: Ewa i Marek
Pomógł: 3 razy
Dołączył: 28 Paź 2009
Piwa: 38/8
Skąd: Lublin
Wysłany: 2014-11-30, 21:48   

W części europejskiej wybrałem najkrótszą trasę przejazdu: Lublin-Jędrzychowice-Drezno-Chemnitz-Bayreuth-Stuttgart-Karlsruhe-Mulhouse-Dole-Montchanin-Vichy-Clermont-Ferrand-Gruissan-Barcelona-Tarragona-Alicante-Granada-Malaga-Algeciras. Biorąc pod uwagę trochę zwiedzania we Francji i Hiszpanii wyszło około 4 tys. km. Pierwszy nocleg była na darmowym Stellplatzu w Bautzen – N-51°10´53”; E-14°24´54”. Miejsce ciche i spokojne, możliwość wyprowadzenia kota, pobrania wody i podłączenia prądu – za opłatą w automacie. Drugi nocleg zaplanowaliśmy na darmowym Stellplatzu we Freiburgu N-48°02´29”; E-07°48´55”. Miała być możliwość wyprowadzenia kota i poboru wody. I była, ale zamknięta szlabanem przy jakimś sklepie, czy serwisie z kamperami. Bez problemu można było za to stanąć w dużych zatokach parkingowych wzdłuż ulic. Generalnie dzielnica przemysłowo-peryferyjna, ale cicho i spokojnie. Kolejny nocleg, już we Francji, był na bezpłatnym Stellplatzu w Paray-le-Monial N-46°26´50”; E-04°07´12”. Jest to bardzo ładny parking w centrum zabytkowego miasteczka. Darmowe wyprowadzenie kota oraz pobór wody. Na następny nocleg próbowaliśmy zatrzymać się na południu Francji w Montagnac N-43°28´31”; E-03°29´29”. Miejscówka okazała się jednak małym gliniastym placykiem poza miasteczkiem, na którym sterczał smętnie kikut zniszczonego automatu do wyprowadzania kota i poboru wody. Pojechaliśmy wiec na Stellplatz w La Palme N-42°57´27”; E-02°59´02”. Duży darmowy parking daleko od wszystkiego, ale pełen kamperów. Automat do wody zniszczony. Kolejny nocleg, w Hiszpanii, planowaliśmy na Stellplatzu w Peñiscola. Miał kosztować 12 euro, w cenie woda i wyprowadzenie kota. Po długich poszukiwaniach okazało się, że jest to wiejskie podwórko w szczerym polu z niby basenem i plączącym się pod nogami inwentarzem, za które właściciel żądał 40 euro N-40°23´53”; E-00°24´11”. Zrezygnowaliśmy z oferowanych „atrakcji” i pojechaliśmy do pobliskiego Vinaros, gdzie stanęliśmy na darmowym parkingu przy centrum handlowym N-40°27´17.8”; E-0°27´08.8”. Nocleg cichy i spokojny. Ostatni nocleg w Hiszpanii był w Lorca N-37°34´30.7”; W-1°48´00.6”. Jest to darmowy parking Puerto Lumbreras – miejscu odpoczynku przy autostradzie z CPN, hotelem i restauracją. Obiekt jest rozległy i oddalony trochę od autostrady. Zapewnia to ciszę i spokój w nocy.
Przejazd z Polski do Algeciras nasunął mi następujące spostrzeżenia: w Niemczech automaty na Stellplatzach są sprawne. Można nabrać wody, czy wyprowadzić kota ( wyjątek to zamknięty szlaban we Freiburgu ). We Francji prawie wszystkie urządzenia na Stellplatzach są zdewastowane i nieczynne. Spotkałem wielu kamperowców jeżdżących z obłędem w oczach i poszukujących możliwości zatankowania wody. Ciężko również zatankować tanie paliwo przy hipermarketach, ponieważ daszki nad dystrybutorami są na wysokości 2 metrów. Francuska infrastruktura, nie tylko kamperowa, jest w rozsypce. W Hiszpanii, na południe od Barcelony nie ma problemu z wodą. Praktycznie na każdej stacji benzynowej można zatankować za darmo wodę. Również stan infrastruktury jest znacznie lepszy niż we Francji. Francuskie sery i cidre oraz urocze miasteczka zrekompensowały jednak te niedogodności.
W Niemczech jechaliśmy bezpłatnymi autostradami. We Francji drogami równoległymi i bezpłatną autostradą z Clermont-Ferrand do Beziers. Zapłaciliśmy tylko za przejazd wiaduktem Millau ( około 13 euro ), ponieważ zjazd do kanionu i wdrapanie się z powrotem na górę kosztowałoby mnóstwo czasu i jeszcze więcej paliwa. W Hiszpanii od granicy francuskiej, jechaliśmy bezpłatną drogą NII aż do La Roca przed Barceloną. Z La Roca pojechaliśmy płatną autostradą do Villafranca ( około 10 euro ), a następnie bezpłatną drogą N340. Od Valencii bezpłatne autostrady prowadzą aż do Algeciras.
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
Wyświetl szczegóły
prof-os 
Kombatant


Twój sprzęt: był - ducato frankia,jest- burstner t603
Nazwa załogi: marwoj
Pomógł: 6 razy
Dołączył: 20 Wrz 2013
Piwa: 78/86
Skąd: Zgierz
Wysłany: 2014-11-30, 21:51   

MER-lin - pisz - jestem pełen uznania. Dla ugaszenia pragnienia przy kolejnej relacji :pifko
_________________
prof-os

Jesteśmy jedyni i niepowtarzalni, pamiętajmy tylko że niedoskonali…
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
ZEUS 
Kombatant


Twój sprzęt: CI Elliot 84XT
Pomógł: 2 razy
Dołączył: 08 Paź 2014
Piwa: 29/34
Skąd: Olimp ?
Wysłany: 2014-11-30, 21:54   

Gratuluję pomysłu i jego realizacji... oczywiście z przyjemnością będę śledził całą relację z wyprawy... :)
_________________
--------------------------------------------------
Uśmiech to magia-powstaje z niczego a cuda zdziała
Kamper do sprzedania: https://www.otomoto.pl/of...y-ID6Alrok.html
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
MER-lin 
stary wyga


Twój sprzęt: Niesmann+Bischoff Flair 6100
Nazwa załogi: Ewa i Marek
Pomógł: 3 razy
Dołączył: 28 Paź 2009
Piwa: 38/8
Skąd: Lublin
Wysłany: 2014-12-01, 19:13   

Dziękuję za piwka i słowa zachęty. Postaram się nie zawieść pokładanych we mnie nadziei.
W Algeciras kierujemy się do polecanej przez kolegów na forum agencji Agencia de Viajes Normandie, która mieści się obok Carrefour N-36°10´45”; W-05°26´28. Jest to rodzinna firma prowadzona przez przesympatycznego starszego pana i jego córkę. Chociaż oboje mówili tylko po hiszpańsku, a ja w tym języku znałem tylko ze trzy słowa, bez problemu wszystko rozumiałem. Wynikało to z tego, że starszy pan pokazywał po kolei wszystkie dokumenty i wyraziście gestykulując tłumaczył całą procedurę krok po kroku. Bilet powrotny typu „open” na prom linii „Acciona” z Algeciras do Ceuty kosztował 250 euro. Wraz z biletami dostaliśmy się również 3 wypełnione egzemplarze na odprawę graniczno-celną kampera i formularze białe dla osób wjeżdżających do Maroka oraz żółte na powrót. W agencji można też było wymienić euro na dirhamy po takim samym kursie, jak w marokańskich bankach - 10,50 dirhamów za 1 euro. Jednak w danej chwili brak było marokańskiej waluty. Otrzymaliśmy kolorowy wydruk z komputera ze zdjęciem tablic nad autostradą i informacją, w którym momencie musimy zjechać, aby trafić na terminal promowy w porcie. Na koniec dostaliśmy gratisy – butelkę cidru z Asturii, paczkę pysznego czekoladowego ciasta ciasta, breloczek do kluczy, nalepkę na szybę kamperka z informacjami o agencji i informatory o Maroku i Mauretanii. Droga do portu jest dobrze oznakowana, a z informacjami i materiałami poglądowymi otrzymanymi w agencji trudno było zabłądzić. W porcie były dwie równoległe kolejki do terminala. Zanim się stanie w jednej z nich należy najpierw sprawdzić, która jest do naszego przewoźnika. Można zapytać kogoś już stojącego w kolejce lub podejść do budki, gdzie sprawdzają i rejestrują bilety. Na budce będzie informacja jakiej linii promy obsługuje. My niestety tego nie wiedzieliśmy i oczywiście stanęliśmy w niewłaściwej kolejce. Jednak, gdy szlabany poszły w górę i zaczęli pomału wpuszczać samochody wcisnęliśmy się do właściwej kolejki ( duży może więcej :szeroki_usmiech ). Ładownia na promie na czas rejsu jest zamykana i wszyscy pasażerowie muszą iść na górę do zamkniętej kapsuły części pasażerskiej. Sama podróż trwa około pół godziny.
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
Wyświetl szczegóły
samotny wilk 
weteran
W podróży jesteśmy zawsze.


Twój sprzęt: bezdomny/namiociarz
Nazwa załogi: Wędrowniczek
Pomógł: 1 raz
Dołączył: 11 Wrz 2013
Piwa: 40/35
Wysłany: 2014-12-01, 19:22   

Mnie także mocno interesuje ten kierunek. A relacja miodzio. Wszystko precyzyjnie opisane: gdzie, jak, po co i za ile. To rozumiem. Tak trzymaj. No i na początek zasłużone :pifko

:spoko
_________________
Jędrek
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
MER-lin 
stary wyga


Twój sprzęt: Niesmann+Bischoff Flair 6100
Nazwa załogi: Ewa i Marek
Pomógł: 3 razy
Dołączył: 28 Paź 2009
Piwa: 38/8
Skąd: Lublin
Wysłany: 2014-12-02, 19:31   

Po wyjechaniu z portu, ponieważ jest jeszcze dosyć wcześnie, postanawiamy od razu ruszyć na granicę. Ceutę zwiedzimy w drodze powrotnej. Dojazd do granicy jest dobrze oznakowany i nie powinien nikomu sprawiać trudności. Trzeba tylko uważnie patrzeć na drogowskazy, aby w odpowiednim momencie skręcić w lewo. Potem już droga prowadzi wzdłuż morza. Jadąc do granicy, po lewej stronie, pomiędzy jezdnią a morzem jest ładny, duży bezpłatny parking N-35°52´50.2”; W-05°19´34.7”. Na przejściu granicznym, jeżeli jest to czas przypłynięcia promu, będzie kolejka. Ponieważ w agencji, przy kupnie biletów dostaliśmy wypełnione dokumenty graniczne na samochód, wypełniamy tylko białe formularze. Koniecznie należy wypełnić wszystkie rubryki. Jeżeli ktoś zgubi druczki, nie ma paniki. Hiszpańscy policjanci rozdają na przejściu granicznym czyste formularze. W naszym przypadku dodatkowo, po przekroczeniu hiszpańskiego szlabanu i stanięciu na pasie między jednym i drugim szlabanem, podszedł jakiś bliżej nieokreślony pracownik służb granicznych, czy może turystycznych. Osobnik ten miał identyfikator, ubrany był w galabiję i mówił po angielsku. Sprawdził wszystkie nasze druczki graniczne, powiedział aby uzupełnić cel podróż ( turystyczny ) i przez cały czas pilnował abyśmy sprawnie posuwali się do przodu. Należy pamiętać, że na wjeździe i wyjeździe z Maroka są po dwie budki ustawione jedna za drugą w odległości kilku metrów. W jednej budce odprawia się osoby, a w drugiej pojazd. W kwicie na samochód, w I części ( Proprietaire ) w Identifiant N° wpisuje się numer literowo-cyfrowy wbity w paszport kierowcy ( właściciela ) przez pogranicznika z pierwszej budki, np. 250624QV. Dzięki naszemu opiekunowi przed dojechaniem do drugiej budki uzupełniliśmy prawidłowo dokumenty i przekroczyliśmy granicę bez najmniejszych problemów. Nasz przewodnik pożegnał nas przed drugą budką i dyskretnie wyszeptał bakszysz. Dostał za fatygę banknot 1 USD, który bez oglądania schował szybko w zakamarki galabiji. Francuz, który stał kilka samochodów przed nami coś pokręcił w kwitkach i po zaparkowaniu za drugą budka był ganiany już z dziesięć minut od jednego urzędnika do drugiego.
Zaraz za szlabanem, po prawej stronie jest kantor jakiegoś marokańskiego banku. Warto tam wymienić walutę, tym bardziej, że kawałek dalej, po prawej stronie, jest stacja paliw. Kurs wymiany 1 euro = 10,50 dirhama jest praktycznie taki sam w całym Maroku. Cena diesla w Maroku oscylowała pomiędzy 9,83 – 9,93 dirhama. Często można płacić kartą, ale zawsze trzeba się najpierw upewnić. Paliwo jest świetnej jakości, bez biokomponentów i silnik spala o min. 2 litry mniej niż paliwa europejskiego. Kto chce niech wierzy, kto nie chce niech nie wierzy, ale to fakt sprawdzony organoleptycznie. Poza tym prawdziwy diesel z ropy, a nie z kukurydzy, rzepaku i czego tam jeszcze jest bardziej przeźroczysty i mniej śmierdzi.
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
MER-lin 
stary wyga


Twój sprzęt: Niesmann+Bischoff Flair 6100
Nazwa załogi: Ewa i Marek
Pomógł: 3 razy
Dołączył: 28 Paź 2009
Piwa: 38/8
Skąd: Lublin
Wysłany: 2014-12-04, 19:09   

Na początek kierujemy się na wybrzeże śródziemnomorskie. W przewodniku Pascala zachwalali miejscowość Martil. Miały znajdować się tam ładne, w miarę puste plaże. Autorzy Pascala dawno chyba nie byli w Martil i okolicy. Odcinek wybrzeża od Ceuty do Martil jest w pewnym sensie uznawany za wizytówkę Maroka. Eleganckie szerokie jezdnie i nadmorskie bulwary, hotele itp. Na nas największe wrażenie zrobiły wtopione w asfalt niebieskie taśmy LED wyznaczające miejsca przejść dla pieszych. Po zmroku wyglądało to zjawiskowo. Stanąć na noc można na licznych, obszernych parkingach przy plaży lub po drugiej stronie jezdni. Martil jest obecnie plażą i wczasowiskiem pobliskiego Tetouanu. Konsekwencją tego są tłumy wylegające o zmroku i przelewające się ulicami do północy czasu lokalnego ( 2 w nocy czasu polskiego ). Koło południa plaża zaczyna wyglądać, tak jak ulice wieczorem, ciężko wcisnąć szpilkę. Charakterystyczne dla Maroka są dwa zjawiska: niezliczone ilości policji, żandarmerii i ( ciut mniej ) wojska oraz miliony parkingowych. W Martil przy przejściach dla pieszych stało po dwóch policjantów. Każdy po swojej stronie jezdni. Gdy zauważyli, że zebrała się grupa chętnych do przejścia na drugą stronę wychodzili na jezdnię i trochę hamowali niekończący się sznur samochodów. Trochę hamowali, bo zatrzymać całkiem rzadko im się udawało. Służby mundurowe to w ogóle bardzo ciekawy temat. Policjanci, np. ci w Martil, mieli kabury, ale bez broni. W innych częściach Maroka również dało się zaobserwować czasami takich niby uzbrojonych stróżów prawa. Żandarmi natomiast zawsze mieli broń, tak jak i wojskowi. Kilka razy stawaliśmy na noc przy komisariatach Policji lub Żandarmerii i mam pewne wytłumaczenie tego zjawiska. Żandarmi, z którymi nie raz rozmawialiśmy stając na nocleg w pobliżu ich siedzib byli ludźmi wykształconymi i kulturalnymi. Biegle posługiwali się językiem francuskim, często również angielskim. Udzielili nam wielu cennych informacji i rad na temat życia i poruszania się po Maroku. Natomiast policjanci, przynajmniej drogówki, no cóż, zdecydowanie nie ta liga. Rzadko który mówił po francusku lub angielsku. Jeśli już to po kilka słów. Maniery i poziom kultury adekwatny do znajomości języków. Ale jaka władza na drodze. Przed wjazdem do większości wiosek i miast stoją zapory i odbywają się kontrole policyjne. Nie wiem co oni kontrolują, ponieważ stan samochodów jeżdżących po Maroku jest często agonalny. Badania techniczne też są tam zapewne rzeczą nieznaną. Podjeżdżając do zapory należy się zatrzymać i dopiero po uzyskaniu zezwolenia policjanta ruszyć dalej. W praktyce wyglądało to tak, że podjeżdżałem bardzo powoli do zapory i patrzyłem na stróża prawa. Ten widząc kampera zawsze machał ręką, aby jechać dalej. Miejscowych natomiast haltował. Zdarzyło się raz, że przy jakiejś składającej się z kilku chałup wioszczynie w szczerym polu była zapora, stał samochód policji i był daszek z liści dla pana władzy. Tylko pana władzy nigdzie nie było. Podjechałem wolniutko. Patrzę, nikogo nie ma. To dalej wolniutko się toczę. Minąłem już daszek z liści, gdy nagle wyskoczył z nikąd wiejski szeryf. Dogonił mnie z wrzaskiem. Coś tłumaczy pokazując na znak STOP. Francuski i angielski są mu obce. Ja udaję głupiego. Zawlókł mnie przed oblicze znaku, macha rękami. W końcu uszło z niego powietrze i nas puścił. Drugi raz zatrzymał nas podobny szeryf za Rabatem. Fakt wyprzedzałem gościa wlokącego się na wszechobecnych rozpadających się motorowerach i przekroczyłem ciągłą linię. Tu była krótka piłka – zapłacisz na miejscu mandat, albo idziesz do więzienia. Mówił trochę po francusku, to dało się zrozumieć. Wziął dokumenty pomyślał, oddał i mówi, że mogę jechać. Nie wiem do końca co nagle wpłynęło na taką zmianę decyzji, ale przypuszczam, że uzmysłowił sobie ile będzie musiał wypełnić kwitów mając cudzoziemca. Najśmieszniejsze jest to, że przepisy drogowe w Maroku są rzeczą bardzo umowną. Jazda pod prąd na ruchliwej ulicy nie należała wcale do rzadkości, a co dopiero przekraczanie ciągłej linii poza miastem. Przypuszczam więc, że władze zwierzchnie, wolały nie narażać niepotrzebnie obywateli i nie dawały do ręki na co dzień broni każdemu funkcjonariuszowi policji. Wojskowi, z którymi mieliśmy do czynienia byli zdecydowanie na poziomie żandarmów. Jednak o jakimkolwiek zatrzymywaniu się w pobliżu obiektów wojskowych nie było mowy. Uczulali nas na to również żandarmi.
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
MER-lin 
stary wyga


Twój sprzęt: Niesmann+Bischoff Flair 6100
Nazwa załogi: Ewa i Marek
Pomógł: 3 razy
Dołączył: 28 Paź 2009
Piwa: 38/8
Skąd: Lublin
Wysłany: 2014-12-04, 19:32   

Parkingowi to w Maroku prawdziwa plaga. Kończąc swój pobyt w tym kraju miałem nieodparte wrażenie, że na tej grupie zawodowej ( może nawet społecznej ) opiera się gospodarka Maroka. Noszą widoczne z daleka samochodowe kamizelki odblaskowe. Najczęściej zielone. Są praktycznie w każdej wiosce, mieście, metropolii. Nie powiem są pożyteczni. Wskażą wolne miejsce do zaparkowania, pomogą zaparkować, wyjechać. Czasami, gdy mają w pobliżu swój stołeczek popilnują auta. W 95% żądają pieniędzy za parking. Jak się bronić? Po pierwsze żądać biletu parkingowego. Nie ma ticketu, nie ma kasy. Nie każdy ma bilety. Drugi sposób dotyczy parkingu, na którym się nocowało. Parkingowi przychodzą dosyć późno. Często przed 9 nie uświadczy się żadnego. Jeżeli chcemy jechać dalej, a parkingowego nie ma, to jego strata. Nie będę przecież czekał, aż łaskawie przyjdzie do pracy. Gdzie nie ma parkingowych? Przy komisariatach policji i żandarmerii, obiektach wojskowych oraz bankach. Strażnicy w bankach bezlitośnie gonią z okolicy parkingowych. Zdarzyło się, że wychodząc z banku słyszałem od strażnika przy drzwiach, że jakby jednak pojawił się przypadkiem jakiś parkingowy, gdy będę odjeżdżał, to mam mu nic nie płacić. Marokańskie placówki bankowe są też ciekawymi miejscami. Duża część jest oblegana przez kobiety pobierające pieniądze z przekazów Western Union. Można tam wejść bez problemu. Ale spotkałem też takie, gdzie drzwi otwierał od środka, po naciśnięciu przycisku na ścianie strażnik. Najpierw oceniał klienta, a potem wpuszczał do środka. Aby wyjść też należało poczekać, aż strażnik naciśnie przycisk i otworzy drzwi. Oczywiście mówił „dzień dobry” i „ do widzenia”. Pracownicy banków swobodnie posługiwali się francuskim i angielskim i można było od nich uzyskać różne informacje, np. o jakiejś porządnej knajpce w okolicy. Jako źródła lokalnej informacji wykorzystywaliśmy także aptekarzy. Zawsze można się było bez problemu porozumieć.
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
Wyświetl szczegóły
RODOS 
zaawansowany

Twój sprzęt: Knaus Sport Traveller Renault 2,5 dCi 2007
Nazwa załogi: JASKÓŁKI
Dołączył: 16 Lut 2010
Piwa: 76/39
Skąd: GDYNIA

Wysłany: 2014-12-06, 10:01   MAROKO

Bardzo dokładne praktyczne informacje, które mogą się przydać przy planowaniu wyjazdu w ten rejon. Ciekawie opisane. W uznaniu :pifko . Pozdrowienia Lila i Tadeusz :spoko
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
MER-lin 
stary wyga


Twój sprzęt: Niesmann+Bischoff Flair 6100
Nazwa załogi: Ewa i Marek
Pomógł: 3 razy
Dołączył: 28 Paź 2009
Piwa: 38/8
Skąd: Lublin
Wysłany: 2014-12-07, 11:22   

Z Martil ruszamy do Tetuanu. W przewodniku wyczytaliśmy, że a obrzeżach medyny jest duży strzeżony parking. Przez miasto jechaliśmy trochę na wyczucie, ponieważ plan Tetuanu w przewodniku średnio zgadzał się z plątaniną ulic w centrum. Gdyby nie tubylcy, którzy widząc, że przedzieramy się w stronę medyny wołali „parking” i machali w odpowiednim kierunku zapewne byśmy nie trafili. Ostatni odcinek, to była jazda wąską uliczką przez targ zastawiony straganami i kłębiącymi się tłumami. Do tej pory nie wiem jakim cudem nikogo wówczas nie rozjechałem. W końcu dokleił się do nas samozwańczy przewodnik i rozgarniając tłum poprowadził nas prosto do parkingu, a następnie znalazł wolne miejsce do zaparkowania. Z wdzięczności skorzystaliśmy z jego oferty pokazania najciekawszych miejsc na starówce. Oczywiście zaciągnął nas także do sklepu z dywanami. Był to nasz początek przygody z Marokiem i nie znaliśmy jeszcze kraju i sposobów radzenia sobie w różnych bardziej i mniej typowych sytuacjach. Później, mając już większą wiedzę i doświadczenie spławialiśmy natrętnych „przewodników” szybko i sprawnie. W Maroku nielegalni przewodnicy są bezwzględnie tępieni przez służby policyjne i ich legalnych odpowiedników. Każdy Marokańczyk idący z cudzoziemcem musi umieć Policji wytłumaczyć skąd zna cudzoziemca i dokąd z nim idzie. Ma to na celu walkę z nielegalnymi przewodnikami. Dlatego też każdy nielegalny przewodnik idzie z siedem metrów przed swoją ofiarą i ukradkiem spogląda, czy jego klient idzie nadal za nim. Co pewien czas podchodzi i krótko o czymś opowiada, a następnie znowu biegnie przodem. Nie idzie, ale prawie biegnie. Aby za nim nadążyć trzeba dobrze wyciągać nogi. Przy okazji zaprowadzi do kilku sklepów, w których dostanie prowizję, jeżeli cudzoziemiec, którego przyprowadził coś kupi. Po przebiegnięciu swojej trasy zdziera dwa razy tyle, co licencjonowany przewodnik. Np. w Meknes licencjonowany przewodnik chciał za oprowadzenie po starówce 150 Dh, a nielegalny 300 Dh. Z oszustami można sobie stosunkowo łatwo poradzić. Jeżeli nie chcemy korzystać z usług nielegalnego przewodnika pozbywamy się go na dwa sposoby – grzecznie lub mniej grzecznie. Sposób grzeczny – pokaż licencję. Nie masz, sorry. Sposób mniej grzeczny – krótkie, ale zdecydowane „no”.
Jeżeli mimo wszystko chcemy skorzystać z ich usług, to najpierw należy zaznaczyć, że idziemy razem, powoli i w trakcie wędrówki ma nam wszystko szczegółowo opowiadać o mijanych miejscach. Jeżeli będzie biegł przodem nie dostanie żadnych pieniędzy. Zaznaczamy, że nie wchodzimy tylko do tych sklepów, do których my chcemy wejść. Jak zaprowadzi nas do sklepu z dywanami, czy jakimiś cudownymi, kosmicznie drogimi olejkami na wszystkie choroby, nie dostanie pieniędzy. Ustalamy cenę za usługę na rozsądnym poziomie i później trzymamy się pierwotnych ustaleń, nie reagując na argumenty, że pokazał nam więcej niż inni, lub, że ma liczną rodzinę na utrzymaniu.
Tetuan nie zrobił na nas jakiegoś wyjątkowego wrażenia. Na resztę dnia i nocleg postanowiliśmy pojechać do leżącego nad morzem Oued-Laou. Miejscowość okazała się sympatyczniejsza niż Martil. Mniej ludzi, szerokie nadmorskie bulwary i ciągnące się przy nich parkingi. Świetne miejsce do odpoczynku przed wyruszeniem w głąb Maroka. Następnego dnia, przed opuszczeniem Oued-Laou pojechałem wymienić olej w silniku. W Maroku jest wszędzie mnóstwo warsztatów samochodowych. Wybrałem sobie warsztat, do którego mogłem zmieścić się kamperem. Była tam również myjnia samochodowa. Pełny wypas. Za wymianę oleju ( olej, filtr i podkładkę pod śrubę spustową miałem ze sobą ) zapłaciłem 30 Dh, czyli około12 zł. Robota została wykonana szybko, sprawnie i czysto. Od kasjerki dostałem również rachunek.
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
MER-lin 
stary wyga


Twój sprzęt: Niesmann+Bischoff Flair 6100
Nazwa załogi: Ewa i Marek
Pomógł: 3 razy
Dołączył: 28 Paź 2009
Piwa: 38/8
Skąd: Lublin
Wysłany: 2014-12-07, 19:08   

Wyruszamy do Szefszawanu. Wstępny plan zakłada, że zostaniemy tam na noc. Jadąc z Oued-Laou do Szefszawanu stajemy w jakiejś wiosce przy sprzedawcy glinianych naczyń. Są tu różnej wielkości garnki do tadżinu, miski, dzbanki itp. Wybór ogromny. Sprzedawca i towarzyszący mu młodzieniec nie mówią niestety w żadnym znanym nam języku. Kupujemy dwa średniej wielkości naczynia do tadżinu w kolorowe wzorki oraz targujemy do nich dwie gliniane miski. Naczynia do tadżinu są po 80 Dh, miski za parę giftów, których mamy spory zapas. Próbujemy wytłumaczyć, że chcielibyśmy jeszcze metalową obejmę na spodnią część tadżinu, ale sprzedawca nie ma pojęcia o co nam chodzi. W końcu dajemy za wygraną i jedziemy dalej. W Szefszawanie okazuje się, że są spore problemy, aby zatrzymać się na jakimś parkingu w miarę blisko medyny. Wypatrzyłem fajny parking przy jakimś obiekcie wojskowym, czy rządowym. Idę do wartownika i pytam, czy możemy tu zostać. Wartownik mówi, że to wykluczone. Tłumaczy mi jednak, że niedaleko jest parking przy centrum sportowym, czy czymś w tym stylu i tam spokojnie możemy stanąć. Będziemy mieli również blisko do medyny. Rzeczywiście, jest przyzwoity parking, obok duży plac, gdzie bawią się dzieci, siedzą na ławkach tubylcy, ogólnie fajne miejsce. Oczywiście pojawia się natychmiast parkingowy. Mówi, że możemy tu zaparkować, ale zostać na noc już nie. Podobno policja zabrania nocowania na parkingach. Trudno. Zbliża się wieczór. Zostawiamy kamperka i idziemy do medyny. Szefszawan robi na nas o wiele lepsze wrażenie niż Tetuan. Bardzo fajna medyna, atmosfera pół europejska, pół orientalna, centralny plac pełen knajpek, bogate suki. Takie same naczynia do tadżinu, które kupiliśmy dzisiaj od przydrożnego sprzedawcy kosztują tutaj po 300 Dh. Już po ciemku wracamy do kamperka. Mamy nadzieję, że parkingowy już sobie poszedł. Nic z tego wyłania się z ciemności i powtarza, że nie możemy tu zostać na noc. Ponieważ nie mamy innego miejsca, gdzie moglibyśmy stanąć na nocleg, a na camping nie chce nam się wspinać bardzo stromą drogą postanawiamy pojechać 60 km do Ouezzane. Parkingowy dopomina się jakieś opłaty za pilnowanie, ale zły na niego mówię, że skoro nie możemy zostać, to nic nie dostanie. Nigdy chyba nie zapomnę jego bezgranicznie zdumionej miny i słów „to nie zapłacisz?”
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum

Dodaj temat do ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group