Klub miłośników turystyki kamperowej - CamperTeam
FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum  Chat  DownloadDownload

Poprzedni temat «» Następny temat
Czas na "smakowanie" Italii ;)
Autor Wiadomość
Santa 
weteran


Twój sprzęt: dreamliner
Nazwa załogi: ROMULUSI
Dołączyła: 05 Paź 2007
Piwa: 236/171
Skąd: Podkarpacie
Wysłany: 2012-12-30, 21:08   Koniec kuszenia... wyruszamy ;))

wbobowski napisał/a:
...My przez 2 tygodnie zwiedziliśmy dużo w Italii, ale... w zasadzie pędząc z miejsca na kolejne miejsce do zwiedzania (co Tadzio dość dosadnie określił w mojej relacji). Więc chciałem Italię (jak namawiałaś) posmakować. Ale na razie to mi tylko ślina leci...ha, ha :haha: :ok :haha:

Relację z Waszego wyjazdu znam dokładnie, posłużyła mi za instrukcję do wyjazdu, który właśnie zaczęłam relacjonować :szeroki_usmiech
Najważniejsze, że zmysły domagają się "smakowania" - postaram się dobrze "przyprawić" - może uda mi się choć troszkę zmotywować Waszą ekipę do powrotu do Italii :szeroki_usmiech
Tadeusz napisał/a:
...
Mam nadzieję, że... zaprosisz nas do tego stołu.
Dla mnie Twój sposób narracji jest jak deser. A jestem łasuchem. :wyszczerzony:

Mam nadzieję, że uda mi się trafić w apetyty szacownych gości :szeroki_usmiech

Dziękuję Wszystkim, którzy przyjęli moje zaproszenie... i uzupełnili barek ;)

..................................................................................................................................

Mamy kilka dni poślizgu, ale w końcu udaje się dopiąć wszystko na ostatni guzik i niby to bez pośpiechu - wyruszamy. Piszę, że "niby" bo uwielbiam tę jazdę "do" - i obietnica tego co będzie - unosi mnie 5 centymetrów nad ziemię, ale równocześnie, gdybym tylko mogła rozwinąć skrzydła, to oderwałabym się od tej autostrady, żeby być ''tam'' jak najszybciej.
Ot, takie dylematy, które targają człowiekiem, który jest na urlopie i nie ma innych zmartwień ;)

Jakiś czas przed wyjazdem, gdy już wiedziałam, że jedziemy sami, potajemnie uknułam sobie taki plan, że tym razem naciągnę Romka, żeby podzielił się ze mną kamperkową kierownicą. Kiedyś już tego zaszczytu dostąpiłam, ale to był tylko mały epizod :roll:

No to jedziemy sobie..., klimat sielankowy..., a wiadomo, że taki musi się kiedyś skończyć - prędzej czy później - no to najlepszy moment, żeby zacząć męża "urabiać"... ;)

Komunikuję mu... co mi po głowie chodzi, a mąż - o dziwo - :roll: nie ma nic przeciwko temu... i odpowiada mi, że owszem..., jak najbardziej..., że to nawet dobrze, że chcę prowadzić..., bo to przecież różnie w życiu bywa..., tylko że teraz..., tutaj - to tak nie bardzo..., bo to kampera nie prowadzi się tak samo jak osobówki i wprawę trzeba mieć, i żeby jakich niepotrzebnych kłopotów się nie nabawić ..., to może dopiero jak wjedziemy na jakieś lepsze drogi... najlepiej to na autostradę w Słowacji... (jak nie będzie dużego ruchu..., oczywiście... ) :roll:

Oczywiście... :roll: :!: ...
Nie komentuję tego, ale prawdziwa intencja - mimo deklaracji słownej, jest dla mnie jasna jak słońce Italii :roll:
No dobrze, cierpliwa jestem..., poczekam.., w końcu wakacje mam..., nie spieszy mi się :wyszczerzony: - najważniejsze, że już "przełknął"... ;)

Ostatecznie, jeśliby już efektem tego jego krakania miały być jakieś kłopoty, to już lepiej trochę później - niż teraz... W każdym bądź razie - jakby co..., to wiadomo... przez krakanie... i to nie moje - tym razem ... ;) :wyszczerzony:

Drogi rzeczywiście okropne. Najpierw remont na odcinku od Rzeszowa do Barwinka, ruch wahadłowy, co kawałek światła, potem długi korek a właściwie to godzinny postój na Słowacji, związany z jakimś poważnym wypadkiem na drodze.
Tego pierwszego dnia zaledwie udaje nam się dojechać do Żyliny. Nockę spędziliśmy na przydrożnym "Odpoczywadle" (czyż to nie słodka nazwa) ;) - pod jakąś latarnią i pod okiem kamer z sąsiadującej restauracji.

Parkingi jakieś puste tym razem..., drogi również, jakbyśmy sami jechali do tej Italii... ale mimo to jedziemy sobie w tempie raczej umiarkowanym...



Przecież się nie spieszymy, nikt na nas nie czeka, ani nie pogania, nikt się nie nudzi ani nie marudzi, nie mamy skonkretyzowanych planów, ani ściśle określonych ram czasowych. Jedyne co jest mniej więcej wiadome, to Italia na południe od Rzymu z akcentem na Wybrzeże Amalfii.

A Rzym - jest tak oczywisty, że nawet nie muszę wspominać ;) Spośród naszych pięciu wcześniejszych wypraw do Italii, jeden raz nie pojechaliśmy do Rzymu - i to był ten "raz", którego do dziś żałuję - i pewnie częściowo dlatego nawet nie chce mi się tej wyprawy opisywać (pomimo, że dostarczyła nam wielu innych atrakcji). Więcej tego błędu nie popełnię...

Jeśli ktoś czytał o wcześniejszych wyprawach Romulusów, to było ich 4, teraz jest szósta a ta piąta - to na razie siedzi w mojej głowie a zdjęcia na dysku... może kiedyś do tego wrócę... Może...

Podczas przejazdu przez Słowację a szczególnie Austrię, gdzie drogi na ogół wymarzone, mój mąż jakby zupełnie zapomniał o obietnicy podzielenia się ze mną kamperkową kierownicą.... :roll: - dziwne, zawsze miał taką świetną pamięć... ;)

Następnego dnia ok. 21 - bez specjalnego pośpiechu, w sielankowym nastroju dotarliśmy do Tarvisio. I tu oczywiście, jak zwykle gdy wjeżdżamy do Italii - zaczyna padać, a nawet lać... :? To już norma w naszych podróżach do tej słonecznej Italii... :!:

Pierwszy nadający się parking wykorzystujemy na nocleg. Ale nie było nam dane spokojnie pospać, bo nad ranem zaczęła się kilkugodzinna ulewa, która poprzez sufit alkowy dawała efekt, jakby mi ten deszcz padał prosto na kość skroniową. O ile dla mnie to tylko niecodzienne efekty specjalne, o tyle dla Romka ból serca związany z tym, że moknie jego kamperek. Jak go znam, to na pewno niedługo wymyśli jakiś podróżny kamperoparasol. To zapewne tylko kwestia czasu... ;)

Zarwana przez ulewę noc, zaskutkowała długim porannym lenistwem i kawką, która przeciągnęła się niemal do południa. Pierwsza kawa pod niebem Italii... Ta sama co wczoraj, ale smakuje zupełnie inaczej, aż mi się od niej kręci w głowie... :wyszczerzony:
Po latach poszukiwań swojego smaku kawy, nareszcie wiem jak jest najlepsza... zdecydowanie najlepsza jest taka... w kamperku, pod włoskim niebem :wyszczerzony:

Ponieważ mam takie przekonanie, że prawdziwa Italia zaczyna się dopiero gdy zjedziemy z autostrady, więc i tym razem, gdy tylko kończą się góry, po higienicznym dopieszczeniu kamperka, zjeżdżamy na zwykłe lokalne drogi.

Przy pierwszej sposobności - w Portogruaro - Romek zatrzymuje się przy markecie, bo jak jestem w Italii, to w kamperkowej kuchni przechodzę na produkty włoskie: pachnące pomidorki, świeże przyprawy, oliwa, passata, kawa, contucci... i ... kontynuacja poszukiwań takiego produktu włoskich winnic, który zachwyciłby moje wciąż niezdecydowane w tym aspekcie podniebienie... Tak z wyglądu z 10 butelek mi się spodobało, nie mogłam się zdecydować - wzięłam wszystkie :wyszczerzony: W kolejnych marketach dopadał mnie ten sam problem - bo w każdym regionie Italii zupełnie inny asortyment (w tym dziale).

Przypomniało mi się, że miałam sobie przed wyjazdem sprawdzić jakieś normy przewozowe, ale zupełnie mi to z głowy wyleciało. Najgorzej z Austriakami, bo wiem, że potrafią być dociekliwi. No ale nie będę się przecież martwić na zapas... Najwyżej wrócimy autostradą przez Wiedeń, bo na lokalnych to już sama doświadczyłam, że lubią "trzepać" ... nawet turystów :?

Romek na te zakupy ze mną nie chodzi. Zostaje w kamperku - i ma wakacje :szeroki_usmiech Jedyne jego zmartwienie, to odpowiednio to wszystko upchać. Ale w tym jest mistrzem ;)

Po zaopatrzeniu się we wszystko co najbardziej italiańskie, wyruszamy w dalszą drogę, turlając się uroczymi drogami przecinającymi okoliczne miejscowości.
Na razie o zakupach tyle, choć uczciwie uprzedzam, że jeszcze będę do tego wracać ;)

Nazwę tej mieściny - Portogruaro zapamiętam na zawsze, ale wcale nie przez te zakupy, tylko przez to, co się tu wydarzy w drodze powrotnej... Ale nie wyprzedzajmy faktów... ;) Na razie - sielanko trwaj... ;) :szeroki_usmiech
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
 
Nomad 
weteran


Twój sprzęt: sprzedany;;E-mail 25020roman@gmail.com
Nazwa załogi: Nomad
Pomógł: 2 razy
Dołączył: 04 Lut 2011
Piwa: 51/22
Skąd: Elbląg
Wysłany: 2012-12-30, 21:34   

:kawka: :spoko
_________________
http://www.camperteam.pl/...d6e80cd41000112
i sporo innych
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
Barbara i Zbigniew Muzyk 
Kombatant


Twój sprzęt: fiat ducato2001-Bassa748
Pomogła: 7 razy
Dołączyła: 23 Lip 2010
Piwa: 351/396
Skąd: krakow
Wysłany: 2012-12-30, 21:58   

Oj bedzie konkurencja ze ho,ho.Co zrobic ja mam swoje pisanie ty swoje.Ale zadne krople do oczu nie wystarcza mi na czytanie twoich relacji.Sa wspaniale to je sobie przelatuje ale wiem co i jak.Moj Zbysiu sie prosi czy nie chce jechac,ja juz nie chce chociaz w razie co to mam ze soba wazne prawo jazdy.
Oj i masz strarsc,zapomnialam ze to nalezy pisac w szybkiej odpowiedzi/sama to wydedukowalam,cholewka skad oni wklejaja te kwiatki i piwo/,no i nie wkleje Ci,ale serdecznie pozdrawiam,Barbara
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
Camptramp 
doświadczony pisarz
On, Ona i Ono


Twój sprzęt: Jest cepka HYMER
Nazwa załogi: Camptramp
Dołączył: 18 Lip 2012
Piwa: 3/7
Skąd: Celestynów (WOT)
Wysłany: 2012-12-30, 22:19   

Wiesz jak narobić smaku i nie nakarmić jednocześnie.
_________________
Pozdrawiamy Was
www.camptramp.eu
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
 
LukNet 
zaawansowany


Twój sprzęt: aktualnie brak
Nazwa załogi: LukNet
Dołączył: 17 Wrz 2012
Piwa: 7/22
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2012-12-31, 08:03   

Ale rozbudziłaś mój apetyt :food . Nawet nie przeszkadza :cotam mi znikoma ilość zdjęć w Twojej relacji. :spoko
_________________
Denerwować się to mścić się na własnym zdrowiu za głupotę innych.

Pozdrawiam
Łukasz
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
WHITEandRED
[Usunięty]

Wysłany: 2012-12-31, 21:43   

:spoko
Ostatnio zmieniony przez WHITEandRED 2015-08-17, 21:04, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Santa 
weteran


Twój sprzęt: dreamliner
Nazwa załogi: ROMULUSI
Dołączyła: 05 Paź 2007
Piwa: 236/171
Skąd: Podkarpacie
Wysłany: 2013-01-01, 18:42   Zamiast tytułu - pytanko ... ? ;)

Zbigniew Muzyk napisał/a:
...żadne krople do oczu nie wystarczą mi na czytanie twoich relacji... to je sobie przelatuje...

Basiu - w ustawieniach laptopika możesz sobie ustawić bukwy jakie chcesz - i żaden okular nie będzie Ci potrzebny :szeroki_usmiech Będziesz śmigać po najdłuższych tekstach - tak samo jak ze zdjęciami :szeroki_usmiech
LukNet napisał/a:
... Nawet nie przeszkadza :cotam mi znikoma ilość zdjęć w Twojej relacji. :spoko

Tę drogę robię już po raz szósty. W poprzednich relacjach zdjęcia dawałam, a teraz - droga ta sama, kamper ten sam, mąż ten sam, autorka coraz mniej fotogeniczna - to sam rozumiesz - nie było się czym chwalić :wyszczerzony:
WHITEandRED napisał/a:
... czy ten wielokropek coś sugeruje? ...

Wielokropkiem autor pozostawia możliwość własnej interpretacji... Każda jest dobra :szeroki_usmiech Cieszę się, że tu jesteś :szeroki_usmiech

..................................................................................................................................

Kakoj gorod samyj romantićnyj w mirie :?: :szeroki_usmiech

Kto jeszcze nie zna odpowiedzi na to pytanie, to zaraz się dowie - podpowie Wam mój ulubiony Italiano. Jeśli nie rozumiecie po włosku, to nic nie szkodzi, zrozumiecie po rusku :szeroki_usmiech
A jeśli nie rozumiecie po rusku, to zrozumiecie po przeczytaniu tego odcinka :szeroki_usmiech

Klikamy, słuchamy co mówi Kotunio i jak tłumaczy Krasawica :szeroki_usmiech



Już wiadomo, że odcinek nie będzie o Astrahaniu :wyszczerzony:
Jeśli komuś "w duszy gra" - słucha do końca, a jeśli nie, to może czytać dalej ;)

W naszych ogólnych planach - Wenecji tym razem miało nie być! A jeśli tak, to ewentualnie w drodze powrotnej...

Ale jak tu przejechać obok Wenecji... Im bliżej, tym trudniej mi to zaakceptować. Co prawda w moim marzeniach następna Wenecja miała być w karnawale, ale co tam - przecież nikt mi nie zabroni zmienić własnego zdania ;) Romek co prawda za bardzo nie lubi tych moich "nagłych zwrotów akcji", ale potem zawsze mi przyznaje rację ;)

Dziś, żeby mu za szybko nie podnosić mu ciśnienia, tak niby od niechcenia, przypominam mu, jak podczas jednej z naszych podróży udało nam się nieco "liznąć" Wenecji nocą :szeroki_usmiech A że były to chwile wyjątkowo miłe, więc dalej nie musiałam się wysilać. Od razu to "kupił" ... ;)
Jesteśmy blisko, minęło już południe, nigdzie się nie spieszymy..., nie można ominąć takiej okazji ;)

Romek wyszukuje znany już naszemu GPS-kowi punkcik - oznaczony jako Tronchetto - i rusza, a ja zwolniona z pilotowania, mogę się delektować italiańskimi klimatami i dla zatrzymania nastroju chwili - popstrykać coś po drodze ;)
Nic szczególnego... ale dla mnie ważne...

W końcu...jakąś polną drogą (GPSik zdolny jest bardzo do komplikowania podróży, ale nie chce mi się z nim dzisiaj spierać...) ;) dojeżdżamy do naszego celu...



O 14 przejeżdżamy bramkę Tronchetto - i biorąc pod uwagę cennik tego obiektu liczony na 12 godzin - w ten sposób do drugiej w nocy mamy Wenecję dla siebie.

W tym roku na Tronchetto - znów... wody nie ma, prądu nie ma..., ale na razie niczego nie potrzebujemy. Po nocnej ulewie, pogoda umiarkowana - w granicach 20 stopni - kolejny raz mamy wymarzoną pogodę do wałęsania się po Wenecji.

Opuszczając kamperpark, przechodzimy obok portu, gdzie akurat widzę takiego norweskiego olbrzyma...



Kiedyś pewnie nie zwróciłabym na niego uwagi, ale teraz cieszę się swoim spostrzeżeniem, bo będę miała coś do pewnego wątku na CT, na którym tylko siedzę i sępię, a niczego nie wnoszę ;)

Romkowi też się do niego "oczy świecą" - więc go zdejmuje w kilku ujęciach. I bardzo dobrze się złożyło, że akurat tam wtedy przypłynął, bo gdy po powrocie z wakacji weszłam na forum, okazało się, że autor wątku akurat ma forumowego "doła".

Idąc dalej, jak zwykle przechodzimy obok weneckiego dworca, który swoją nazwę wziął od imienia mojej Santy (Stazione di Venezia Santa Lucia). Pamiętam jak podczas poprzednich wyjazdów uparcie tropiłam jej ślady, teraz widzę ją w tej Italii na każdym kroku - niedługo chyba zacznie mnie prześladować ;)





Czas wygłodniałej wrażeń pogoni po Wenecji mamy już z Romkiem za sobą. Jesteśmy tu szósty raz, więc mamy w tym niesamowitym mieście - ogólne rozeznanie i jako taką orientację. Dziś czas na szczegóły.

Wydaje się, że te 12 godzin to dużo, szczególnie gdy zna się drogę i wie dokąd zmierza, więc mam nadzieję na niespieszne delektowanie się każdym mijanym po drodze zakamarkiem.

Kierujemy się oczywiście na wieczorne weneckie salony "Piazza San Marco", gdzie po zmroku schodzą się turyści na ucztę - dla zmysłów, dzisiaj obiecuję im pogolgować, ile dusza zapragnie :szeroki_usmiech

Ponieważ do zmierzchu mamy jeszcze kilka godzin, wyznaczam trasę tak, żeby zanim się ściemni, zobaczyć kilka nie znanych nam dotąd obiektów. W Wenecji za każdym razem staram wybierać nowe trasy i szukać kolejnych nowych "smaczków" :szeroki_usmiech
A z resztą - znane, czy nieznane - uwielbiam tu wszystko... i czuję się jak dziecko... jeśli można gdzieś "nosa wetknąć", to zaraz to zrobię, bo gdzie się nie wejdzie, wszędzie jest uroczo i niepowtarzalnie...
I jak to właśnie przed chwilą wyśpiewał Kotunio "poezja wisi w powietrzu" :wyszczerzony:

Jeśli ktoś wątpi, czy jest sens jechać do Wenecji szósty raz z rzędu, to proszę z nami ... ;) Postaram się powstrzymać od gadania - wprawdzie z trudem - :wyszczerzony: - ale Wenecja będzie mówić sama za siebie...







Mapka dzisiaj tylko dla zasady, ale im mniej uczęszczana "dziura", tym lepiej...















Tego roku we Włoszech dominował taki słodki motyw. Widziałam go wszędzie... ;)





Takie fajne laseczki też spotkaliśmy. Tylko nie wiedzieć czemu przecenione... Widocznie były modne w poprzednim sezonie ... ;)





Rzadko się zdarza spotkać tu "miejscowego" :szeroki_usmiech





Wyobrażam sobie, że kiedyś przyjadę tu w okresie weneckiego karnawału i wtedy Wenecja będzie wypełniona tylko takimi jak oni. Nie będzie potrzeby niczego sobie wyobrażać.

Na razie, żeby "nakarmić się" atmosferą i klimatem miasta, można po raz kolejny sięgnąć po Szekspira lub obejrzeć "Kupca weneckiego"



Odkryciem tegorocznej Wenecji był kościół poświęcony mojej imienniczce. Dziwne, że tego wcześniej nie znalazłam ;) Mówiłam, że mnie zacznie prześladować :wyszczerzony:
Nic wcześniej o nim nie poczytałam, więc tylko obejrzałam sobie tak ogólnie. W stosunku do innych - skromny jakiś ;)

Wejście do kościoła Santa Lucia...


a tak wygląda jego wnętrze...


i ołtarz główny


Zajrzeliśmy też do wielu innych budowli sakralnych ale nie sposób pokazać wszystkiego... A z resztą i tak żadne zdjęcie nie jest w stanie oddać tego kunsztu i przepychu, który cechuje włoskie kościoły...

Ale jednemu nie mogę się oprzeć i muszę pokazać ujęcia Wenecji takiej, jaką lubię najbardziej...



























Jak widać..., powoli nadchodzi taka "szara godzina" ... ,Wenecja zapala światła i nabiera zupełnie odmiennego nastroju...










Do Mostu Rialto dochodzimy dziś z innej ,niż zwykle, strony...






Romantyczny spacerek po Moście Rialto jest zawsze obowiązkowym punktem naszych weneckich wypraw. Dziś wszystko pozamykane..., znów nie znajdę kościoła cechu weneckich rzemieślników, którego szukam już kolejny raz... Może kiedyś..., innym razem...





Robi się coraz ciemniej i na ulicach daje się zauważyć, że wszyscy podążają w jednym kierunku. My również - choć bez pośpiechu...









W końcu docieramy do dzisiejszego celu - na weneckie nocne salony Piazza San Marco, który o tej porze staje się miejscem wyjątkowo romantycznym. Zapadającą noc rozjaśniają tysiące świateł, które swoją zapewne zamierzoną grą, eksponują te elementy, które giną nam z oczu, gdy jesteśmy tu za dnia...





Dumny skrzydlaty lew świętego Marka - symbol Wenecji, jak żywy...




Mroczną przestrzeń placu przeszywają podrzucane przez handlarzy błyszczące błękitem zabawki - imitujące świetliki. Chłopcy w ten sposób reklamują swój towar, a ludzie jak dzieci "łapią się" na to i niezależnie od wieku, z radością oddają się tej beztroskiej zabawie.











To nic, że jest noc i skarby bazyliki są niedostępne. W tym miejscu jest tyle niesamowitych detali, do których z radością się wraca - miło ich znów zobaczyć, jak starych znajomych.














Dla mnie, której ciągle coś w duszy gra, absolutnie rozbrajającym elementem dzisiejszego Placu Świętego Marka jest płynąca z każdej strony klimatyczna muzyka. Orkiestry zatrudniane przez tamtejszych restauratorów prześcigają się w repertuarze, żeby przyciągnąć widzów i słuchaczy i oczywiście klientów - w swoje okolice. Moje ucho jest amatorskie, ale jak dla mnie - to świetny - taki międzynarodowy - dobór repertuaru i takie radosne wykonania utworów muzyki klasycznej i popularnej - z różnych długości i szerokości geograficznych.





Romantyczne otoczenie i oprawa muzyczna, to jest to, co mnie odrywa od rzeczywistości. W związku z tym, chowam aparat i daję się porwać nastrojowi. Już dawno nie byłam na takim pięknym plenerowym koncercie.

Dla zobrazowania tamtego klimatu wklejam tu kilka "gotowców", który są nieco mniej amatorskie niż nasze nagrania, no i tak będzie szybciej ;)







I tak się właśnie bawił Plac Świętego Marka - również tej naszej pamiętnej nocy :szeroki_usmiech

Zupełnie zatraciłam tu poczucie czasu i gdyby nie czujność Romka, to pewnie przegapilibyśmy godzinę powrotu. Było już długo po północy, gdy zdecydowaliśmy się opuścić Piazza San Marco i spokojnie powędrować w kierunku naszego domku na Tronchetto.

Plac opuściliśmy z żalem - wciągnięci przez operę włoską, do której od razu dołączyłam sobie nasz swojski tekst... wszyscy go znamy ale nieliczni wiedzą, że jest to szlagier o takim zacnym pochodzeniu...

Panie i Panowie - "Cyganeria" (po naszemu) ;)

...już późno, a nam się wcale nie chce spać... ;)



...letnią nocą lubimy włóczyć się... my też :wyszczerzony:

Owładnięci muzyką, dziś już bez mapki i bez żadnego błądzenia, prawie na pamięć, ale dla pewności - trzymając się znaków - "Ferrovia" albo "Piazzale Roma" - spokojnie wracamy do naszego domku.

Po drodze - Wenecja, jakiej jeszcze nie znaliśmy, pusta, tajemnicza, i taka... jakby tylko nasza...

W tej scenerii słowa piosenki "letnią nocą lubimy włóczyć się" ;) - nabierają szczególnego znaczenia... Takich nocy nie zapomina się nigdy...















I ostatnia fota z folderu Venice by nigh 2012




Po powrocie do kampera nie było "sączenia...do dnia", bo z 12 przeznaczonych na Wenecję godzin, już niewiele czasu zostało na "oddech". W związku z tym Romek wpisał do nawigacji "Rosolina" - i opuściliśmy Tronchetto, kierując się na nasz stary sprawdzony nocleg koło mojego ulubionego kompleksu handlowego.

Nocne ulice wzdłuż Adriatyku, niemal puste, droga spokojna i przez to nużąca. Miała być godzinka drogi, ale że oczy już się same zamykały, więc zatrzymaliśmy się na pierwszym placu - pod jakimś hotelem, obok tirów, pod przydrożną latarnią.
Po przebudzeniu podjechaliśmy jeszcze tych kilkanaście kilometrów, których nie udało się pokonać w nocy - i podczas gdy Romek dosypiał zarwaną wenecką nockę, ja sobie poszłam na zakupy - najpierw spożywcze, potem do Bernardiego - zobaczyć co tam oferują w bieżącym sezonie.

Zeszło mi na tych zakupach, jak zwykłej statystycznej kobiecie, ale parę "kwiatuszków" udało mi się wypatrzeć, więc straconego czasu nie żałuję - np... no dobrze, już dobrze... :wyszczerzony: dzisiaj Wam daruję ... ;)

W dalszą drogę wybraliśmy się dopiero po południu. Z resztą nie było pośpiechu - następny cel znajdował się niedaleko... Ale o tym następnym razem... :szeroki_usmiech
Dziś trochę "ciężka głowa" :szeroki_usmiech

Szczęśliwego Nowego Roku :spoko :szeroki_usmiech
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
 
Wyświetl szczegóły
Roza 
zaawansowany


Twój sprzęt: Fiat Ducato Eura Mobil 770 HB
Nazwa załogi: Camper Diem!
Pomogła: 2 razy
Dołączyła: 27 Mar 2010
Piwa: 103/18
Skąd: Gdańsk
Wysłany: 2013-01-01, 19:01   

Dłuższą już chwilę mrugam, oczy jakoś tak się spociły na widok mojej ukochanej Wenecji....też mam takie marzenie, żeby spędzic karnawałową noc pośród zamglonych zaułków, spotkać zakapturzone postaci, przenieść sie w czasie....dziekuje. :kwiatek2
_________________
"...wszyscy jesteśmy Grekami na wygnaniu..."
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
Barbara i Zbigniew Muzyk 
Kombatant


Twój sprzęt: fiat ducato2001-Bassa748
Pomogła: 7 razy
Dołączyła: 23 Lip 2010
Piwa: 351/396
Skąd: krakow
Wysłany: 2013-01-01, 20:04   

:bukiet:
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
koko 
Kombatant


Twój sprzęt: CARTHAGO C-LINE 4.8 I
Pomógł: 9 razy
Dołączył: 19 Sty 2007
Piwa: 70/31
Skąd: Radom
Wysłany: 2013-01-01, 23:37   

W maju europejski zlot carawaningowy odbywa się w Wenecji kilka załóg się wybiera
_________________
KoKo
Piszę tylko merytorycznie.
Mądrzy ludzie wiedzą przed a nie po
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
LukNet 
zaawansowany


Twój sprzęt: aktualnie brak
Nazwa załogi: LukNet
Dołączył: 17 Wrz 2012
Piwa: 7/22
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2013-01-02, 07:40   

Santa napisał/a:

Tę drogę robię już po raz szósty. W poprzednich relacjach zdjęcia dawałam, a teraz - droga ta sama, kamper ten sam, mąż ten sam, autorka coraz mniej fotogeniczna - to sam rozumiesz - nie było się czym chwalić :wyszczerzony:


Mimo wszystko ze zdjęciami jest lepiej. Dzięki :bukiet:
_________________
Denerwować się to mścić się na własnym zdrowiu za głupotę innych.

Pozdrawiam
Łukasz
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
Den-tal 
zaawansowany

Twój sprzęt: Pathfinder
Nazwa załogi: An-To
Pomógł: 1 raz
Dołączył: 22 Wrz 2012
Piwa: 26/3
Skąd: Szwecja
Wysłany: 2013-01-02, 14:03   

Jak zwykle ciekawie sie czyta jak inni widza i odbieraja te same widoki ktore samemu dobrze :?: sie zna.Oraz zeby bylo ciekawiej to zalozylem sie z moja slubna czy Santa siadzie za kierownica campera czy bedzie w dalszym ciagu pilotem i cos podejrzewam ze bedzie trzymala nas w napieciu az do konca :spoko
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
Wyświetl szczegóły
Aulos 
weteran


Twój sprzęt: Bürstner Solano na Ducato
Nazwa załogi: SOKOŁY
Pomógł: 2 razy
Dołączył: 14 Lut 2007
Piwa: 62/37
Skąd: Kołobrzeg
Wysłany: 2013-01-02, 20:48   

Santa, Ty wiesz, że do Włoch to my zawsze wracamy bardzo chętnie - choćby wirtualnie. Dziękujemy za przypomnienie lata i stawiamy symboliczne :pifko a dla gimnastyki oka, wstawiam do porównania Waszą i naszą Wenecję :szeroki_usmiech

Wenecja Santy.jpg
Zdjęcie nr 1
Plik ściągnięto 111 raz(y) 217,43 KB

Wenecja Aulosa.JPG
Zdjęcie nr 2
Plik ściągnięto 110 raz(y) 235,28 KB

_________________
"Nosiciel nieuleczalnej kamperomanii"
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
Wyświetl szczegóły
Więcej szczegółów
Wystawiono 1 piw(a):
Santa
WHITEandRED
[Usunięty]

Wysłany: 2013-01-02, 22:23   

:spoko
Ostatnio zmieniony przez WHITEandRED 2015-08-17, 21:03, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Agostini 
weteran


Twój sprzęt: Hymer ML-T 580
Pomógł: 4 razy
Dołączył: 19 Sty 2011
Piwa: 245/114
Skąd: Łódź
Wysłany: 2013-01-02, 22:32   

Nieobecny byłem tu przez tydzień, a po powrocie spotyka mnie miła niespodzianka :) – Santa opowiada o swoich wakacjach. Wierzyłem, że to się stanie, że to tylko kwestia czasu. W takim razie to będzie bardzo przyjemny dla mnie i dla nas wszystkich czas.

To, że ostatnia, Wasza Italia była wspaniała i niezapomniana, to już w innym wątku wspomniałaś, więc teraz cierpliwie czekam na jej szczegóły.
Martwi mnie jedynie, pewna zapowiedź kłopotów, które Was spotkały. Mam nadzieje, że nie były zbyt dotkliwe i ewentualnie, tylko takie „sprzętowe”. :? :?:
Choć i takie, w dłuższej perspektywie, udowodniliście, że potraficie przekuć w sukces.

Zima dopiero się zaczęła, więc -pisz, pisz Lusi, :roza: czasu to my mamy dużo.

Na razie jest pięknie (no, może poza tym upadkiem), więc obiecuję już się nie spóźniać, a na wkupne, z przyjemnością dorzucam się do tego barku.







PS
Cytat:
...a dla gimnastyki oka...

Ale z tym zdjęciem, Krzysiu trafiliście. :shock: :)
Przez 7 lat, kwiatki na balkonach, jedne urosły, inne zmarniały.
_________________
Basia i Andrzej
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum

Dodaj temat do ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
*** Facebook/CamperTeam ***