Bez szczególnych poszukiwań - z drogi dostrzegamy wielki plac parkingowy - w jednej części zajęty przez kampery.
"Nasi tu są"
Jakieś 300 metrów dalej widać morze. Piękne, z łagodnymi falkami i jak się potem okazuje, z głębią, która satysfakcjonuje tych, którym nie wystarczy, że woda jest mokra
Plaża niezbyt szeroka, ale za to z prysznicami. I to jest kluczowy argument dla mnie - takie lubię najbardziej.
Może to nie jest dokładnie to, czego szukaliśmy ale przynajmniej jesteśmy wśród swoich - zostajemy
Choć jesteśmy tu dwa dni, opowiem o tym tylko w dwóch zdaniach
Leniuchujemy, opalamy się, pływamy ile tylko czyja dusza zapragnie
Plażowych zdjęć nie wkleję, bo Zuzia by mnie zabiła
Siedzi teraz w Lublinie i zmaga się z sesją, ale relację matki czyta - i pilnuje, czy wszystko się zgadza
W międzyczasie relaksujemy się koło swojego domku i spokojnie popijamy kawkę
Ta jest zaparzona sposobem Soni - pewnej muzułmanki, właścicielki kempingu w Utjeha.
Ale kawa jest włoska i filiżanki też - właśnie zakupione w mercato
Wreszcie bez pośpiechu można posłuchać muzyki . U nas wszyscy mają inne gusty muzyczne, które wzajemnie się wykluczają
Ja słucham swojej np. takiej:
Moja rodzina już przywykła, że w tej dziedzinie, to ja zmienna jestem - i gdy jestem w Chorwacji, to cromuza, jak w Grecji to Alkinoos Ioannidis itd...
Matce też się trochę tolerancji należy (raz w roku)
Jednak w ten błogi nastrój wkrada się nuta niepokoju
Jakoś dotąd udało mi się o tym nie myśleć, ale przed nami Rzym, a on nie kojarzy mi się najlepiej. Przypominają mi się nasze zeszłoroczne przejścia i zaczynam odczuwać obawę przed kolejną odsłoną Rzymu.
Z drugiej strony już tak bardzo chciałabym tam być, że to wylegiwanie się na plaży, zaczyna mi się wydawać stratą czasu.
Nikomu o tym nie mówię, bo przecież rodzinie należą się wakacje - nie będę ich wciągać w swoje paranoje
Po dwóch dniach, zwijamy się i w drogę. Im bliżej, tym emocje bardziej napięte Podchodzimy do tego Rzymu jak pies do jeża
A może by tak jeszcze podjechać do Fiumicino Jedziemy, startujące samoloty koszą nam głowy,...nie bardzo jest gdzie się zatrzymać, więc odpuszczamy
A może by tak zobaczyć ruiny starego Rzymu
Czemu nie
Jedziemy Pół dnia wytężania wyobraźni..., bo na tym głównie polega zwiedzanie ruin
Ale skoro już tu jesteśmy, to można się wysilić. Nie wiadomo kiedy trafi się następna okazja.
Pascal w rękę, aparat w drugą, na plecy zapas wody i idziemy...
A teraz spośród paru setek zdjęć wypadałoby wybrać kilka , ale jak to zrobić ...
Pomysł wycieczki do Ostia Antica nie wzbudził w naszej ekipie zbyt dużego entuzjazmu. Pewnie dlatego, że sama nie potrafiłam odnaleźć go w sobie i udzielić innym
Oglądanie ruin nie jest wystarczająco silnym bodźcem do pobudzenia moich zmysłów. Do tego potrzebna jest wyobraźnia - no i oczywiście jakaś elementarna wiedza
Przypomina mi się, jak w pierwszej klasie ogólniaka (gdy przerabiało się starożytność) - nasz profesor "Kombajn" (tak go nazywaliśmy bo kosił równo) - próbując nas natchnąć swoją pasją do starożytności - powtarzał nam "jeśli ty czegoś nie widzisz, to ty to sobie wyobraź"
Łatwo powiedzieć "wyobraź" - skoro na stronie podręcznika dwa czarno-białe obrazki o wymiarach 3x2
I tak ku jego rozpaczy, próbowaliśmy udawać, że sobie wyobrażamy te greckie agory i te rzymskie colosea itd, itd, itp...
Dziś trafia się okazja, żeby pomóc wyobraźni oglądając chociażby te kamienie, które pozostały po tamtych czasach...
Pascal mi mówi, że tu gdzie dzisiaj znajduje się Ostia Antica - kiedyś był najważniejszy port imperium rzymskiego. Trzęsienie ziemi i tsunami zniszczyło port i miasto. W ciągu wieków morze cofnęło się i dopiero w XX wieku znaleźli się tacy, co postanowili miasto odkopać.
Dziś miejsce to jest oddalone od brzegu morskiego o 7 km.
Najważniejsze, że jest gdzie zaparkować
Czasem Pascal wystawia moją wyobraźnię na dużą próbę, nastawiam się na Bóg wie co, a tu tylko tyle...
No, nie tylko... Niektóre obiekty zachowały się w lepszym stanie - np. kompleks łaźni cesarskich
Po takich posadzkach spacerowali sobie starożytni Rzymianie
Teatr funkcjonuje do dziś... Dzięki temu, że trochę go Mussolini podreperował
Świątynie nie przetrwały - ale nic dziwnego - w końcu pogańskie były...
Ale niektóre fragmenty budynków - zupełnie nie wyglądają na swoje lata
Takie kwiatuszki tutaj na każdym kroku...
Żeby tak jeszcze trochę lepiej się na tym znać
Muzeum i sklep z pamiątkami
Lubię pamiątki użytkowe, więc zakupiłam... filiżanki...
Proszę zwrócić uwagę, że są najbardziej rzymskie z rzymskich
W muzeum wystawiają oryginalne skarby odkopane z ruin
Niektórych nie opłaciło się chować pod dach
Niektórym zrobiono tylko plastikowy daszek
A Tybrowi to wszystko jedno - płynie tak jak płynął...
Ten to widział kawał historii...
Ale nas tu jeszcze nie widział
Panie profesorze "Kombajn" - pamiętam, że wahał się pan, czy postawić mi z tej starożytności piątkę
Mam nadzieję, że dzisiaj już nie miałby pan takich wątpliwości
Twój sprzęt: Rimor Katamarano 1
Nazwa załogi: elwood'ki Pomógł: 1 raz Dołączył: 18 Mar 2008 Piwa: 84/50 Skąd: Dąbrowa Górnicza
Wysłany: 2012-02-06, 23:18
Wiesz Santa z tymi Profesorami różnie bywa, a i skala ocen dziś inna.
Z tą wyobraźnią też bywa różnie, ale całkowicie podzielam w tej kwestii Twoje odczucia.
Jedno jest natomiast pewne - Twoja relacja nadal przykuwa moją uwagę - jest świetna.
... Twoja relacja nadal przykuwa moją uwagę - ....
I dzięki temu mógł powstać dzisiejszy odcinek
Bardzo dziękuję
...................................................................................................................................
Ruiny opuszczamy późnym piątkowym popołudniem. W moim przypadku - z dużym zmęczeniem i lekkim przygnębieniem. Z takiej ogromnej potęgi, został tylko przysłowiowy kamień na kamieniu...
Ale to nie tylko antyczna Ostia jest powodem mojego obniżonego nastroju. Większym jest czekający na mnie (albo bardziej ja na niego) - współczesny Rzym
Dziś - po prawie 4 latach, tamto wydarzenie wspominam jak wiele innych, które zostały odłożone w obszary niepamięci. Ale wtedy jeszcze nie Może dlatego, że ten rok skoncentrowany na odrabianiu strat, upłynął tak szybko, jakby nam go kto ukradł razem z tą przyczepą...
Zbliża się niedziela - w Rzymie czas spotkania z papieżem (którego ostatnio nie było), więc wyjazd prawie nieważny
Trzeba jechać Dłużej już nie można odwlekać - teraz albo nigdy
W trudnych sytuacjach można sobie pomóc - muzyką
U mnie - na zawołanie - stosownie do sytuacji pojawia się odpowiedni utwór
Niektóre osoby z mojego otoczenia to drażni, ale najważniejsze, że mnie pomaga
Klimat może nie italiano, ale za to internazionale
- To co robimy (pisałam już kiedyś, że jestem pilotem)
- No to jedziemy do Rzymu
- No dobrze, ale dokąd konkretnie
- No jak to dokąd
Nawet mi do głowy nie przyszło, żeby sobie zadać takie pytanie
Wiadomo dokąd Tam gdzie skończyła się nasza poprzednia podróż
Z dojazdem żadnego problemu nie ma. Wiadomo, wszystkie drogi prowadzą do Rzymu
Dojeżdżamy do centrum. Jest już nasz Tevere. Kto choć raz był w centrum Rzymu, to już na zawsze będzie pamiętał jego położenie. Tybr jest tym odnośnikiem, który nikomu nie pozwoli się zgubić.
Pamiętam to, jakby to było wczoraj. Skoro Bazylika po jednej, to znaczy, że my mamy przejechać na drugą stronę i dojechać do czwartego mostku licząc od Zamku Świętego Anioła.
Jedziemy... Już jest - nasz Ponte Nenni, jest nasz parking, znów prawie pusty - tak jak wtedy - choć to piątkowy wieczór i o rzut beretem od Piazza del Poppolo. Powinien być zapchany, ale nie jest... Dziwne...
Romek zatrzymuje kampera dokładnie tak samo jak w ubiegłym roku
Jeszcze trochę bliżej
Wysiadamy...
Patrzę..., wszyscy moi siadają na murku - tak samo jak Romek w ubiegłym roku...
W jakimś skupieniu, zadumie...
Wszystko mi się przypomina..., robię im fotkę (choć nie chcą)...
W tamtym roku jakoś mi to nie przyszło do głowy, żeby uwiecznić, to "nasze" miejsce w Rzymie
Ja też poproszę...
Ponieważ Leszka wtedy z nami nie było, to próbuję mu unaocznić, jak to tutaj wyglądało w ubiegłym roku..., ale widać, że nie słucha mu się tego dobrze, więc daję spokój...
Czasem zamiast gadać, lepiej pomilczeć...
Nie pamiętam, jak długo tam tak pomilczeliśmy...
Wystarczająco długo, żeby sobie uświadomić, że choć nasza historia w ciągu tego roku zatoczyła koło, choć znów jesteśmy w tym samym miejscu, to jednak jesteśmy o wiele dojrzalsi i bogatsi. I wcale tu nie chodzi o tego naszego poczciwego kamperka (który jest z nami zwykłym przypadkiem), tylko o to, że mamy za sobą takie doświadczenie, że z każdej sytuacji trzeba szukać wyjścia i próbować się podnieść i że w gruncie rzeczy na takich doświadczeniach więcej się w życiu zyskuje niż traci
Mnie tam już ta mądrość nie była koniecznie potrzebna, ale młodzi patrzą... niech się uczą, wszak każdy musi przeżyć w życiu swoje straty - i dobrze mieć takie pozytywne przykłady że, mimo wszystko, "życie toczy się dalej"
Ale też ważne jest, żeby pamiętać, że aby z rodością i nadzieją iść do przodu, trzeba najpierw pozamykać i podopinać stare sprawy. I chyba właśnie wtedy to uczyniliśmy
Każdy z nas pewnie opowiedziałby to inaczej..., gdyby był takim gadułą jak ja
W końcu Romek (który z całą pewnością opowiedziałby to tylko samemu sobie) - rzuca swoje sakramentalne "a teraz dokąd"
A teraz ... teraz możemy już wreszcie zacząć cieszyć się Rzymem - Kochanie
...
Twój sprzęt: Bürstner Solano na Ducato
Nazwa załogi: SOKOŁY Pomógł: 2 razy Dołączył: 14 Lut 2007 Piwa: 62/37 Skąd: Kołobrzeg
Wysłany: 2012-02-07, 22:46
Taki troszkę smutny ten odcinek, ale - jak to w życiu - nie zawsze jest wesoło. Ważne, że dalej umiecie cieszyć się podróżami: "Strata, która uczy, to zysk"
Taki troszkę smutny ten odcinek, ale - jak to w życiu - nie zawsze jest wesoło. Ważne, że dalej umiecie cieszyć się podróżami: "Strata, która uczy, to zysk"
Pięknie powiedziane
A pasuje tu też sentencja, którą Tadeusz ma w swoim profilu " W życiu powinno być trochę dobrze, a trochę źle, bo jak za dobrze, to też niedobrze"
A od siebie tylko dodam, że znam ludzi, którzy przeżyli życie i jest im dobrze, tylko o tym nie wiedzą
Obiecuję, że to już koniec biadolenia i zabieram się za następny odcinek...
Twój sprzęt: Fiat Talento Hymercamp
Nazwa załogi: Kucyki Pomógł: 16 razy Dołączył: 06 Lis 2007 Piwa: 1610/2356 Skąd: Otwock
Wysłany: 2012-02-09, 16:21
Santa napisał/a:
Obiecuję, że to już koniec biadolenia
Jakoś to Twoje biadolenie nam nie przeszkadza. Powiem więcej - ten smuteczek wniósł do opowieści coś, co uczyniło ją ciepłą i bardzo osobistą. Zaiste, jak nie przyznać racji ks. Twardowskiemu?
Santa...dobrze, że z nami jesteś.
_________________ W życiu najlepiej jest, gdy jest nam dobrze i źle. Kiedy jest tylko dobrze - to niedobrze. Ks. Jan Twardowski.
...ten smuteczek wniósł do opowieści coś, co uczyniło ją ciepłą i bardzo osobistą...
Tadeuszu - bardzo Ci dziękuję za te słowa
Kiedyś natknęłam się na taki tekst autorstwa Heinricha Heinego, który stwierdził, że "nie ma nic nudniejszego na tym świecie jak czytanie opisów włoskich podróży - chyba produkowanie tych opisów. I tylko w ten sposób autor może je uczynić do pewnego stopnia znośnymi, jeżeli o samych Włoszech postara się mówić jak najmniej"
Tak się tym przejęłam, że prawie 4 lata nie mogłam ruszyć z relacją
...................................................................................................................................
Rzymem cieszyliśmy się od tego pamiętnego piątkowego wieczoru do późnego popołudnia we wtorek. W międzyczasie w sobotę wieczorem pojechaliśmy do Dżordżiów, gdzie na wspólnym biesiadowaniu spędziliśmy noc z soboty na niedzielę. Od nich pojechaliśmy do Castelgandolfo na audiencję (na którą się spóźniliśmy) a wieczorem znów wróciliśmy do Rzymu
Przeglądając zdjęcia z tego pobytu widzę, że to zwiedzanie przebiegało wtedy dosyć chaotycznie. Prawdopodobnie było to podyktowane możliwością zaparkowania kampera
Ale gdy się tak głębiej zastanowić, to widać, że ta pozorna przypadkowość miała jednak swój sens
Gdy już tak sobie posiedzieliśmy na tym murku i pomilczeliśmy na tym "złodziejskim" parkingu, to w końcu rozłożyliśmy naszą "złodziejską" mapkę (która okazała się najlepsza ze wszystkich, które mieliśmy i wcześniej i potem) i skierowaliśmy się w stronę antycznego Rzymu (skupionego wokół Coloseum).
Po wykopaliskach w Ostii - będziemy mieli ciągłość historyczną
Miejsce do zaparkowania znaleźliśmy bez problemu nieco dalej - w pobliżu Bazyliki San Giovanni in Laterano (na obrzeżach placu przed głównym wejściem do bazyliki).
Powoli zbliżała się noc, co w Rzymie oznacza, że miasto właśnie budzi się do życia
Przypomniało mi się, jak strasznie mi było żal w ubiegłym roku opuszczać miasto przed nocą, ale dziś znów tu jestem...
Jeśli gdzieś jestem po raz pierwszy, to dla zachowania orientacji i porządku w zdjęciach, staram się zawsze uwiecznić jakiś punkt, który mi potem (po latach) pozwoli rozeznać się gdzie byłam i co widziałam.
W Rzymie - okazało się to rozwiązaniem zbawiennym, bo przy takim ogromnym natężeniu różnorodności i wspaniałości, łatwo można się pomylić
Pierwszy przykład realizacji mojego sposobu:
Kilka wieczornych ujęć bazyliki i okolicy...
Robi się coraz ciemniej... Parking zapełnia się z minuty na minutę. Mamy przegląd włoskiej elegancji w każdym calu (na ogół czarno-białej). Dochodzimy do wniosku, że Włoszki w dzień są zupełnie zwyczajne, ale wieczorem ... wyglądają imponująco
Większość podąża w kierunku Coloseum. My też...
Nocne ulica Rzymu
W tym miejscu nie sposób nie zachwycić się Rzymem. Można tu przesiedzieć całą noc...
Nie mogę się oprzeć, żeby tu nie włożyć pewnej piosenki o tym, jaka piękna jest noc
Łuk Konstantyna - wraz z Koloseum najczęściej fotografowane miejsce w Rzymie (my też mamy z 50 ujęć )
Po wydeptaniu własnych ścieżek wokół Coloseum, Forum Romanum, Łuku Konstantyna...
antyczną Via dei Fori Imperili udajemy się na pobliski Piazza Venecja...
Być może ta kolumna pamięta czasy Cesarstwa - ale taka szczegółowa wiedza była mi wtedy niedostępna, więc traktuję ją po barbarzyńsku - jako drogowskaz
Pomnik Wiktora Emanuela - pierwszego króla zjednoczonych Włoch nazywany też Ołtarzem Ojczyzny.
Obiekt nie lubiany przez Rzymian Wymyślają dla niego różne lekceważące nazwy np. "sztuczna szczęka Rzymu"
Skąd my to znamy
Widocznie każdy naród musi mieć swój Pałac Kultury
Ja jestem tą szczęką zachwycona (no ale może ja się nie znam)
Jedyne co do niego można mieć to to, że stoi na części Kapiotu, zrównanej przez współczesnych mu Rzymian z ziemią.
Widocznie Rzymianie mają już to we krwi, żeby eksponować swoją potęgę - i kolejne pokolenia rywalizują między sobą, nie do końca szanując osiągnięcia poprzedników. Trudno to pojąć...
Nasze nocne manewry po antycznym Rzymie trwały do ostatnich sił...
Oczywiście zawsze ktoś zostawał w kamperku. Ale nie ja
Zawsze byłam chętna do wyjścia Na wyjazdach jestem nie do zdarcia
Tę krótką noc spędziliśmy w centrum antycznego świata. Czy byłoby to możliwe, gdybyśmy nie mieli kamperka
Twój sprzęt: Bürstner Solano na Ducato
Nazwa załogi: SOKOŁY Pomógł: 2 razy Dołączył: 14 Lut 2007 Piwa: 62/37 Skąd: Kołobrzeg
Wysłany: 2012-02-09, 22:22
Tego Rzymu nocą to Wam trochę zazdroszczę. My, ze względu na podróżowanie z dziećmi, nie mogliśmy sobie pozwolić na ten luksus. Ja doświadczyłem nieco Rzymu "by night", ale byłem bez moich najbliższych, a okoliczności też nie sprzyjały kontemplowaniu walorów estetycznych miasta, bo byłem na pogrzebie Jana Pawła II. W 2011 planowaliśmy być z chłopakami na drodze krzyżowej w Koloseum w Wielki Piątek, ale nasza podróż nie doszła do skutku
Twój sprzęt: Rimor Katamarano 1
Nazwa załogi: elwood'ki Pomógł: 1 raz Dołączył: 18 Mar 2008 Piwa: 84/50 Skąd: Dąbrowa Górnicza
Wysłany: 2012-02-09, 22:48
Santa napisała:
Cytat:
Kiedyś natknęłam się na taki tekst autorstwa Heinricha Heinego, który stwierdził, że "nie ma nic nudniejszego na tym świecie jak czytanie opisów włoskich podróży - chyba produkowanie tych opisów. I tylko w ten sposób autor może je uczynić do pewnego stopnia znośnymi, jeżeli o samych Włoszech postara się mówić jak najmniej"
Tak się tym przejęłam, że prawie 4 lata nie mogłam ruszyć z relacją
I powiedzcie czy ludziom niewykształconym, nieoczytanym i nic niewiedzącym nie żyje się łatwiej.
A Ty Santa nie czytaj tyle, tylko pisz - gdyuby ten niemiecki poeta epoki romantyzmu, żył w dzisiejszych czasach i czytał Twoje relacje z Włoch to jestem pewny, że zmieniłby zdanie.
Tego Rzymu nocą to Wam trochę zazdroszczę. My, ze względu na podróżowanie z dziećmi, nie mogliśmy sobie pozwolić na ten luksus...
Ale Wam można zazdrościć, że Rzym"by night" jest jeszcze przed Wami A im dłużej się czeka, tym bardziej smakuje
Aulos napisał/a:
...Ja doświadczyłem nieco Rzymu "by night", ale byłem bez moich najbliższych, a okoliczności też nie sprzyjały kontemplowaniu walorów estetycznych miasta, bo byłem na pogrzebie Jana Pawła II...
Ale tego rzymskiego doświadczenia, to już się nie da odrobić
My w ubiegłym roku - 1 maja - też przeżyliśmy niepowtarzalną i do żadnej innej nieporównywalną noc w Rzymie - ale to już całkiem inna historia
Mam nadzieję, że kiedyś ją tu opowiem
Pisać to dla mnie przyjemność (zwłaszcza dla życzliwych odbiorców), ale gorzej ze zdjęciami - wertowanie i wybieranie - to już wymaga czasu
Ale skoro już mi ich nikt nie ukradł, to nie ma wyjścia ...
Sobota rano - centum Rzymu. Budzą mnie odgłosy ulicy i zaczynający dawać się we znaki upał. Nikt nas nie zaczepia, ale może to tylko kwestia czasu.
Postanawiamy stąd odjechać. Może w jakiś cień A najlepiej nad wodę
Romek odpala i za niedługo znajdujemy piękne zacienione miejsce, z widokiem... na to co wszyscy lubimy
Sobota rano nad Tybrem - spokojna. Na parkingu aut mało, bo dziś nie ma przyjeżdżających do pracy.
Najpierw śniadanko i kawka nad Tybrem
Uwielbiam te spokojne, poranne kawki - na które w ciągu roku ciągle brakuje czasu
Ale kawka nad Tybrem..., to mi się nawet nie śniło
Jest nas czworo, więc planujemy, że pójdziemy zwiedzać w dwóch etapach - dwa razy po 3+1
Niektórzy szczęśliwi podwójnie (wiadomo kto najbardziej), inni też szczęśliwi, bo nie każdy jest takim zapaleńcem jak ja
Na początek ...Ponte Rotto (złamany most) - mniej więcej półtora wieku przed Chrystusem
Jesteśmy o dwa kroki od Awentynu, więc idziemy zobaczyć słynne Bocca della Verita znajdujące się w przedsionku Kościoła Santa Maria in Cosmedin
Fasady kościoła nie mam ale jest kawałek wnętrza
Legenda o tym, że usta mogą zacisnąć się, gdy włoży w nie dłoń kłamca, w tym miejscu staje się naprawdę realna. Ja tam wolę nie ryzykować ...
W rzeczywistości jest to antyczna osłona wylotu rynny
Po drodze mijamy jakieś antyczne cudeńka. Lubię wiedzieć co widzę... Ale Pascal mówi mi, że Rzymianie sami dobrze tego nie wiedzą
Świątynia Fortuny (tej od szczęścia) zawdzięcza nazwę pomyłce brzmieniowej - w rzeczywistości służyła kultowi Portunusa (boga portów)
Świątynia Westy (w istocie była poświęcona Herkulesowi)
Naprzeciwko świątyni - fontanna z muszelką - nazwana przeze mnie na własny użytek (dla odróżnienia od innych)
Stamtąd obok Circo Massimo (który okazał się wielkim placem), a następnie wzdłuż Pallatynu udaliśmy się w kierunku widzianego w nocy Łuku Konstantyna i Koloseum.
W dzień jest tu zupełnie inaczej. Można podziwiać szczegóły na fasadach (żeby się tak jeszcze trochę lepiej na tym znać). Może kiedyś znajdę czas, żeby to dokładnie rozszyfrować...
Jeszcze rzut oka na fora cesarskie, ale tylko z zewnątrz, żeby tam iść, trzeba się dobrze przygotować.
Ruiny tego, czym kiedyś była Świątynia Wenus i Romy
Stamtąd spacerkiem na Piazza Wenecja i rundka wokół Ołtarza Ojczyzny
Naprzeciwko - Forum Trajana z Kolumną Trajana i Kościołem Santissimo Nome di Maria
Posąg Trajana na szczycie kolumny zaginął ale został zastąpiony przez Świętego Piotra
A teraz już na Kapitol, który był dzisiaj naszym głównym celem
Posągi przystojniaków Dioskurów na balustradzie Piazza del Campidoglio
Kopia konnego pomnika Marka Aureliusza
Z Kapitolu inne spojrzenie na Forum Romanum
Łuk Semptymiusza Sewera
Pozostałości Świątyni Saturna i (po prawej) Świątyni Wespazjana
Po Rzymie mogłabym się tak błąkać bez pamięci ale na dzisiejszy wieczór mamy inne plany.
Wracając spotykamy jeszcze jakieś rzymskie matrony, które wzbudzają nie mniejsze zainteresowanie niż zabytki sprzed dwóch tysięcy lat
Kierując się w stronę Tybru, mijamy jeszcze teatr Marcellusa, który poprzez swe podobieństwo do Koloseum trochę mnie wytrąca z mojego przekonania o tym, że już nabrałam orientacji w tej okolicy Rzymu. Jeszcze nie raz się na to nabiorę ...
Wieczorem opuściliśmy nasze wygodne miejsce z widokiem na Tybr i pojechaliśmy do Dżordżiów. Nie chcieliśmy za wcześnie, ponieważ dowiedzieliśmy się, że właśnie podejmują innych gości z Polski - nowożeńców, będących w swojej podróży poślubnej.
Nasze podziękowania i inne formy wdzięczności za ubiegłoroczną pomoc mieliśmy już okazję wcześniej wyrazić, bo po naszym ubiegłorocznym smutnym powrocie - żonę Dżordżia zastaliśmy jeszcze w Polsce. Co prawda Dżordzia już zawsze będziemy wychwalać "po wszystkich odpustach" - ale jakaś symboliczna, materialna forma wdzięczności też jest wskazana
W efekcie wywiadu środowiskowego, wybrałam żubrówkę w żubranku
Żubranka występują również w innych, dostosowanych do gustu odbiorcy formach
Gdy do nich dotarliśmy biesiadowanie miało się już ku końcowi. Ale nasi niezmordowani gospodarze, mimo naszych protestów, zarządzili powtórkę z rozrywki
Nowożeńcy co prawda nie dali rady i uciekli, ale my - młodzi duchem, niezmordowani i zahartowani życiem - wytrzymaliśmy jeszcze wiele, wiele godzin
Wspomnienia nie miały końca - sięgały dawnych imprez w remizie strażackiej i dożynek pod gołym niebem
Kto by wtedy pomyślał, że spotkamy się dzisiaj w takich okolicznościach
Z Dżordżiem o mały włos nie zostaliśmy swatami, bo według jego opinii - jak Italia długa i szeroka, nie ma takich fajnych dziewczyn, jak młode Polki (których uosobieniem na ten moment stała się nasza Zuzia) - i nie było ważne, że jego syn zajęty a nasza Zuzia za młoda
Ale największą frajdę sprawił Dżordżiowi nasz kamperek.
Opisując ubiegłoroczną podróż nie wspominałam, że przy ulicy gdzie mieszkają nasi gospodarze, w sąsiedztwie - pod wiatą stał sobie zaparkowany kamper. Dżordżio opowiadał nam o swoim tajemniczym sąsiedzie, o tym jak to sobie wyjeżdża co roku z rodzinką na 2-3 miesiące i uchodzi w sąsiedztwie za szczęściarza i burżuja. Zażartowałam wtedy, że gdyby sąsiad chciał kampera sprzedać, to my kupimy. Ale Dżordżio - widząc nas w tak opłakanym stanie, widać nie potraktował tego serio
Dziś przypomniał sobie tę rozmowę i stwierdził, że jednak czasem trzeba brać na poważnie to co mówią kobiety
Ale największą satysfakcję sprawiło mu to, że "makarony" zobaczą, że do Dżordżia przyjechali goście z Polski kamperem
Dżordzio co prawda mocno zintegrowany z sąsiedzką społecznością, ale mówi, że jeszcze ze dwa pokolenia muszą przeminąć, zanim przestaną go tu traktować jako "straniera" (tak się tu nazywa obcokrajowców).
Szkoda, że niektóre noce są takie krótkie
Nasi gospodarze na niedzielę mieli w planie zawieźć swoich gości do Asyżu, do czego nas również zachęcali, ale my chcieliśmy do Castel Gandolfo. Już przecież raz byliśmy w Rzymie i nie widzieliśmy papieża
Gdy się rano obudziliśmy, dom był pusty.
Zrobiliśmy parę fotek, zamknęliśmy bramę, klucz w umówione miejsce... i w drogę...
Przyznam szczerze, że ten nastrój poprzedniego dnia i nocy, nie sprzyjał wytworzeniu odpowiedniego nastawienia do spotkania z papieżem. Wtedy - w natłoku wrażeń i przeżyć - za bardzo nie zdawałam sobie z tego sprawy ale teraz wiem, że to że go wtedy nie zobaczyliśmy, to nie był przypadek. Przekonam się o tym za rok - ale nie uprzedzajmy faktów
Ponieważ na tej wyprawie byliśmy wtedy jeszcze bez nawigacji, a mapę Włoch mieliśmy tylko taką standardową, więc wcześniej przepytaliśmy Dżordżia jak do tego Castel dojechać.
Z jego instrukcji wynikało, że dojazd jest prosty i w jakieś 40 minut będziemy na miejscu. No i pewnie by tak było, gdyby nie pewien mały szczegół, który umknął Dżordżiowi - jako tubylcowi, a nas wykierował w stronę przeciwną
Szybko zorientowaliśmy się, że trzeba zawrócić, ale w plątaninie podrzymskich dróg - zmiana kierunku ruchu wymaga czasem nadrobienia kilkunastu kilometrów.
Zanim odnaleźliśmy właściwy kierunek, już wiedziałam, że mamy marne szanse, żeby zdążyć na czas. Trochę mnie to na początku zdołowało, ale jako pilot zawsze staram się nie tracić fasonu i zaraz dorobiłam ideologię, że w tej sytuacji dziś pojedziemy tam tylko krajoznawczo, bo przecież historyczny i geograficzny obszar Castelli Romani (zamków rzymskich), to dla próbującego poznać Italię - punkt obowiązkowy
A poza tym, skoro przez prawie 5 wieków papieżom spodobało się tu spędzać wakacje, to musi być w tym miejscu coś wyjątkowego
Castel Gandolfo jest to też jedna z kilku perełek na terenie Włoch, ponieważ pałac papieski oraz Willa Barberini i jej ogrody posiadają status eksterytorialności (jako posiadłości papieskie).
W związku z powyższym nie dziwią nas mijane po drodze patrole policji.
Rozległy parking znajdujemy bez trudu, bo jest przeznaczony dla takich jak my
Z parkingu - piękny widok na okolicę
Żeby dojść do celu, trzeba jeszcze pokonać różnicę wysokości (potem znaleźliśmy skróty)
I przemierzyć ostatnią ulicę
Gdy wchodzimy na plac...
... jest już za późno, gwardziści strzegą wejścia na teren pałacu papieskiego
A na placu przed pałacem radosna krzątanina. Wtapiamy się w ten tłum, ale czuję, że do nich nie pasujemy. Oni tacy uduchowieni, radośni, pogodni, a my... niekoniecznie Zastanawiam się, jak to możliwe, żeby spóźnić się na takie ważne wydarzenie, skoro na co dzień jestem punktualna, dotrzymująca terminów i umów. Widać, coś w tym musi być, pomyślę o tym później
Wśród tych szczęściarzy oczywiście dominuje mowa polska
Wymiany uśmiechów, za chwilę miłe powitania, przepytywanki - kto skąd i na jak długo, wymiana wrażeń. Poznaliśmy wtedy sympatycznych seminarzystów spod Konina, którym towarzyszyła jakaś wiekowa seniora. Zdali nam relację ze spotkania z papieżem, potem poprosili do wspólnej fotki - i tym sposobem odzyskaliśmy dobry nastrój na resztę dnia
Plac powoli zaczął się opróżniać, więc i my zadecydowaliśmy o odwrocie. Skoro już tu jesteśmy, to trzeba się chociaż rozejrzeć po miasteczku i ogarnąć horyzont.
Oglądając transmisje telewizyjne z wakacyjnych audiencji papieża Jana Pawła II w Castel Gandolfo i obowiązkowy przy tej okazji rzut oka kamery na turkusowe Jezioro Albano, zawsze zastanawiałam się skąd się tam na szczycie góry wzięła taka wielka woda
Odpowiedzi jak zwykle udzielił mi Pascal, który twierdzi, że miasteczko powstało na kraterze wygasłego wulkanu Lacjum.
Turkus jeziora Albano - dokładnie taki jak znamy z telewizji
Zupełnie niespodziewanie odnaleźliśmy w Castel Gandolfo kawał historii Polski. Idąc główną ulicą wstąpiliśmy do kościoła św. Tomasza z Villanova, którego projektantem był sam wielki Bernini - twórca Placu św. Piotra i wielu innych wspaniałych kościołów Rzymu.
Ale dla nas ciekawsze jest to, że znajdują się w nim liczne elementy polskie. W jednej z kaplic znajduje się kopia obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej. A na polecenie Piusa XI powstały tu freski przedstawiające obronę Jasnej Góry oraz Cud nad Wisłą
Ołtarz główny kościoła
Boczny ołtarz z portretem Jana Pawła II - z prawej
A z lewej tablica poświęcona Janowi Pawłowi II
Boczny ołtarz - z lewej strony kościoła
Ale co ja się tu będę wysilać http://www.santommasodavi...illanova_in_vr/
Wykorzystując ikonki na dole, można go sobie obejrzeć w najdrobniejszych szczegółach (tryb pełnoekranowy - pierwsza z prawej).
Niestety będąc w Castel Gandolfo trzeba też w dużym stopniu opierać się na wyobraźni. Dostęp do tego co najistotniejsze jest niemożliwy. Można sobie tylko spojrzeć przez głowy gwardzistów Nawet zwiedzanie ogrodów papieskich jest niedostępne dla zwykłego śmiertelnika…
Po kilku godzinach niespiesznego plątania się po ulicach miasta, nabyliśmy takiej orientacji w okolicy, która za rok pozwoli nam na zrealizowanie pewnego celu, który dziś nawet nie przyszedłby nam do głowy
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum