Klub miłośników turystyki kamperowej - CamperTeam
FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum  Chat  DownloadDownload

Poprzedni temat «» Następny temat
Czas na "smakowanie" Italii ;)
Autor Wiadomość
Amarcin
trochę już popisał

Twój sprzęt: Szukam
Dołączył: 20 Lis 2013
Piwa: 2/3
Skąd: Jastrzebie zdroj
Wysłany: 2014-06-16, 21:56   

qrcze, fajna relacja. Dzięki!
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
Santa 
weteran


Twój sprzęt: dreamliner
Nazwa załogi: ROMULUSI
Dołączyła: 05 Paź 2007
Piwa: 236/171
Skąd: Podkarpacie
Wysłany: 2014-10-05, 20:48   "Nie omijajcie Neapolu" ;)

Gdy wreszcie znalazłam chwilę, żeby zajrzeć do mojej ubiegłorocznej, "rozgrzebanej" relacji, spłynęły na mnie fale skrajnie mieszanych uczuć. Z jednej strony wstyd, że dopuściłam się takiego forumowego zaniedbania, że zamiast obiecanego "jutro" - zrobiło się kilka miesięcy, a z drugiej radość, że znów - chociaż wirtualne - mogę wrócić do mojej ukochanej Italii, a w szczególności do "mia bella Napoli, do którego często wracam myślami i "odpływam" w wyobraźni :szeroki_usmiech

Mogę tylko przypuszczać, że wśród czytających są tacy, którzy teraz uśmiechają się pobłażliwie, mając w głowach obiegowe opinie bezlitośnie szkalujące Neapol :szeroki_usmiech
Z mojego na razie bardzo ogólnego oglądu tego miasta wynika, że sprowadzanie Neapolu tylko do tych oklepanych śmieci, jest dla tego miasta wielce krzywdzące, a dla nas - smakoszy podróży po Italii jest niepowetowaną stratą :?


Mam taką cichą nadzieję, że moja skromna pisanina powstrzyma Was od pochopnego omijania Neapolu w Waszych przyszłych podróżach :!:


W poprzednim roku na Neapol przeznaczyliśmy tylko jeden dzień. I ten jeden dzień pokazał, że można Neapol zobaczyć... i żyć dalej... :szeroki_usmiech Jednak w moim przypadku życie po zobaczeniu Neapolu już nigdy nie będzie takie same jak wcześniej :szeroki_usmiech


Ten dzień umożliwił pozbycie się uprzedzeń, uzyskanie spokoju, poczucia bezpieczeństwa i obudził tęsknotę do tajemnic ukrytych w zakamarkach jego ulic i czeluściach niepowtarzalnych neapolitańskich obiektów...


Tak więc po roku, przy kolejnej okazji, do naszego poznawania Neapolu dołożyliśmy jeszcze dwa dni. Też niewiele... ale to wystarczyło, żeby się w nim na dobre zatracić ...
I tego nie da się już odwrócić..., już zawsze będziemy do niego tęsknić i szukać okazji do powrotu...


W ciągu tych kolejnych dni spędzonych w Neapolu, udało nam się przeżyć kilka zaskoczeń, zdziwień, zachwytów... , a wraz z zagłębianiem się w jego tajemnice, uświadamiam sobie, jak wiele jeszcze skarbów czeka tam na dalsze poznawanie.

Bo Neapol to nie jest "łatwa panienka", która na dzień dobry "odkryje" przed nami wszystko, co ma do zaoferowania..., Neapol jest wymagający..., jak kobieta która doskonale zna swoją wartość i nie rozmienia się na drobne, tylko czeka na takiego, który się wysili, żeby się nią zachwycić, poznać a potem... ją zdobyć... za wszelką cenę :szeroki_usmiech


Poza tym od ubiegłego roku, wydarzyło się coś, co mnie jeszcze mocniej emocjonalnie związało z tym miastem. Przypadkiem, natknęłam się na kolejnego Ragazzo da Napoli... tego, którego przedstawiłam w poprzednim odcinku polecając film...



Kto nie oglądał, jeszcze może to nadrobić..., kto nie oglądał, nie nalegam... :szeroki_usmiech
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
 
Wyświetl szczegóły
Więcej szczegółów
Wystawiono 2 piw(a):
Agostini, Tadeusz
Agostini 
weteran


Twój sprzęt: Hymer ML-T 580
Pomógł: 4 razy
Dołączył: 19 Sty 2011
Piwa: 245/114
Skąd: Łódź
Wysłany: 2014-10-06, 21:02   

Santa napisał/a:
W poprzednim roku na Neapol przeznaczyliśmy tylko jeden dzień. I ten jeden dzień pokazał, że można Neapol zobaczyć... i żyć dalej... :szeroki_usmiech

Nasz pierwszy (i może dlatego, że na razie jedyny) dzień w Neapolu był chyba jednak trochę na „umrzeć”. :) Ale ja to już wiem, że niezasłużenie ...i wiem, że przy następnej okazji to się bardzo zmieni. To wszystko dlatego, że niepotrzebnie, właśnie z takim nastawieniem tam jechaliśmy.

Pokazuj nam, Santo, swój piękny Neapol, bo większość z nas myśli, że tam jest strach wyciągnąć aparat fotograficzny. ;) Ja z chęcią tam wrócę.

Cieszę się, że wróciłaś do relacji. :bukiet:
_________________
Basia i Andrzej
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
Tadeusz 
Administrator
CamperPapa


Twój sprzęt: Fiat Talento Hymercamp
Nazwa załogi: Kucyki
Pomógł: 16 razy
Dołączył: 06 Lis 2007
Piwa: 1610/2346
Skąd: Otwock
Wysłany: 2014-10-07, 10:52   

Cierpliwość popłaca. :szeroki_usmiech

Santo, liczę na Twą wenę i nową przygodę czytelniczą.

:pifko

:kwiatki:
_________________
W życiu najlepiej jest, gdy jest nam dobrze i źle. Kiedy jest tylko dobrze - to niedobrze.
Ks. Jan Twardowski.
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
Elwood 
weteran


Twój sprzęt: Rimor Katamarano 1
Nazwa załogi: elwood'ki
Pomógł: 1 raz
Dołączył: 18 Mar 2008
Piwa: 84/50
Skąd: Dąbrowa Górnicza
Wysłany: 2014-10-07, 20:03   

Jak miło . . . . , że znowu jesteś gotowa nas raczyć swoimi opowieściami. :spoko :spoko :spoko :spoko
_________________
Nie pozwólmy by nasze marzenia zarosły chwastami.
http://picasaweb.google.pl/Elwood.eg/
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
Santa 
weteran


Twój sprzęt: dreamliner
Nazwa załogi: ROMULUSI
Dołączyła: 05 Paź 2007
Piwa: 236/171
Skąd: Podkarpacie
Wysłany: 2014-10-07, 21:05   

Agostini napisał/a:
...Cieszę się, że wróciłaś do relacji. :bukiet:

Tadeusz napisał/a:
...liczę na Twą wenę i nową przygodę czytelniczą... :kwiatki:

Elwood napisał/a:
Jak miło . . . . , że znowu jesteś gotowa nas raczyć swoimi opowieściami. :spoko :spoko :spoko :spoko


Zaczęłam szybciej, żeby mnie znów wiosna nie zaskoczyła :szeroki_usmiech
Dziękuję że wróciliście do mojego wątku - jak zawsze życzliwi i hojni :wyszczerzony:


:kwiatek2 :kwiatek2 :kwiatek2


A teraz upraszam czytających ten tekst o dokonanie resetów swojej pamięci i miejscu po skasowanym Neapolu, pozostawienie pustki na całkiem nowe treści :wyszczerzony:

W miejsce kojarzącego się z Neapolem bezprawia i gór śmieci, chciałabym włożyć historyczną potęgę, założoną przez Greków, osiem wieków przed naszą erą.
I ta właśnie grecka kolonia zamieszkującym te przepiękne tereny tubylcom, wniosła cywilizację, kulturę, filozofię i swoją religię.
A dzisiaj przeciętny, niedouczony Italiano pozwala sobie o Neapolu wyrażać się lekceważąco. Zapomniał wół... ;)

Przez kolejne wieki historycznej zawieruchy Neapol przechodził z rąk do rąk albo był panem samemu sobie, bywało lepiej i gorzej, ale ślady tej niesamowitej różnorodności jego kolejnych gospodarzy, utworzyły taką wybuchową mieszaninę różnorodności, że pewnie jeżdżąc tam na wakacje do końca swoich dni, nie byłoby możliwe wszystkiego poznać ... :szeroki_usmiech

Ale może już wróćmy do pierwszego dnia naszej ubiegłorocznej neapolitańskiej podróży... :szeroki_usmiech

Tym razem pojechaliśmy tam zupełnie spokojnie, bez żadnych uprzedzeń, niepokojów, lęków... Można powiedzieć, że jak do siebie, choć z dużymi oczekiwaniami poznawczymi.

Pociągiem z Pompei - bileciki tam i z powrotem, żeby potem czasu nie tracić - 11.80 za dwie osoby.

Zanim opuściliśmy pociąg, zdążyłam przeglądnąć zabrane ściągawki, zakreślić kółka na swojej neapolitańskiej mapce i wyznaczyć taki ogólny ale ekonomiczny plan zwiedzania - dokąd, którędy, co... i jak...

Tym razem zależało mi na dopełnieniu tego, co w ubiegłym roku nam się nie udało, bo było "chiuso" albo czasu brakło.
A oprócz tego, zamierzałam jeszcze poszukać śladów swojego nowo odkrytego autorytetu - neapolitańczyka idealnego - doktora Józefa Moscati :szeroki_usmiech
Romek nie miał nic przeciwko temu, wszak Józef od dawna już nie żyje ;)
I ze świadomością, że nie zaznam spokoju zanim tych śladów nie odszukam, wypuszczamy się w miasto.

Z dworca głównego przez Plac Garibaldi obieramy kierunek do Katedry San Gennaro, na której ostatnio zakończyliśmy zwiedzanie, ale wtedy zaledwie jej liznęliśmy, bo właśnie zamykali.

Kierując się tam - nieco wydłużamy drogę i wstępujemy na Piazza Capuano, żeby rzucić okiem na Castel Capuano, drugi z kolei najstarszy zamek w Neapolu, z przebogatą historią. Kiedyś to była potęga, jednak dziś moje wyobrażenie o zamku nieco przewyższa zastaną rzeczywistość...



Pewnie wejście do środka i wsłuchanie się w szepty tych tysiącletnich murów, wynagrodziłoby mi moje pierwsze wrażenie zawodu. Wystarczyłoby, żeby opowiedziały początek historii pewnego słynnego mariażu - Zygmunta Starego i Bony Sforzy, początek... bo ciąg dalszy przecież znamy... Ale to może kiedy indziej :szeroki_usmiech


Omijając Castel Capuano podchodzimy do tej słynnej bramy, od której zamek wziął nazwę i przez którą można pojechać do niedalekiej Capui - miasta, które zawsze będzie mi się kojarzyć ze Spartakusem ... i ze szkołą gladiatorów. Kiedyś przyjdzie na nią czas..., mam nadzieję..., bo to przecież była potęga, druga po Rzymie...

Porta Capuana... w ogóle...


i w szczególe....a z tych szczegółów można wyczytać kawałek historii, ale dzisiaj jeszcze nie...



Zamek odpuszczamy ale nie omijamy pobliskiego kościoła Santa Caterina a Formiello. Jeden z wielu imponujących obiektów sakralnych, żal nie wstąpić...

Nawa główna...


Bogactwo wyposażenia wnętrza - widoczne w detalach po lewej stronie głównego ołtarza...


A te dwa portrety w kościołach Neapolu i okolicy to już standard. O ile portret Jana Pawła II znajduje się w każdym włoskim kościele, to ten drugi, to już lokalna nowość - to właśnie ten mój poszukiwany Ragazzo da Napoli ;)

Ale to tylko przedsmak..., którego tu nie oczekiwałam i tym bardziej mnie ucieszył :szeroki_usmiech



Stamtąd wypuściliśmy się na przełaj w najbardziej niebezpieczną dzielnicę Neapolu Forcella, gdzie mieszka najwięcej rodzin mafijnych.

Kluczymy po takich dziwnie pustych wąwozach ulic, dziwiąc się że nie ma na nich życia :(





Po drodze natrafiamy na targ miejski, gdzie trudno odmówić sobie pobuszowania po stoiskach, chociażby dlatego, że ceny zdecydowanie niższe niż w innych regionach Italii.



Ulice Neapolu potrafią zaskoczyć, ale żeby zobaczyć...lwa... :roll: :wyszczerzony:


Jakiś ten lew... skundlony nieco... :wyszczerzony:


Jednak pewien niepokój w powietrzu wisi i trochę strach zaglądać w niektóre podwórka...


... choć chciałoby się zażyć typowych neapolitańskich klimatów...


Czasem trafiają się w takie miejsca, które i przyciągają i odpychają równocześnie. A właściwie to zniechęcają pochmurni ochroniarze pilnujący, żeby ich pryncypałom nikt nie zakłócał życia. Fotek strach im robić, to nie ma...

Ale oprócz mafii, mieszkają tu zwykli ludzie, którzy też mają swoje sposoby na ochronę... i tym razem nie są to wcale smutni panowie w garniturach, z podejrzanie wypchanymi kieszeniami...


I tak błąkając się po tych zakamarach, znów dochodzimy do głównej arterii starożytnego Neapolu - Via dei Tribunali...

Odpoczywamy nieco na Piazza Cardinale...




I stamtąd już parę kroków do naszego pierwszego celu - Katedry San Gennaro... czyli po naszemu - Świętego Januarego. Katedra jest pod wezwaniem Santa Maria Assunta. Albo zwyczajnie po włosku - Duomo. Jeśli nie chce się być zwykłym turystycznym barbarzyńcą, to na katedrę trzeba zarezerwować dużo czasu :wyszczerzony: Wiedziałam o tym, po poprzednim półgodzinnym liźnięciu... Głód powrotu w to miejsce odczuwałam przez cały rok... :szeroki_usmiech

Cdn.
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
 
Santa 
weteran


Twój sprzęt: dreamliner
Nazwa załogi: ROMULUSI
Dołączyła: 05 Paź 2007
Piwa: 236/171
Skąd: Podkarpacie
Wysłany: 2014-10-15, 20:09   

Po przerwie w relacjonowaniu naszego ubiegłorocznego Neapolu, czuję się zobowiązana przypomnieć, że właśnie dotarliśmy do największego obiektu sakralnego tego miasta - Katedry Świętego Januarego.

...fragment budowli...


Dla ogólnej orientacji wspomnę, że początki katedry sięgają końca XIII wieku ale sakralna historia tego miejsca jest o wiele starsza i bardzo... powiedzmy, że barwna :szeroki_usmiech Potem do tego dojdziemy...

A tymczasem zapraszam do wnętrza katedry San Gennaro, perełki Neapolu.

Tak się prezentuje na pierwszy rzut oka..., ale to na razie tylko nawa główna, a są jeszcze dwie boczne...



Właśnie z prawej nawy bocznej można z bliska obejrzeć niepowtarzalny i niezapomniany ołtarz... przedstawiający wniebowzięcie.
Dzieło takiej klasy, że można tam bez końca stać i podziwiać kunszt mistrza. Wykonała go ta sama ręka co rzymską "Fontannę di Trevi". Po prostu cud, miód... :szeroki_usmiech



A z resztą, co ja się tu będę wysilać z fotkami, zapraszam na wirtualny spacer po katedrze. Ja też idę, bo "na żywca" zwykle jest za słabe oświetlenie i tego wszystkiego tak dokładnie nie widać, a tu w przybliżeniu można dostrzec jaka to przepiękna, koronkowa robota :szeroki_usmiech

http://panoramy.zbooy.pl/...omo&lang=p&t=32

Z tego miejsca też dobrze widać główny ołtarz katedry. Tędy właśnie wejdziemy, żeby przywitać się z gospodarzem - Świętym Januarym, spoczywającym w krypcie pod ołtarzem. Spokoju to on tam raczej nie zazna - ciągle ma gości. My też idziemy, bo w ubiegłym roku się nie udało...

Przed wejściem do krypty San Gennaro...


Wchodząc do krypty zanurzamy się w epoce sztuki renesansowej...


...i poważnym klimacie podziemnej nekropolii..., z widoczną dla przechodniów urną zawierająca kości Św. Januarego



W moim osobistym odbiorze - krypta Świętego Januarego jest miejscem nastrojowo porównywalnym z bazyliką Świętego Antoniego w Padwie, gdzie turysta niespodziewanie staje się pielgrzymem, chodzącym na palcach aby nie zakłócać powagi miejsca.



Po opuszczeniu krypty w nastroju wyciszenia kierujemy się do miejsca, które od wieków zadziwia i fascynuje... czyli kaplicy powtarzającego się cudu San Gennaro.

Z prawej nawy katedry wchodzi się do Cappella del Tesoro di San Gennaro, w której złożone są fiolki z krwią patrona Neapolu.



Bo choć w historii Neapolu przetoczyło się wielu władców, to i tak zawsze rządził tu on - Święty January, a Neapol to właśnie jego miasto.

Święty January, młody biskup Benevento - w czasach prześladowań cesarza Dioklecjana (na którego wciąż natykamy się w naszych podróżach) - za odmowę złożenia ofiary rzymskim bogom poniósł śmierć męczeńską.
Pewna osoba będąca świadkiem egzekucji Świętego Januarego, zebrała do flakonika jego krew, która do chwili obecnej w pewnych określonych dniach każdego roku, zmienia stan skupienia ze stałego na płynny.
Po poprzednim pobycie w Neapolu pisałam o tym więcej, wiec dziś już Wam daruję ;)

I na pamiątkę tego zdarzenia, każdego roku, cały Neapol z zapartym tchem czeka na ten dzień i z tej okazji przez tydzień szaleje z radości. Na ulicach trwa świąteczny jarmark, zjeżdżają na zarobek prostytutki i złodzieje z całych Włoch, wino leje się strumieniami a mafiozi zacierają ręce, bo ich kieszenie pęcznieją od pobieranych haraczy.

Może kiedyś, przyjdzie taki czas, że wolni jak ptacy, odpalimy kamperka i pojedziemy we wrześniu do Neapolu na ten szalony tydzień, żeby na własne oczy zobaczyć to dotąd logicznie niewytłumaczone zjawisko i poczuć świąteczną atmosferę tego miasta.

Ale póki my nie możemy, to mam nadzieję, że uda mi się zachęcić do tego innych. Kochani, nie omijajcie Neapolu... :!: :szeroki_usmiech

Wspaniały ołtarz w kaplicy San Gennaro. Górna część ołtarza przedstawia sceny z życia neapolitańczyków i cała wykonana jest ze srebra.




Ujęcie na lewą stronę kaplicy...


Niestety kaplica tak samo jak w ubiegłym roku, jest zamknięta i możemy ją tylko podziwiać przez kratę i przez obiektyw. Może kiedyś uda się wejść do środka. A może cenne relikwie nie są narażane na zbyt bliski dostęp przygodnych gości.

Światło w kaplicy nie daje szans na zbyt dokładną analizę szczegółów, więc pora oddalić się na przeciwną stronę katedry... w miejsce, które ma ducha wszechczasów... W ubiegłym roku nawet nie mieliśmy czasu zastanowić się gdzie to jest.

Mam na myśli Bazylikę Santa Restituta, najstarszy obiekt sakralny w mieście.

Bazylika ta znajduje się naprzeciwko kaplicy z relikwiami i mogłoby się wydawać, że jest to jedna z kaplic katedry...

Cdn.
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
 
Santa 
weteran


Twój sprzęt: dreamliner
Nazwa załogi: ROMULUSI
Dołączyła: 05 Paź 2007
Piwa: 236/171
Skąd: Podkarpacie
Wysłany: 2014-10-21, 22:17   

Zanim weszliśmy do bazyliki Santa Restituta, musieliśmy dość długo poczekać na otwarcie, bo niestety nie zawsze jest dostępna.

Wklejam godziny otwarcia dla zainteresowanych, my akurat trafiliśmy na południową przerwę...



Będąc w katedrze San Gennaro i nie wiedząc o tej bazylice, można ją przegapić albo co najwyżej spojrzeć sobie przez kratę zamkniętych drzwi, co i my uczyniliśmy w oczekiwaniu na otwarcie. Romek już miał ochotę dezerterować ale ja wytrwałam... :szeroki_usmiech



Właściwie, to bazylika Santa Restituta jest osobnym budynkiem, dołączonym do katedry ale nie wiem, czy jest jakieś inne wejście oprócz tego od San Gennaro.

O ile katedra San Gennaro to wiek trzynasty, to ta właśnie bazylika Santa Restituta to bajka z zupełnie innych czasów.
Powstała z inicjatywy cesarza Konstantyna Wielkiego w 324 roku, tego samego, co jako pierwszy cesarz rzymski przyjął chrześcijaństwo i o którym na każdym kroku wspominam i będę wspominać pisząc o Rzymie. Czyli jesteśmy w czwartym wieku...

I to właśnie ten Konstantyn kazał wybudować tu tę bazylikę... Ale żeby nie zaczynać budowy od początku, to polecił przebudować stojącą w tym miejscu świątynię Apolla.
A jak Apollo, to wiadomo o kogo chodzi - tego samego, co go starożytni czcili jako boga piękna :szeroki_usmiech
I tego samego co się zakochał w Dafne, ale choć taki piękny był, to ona go nie chciała. I wtedy on postanowił zdobyć ją za wszelką cenę i tak ją długo ścigał, aż Dafne straciła siły i nie mogła już uciekać i zmieniła się w drzewo laurowe. A on się biedny kompletnie załamał i z gałęzi drzewa, w które się zamieniła, uplótł sobie wieniec, który odtąd ozdabiał jego głowę i takiego go właśnie znamy z naszego plątania się po różnych muzeach, galeriach itp.


Takie właśnie klimaty poprzedzały tu budowę tej świątyni i część z nich nawet pozostało do dnia dzisiejszego. A to dlatego, że budujący bazylikę praktyczni byli, żeby się nic nie zmarnowało, to część Apollowej świątyni i jej wyposażenia wykorzystali do budowanego obiektu i nową budowlę wsparli na kolumnach pochodzących właśnie ze świątyni Apolla.

Natomiast na chrzcielnicę wykorzystali naczynie ze świątyni Dionizosa (najbardziej rozrywkowego boga - od ekstazy, płodności i wina, który zawsze pozuje z winogronami).

Wszystkie źródła podają, że ta późniejsza chrzcielnica, to u Dionizosa służyła rozpustnym orgiom :roll:

A dziś możemy ją sobie w tej bazylice obejrzeć i... odlecieć wyobraźnią do tych czasów, które niby jak bajka, ale przecież były, kiedyś tam, i te czasy, i te wierzenia i orgie... i panowie się silili, żeby dorównać ideałom męskiego piękna i witalności, wyznaczonego przez Apolla i Dionizosa :szeroki_usmiech

To były niezwykle ciekawe czasy... jeszcze następnego dnia uda mi się w nie "odpłynąć" ale to na razie tajemnica... :szeroki_usmiech

A sama Capella Santa Restituta jest to prawdziwa uczta stylów i kolorów i wczesnochrześcijańska architektura sakralna najwyższych lotów.

Tak prezentuje się od pierwszego wejrzenia...


Od razu chce się biec do przodu, żeby znaleźć się bliżej tej teatralnej scenerii i wczytać się w ten piękny fresk...





I zaglądnąć do apsydy, gdzie króluje trzynastowieczny fresk z Chrystusem na tronie...


A potem spenetrować pozostałe dwie nawy, które są oddzielone przez oryginalne kolumny z czasów Konstantyna.

I spojrzeć na lewo...


A w głębi... kaplica ze wspaniałą mozaiką... "Madonna z Dzieciątkiem na tronie". Oczu nie można oderwać, bo jest taka... na dotyk, na wyciągnięcie ręki (nie jak w tych rzymskich czy raweńskich budowlach - gdzieś wysoko, że potem kręgosłup szyjny do rehabilitacji) :lol:





Postać po prawej stronie Maryi to właśnie biskup January czyli San Gennaro. Drugiej postaci nie udało mi się rozszyfrować, bo nie mieliśmy szczęścia, żeby podsłuchać czy podpytać jakiegoś przewodnika...



A na prawo... i za tymi kolumnami - skarby starożytności zgromadzone w części bazyliki zwanej baptysterium San Giovanni in Fonte...



Tu właśnie są do obejrzenia najstarsze na Zachodzie zachowane fragmenty mozaik z IV wieku.
Już kilka podobnych widziałam ale świadomość, że te są najstarsze - dodaje dreszczyku i gęsiej skórki :szeroki_usmiech







I wreszcie to historycznie wielofunkcyjne "naczynie" od Dionizosa... ;) :wyszczerzony:

Efekt wizualny nie ma tu większego znaczenia, ale wycieczka w wyobraźni o kilkanaście wieków w przeszłość, rekompensuje pierwsze wrażenie niedosytu :wyszczerzony:
Z całą pewnością wygodne było - ponad dwa metry średnicy :wyszczerzony:



Ale to jeszcze nie koniec... W podziemiach bazyliki są jeszcze do zobaczenia odkopane pozostałości po kilku antycznych budowlach.
Wstęp do tych skarbów to jedyne 1,5 euro ale fotograficznymi wrażeniami stamtąd nie można się podzielić. Focić nie wolno (nawet szybko) ;)

Chce się zobaczyć, trzeba jechać... :wyszczerzony:

Cdn.
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
 
MAREKH 
weteran


Twój sprzęt: LMC na DUKATO
Dołączył: 28 Wrz 2007
Piwa: 265/78
Skąd: Kielce
Wysłany: 2014-10-22, 09:00   

Zajęty "smakowaniem" obowiązków dziadka, i dłuższą nieobecnością na Forum.czytam z przyjemnością Twoje przepiękne opisy Italii. :kwiatki:
Żałuję tylko że tak słabo przygotowałem się z Neapolu przed tegorocznym wyjazdem. :gwm

Ach ta Italia kusi wciąż żeby do niej wracać.

Czekam na c.d. :spoko
_________________
Marzenia-podróże-uśmiech
https://www.youtube.com/watch?v=LJoQJV1HsRE
https://www.youtube.com/watch?v=RR91HBlRqKg
https://www.youtube.com/watch?v=gat7m3z_BVk
https://www.youtube.com/watch?v=11BlqFL8t2c
https://www.youtube.com/watch?v=xV91EI-M1tk
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
Santa 
weteran


Twój sprzęt: dreamliner
Nazwa załogi: ROMULUSI
Dołączyła: 05 Paź 2007
Piwa: 236/171
Skąd: Podkarpacie
Wysłany: 2014-10-27, 18:38   

MAREKH napisał/a:
Zajęty "smakowaniem" obowiązków dziadka, i dłuższą nieobecnością na Forum.czytam z przyjemnością Twoje przepiękne opisy Italii. :kwiatki:
Żałuję tylko że tak słabo przygotowałem się z Neapolu przed tegorocznym wyjazdem. :gwm

Ach ta Italia kusi wciąż żeby do niej wracać.

Czekam na c.d. :spoko

Marku - Neapol cierpliwy jest, poczeka na kolejny raz, a potem kolejny... i kolejny... :szeroki_usmiech

Tobie i Krysi gratuluję nowego "Szczęścia" w rodzinie. Krysia tak zajęta, że od miesiąca nie zauważyła mojego PW :lol:
Waszemu Maluchowi gratuluję takich wspaniałych Dziadków :szeroki_usmiech

A przy okazji nieśmiało przypomnę, że cierpliwie czekam tu na obiecaną w Radawie relację z Waszej tegorocznej Italii :lol:
.................................................................................................................................................



Pół neapolitańskiego dnia już za nami, a my wciąż jesteśmy na początku naszych planów. Czas upływa nieubłaganie szybko ale pokrzepia nas świadomość, że katedra Neapolu została wreszcie "zdobyta" i już na zawsze dołączy do kolekcji naszych turystycznych "trofeów" i to tych z najwyższej półki :szeroki_usmiech

Pora ruszać dalej - w kierunku kolejnych tegorocznych celów. A na dziś jeszcze jeden konkretny cel został wyznaczony i choćby "żabami rzucało", muszę tam jak najszybciej dotrzeć...

Ale w Neapolu nie da się tak po prostu - zaplanować i zrealizować. Trzeba by chyba chodzić w kagańcu... :wyszczerzony:
Neapol trudno jest brać tak "na rozum". W Neapolu jest na emocje, na wyobraźnię, jest zaskakująco, jest nieprzewidywalnie, jest... zwykle inaczej niż miało być :wyszczerzony:


Do tego naszego kolejnego celu jest zaledwie pół godzinki spacerkiem. Ale łatwo powiedzieć, bo po drodze co chwila jakieś kolejne powody, których nie da się tak zwyczajnie ominąć.

Ledwie opuściliśmy katedrę i idąc Via Duomo dochodzimy do Via dei Tribunari, a już na skrzyżowaniu potężna, piękna szesnastowieczna budowla - kościół Girolamini. I jak tu się nie zatrzymać ... :szeroki_usmiech



Okazuje się, że o tej porze jest zamknięty - może i dobrze..., choć jak patrzę teraz w necie na fotki wnętrza, to żal duszę ściska, być tak blisko i nie widzieć...

Ale za chwilę już kolejna atrakcja, która może się zdarzyć tylko w Neapolu. Bo jak to inaczej odebrać, gdy pełnia lata, żar leje się z nieba, turysta przemyka od cienia do cienia, a tu nagle - królestwo szopek bożonarodzeniowych :wyszczerzony: Cała ulica obstawiona kramami z monotematyczną świąteczną ekspozycją :szeroki_usmiech



Nie wiem po co oni tu siedzą w środku lata, bo raczej nie zauważyłam, żeby ktoś coś na tych straganach kupował, ale oglądał niemal każdy przechodzący, wszak Via Gregorio Armeno to ulica typowo turystyczna.


Idąc dalej, wychodzimy wprost na najbardziej atrakcyjny plac miasta - Piazza San Gaetano - czyli św. Kajetana.

Z jednej strony tego placu znajduje się bazylika świętego Pawła - czyli Basilica di San Paolo Maggiore, która została zbudowana na ruinach pogańskiej świątyni dioskurów - Kastora i Polluksa, synów Zeusa, tych samych co nas witają u szczytu schodów wiodących na rzymski Kapitol.

Bez wchodzenia do środka, bo sjesta i chiuso, warto wspiąć się po tych dostojnych schodach, żeby dotknąć dwóch oryginalnych kolumn korynckich. Szczególnie polecam miłośnikom legend Koryntu ;) :szeroki_usmiech






A przed kościołem świętego Pawła - obelisk patrona tego placu - San Gaetano - Kajetan wpatrzony w niebo...



Ten plac - może nie najatrakcyjniejszy wizualnie ale historycznie zdecydowanie tak, ponieważ jesteśmy właśnie w najstarszej części Neapolu.

To w tym miejscu gdy panoszyli się tu Grecy, znajdowała się agora, następnie forum rzymskie - zawsze był tu główny plac targowy antycznego Neapolu.

Na tym placu stał pierwszy wczesnochrześcijański kościół a potem na miejscu tego kościoła została wybudowana i do dziś zadziwia swoją potęgą Basilica di San Lorenzo Maggiore.



Fasada kościoła i dzwonnica...


Byliśmy tam w ubiegłym roku ale dla utrwalenia wrażeń weszliśmy ponownie. Romek napstrykał mnóstwo fotek, ale ograniczę się do kilku dla ogólnej orientacji i podsycenia zmysłów. Resztę trzeba po prostu pojechać i zobaczyć.

Majestatyczna nawa główna...




Cieplejsza i bardziej klimatyczna jedna z licznych kaplic...




Ale to co tutaj historycznie najcenniejsze, ukryte jest pod ziemią. Poniżej poziomu obecnego kościoła i przylegającego klasztoru, odnaleziono i odsłonięto resztki starożytnego i wczesnośredniowiecznego miasta. Dziś jest tam rozległe podziemne muzeum archeologiczne.

Przy placu San Gaetano - pod numerem 68 - znajduje się początek podziemnej trasy prowadzącej przez pozostałości antycznych zabudowań. Trasa ta nazywa się Napoli Sotterranea, albo po naszemu Podziemnym Neapolem.


Nie mam fotki z tego roku ale już w ubiegłym przymierzaliśmy się tam, wiec wklejam tamtą, żeby nie przegapić wejścia, gdyby ktoś się zdecydował na wyprawę dwadzieścia cztery wieki w przeszłość, drogą ukrytą na głębokości 7 metrów pod ziemią (w porywach nawet do 40 metrów).



Mnie takie wstępowanie w podziemia lekko paraliżuje, więc unikam takich klaustrofobicznych doświadczeń. Z tego też powodu wciąż się przymierzam do rzymskich katakumb i jakoś do tej pory tam nie wlazłam :wyszczerzony:
Ale jeszcze to kiedyś zrobię - dałam radę sama w Lazurowej Grocie, to i tutaj dam :haha:

Na jakąś bliżej nieokreśloną przyszłość "obczaiłam", że na taką podziemną wycieczkę można wybrać się tylko z przewodnikiem, wejście co dwie godziny, bilet 9 euro.


Z pewnym żalem odpuszczamy zwiedzanie podziemnego miasta, orientując się tylko po zdjęciach przed muzeum, czego można się tam spodziewać. Chciałoby się to zobaczyć ale dzisiejsza druga połowa dnia jest przeznaczona na coś innego...


Chwilę jeszcze spędziliśmy na tym placu - a właściwie to Romek sobie posiedział a ja polatałam i pozaglądałam w okoliczne zakamarki. Ale nie za długo, bo Romek się denerwował, żeby mu żony nie porwali :wyszczerzony:

A poza tym to przecież zmierzamy do czegoś innego a wciąż dojść nie możemy :szeroki_usmiech


Już zupełnie niedaleko, prawie na wyciągnięcie ręki, ale jeszcze jedno..., jeszcze mapka pokazuje nam po drodze kościół Santa Chiara.
Święta Klara w Neapolu... nie można jej przecież ominąć będąc tak zakochanym w klimatach Asyżu :szeroki_usmiech A na potem nie chcemy zostawiać, bo w podróży "potem" jest zawsze niepewne... :szeroki_usmiech

Kościół jest ogromny, my wchodzimy bocznym wejściem, bo tak nam po drodze... a poza tym obawiamy się, że znów wsiąkniemy na parę godzin, bo tyle należałoby przeznaczyć, żeby odszukać, poznać, zachwycić się...
A u świętej Klary w Neapolu jest czym, jest tam coś absolutnie niepowtarzalnego, ale my tego niestety nie posmakowaliśmy...



Przekroczenie drzwi wejściowych przenosi nas do średniowiecza, w trzynasty wiek...
Spojrzenie na nawę główną... Surowy, dostojny gotyk...



To samo widziane z bliska...


Za tym ołtarzem znajduje się grób króla Roberta Andegaweńskiego. Oprócz niego spoczywa tu jeszcze wiele osobistości, bo kościół Klary był ulubionym miejscem VIPów, elity, neapolitańskiej śmietanki...

Spacer po kościele polega na odszukiwaniu śladów dawnej świetności np. fragmentu "Ukrzyżowania" Giotta. Dawnej, bo w czasie II wojny został zbombardowany i bezcenne skarby przeszłości zachowały się w postaci szczątkowej...

My niestety zrobiliśmy to dość pobieżnie i dziś tego żałuję, ale przynajmniej wiem, do czego trzeba koniecznie wrócić. Szczególnie mi żal, że nie weszliśmy do krużganków i ogrodu, które są cacuszkiem słynnym w całym świecie. Coś pięknego... Niestety widziałam tylko w necie...

Dość rozczulania się, następnym razem pojadę, to opiszę i pokażę..., no chyba, że ktoś mnie uprzedzi, do czego szczerze zachęcam :szeroki_usmiech


Ale mój pośpiech i rozkojarzenie było wtedy usprawiedliwione, ponieważ już za chwilę, tuż obok, miałam spotkać Jego - tego kilkakrotnie zapowiadanego Ragazzo da Napoli :szeroki_usmiech

Cdn.
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
 
Wyświetl szczegóły
Tadeusz 
Administrator
CamperPapa


Twój sprzęt: Fiat Talento Hymercamp
Nazwa załogi: Kucyki
Pomógł: 16 razy
Dołączył: 06 Lis 2007
Piwa: 1610/2346
Skąd: Otwock
Wysłany: 2014-10-27, 18:46   

Czytam Lucynko Twoją włoską opowieść. Odłożyłem inne lektury. :ok

:spoko
_________________
W życiu najlepiej jest, gdy jest nam dobrze i źle. Kiedy jest tylko dobrze - to niedobrze.
Ks. Jan Twardowski.
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
zbyszekwoj 
Kombatant


Twój sprzęt: Rapido 707F
Pomógł: 5 razy
Dołączył: 24 Kwi 2013
Piwa: 329/222
Skąd: Lublin
Wysłany: 2014-10-28, 09:14   

My wróciliśmy właśnie z naszych wojaży i od razu czytamy cośmy przeoczyli. Jednak inaczej zwiedza się Italię po miesięcznym objeżdzie Grecji. Trzeba będzie jeszcze raz wrócić. Moja jazda kamperem po Neapolu była horrorem ,dlatego z zadowoleniem oglądam to w Twojej relacji , czego nie widziałem na żywo.
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
Santa 
weteran


Twój sprzęt: dreamliner
Nazwa załogi: ROMULUSI
Dołączyła: 05 Paź 2007
Piwa: 236/171
Skąd: Podkarpacie
Wysłany: 2014-11-03, 00:47   

Tadeusz napisał/a:
Czytam Lucynko Twoją włoską opowieść. Odłożyłem inne lektury. :ok

:spoko

Żałuję, że nie mogę przyspieszyć swojego pisania ale jesień u nas taka piękna, że niewiele czasu można wygospodarować na komputer :szeroki_usmiech

zbyszekwoj napisał/a:
My wróciliśmy właśnie z naszych wojaży i od razu czytamy cośmy przeoczyli. Jednak inaczej zwiedza się Italię po miesięcznym objeżdzie Grecji. Trzeba będzie jeszcze raz wrócić. Moja jazda kamperem po Neapolu była horrorem ,dlatego z zadowoleniem oglądam to w Twojej relacji , czego nie widziałem na żywo.


Zbyszku - my również wiele przegapiliśmy w swoim zwiedzaniu Neapolu, ale trochę swoimi, trochę cudzymi oczami i mam nadzieję, że kiedyś uda mi się go poznać bardziej niż pobieżnie :szeroki_usmiech
Odpocznij, zbierz myśli i zasiadaj do klawiatury... :wyszczerzony:
Bardzo jestem ciekawa Waszych grecko-italiańskich doświadczeń i przeżyć :szeroki_usmiech

................................................................................................................................................


Miejscem zapowiedzianego poprzednio "spotkania" był kościół Gesu Nuovo, sąsiadujący ze świętą Klarą, którą właśnie przed chwilą opuściliśmy. Na to spotkanie czekałam od dawna i właśnie teraz ma się wypełnić :szeroki_usmiech

Parę miesięcy wcześniej nasza córka Zuzia, swoim zauroczonym Neapolem rodzicom poleciła do obejrzenia pewien film z klimatami tego miasta. Trochę czasu upłynęło, zanim znalazłam chwilę, żeby go sobie włączyć.
Początkowo tylko dla radości i satysfakcji odkrywania znanych neapolitańskich miejsc, ale w miarę oglądania zaczęłam uświadamiać sobie, że moje zaciekawienie Neapolem stało się tłem i pretekstem do poznania wyjątkowej, fascynującej postaci głównego bohatera filmu, pewnego lokalnego ragazzo - Giuseppe Moscati.

Józef Moscati był lekarzem, profesorem lokalnego uniwersytetu, ordynatorem. Żył w czasach, gdy na świat przychodzili nasi dziadkowie, niestety niedługo, ale bardzo intensywnie. Wskutek tego zdecydowanie przedwcześnie "wypalił się" - żyjąc dla innych.

Po obejrzeniu tego filmu - z wrażenia, podziwu i niedosytu, obejrzałam go jeszcze raz, a potem kolejny, potem przeczytałam wszystko co udało mi się na jego temat znaleźć, przejrzałam w internecie dostępne fotki, włoskie fora i zapragnęłam jak najszybciej pojechać i zobaczyć to miejsce, gdzie on, doktor Moscati - zachodził co dzień w drodze do pracy, żeby "naładować akumulatory" energią, której potrzebował do podejmowania zadań często niemożliwych do spełnienia.

Po moim folderku zdjęciowym z Neapolu wnioskuję, że chyba z wrażenia musiałam wtedy schować aparat, albo całkiem zapomnieć go użyć... Tak to bywa w emocjach :wyszczerzony:

Romek, który pomimo początkowego sceptycyzmu, po obejrzeniu filmu również uległ fascynacji osobowością doktora, niestety też zarejestrował to nasze "spotkanie" dość skąpo.

W każdym bądź razie oprócz śladów Moscatiego niczego więcej Wam nie pokażę, bo niczego więcej nie zapamiętałam. Nie oznacza to, że nie zwiedziliśmy tego kościoła... Ale o tym później...


Po przekroczeniu progu kościoła od razu polecieliśmy poszukać jednej z bocznych kaplic, którą neapolitańczycy przeznaczyli swojemu doktorowi. W tym miejscu pod ołtarzem urządzili mu miejsce wiecznego spoczynku...



Akurat ta fotka tego nie oddaje, ale do kaplicy ciągle ktoś przychodzi, w zadumie zatrzymuje się przed grobem, zapala świeczkę, a na odchodne wyciąga rękę i gestem pożegnania podaje ją postaci z brązu, w skromnej pozie stojącej po lewej stronie kaplicy... tak wyglądał doktor Józef Moscati...



W ścianie przed kaplicą wmurowana tablica poświęcona pamięci doktora i jego związków z tym miejscem...



Stamtąd strzałki kierują nas do miejsca w kościele, w którym urządzono ekspozycję wnętrza jego mieszkania, gabinetu i przedmiotów, które go otaczały. Doktor Moscati mieszkał niedaleko stąd... w typowej neapolitańskiej kamienicy, przy Via Cisterna. Następnym razem ją odszukam... :szeroki_usmiech

Zwraca uwagę kapelusz, który znadował się w poczekalni przed gabinetem doktora, z napisem "Chi ha, metta, chi non ha, prenda".



W wolnym tłumaczeniu napis odzwierciedla ideę, którą doktor kierował się lecząc każdego potrzebującego pomocy, niezależnie od stanu posiadania. Ze swoją pomocą docierał do najbiedniejszych dzielnic miasta, często z narażeniem swojego życia..., oczywiście za darmo...



Neapolitańczycy nigdy nie zapomnieli o swoim wyjątkowym doktorze, który ich leczył i wspierał w ich potrzebach, troszcząc się nie tylko o ich kondycję fizyczną ale też stan ich duszy.
W trzy lata po odejściu z tego świata, zabrali go z cmentarza, na którym został pochowany i złożyli w kościele Gesu Nuovo. Następnie zadbali, aby papież Paweł VI dokonał aktu beatyfikacji, a w 1987 r. papież św. Jan Paweł II ogłosił go świętym.

I teraz, pomimo że doktor Moscati od wielu lat nie przyjmuje, to i tak do jego "gabinetu" w Gesu Nuovo ściągają rzesze pacjentów i powierzają mu potrzeby swoich słabych ciał, znękanych umysłów i zgnębionych dusz.


A jeśli mnie zapytacie dlaczego piszę o tym doktorze w dziele relacji z podróży a nie w forumowych "katakumbach" to odpowiem, że z wszystkich podróży życia najbardziej fascynuje mnie podróż... przez życie... A on - Giuseppe Moscati - był w tym mistrzem...

Człowiek, ciągle będący w drodze..., ma coś takiego w naturze, taką nieokreśloną tęsknotę, że wciąż poszukuje... czegoś... lepszego, wznioślejszego, doskonalszego, jakichś nowych celów, widoków, horyzontów, ideałów, autorytetów, wartości i ... dróg, którymi można podążać ze świadomością, że to jest właśnie to... i że obrany cel wart jest włożonych środków i poświęconego czasu.

I jeśli uda nam się rzeczywiście znaleźć to nasze "coś", to nasza osobista nieudolność, nieświadomość i ułomność przestaje być powodem do wstydu, ale staje się bardzo dobrym "dołkiem startowym" do tego nowego celu. I nie ważne czy mamy namiot, przyczepę, czy kampera, nie ważne czy sami, czy z biurem podróży, nie ważne gdzie akurat jesteśmy i nie szkodzi, że cel daleko, bo przecież im dalej, tym podróż dłuższa i bardziej fascynująca. A czyż nie o to nam chodzi... w tym podróżowaniu... :?: :szeroki_usmiech


W tym doktorze, prostym i zwyczajnym, nie tak dawno jeszcze chodzącym po tych samych co my teraz ulicach Neapolu, dostrzegłam taki gotowy "drogowskaz"... Droga to niełatwa, żadnych autostrad, żadnych ułatwień, same serpentyny, koleiny i agrafki, okupiona wyrzeczeniami i frustracjami, ale za to jaka fascynująca... :wyszczerzony:

I wcale nie jestem w tym odbiorze drogi doktora oryginalna. Neapol go po prostu kocha. I nie tylko Neapol. W rzymską noc oczekiwania na kanonizację miałam możliwość potwierdzenia tego u mieszkańców innych regionów Włoch. Niezwykły doktor Józef Moscati oczarował nie tylko mnie... :wyszczerzony:



Chociaż cel poznania doktora został osiągnięty, to został mi stamtąd pewien niedosyt wynikający z faktu, że pomimo kilku rundek po wnętrzu kościoła i zaglądania w każdy zakamarek i zaułek, nie udało mi się znaleźć pewnej rzeźby, która według moich informacji powinna tam być.
Chodzi o "Christo velato" (Chrystus zakryty, zasłonięty), jedno z największych arcydzieł rzeźby świata.

Ta fotka co wklejam, niestety nie jest moja...



Oglądając polecany wcześniej film natrafiamy na taki epizod, gdy ta wspaniała rzeźba pojawia się w momencie wewnętrznych rozterek naszego doktora, który w swym genialnym umyśle i głębokiej osobowości łączył wiarę z nauką, a w swoich chorych pacjentach dostrzegał cierpiącego Chrystusa.


Prawdziwe miejsce, gdzie można ją w Neapolu zobaczyć, odnalazłam dopiero po powrocie z wakacji, w wyniku przeprowadzonego internetowego "śledztwa". Okazało się, że próżno jej szukałam w Chiesa Nuova, ponieważ znajdowała się w niedalekiej od kościoła kaplicy San Severo.


Dziś już ze szczegółami znam historię i wygląd tego dziwnego miejsca ale wciąż go jeszcze nie widziałam na żywo.
Zaplanowałam, żeby "urwać się" pociągiem, na jeden dzień, z Rzymu, podczas naszej majowej wyprawy na kanonizację, ale jednak Rzym ostatecznie wygrał i Capella San Severo w Neapolu wciąż czeka na lepsze czasy :szeroki_usmiech

Jeśli spodziewacie się, że rzeźba "Christo velato" znajduje się w jakimś natchnionym religijnie miejscu, to nic bardziej mylnego.

Kaplica w której możemy zobaczyć rzeźbę, została ufundowana przez żyjącego w Neapolu w osiemnastym wieku księcia Raimondo, który był masonem, człowiekiem wybitnie zdolnym, znanym alchemikiem, autorem wynalazków, wykonawcą różnych makabrycznych eksperymentów.


Przykłady jego działania zachowały się do dziś i można je zobaczyć właśnie w tej kaplicy. Są to dwa umieszczone pod szkłem ciała, w których widać narządy wewnętrzne i naczynia włosowate, zachowane w tym stanie dzięki jakiejś tajemniczej substancji wynalezionej przez Raimonda. Podobno to ciała jego służących, których spreparował na żywca.
Ówczesny papież obłożył Raimonda eskomuniką.


Podobna tajemnicza historia jest związana z pokazaną powyżej rzeźbą Chrystusa przykrytego całunem, która wykonana jest z jednego bloku marmuru. Fachowcy twierdzą, że taki efekt "przykrycia" nie byłby możliwy, gdyby nie "umoczył" w tym swoich rąk nasz książę Raimondo. Wytwarzając jakiś specjalny rodzaj substancji, nasączył nią tkaninę, która zastygła i zlała się z marmurem sprawiając wrażenie przezroczystej.



O doktorze Moscatim, księciu Raimondo i kaplicy San Severo mogłabym jeszcze długo..., ale powstrzymam się, żeby nie wprowadzić na forum nowego świeckiego zwyczaju pisania relacji z miejsc, w których się jeszcze nie było :wyszczerzony:

Wklejam tylko filmik dla zainspirowania i z nadzieją, że to będzie kolejny powód, żeby nie omijać Neapolu :szeroki_usmiech



Cdn.
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
 
Santa 
weteran


Twój sprzęt: dreamliner
Nazwa załogi: ROMULUSI
Dołączyła: 05 Paź 2007
Piwa: 236/171
Skąd: Podkarpacie
Wysłany: 2014-11-06, 21:52   

Po wyjściu z kościoła Gesu Nuovo, nasze nogi zdecydowanie upomniały się, żeby na chwilę spokojnie usiąść na placu o tej samej nazwie (Piazza Gesu Nuovo).

Mogliśmy jeszcze raz spojrzeć na fasady obu odwiedzonych przed chwilą kościołów (Santa Chiara i Gesu Nuovo, na otaczające plac pałace i poczuć atmosferę tego miejsca. To ścisłe historyczne centrum Neapolu - wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO.

Może i wysiadywanie na placach, przy fontannach, pomnikach, obeliskach wydaje się oklepane i pospolite, ale ja bardzo lubię właśnie takie bezczynne momenty swojego wałęsania się po świecie.

I nie przeszkadza mi, że akurat przetaczają się tamtędy nieprzebrane tłumy. Możliwość bycia w takim rozpoznawalnym, kultowym miejscu daje mi poczucie uczestniczenia i czerpania z jakiegoś ważnego kawałka historii, kultury, twórczości.

Czasem wyobrażam sobie, że trudno policzyć ile pokoleń takich wałęsaczy jak my przechodziło tędy, zatrzymywało się, przysiadało, podziwiało... i że my też mamy to szczęście, że nasz cień kiedyś padł na to miejsce.

Oni wszyscy przeminęli, my przeminiemy a to miejsce zostanie. A jeśli go jakaś niekontrolowana energia natury lub historii zmiecie z powierzchni ziemi, to i tak potomni napiszą - "tu był,... tu stał..."

Miło jest potem rozpoznać takie miejsce na folderach, filmach, czyichś fotkach i z nostalgią wspomnieć, że właśnie tam siedziałam, na tym murku, przy tej fontannie i machałam nogami :wyszczerzony:


Charakterystycznym elementem Piazza Gesu Nuovo jest stojący na środku placu obelisk Niepokalanego Poczęcia z białego marmuru.




Stamtąd po odpoczynku, według wskazań naszej mapki, najkrótszą drogą udaliśmy się tam, gdzie prędzej czy później dociera każdy kto przyjechał do Neapolu... w okolice Palazzo Reale.

Jeszcze tylko spojrzenie za siebie dla utrwalenia pod powiekami klimatu Piazza Gesu Nuovo...



... i bez pośpiechu idziemy dalej. Bez pośpiechu ponieważ było już na tyle późno, że skończyła się możliwość zwiedzania kolejnych miejsc z wchodzeniem do środka obiektów...


Ale przecież w Neapolu nie musi się wchodzić do środka, żeby obcować ze sztuką. Tu na każdym kroku jest coś, co nie pozwala przejść obojętnie, przykuwa wzrok, skłania do zatrzymania się, analizy, wzbudza zachwyt...
Taka krótka droga a popatrzcie sami... :szeroki_usmiech

Jeden piękny plac za nami a tu wyłania się następny - Piazza Monteolivetto z fontanną i posągiem króla Hiszpanii. Dzieło z siedemnastego wieku...



Praktycznie cały czas przyciąga uwagę jakiś nowy obiekt, któremu nie można się oprzeć. Żeby go z bliska zobaczyć, zwykle trzeba przy tym zejść z obranej trasy, przekopać się na drugą stronę nieprzewidywalnej neapolitańskiej ulicy, żeby potem zapomnieć skąd się przyszło i kręcić się w kółko w poszukiwaniu wcześniej obranej drogi :wyszczerzony:

To tylko mały przykład...



Często stajemy przed dylematem w którą stronę iść, bo z każdej wyłania się coś kuszącego, a wiadomo, że za tym "czymś", jest następne "coś" i niestety to co było zaplanowane wcześniej - przepada, bo nie da się iść równocześnie i w prawo i w lewo... Ach, ten Neapol..., zawojował moje turystyczne serce :wyszczerzony:


Ale mając taki jak ten obiekt przed sobą, dylemat w którą stronę iść, rozwiązuje się sam... :szeroki_usmiech

To Fontanna Nettuno - jedna z najładniejszych i najokazalszych fontann w Neapolu, powstała u schyłku szesnastego wieku - dzieło wybitnych architektów.



Wiadomo, że trzeba ją okrążyć, bo to jedno wielkie dzieło sztuki...



Woda wypływa z pyska lwów, które między łapami trzymają herb i insygnia Neapolu. Na środku stoją dwie nimfy oraz dwóch satyrów trzymając podstawę na której stoi Neptun.

W środku upalnego lata, dla turysty taka fontanna to też możliwość obniżenia temperatury ciała i wyrównania stanu elektrolitów. Oprócz dostarczania wrażeń artystycznych, ratuje życie :wyszczerzony:


Gdyby godzina była wcześniejsza, poszlibyśmy teraz do mijanego właśnie Castel Nuovo. Ale w tych okolicznościach - odpuszczamy... W ubiegłym roku wstąpiliśmy na dziedziniec i mamy świadomość, że zwiedzenie go wymagałoby kilku godzin, ale gdybyśmy nawet chcieli, to i tak za późno, za chwilę zamykają...




Do Galerii Umberto I też tylko zaglądamy. Podczas poprzedniego pobytu w Neapolu poświęciliśmy dużo czasu na przyjrzenie się jej w szczegółach...






Podobnie jak rok wcześniej ocieramy się tylko o fasadę zamku królewskiego (Palazzo Reale), którego póki co jeszcze nie zdążyłam nawet "ogarnąć" teoretycznie, więc gdyby nawet było otwarte to i tak byśmy nie poszli. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś przyjdzie na niego czas...






Podczas relacjonowania poprzedniego naszego pobytu w Neapolu, dokopałam się do informacji, że oprócz tego ogromnego nasycenia wspaniałych zabytkowych budowli, w tej okolicy, pod naszymi stopami kryje się jeszcze świat podziemny. A konkretnie znajduje się tam Tunel Burbonów, łączący Pałac Królewski z morzem, który miał dać możliwość opuszczenia pałacu w razie potrzeby ucieczki oraz przemieszczenia się wojsk dla obrony pałacu.

A dzielę się tą informacją, ponieważ z dobrze poinformowanych źródeł wiem, że jest miejscem niezwykle atrakcyjnym. Mam nadzieję, że nie zabraknie mi okazji, ciekawości i dociekliwości, żeby się tam kiedyś wybrać. I równocześnie zachęcam każdego, kto wybiera się do Neapolu.


Odkładając marzenia na jakąś nieokreśloną i niepewną przyszłość, idziemy na Piazza del Plebiscito - centralny plac Neapolu, który w ubiegłym roku był odgrodzony barierkami i dla nas niedostępny, ponieważ w ten wieczór gdy tam przybyliśmy, miał się tam odbyć koncert jakiejś gwiazdy.

Dziś plac stoi przed nami otworem :szeroki_usmiech



Może tego na fotkach nie widać ale ogromny jest i trzeba się po nim nadreptać, żeby pofocić z różnych ujęć.




Kościół niestety już zamknięty, pozostaje tylko obejść się smakiem i wyobrazić sobie jaki może być wewnątrz. Panteonu nie przebije ale i tak go nie odpuszczę :szeroki_usmiech




Tutaj, tak samo jak i w wielu innych miejscach Neapolu można spotkać takich "szwejków" :szeroki_usmiech




Mimo ogromnej ilości turystów - na samym placu raczej ich nie widać. Większość znalazła miejsce w niezliczonych w tej okolicy knajpkach i zażywa wieczornego klimatu Neapolu. My oprócz klimatu i odpoczynku, próbujemy jak smakuje prawdziwa pizza napolitana.

A czas ucieka... :roll: :wyszczerzony:


Teraz wypadałoby jakoś wrócić do domu... Wyjmuję moją niezawodną mapkę i widzę, że do dworca mamy kawał drogi...



Buona sera Napoli... :szeroki_usmiech




Jest to już niestety ostatnia fotka z tego dnia. Zapadający zmrok uwolnił w moim fotografie jakąś uśpioną fobię, przez którą schował aparat do plecaka i nie chciał wyciągnąć :wyszczerzony:


Zupełnie nie mogłam go zrozumieć, bo tak swojsko, bezpiecznie i bosko jak tamtego wieczoru, na tym wybrzeżu, w tym Neapolu..., już dawno się nie czułam :szeroki_usmiech

Na mapce obrałam drogę wzdłuż wybrzeża, która zaprowadziła nas do stacji kolejki Circuvesuwiana - o nazwie Nolana.
Tam czekał podstawiony pociąg, który za chwilę na Dworcu Głównym zapełnił się do granic możliwości, widocznie wszyscy wracali ostatnim :szeroki_usmiech

Po półgodzinie byliśmy w Pompejach, gdzie na kempingu czekał na nas nasz opuszczony kamperek :szeroki_usmiech

Trochę żal, że tak szybko to minęło, ale jutro też jest dzień...


Cdn.
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
 
Agostini 
weteran


Twój sprzęt: Hymer ML-T 580
Pomógł: 4 razy
Dołączył: 19 Sty 2011
Piwa: 245/114
Skąd: Łódź
Wysłany: 2014-11-06, 23:15   

A ja do tej pory myślałem, że jedynym ragazzo, którego Neapolitańczycy pokochali i nadal uwielbiają to pewien Argentyńczyk o imieniu Diego. :oops: :gwm ... :)


Po Twoich ostatnich odcinkach, Santo, przyłączam się do Twojego apelu – nie omijajmy Neapolu. Pięknie. :bukiet:
_________________
Basia i Andrzej
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum

Dodaj temat do ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
*** Facebook/CamperTeam ***