Klub miłośników turystyki kamperowej - CamperTeam
FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum  Chat  DownloadDownload

Poprzedni temat «» Następny temat
Rumunia 1-21 lip 2017 - relacja
Autor Wiadomość
uhuprzem 
doświadczony pisarz

Twój sprzęt: Ducato Carioca 40 2002r 2.8JTD
Dołączył: 12 Kwi 2017
Piwa: 51/1
Skąd: Bydgoszcz
Wysłany: 2017-07-24, 21:59   Rumunia 1-21 lip 2017 - relacja

Niestety po 3 tygodniach dobiegła końca nasza wycieczka po Rumunii. Wrażenia z wyjazdu są w 100% pozytywne. Mieliśmy pewne oczekiwania co do tego wyjazdu jednak rzeczywistość okazała się znacznie lepsza.

Kampera kupiliśmy w tym roku. Nasz wehikuł to Mirage City 3 na basie MB100D 2.4d 72KM z 1994r. Były to nasze pierwsze "prawdziwe" wakacje kamperem, wcześniej jeździliśmy raczej "wokół komina". Skład: 38+38+9+4 lat :D

1 lipca ok godz 17 start z Bydgoszczy. Pierwszy odcinek zakończyliśmy ok 1 w nocy w Białce Tatrzańskiej. Nocleg na stacji Orlen (49.365157, 20.116229) Jest toaleta i ciepła kawa :)

2 lipca ok godz 9.00 ruszamy dalej w kierunku Słowacji i Węgier. Po południu dojeżdżamy do Lillafured pod Miszkolcem w której znajduje się największy wodospad na Węgrzech (wrażenia na nas nie zrobił). Krótkie zwiedzanie, obiad i jedziemy dalej. Pod wieczór zatrzymujemy się na nocleg na stacji M Petrol w okolicach Hajdumoszormeny (47.610722, 21.519771). Fajna stacja, toalety, prysznic, plac zabaw.

3 lipca z rana wyjeżdżamy w kierunku Rumunii. Omijamy Oradeę, Kluż i jedziemy prosto do wąwozu Turda. Na miejscu (46.560801, 23.691475) jest spore miejsce piknikowe/parking. Tam się rozbijamy w towarzystwie 2-3 innych kamperów. Są ToiToi'e, bar i sklep z pamiątkami. Jest też źródełko z wodą, ale leci strasznie wolno. Średni garnek napełnia się ok 10min. Jest już późne popołudnie więc atak na wąwóz zostawiamy sobie na kolejny dzień. Tu spotykamy pierwsze bezpańskie psy, które są wszędzie w Rumunii. Przez cały wyjazd spotkaliśmy ich pełno, ale nigdy nie były agresywne. Wystarczyło tupnąć nogą lub machnąć ręką i uciekały.

4 lipca po śniadaniu wybieramy się na spacer wzdłuż wąwozu. Piękny szlak półkami skalnymi ok 10m nad rzeką. Miejscami chodnik jest na tyle wąski, że do ściany są przyczepione stalowe liny do asekuracji. Co jakiś czas podwieszanym mostkiem przechodzi się na drugą stronę rzeki. Cała trasa w tę i z powrotem zajmuje nam ok 3-4h (z dwójką dzieci 4 i 9 lat). Widoki są przepiękne, naprawdę warto tam pojechać. Postanawiamy zostać tu na kolejny nocleg.

5 lipca po śniadaniu jedziemy do Sighisoary. Ok 13.00 jesteśmy już na miejscu. Parkujemy na parkingu płatnym (46.219214, 24.794702) /nie pamiętam ale chyba 3 RON/h/ w pobliżu starego miasta. Do wieczora zwiedzamy piękną historyczną cześć miasta i raczymy się obiadem w restauracji na rynku. Ok 18.00 udajemy się w kierunku Branu. W Branie szukamy miejscówki na nocleg i trafiamy na polanę nieopodal zamku na której jest rozbity jeden namiot (45.514042, 25.366093). Podjeżdżamy i pytamy jak się okazało młodych Rumunów czy można tu zanocować. Oni zdziwieni naszym pytaniem odpowiadają oczywiście że tak :) W Rumunii to normalne. Na placu infrastruktury brak, ale mając kamperka to żaden problem :)

6 lipca od rana zwiedzamy zamek w Branie. Miejsce rozsławione jako zamek Drakuli, w którym jednak chyba książe Vlad nie rezydował. Zabrakło nam trochę jakiejś inscenizacji z Drakulą, dzieci były lekko rozczarowane że nie spotkały drania :D Po zwiedzaniu jedziemy dalej w kierunku Berca żeby zobaczyć słynne wulkany błotne. Na miejsce dojeżdżamy ok 17.00. Ostatnie 10km drogi w fatalnym stanie. Trzeba jechać dość powoli. Na miejscu jest mała restauracja a za nią duży parking z toaletami na którym spokojnie można nocować (45.359343, 26.714745). W knajpce zjedliśmy dobry obiad a po nim zajęliśmy się ogarnianiem porządku w kamperze i prysznicem :D

7 lipca z rana idziemy zobaczyć osławione wulkany. Wrażenie jak na księżycu. Wielki teren zalany wyschniętym błotem które sączy się z kilku wulkaników. Co chwila w kraterach wypełnionych błotkiem pojawia się wielki bąbel błotny przez który wydobywa się gaz z głębokości ok 3000m. Błotko jest zimne więc dzieciaki umorusały się po pachy :D Wstęp chyba 2-3 RON od osoby jednak jak my byliśmy nie było nikogo w kasie. Po zrobieniu 300 zdjęć pakujemy się i jedziemy w kierunku delty Dunaju. Niestety nasza lustrzanka odmówiła posłuszeństwa po 15 latach więc po drodze zatrzymujemy się w galerii handlowej w Buzau gdzie w sklepie AGD/RTV chcąc/nie chcąc kupujemy nowy aparat. Przed wieczorem docieramy do Murighiol na kamping Dan Fisherman (45.040743, 29.156512). Kamping malutki/rodzinny ale bardzo czysty i zadbany. Za kampera i naszą czwórkę zapłaciliśmy 45 RON za dobę. Łazienki czyściutkie z ciepłą wodą. Jest WIFI :) . Właściciele kampingu organizują wycieczki łódką motorową po delcie. Są 3 opcje 2h, 3h i 4h. My wybraliśmy 3h za 35Eur od osoby (dzieci gratis).

8 lipca pobudka o 5 rano! o 5:30 podjeżdża Dacia którą jedziemy do przystani i zaczynamy rejs :) Widoki podczas tych 3h zapierają dech w piersiach. Piękno przyrody i mnogość gatunków ptactwa robią ogromne wrażenie. Całe stada pelikanów, żurawi, kormoranów są na wyciągniecie ręki. Tu przekonujemy się że inwestycja w nową lustrzankę miała wieli sens! Niestety ostatnia godzina wycieczki minęła w ulewnym deszczu co jednak dało się przetrwać. Można śmiało powiedzieć, że wyjazd do Rumunii bez "zaliczenia" łódką delty Dunaju się nie liczy ;) Pozycja obowiązkowa! Po powrocie na kamping śniadanie, pakowanie i śmigamy dalej. Kierunek Costinesti. Na miejscu zatrzymujemy się na klifie przy wraku (43.960726, 28.645726). Niby mały parking, można nocować z widokiem na Morze Czarne, ale jakoś nam to miejsce nie podchodziło. Syf wokoło, jakby toaletę sobie wszyscy plażowicze tam robili. Plaża też nie zrobiła miłego wrażenia. Przeglądamy szybko google w poszukiwaniu lepszej opcji i okazuje się że po drugiej stronie miasteczka jest piękna zatoczka zwana Golful Francezului (Zatoka Francuzów). Jedziemy tam i okazuje się że na klifie (43.931684, 28.633052) stoi przyczepa na rumuńskich tablicach. Chwila rozmowy z przemiłym rumuńskim małżeństwem i już mamy świetnych sąsiadów. Okazuje się, że spędzają tam całe wakacje. Widok przepiękny. Na dole klifu (ok 3 min spacerkiem) piękna plaża. Jest wieczór więc plażowiczów już nie ma oprócz 4 namiotów osób które nocowały przy morzu.

9 lipca z samego rana o 5:30 podziwiamy przepiękny wschód słońca nad morzem. Widok zwala z nóg. Od ok 8:00 schodzą się pierwsi plażowicze i okazuje się że prawie wszyscy zapomnieli strojów plażowych :D Jak dla nas to dobra wiadomość, nie przywieziemy do PL śladów po gatkach :) . Nasi sąsiedzi wychodzą z przyczepki też na golasa. Po śniadaniu śmigamy na plażę i cieszymy się słońcem i kąpielami w morzu. Tak spędzamy w sumie prawie 3 dni. Dodatkową atrakcją jest to że codziennie ok 19-20 przypływa kilka delfinów dosłownie 20-30m od brzegu i co chwila wynurzają się żeby zaczerpnąć powietrza. Przepiękny spektakl. Na naszej miejscówce nie ma żadnej infrastruktury więc trzeba się zaopatrzyć w wodę i jakiś prowiant odpowiednio wcześniej. Do sklepu z buta jest jakieś 20min.

11 lipca po dwóch pełnych dniach leniuchowania na plaży postanawiamy jechać dalej. Cel osławione Vama Veche. Po drodze w Mangali uzupełniamy zapasy w Lidlu. Na miejsce docieramy ok południa. Parkujemy na klifie w północnej części miasteczka (43.758981, 28.575032). Stoi tam pełno kamperów. Jeszcze w Polsce czytaliśmy że Vama Veche to ostatnia hipisowska wioska w Europie. Zdjęcia w Internecie pokazywały pełen luz na plaży i pełno namiotów nad samym morzem. Schodząc na plażę nawet nie pomyśleliśmy o zabieraniu strojów do plażowania :) Na początku rzeczywiście było kilku nagusów jednak plaża była kamienista. Poszliśmy dalej w kierunku plaży piaszczystej z leżakami i parasolkami. Pierwsze wolne łoże z baldachimem było nasze :D Nie myśląc wiele zadomowiliśmy się tam i poszliśmy się kąpać. Po dłuższym czasie okazało się, że na piaszczystej plaży nie było żadnych golasów prócz nas :D Nikomu jednak chyba nasza ekstrawagancja nie przeszkadzała wiec do ok 16.00 wybyczyliśmy się konkretnie na słoneczku. Ogólnie jednak opowieści o klimacie hipisowskim wg nas nie sprawdziły się. Być może wieczorem gdy liczne knajpki zaczynają się wypełniać jest inaczej, jednak z dzieciaczkami nie sprawdzilibyśmy tego. Początkowo chcieliśmy nocować w Vama Veche, jednak zmieniliśmy zdanie i po 16:00 udaliśmy się do Bułgarii na kamping Laguna w Złotych Piaskach. Laguna to dość mały kamping na klifie w którym jest ok 30 parceli na różnych poziomach. Cena za dobę za naszą czwórkę z kamperem to 25Euro. Toalety i prysznice na kampingu dość skromne i siermiężne, chociaż ciepła woda jest. Czystość 3 gwiazdki na 5 możliwych. Po 10 dniach życia w kamperze postanawiamy zostać na Lagunie na 3 noclegi. Nam udało się załapać na parcelę w dolnej części kampingu, blisko wyjścia na plażę. Przy tym wyjściu jest ładna restauracja serwująca pyszne jedzenie. Było dość późno więc plaże zostawiliśmy sobie na następny dzień.

12 lipca po śniadaniu udeżamy na plażę. Plaża przy kempingu jest strzeżona przez ratowników, są leżaczki i parasolki (płatne). Na plaży piasek, niestety przy brzegu już w wodzie sporo skał. Było dość wietrznie, duże fale więc wchodzenie do wody dla dzieci w tych skałach było zbyt ryzykowne. Tuż za kampingową plażą idąc w stronę miasteczka ciągnie się naturystyczna plaża. Na jej drugim końcu po około 10min spaceru przy falochronie w Złotych Piaskach wejście do morza jest już zupełnie inne. Piaseczek, zero skał. Tam też bezpieczeństwa pilnują ratownicy. Część plaży naturystyczna, część tekstylna. Bar z napojami i lodami. Tam plażowaliśmy przez kolejne dni dbając o opaleniznę na dupskach :D W międzyczasie zrobiliśmy sobie spacer po Złotych Piaskach. Miasteczko pełne hoteli i nic więcej. Typowy turystyczny moloch Bułgarii. Tłumy turystów i straganów z chińszczyzną.

14 lipca zdecydowaliśmy się ruszyć dalej. Po spakowaniu się i opuszczeniu kampingu do 11.00 plażowaliśmy jeszcze 4h po czym udaliśmy się dalej. Wyjeżdżając z kampu spotkaliśmy 4 sympatycznych gości podróżujących pięknym T3 po Rumunii https://www.facebook.com/PodrozeWStarejFurze/ Kolejny cel Zamek Kaliakra. Gdzieś przeczytaliśmy, że to ciekawe miejsce do zwiedzenia. Ruiny na klifie prezentowały się dość ciekawie, na samym końcu klifu jest piękna restauracja z pysznym jedzeniem. Były "stejki" baterie się podładowały :) Nocleg chcieliśmy zrobić w Rusałce. Ku naszemu zdziwieniu na wjeździe do kurortu stał szlaban i gość kasował za wjazd. Spytałem czy możemy się najpierw rozejrzeć co nie spotkało się z aprobatą Pana Szlabanowego. To nas dość mocno zniechęciło. Jako że na następny dzień mieliśmy w planach Bukareszt postanowiliśmy na noc wrócić na sprawdzoną miejscówkę w Continesti i tak też zrobiliśmy.

15 lipca rano pogadaliśmy jeszcze trochę z naszymi "starymi znajomymi" z miejscówki. Ci polecili nam zajechać do Constancy i zaraz za nią do Mamaji. Tak też zrobiliśmy. Constanca to wielkie miasto portowe w którym jedyne co trzeba zobaczyć to budynek starego kasyna przy morzu. Budynek rzeczywiście jest przepiękny, ale nikt o niego za bardzo nie dba i popada w ruinę. Mam nadzieję, że odzyska kiedyś swój blask. Po 3h w Constancy pojechaliśmy do Mamaji. To nadmorski kurort zupełnie inny niż Costinesti czy Vama Veche. Miasteczko Mamaja jest położone na mierzei. Po stronie Morza Czarnego ciągnie się bezkresna plaża z tysiącami leżaków i barów. Nad miasteczkiem można przejechać się kolejką linową i podziwiać widoki jak z drona. Przejażdżka w jedną stronę trwa ok 12min i dla naszej czwórki kosztowała 60 RON. "Lecąc" gondolą zaraz po starcie spostrzega się ogromny aqua park Aqua Magic. Podobno jest to największy park wodny w Ruminii na 2500 gości. Od razu postanowiliśmy że zostajemy tu na noc i od rana uderzamy w baseny i zjeżdżalnie :) . Do wieczora przechadzaliśmy się deptakiem przez miasteczko. Noc spędziliśmy na parkingu przed aqua parkiem (44.222529, 28.630730). Miejsce bardzo głośne i ruchliwe przez całą noc (ale była to sobota). Na parkingu były ToiToi'e.

16 lipca pobudka, śniadanie i o 9:00 jesteśmy gotowi na atak ;) Niestety ze spodziewanych tłumów przed wejściem nie było nikogo. Niebo zachmurzone, ok 21st, prognoza na deszcz za 3h. Czekamy godzinkę i obserwujemy sytuację. W końcu o 10:00 decydujemy się startować do kas. Bilety dla całej czwórki to równo 200 RON. Za bramkami tysiące leżaków i mnóstwo atrakcji. Wszystko puste!! Z nami łącznie było może z 10 gości w tym ogromnym obiekcie! Ratowników i obsługi pewnie ze 100 osób :D Zaliczyliśmy kilka zjeżdżalni itp i nagle po 2h okazuje się że park zamykają!! Z powodu małej frekwencji /zła pogoda/ postanowili o 12:00 zamknąć obiekt i oddać kasę za bilety. Lekki niedosyt, ale w sumie były 2h zabawy za friko i darmowy prysznic :D. Wracamy do kampera i jedziemy do Bukaresztu. Z Constancy do Bukaresztu prowadzi autostrada która w niedziele po południu była dość zatłoczona. Na stacjach po drodze ogromne kolejki. W Bukareszcie deszcz. Zerknęliśmy tylko na Parlament (miał dyktator rozmach), krótka wizyta w McD i dalej w drogę. Tym razem w kierunku Curtea de Arges. Nocleg wymuszony po drodze /mała awaria auta/ na stacji Petrom (44.868299, 24.883261). Obsługa stacji bardzo miła, pomogli nam rozwiązać problem z vanem.

17 lipca z rana śmigamy w kierunku Curtea de Agres na słynnej trasie C7 czyli Transfagarsan :D Z duszą na ramieniu pokonywaliśmy kolejne kilometry naszym 72 konnym kamperkiem ze stukającym od 2000km przegubem w prawej ośce... Większość trasy do tamy pokonana na drugim biegu. Jakoś się udało Widoki po drodze jak i sama tama robiły wrażenie, ale później miało się okazać ze lepsza część trasy dopiero przed nami. Kilka fotek przy tamie i jeziorze Vidraru i śmigamy w dół. Jechaliśmy może jakąś godzinkę z przystankiem na zupę gdzie spotkaliśmy przemiłych Polaków z córeczką. To Oni uświadomili nam że piękniejsza cześć trasy dopiero przed nami. Jako że wspomnieli nam o zachmurzeniu i o planowanej poprawie pogody w dniu następnym postanowiliśmy przenocować w połowie trasy i resztę machnąć jutro. Zatrzymaliśmy się w miejscu oznaczonym jako Zona Picnic (45.570204, 24.611550). Bar toalety kilka kamperów i namiotów. Cena 30 RON za całość. Tam spotkaliśmy kolejną przemiłą rodzinkę z PL z którą pobiesiadowaliśmy "co nieco" :D W pewnym momencie siedząc przy butelczynie w odległości ok 20m od nas przechadzał się NIEDŹWIEDŹ!!! Lekko nam ciśnienie skoczyło na taki widok. My z kamperem, ale nasi współbiesiadnicy nocowali w namiocie! Po jakimś czasie niedźwiedź zaczął buszować po śmietnikach po drugiej stronie szosy przy knajpce. Ludzie z innych przyczep zaczęli gwizdać, krzyczeć, nawet petardy odpalać żeby bestia poszła sobie! Noc na szczęście była spokojna tylko zimna! Codziennie upały 30+ a tu nagle w nocy 2 stopnie! Pierwszy i ostatni raz odpaliliśmy ogrzewanie w kamperze.

18 lipca z rana ruszyliśmy w trasę. Znów obawy o przegub do samego szczytu. Na szczęście dał radę! Widoki o niebo lepsze niż wczoraj! W najwyższym punkcie 2040mnpm lekko tłoczno. Po drodze w górę nie robiliśmy przystanków z obawy o ruszenie pod górę :) Całość trasy na dwójce, gaz w podłogę. Zjeżdżając zatrzymywaliśmy się za to chyba z 10 razy. Tam dopiero mieliśmy pocztówkowe widoki! Kopara opada! Warto pojechać do Rumunii tylko po to żeby przejechać się tą trasą (no i zobaczyć deltę Dunaju)! Po jej przejechaniu udaliśmy się w kierunku kampingu Ananas w Cisnadioara. Kamping prowadzony przez małżeństwo Holendrów. Bardzo zadbany z basenem. Przeważają Niemcy i Włosi. Koszt dla nas za dobę z prądem 88 RON.

19 lipca nie spieszyliśmy się z wyjazdem z kampu. Właściciel na moje pytanie do której trwa doba kampingowa powiedział że teoretycznie do 11 ale możemy zostać do zmroku jeśli chcemy! ok 14:00 pojechaliśmy do Sibiu. W Sibui zaparkowaliśmy na parkingu przy samej starówce (45.792005, 24.148990) koszt znikomy chyba 1 RON za godzinę. Starówka przepiękna, podobno miała być zburzona przez Nicolae Ceaușescu 1990 ale rok wcześniej niszczyciel skonczył swój żywot. Spacer uliczkami Sibiu zajął nam jakieś 2h po czym zjedliśmy pyszny obiad w Casa Frieda na głownym deptaku (knajpka z postacią Drakuli przed wejściem). Polecam, wszystko naprawdę było pyszne. Po obiedzie pojechaliśmy w kierunku Slimnic żeby zobaczyć ruiny zamku w którym osiedlili się ludzie i mieszkają tam! Zamek obeszliśmy dookoła. Trochę się spieszyliśmy i nie zdecydowaliśmy się na wejście do środka. Wstęp 3 RON od osoby. Po szybkim rekonesansie wyruszyliśmy do Hunedoary. Ok 19.00 dotarliśmy na miejsce. Zaparkowaliśmy na parkingu (45.752448, 22.888579). Koszt 10 RON za dobę. Parkingowy zasugerował od razu że możemy tu spokojnie nocować, parking jest strzeżony. Toaleta płatna 1,5 RON ale po 20 pani klozetowa poszła do domu zostawiając łazienki otwarte :D Zamek podziwialiśmy tylko z zewnątrz. Jest naprawdę przepiękny. Wszystkie znalezione opinie w necie odradzały wchodzenie. Podobno nuda. Na koniec wieczoru uraczyliśmy się lodami i napojami w restauracji Werk po drodze do zamku. Bardzo przyjemne, klimatyczne miejsce.

20 lipca plan był dojechać do Tatralandii. Ostrzegano nas że droga Deva-Oradea to masakra i strata czasu. Mimo to postanowiliśmy tędy pojechać. Jakies 1/3 dystansu trasa super. Nowiutki asfalt (jeszcze bez wymalowanych pasów). Jechało się jak po pasie startowym na lotnisku. Pomyślałem, że te negatywne opinie już się przeterminowały. Niestety druga część trasy jeszcze nie doczekała się ukończenia remontu. Nawierzchnia rzeczywiście makabra, częste wahadła. Mimo to trasa dość urokliwa w sumie warto było się przemęczyć. Ok 19.00 dojechaliśmy do okolic Preszowa gdzie zdecydowaliśmy się na nocleg na stacji ze słonikiem.

21 lipca pobudka na stacji w Słowacji i kontrola prognozy pogody. Wyrok = 19st i deszcz. Zmiana planów, odpuszczamy Tatralandię i śmigamy do domu. Wyjazd 9:00 rano, Bydgoszcz 22:00 (straszne korki w PL, Zakopianka, okolice Częstochowy).

Podsumowując zrobiliśmy 4600km. Spalanie ok 10l/100km.
Koszty:
Paliwo ok 2000zł
Reszta ok 4300zł

Każdemu polecamy Rumunię. Jest to przepiękny kraj niesetety mocno niedoceniany przez turystów z Europy.
_________________
Pozdrawiam
PrzeM
Ostatnio zmieniony przez uhuprzem 2019-01-02, 11:07, w całości zmieniany 4 razy  
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
Wyświetl szczegóły
uhuprzem 
doświadczony pisarz

Twój sprzęt: Ducato Carioca 40 2002r 2.8JTD
Dołączył: 12 Kwi 2017
Piwa: 51/1
Skąd: Bydgoszcz
Wysłany: 2017-07-24, 22:39   

Tutaj załącznik zdjęciowy to relacji:

https://drive.google.com/open?id=0B6E_fSPUvUSSYXlYeGJ6ZVFLaUU
_________________
Pozdrawiam
PrzeM
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
Wyświetl szczegóły
yahoda 
weteran


Twój sprzęt: HYMERMOBIL 522 FORD
Nazwa załogi: brave sir Robin
Pomógł: 4 razy
Dołączył: 13 Paź 2015
Piwa: 67/60
Skąd: Starogard Gd.
Wysłany: 2017-07-25, 08:58   

No i pięknie. My ruszamy na dniach. Pewnie skorzystamy z niektórych Waszych punktów i informacji zawartych w opisie. Dzięki. Piwko leci.
_________________
kamperki z lego: http://www.camperteam.pl/...hlight=lego+kam
nasze autko: http://www.camperteam.pl/...ight=hymermobil
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
Wojciechu 
Kombatant


Twój sprzęt: był - ducato frankia,jest- burstner t603
Nazwa załogi: marwoj
Pomógł: 6 razy
Dołączył: 20 Wrz 2013
Piwa: 137/112
Skąd: Zgierz
Wysłany: 2017-07-25, 09:16   

Z przyjemnością poczytałem i pooglądałem. Rumunia to kraj który warto zobaczyć. Nasi bywają tam często i za każdym razem coś ciekawego. Zasłużone :pifko :spoko
_________________
prof-os

Jesteśmy jedyni i niepowtarzalni, pamiętajmy tylko że niedoskonali…
  
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
Kotek 
Kombatant
Mam na imię Danusia!


Twój sprzęt: Fiat Ducato Toskana 1,9 TD
Nazwa załogi: MisioKot
Pomogła: 4 razy
Dołączyła: 07 Paź 2010
Piwa: 249/341
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2017-07-25, 10:07   

Fajna relacja. :kwiatki:
_________________
Pozdrawiamy - Danusia-Kotek i Henio-Misio

Jeśli obrabiają Ci d...ę za plecami, to pomyśl, jaki wzbudzasz strach, że nie mówią Ci tego prosto w oczy... ;)
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
 
emeryl 
zaawansowany


Twój sprzęt: Hymer Swing 494
Pomógł: 1 raz
Dołączył: 03 Kwi 2013
Piwa: 19/36
Skąd: Łęczna
Wysłany: 2017-07-25, 10:39   

Relacja super :pifko poleciało
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
JHJKi 
zaawansowany


Twój sprzęt: rumburak
Nazwa załogi: MoKaK
Pomógł: 1 raz
Dołączył: 27 Paź 2008
Piwa: 7/5
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2017-07-28, 16:04   

Super relacja, dzieki. My ruszamy jutro. Z pewnością skorzystamy z części informacji:)

PIWKO poleciało:)
_________________

Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
uhuprzem 
doświadczony pisarz

Twój sprzęt: Ducato Carioca 40 2002r 2.8JTD
Dołączył: 12 Kwi 2017
Piwa: 51/1
Skąd: Bydgoszcz
  Wysłany: 2017-07-30, 00:15   

Z tymi piwkami to w nałóg zaraz wpadnę :)
Przed wyjazdem prawie wszystkie relacje przeczytałem więc czułem się zobowiązany podzielić się naszymi doświadczeniami...
Pozdrówka podróżnicy!
_________________
Pozdrawiam
PrzeM
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
andi at 
weteran

Twój sprzęt: chausson welcome ws 2009
Pomógł: 11 razy
Dołączył: 20 Lis 2008
Piwa: 51/12
Skąd: wieden
Wysłany: 2017-07-30, 09:13   

Jak rozmawiałem z Rumunami to ten Drakula to był fajny gościu . Przekrętów i złodziei nabijał na pal . :spoko
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
matu 
doświadczony pisarz


Twój sprzęt: CI Elliot 98XT
Nazwa załogi: Roadrunners
Dołączył: 25 Wrz 2013
Piwa: 1/11
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2017-08-10, 10:48   

:pifko super relacja. My ruszamy w poniedziałek. Pozdrawiamy :spoko
_________________
Zabrania się zabraniać
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
Spax 
weteran


Twój sprzęt: Ford Transit
Nazwa załogi: Spax
Pomógł: 7 razy
Dołączył: 08 Mar 2016
Piwa: 75/108
Skąd: Kolumna
Wysłany: 2017-08-10, 11:13   

:lol: Piwko poleciało za super treściwą relację. My pod koniec sierpnia przez Rumunię do Grecji. Dzięki za namiary postojowe. :ok
_________________

Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
bwie 
doświadczony pisarz

Dołączył: 10 Wrz 2014
Piwa: 4/2
Skąd: stąd
Wysłany: 2017-08-10, 12:07   

Super relacja, przypomniały mi się nasze wakacje w Rumunii 3 lata temu :spoko
ale ...
uhuprzem napisał/a:
Błotko jest zimne więc dzieciaki umorusały się po pachy :D
Jak ja tam byłem to pamiętam, ze były informacje aby tego nie dotykać bo jest toksyczne :shock:
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
Gośka 
zaawansowany


Twój sprzęt: Citroen Jumper
Pomogła: 2 razy
Dołączyła: 31 Paź 2012
Piwa: 89/7
Skąd: Swarzędz
Wysłany: 2017-08-14, 18:45   

Fajnie się czyta, wspomina i ogląda. Rumunia to też temat naszych tegorocznych wakacji.
Właśnie się przymierzam do wstawienia relacji. Wrażenia podobne do waszych, jednak tylko częściowo nasze trasy się pokrywały.

Pozdrawiam serdecznie
_________________
Pozdrawiam

Gosia i Sławek
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
wędrowiec 
zaawansowany


Twój sprzęt: JUMPER DURISOTTI
Nazwa załogi: Marzena i Przemek
Dołączył: 15 Maj 2011
Piwa: 77/11
Skąd: bydgoszcz
Wysłany: 2018-01-27, 16:10   

:pifko poleciało za fajną relację. My jedziemy w tym roku do Rumuni i dzięki za dużo przydatnych informacji. Swoją drogą to ciekawe gdzie się schowaliście w Bydgoszczy. Od wiosny dużo załóg z naszego regionu bywa w Sokolej Kuźnicy w weekendy na ognisku. Pozdrawiam Przemek.
_________________
wędrowiec
Cztery stolice
www.camperteam.pl/forum/viewtopic.php?t=30300
Norwegia
www.camperteam.pl/forum/v...hlight=norwegia

www.camperteam.pl/forum/viewtopic.php?t=33834
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
uhuprzem 
doświadczony pisarz

Twój sprzęt: Ducato Carioca 40 2002r 2.8JTD
Dołączył: 12 Kwi 2017
Piwa: 51/1
Skąd: Bydgoszcz
Wysłany: 2018-01-29, 16:07   

Dzięki Wędrowiec.
Nie słyszeliśmy o lokalnych zlotach w SK. Chętnie się wybierzemy na wiosnę.
Pozdrawiam
Przemek :D
_________________
Pozdrawiam
PrzeM
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum

Dodaj temat do ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
*** Facebook/CamperTeam ***