 |
|
|
Nasze "Giro d'Italia" |
| Autor |
Wiadomość |
Jary70
stary wyga

Twój sprzęt: Ford Transit GiottiVan 60FT
Nazwa załogi: DOJARKA
Dołączył: 19 Lis 2009 Piwa: 18/13 Skąd: lubelskie
|
Wysłany: 2014-09-21, 19:48
|
|
|
Dzisiaj wróciliśmy z II Włoskiej letniej wyprawy, dołączam do grupy uzależnionych- na razie buszujemy po północy: Wenecji, Toskanii, Umbrii i Ligurii i zejdzie nam jeszcze kilka lat, zanim zapuścimy się na południe.
Czekam na dalszą relację Krzysiu, fajny TIM tworzycie. |
_________________ Zawsze w stronę słońca
 |
|
|
|
 |
Santa
weteran

Twój sprzęt: dreamliner
Nazwa załogi: ROMULUSI
Dołączyła: 05 Paź 2007 Piwa: 236/171 Skąd: Podkarpacie
|
Wysłany: 2014-09-21, 20:29
|
|
|
Krzysztofie, pod natchnieniem Twojego odcinka z Monte Cassino, w piątek przed pracą udałam się do przemyskiego Kościoła Karmelitów Bosych i zrobiłam te oto dwie tematyczne fotki tablicy wmurowanej w jego przedsionku.
W kościele tym gościli ostatnio uczestnicy zlotu w Radawie, ale przewodnik ku mojej rozpaczy pominął znaczące pamiątki z dziejów polskiego oręża. Korzystając z okazji, chciałabym to troszeczkę naprawić
Przestawiam się na odbiór |
|
|
|
 |
Aulos
weteran

Twój sprzęt: Bürstner Solano na Ducato
Nazwa załogi: SOKOŁY
Pomógł: 2 razy Dołączył: 14 Lut 2007 Piwa: 62/37 Skąd: Kołobrzeg
|
Wysłany: 2014-09-22, 11:09
|
|
|
Lucynko, dziękuję za dodatkową wzmiankę o żołnierzach spod Monte Cassino i ,wybiegając nieco w przyszłość, dopowiem, że to nie było nasze ostatnie spotkanie z Korpusem gen. Andersa.
Naszym kolejnym celem miały być okolice Neapolu, Pompeje i Wezuwiusz. Stamtąd zamierzaliśmy skierować się na Gargano, a następnie wzdłuż wybrzeża Adriatyku powoli zmierzać do domu, zwiedzając i plażując po drodze. Niestety okoliczności zmusiły nas do zmiany planów i rezygnacji z podróży na południe. Część włoskich atrakcji pozostała zatem "na następny raz". Skierowaliśmy się w stronę Pescary, aby dalej kontynuować podróż i "pobyczyć się" troszkę na adriatyckich plażach. Zanim jednak dojechaliśmy nad morze, zjechaliśmy nieco w bok, aby dotrzeć do Manoppello. Obok tego miasteczka jest klasztor kapucynów i sanktuarium. Sanktuarium słynie z wizerunku twarzy Chrystusa na chuście z bisioru, wizerunku "nie ręką ludzką uczynionego". Chusta jest półprzejrzysta, dlatego wizerunek jest widoczny z dwóch stron. Do Manoppello dotarliśmy późnym wieczorem, a właściwie to już w nocy. Przy sanktuarium jest duży równy parking, na którym ustawiliśmy się na nocleg. Wyszliśmy się rozejrzeć i zobaczyliśmy młodego kapucyna idącego z jakąś parką w stronę sanktuarium. Agnieszka czytała, że wśród zakonników z tego klasztoru jest jeden Polak, dlatego zagadała idącego:
- Szczęść Boże!
Odpowiedział z uśmiechem: - Szczęść Boże.
- O, to ksiądz z Polski?
- Łysa pała w kącie stała - powiedział wskazując na swą głowę pozbawioną owłosienia.
Okazało się, że nie jest Polakiem, a szkolną rymowankę po polsku zna od polskiego kapucyna, który do niedawna rzeczywiście mieszkał w tym klasztorze. Dalszą rozmowę prowadziliśmy już po angielsku. Po kolacji jeszcze mały spacerek po okolicy, kawałek dalej natrafiliśmy na drugi parking, na którym także nocował kamperek. Parking, na którym my staliśmy przylega bezpośrednio do sanktuarium i znajduje się tuż przy wejściu po prawej stronie. Gdy przyjeżdżaliśmy był całkowicie pusty, gdy wyjeżdżaliśmy następnego dnia, stał tam jeden dostawczak, z którego Włoch rozkładał stragan z pamiątkami dla pielgrzymów i wyrobami ludowego rękodzieła. Poza nami jednak na żadnych pielgrzymów tam nie natrafiliśmy - cisza i spokój. Następnego dnia zwiedziliśmy sanktuarium, jest tam również małe muzeum, które wyjaśnia pochodzenie chusty i porównuje jej wizerunek z innymi słynnymi np. z całunem turyńskim. Przy wejściu (bezpłatnym) do tego minimuzeum natrafiliśmy na polską zakonnicę.
Parking bezpłatny przy samym sanktuarium - cicho, spokojnie, równo, bez wygód, ale pod parkingiem są ogólnodostępne toalety dla pielgrzymów: N 42°15'01.9" E 14°03'43.4" (42.250513, 14.062060).
P7173874.JPG Manoppello chwilę po przyjeździe |
 |
| Plik ściągnięto 63 raz(y) 109,66 KB |
P7183880.JPG Widok na sanktuarium za dnia |
 |
| Plik ściągnięto 48 raz(y) 182,9 KB |
P7183886.JPG Wizerunek dla mnie bardzo cenny, ale to nie ten, do którego przyjeżdżają pielgrzymki do Manoppello :-) |
 |
| Plik ściągnięto 56 raz(y) 200,94 KB |
P7183887.JPG Mozaika nad wejściem |
 |
| Plik ściągnięto 55 raz(y) 206,64 KB |
P7183894.JPG Cappuccini przy Via Cappuccini |
 |
| Plik ściągnięto 50 raz(y) 240,91 KB |
P7183903.JPG Chusta z Manoppello - widok z tyłu, zza ołtarza |
 |
| Plik ściągnięto 67 raz(y) 142,25 KB |
P7183905.JPG Widok na ołtarz z chustą od strony nawy |
 |
| Plik ściągnięto 54 raz(y) 159,94 KB |
|
_________________ "Nosiciel nieuleczalnej kamperomanii"
 |
|
|
|
 |
| Wyświetl szczegóły |
 |
Aulos
weteran

Twój sprzęt: Bürstner Solano na Ducato
Nazwa załogi: SOKOŁY
Pomógł: 2 razy Dołączył: 14 Lut 2007 Piwa: 62/37 Skąd: Kołobrzeg
|
Wysłany: 2014-10-13, 10:53
|
|
|
Z Manoppello skierowaliśmy się w stronę Pescary, a następnie na północ wzdłuż wybrzeża Adriatyku - szukaliśmy miejsca, najlepiej jakiegoś camperparku, na odpoczynek na plaży. Jechaliśmy Strada Adriatica, często widząc morze z okien kampera, ale z miejscem na postój wcale nie było tak prosto. Okolica bardzo skomercjalizowana, dominują hotele i pensjonaty, my szukaliśmy miejsca spokojniejszego, bardziej ustronnego. Gdy pojawiał się kawałek sympatycznej plaży, droga była obstawiona samochodami po obu stronach, nierzadko parkowanymi "po włosku" w dwóch rzędach na obu poboczach. Zaczynał się letni weekend nam morzem. Ciężko tam by było zaparkować skuter, kamper jedynie w marzeniach. Dodatkowo, nie wszędzie można było zjechać nad morze, gdyż cały czas, równolegle do drogi biegła linia kolejowa, a przejazdy przez nią miały najczęściej charakter małych niskich wiaduktów. Kilka razy zjechaliśmy nad morze, ale wypasione campingi, sąsiedztwo eleganckich hoteli, płatne plaże z równymi rzędami parasolek oraz nieprzebrane tłumy ludzi, to nie to czego oczekiwaliśmy. W końcu udało nam się znaleźć spokojną plażę w małym miasteczku, a przy niej camperpark. Trafiliśmy tam jednak w porze sjesty - nie ma mowy, aby w tym czasie wjechać na jego teren, czy chociażby znaleźć kogoś z obsługi. Skorzystaliśmy zatem tylko z morskiej kąpieli. Przy plaży znajdował się również budynek z toaletami i prysznicami - niestety tylko zimna woda, ale w tamtejszych upałach wystarczyła do odświeżenia się przed dalszą drogą. Postanowiliśmy nie czekać na otwarcie camperparku, tylko po kąpieli ruszyć dalej.
P7183914.JPG W poszukiwaniu miejsca na relaks |
 |
| Plik ściągnięto 55 raz(y) 183,54 KB |
P7183916.JPG "Mały Syrenek" |
 |
| Plik ściągnięto 57 raz(y) 199,15 KB |
P7183917.JPG "Tymcio Marzyciel" |
 |
| Plik ściągnięto 48 raz(y) 188,02 KB |
P7183922.JPG Widoczek z okna na naszą nadmorską miejscówkę |
 |
| Plik ściągnięto 46 raz(y) 118,27 KB |
|
_________________ "Nosiciel nieuleczalnej kamperomanii"
 |
|
|
|
 |
Wyświetl szczegóły Więcej szczegółów |
Wystawiono 1 piw(a): Santa |
 |
Aulos
weteran

Twój sprzęt: Bürstner Solano na Ducato
Nazwa załogi: SOKOŁY
Pomógł: 2 razy Dołączył: 14 Lut 2007 Piwa: 62/37 Skąd: Kołobrzeg
|
Wysłany: 2014-10-14, 18:40
|
|
|
Późnym popołudniem, a właściwie już pod wieczór, dotarliśmy do Loreto i skierowaliśmy się na camperpark przy sanktuarium, na który prowadziły czytelne znaki. Sympatyczny recepcjonista musiał spisać wszystkich członków załogi, co, przy naszej sześcioosobowej rodzince oraz nieco przydługawych i "szeleszczących" imionach i nazwiskach, przypominało nieco słynną scenę z Grzegorzem Brzęczyszczykiewiczem w "Jak rozpętałem drugą wojnę światową". Taka praktyka kojarzyła nam się z campingami, gdzie opłata uzależniona jest m.in. od liczby osób, na camperparku spotkaliśmy się z tym po raz pierwszy. W każdym razie, procedura meldunkowa musiała trochę potrwać, a my w tym czasie ucięliśmy sobie pogawędkę z recepcjonistą. Od niego dowiedzieliśmy się, że jutro na polskim cmentarzu wojennym odbędą się uroczystości rocznicowe z udziałem polskich służb dyplomatycznych, wojskowych delegacji polskich i włoskich oraz kombatantów. Na nasze pytanie: "Gdzie jest ten cmentarz?", wskazał palcem na teren przylegający do camperparku i powiedział: "Tutaj".
Na cmentarzu leży 1088 żołnierzy polskich II Korpusu Armii Gen. Władysława Andersa, którzy zginęli w walkach na linii Pescara-Rimini. Żołnierze Andersa byli pierwszymi aliantami, wypierającymi Niemców z Loreto. W czasie walk, w lipcu 1944 roku, na bazylikę spadły niemieckie bomby zapalające, od których zapłonęła kopuła nad św.Domkiem. Polscy żołnierze, pomimo trwającego bombardowania wdrapali się na dach i przy pomocy prymitywnego sprzętu ugasili pożar. W trakcie tej akcji nikt z nich nie zginął, co odczytywali jako cud, a mieszkańcy Loreto otworzyli przed Polakami swoje serca i domy. Arturo Gatti zmienił swój projekt sprzed wybuchu wojny i w oknach Kaplicy Polskiej w Sanktuarium św.Domku umieścił witraże obrazujące polskich żołnierzy gaszących pożar kopuły w trakcie niemieckiego nalotu. Cmentarzem opiekują się mieszkające obok polskie nazaretanki.
Loreto słynie z Litanii Loretańskiej i Sanktuarium św.Domku. Ów św.Domek to nazaretański dom Maryi, a właściwie jego część (trzy ściany), która była dobudowana do skalnej groty. Nad grotą w Ziemi Świętej stoi dziś Bazylika Zwiastowania. Domek został przeniesiony na obecne miejsce pod koniec XIIIw. z "międzylądowaniem" na Bałkanach. Historia tego przeniesienia, jak historia wielu relikwii, jest na poły legendarna i obrosła w wiele średniowiecznych ubarwień. Faktem jest, że moment jej wywiezienia z Ziemi Świętej zbiega się z upadkiem ostatniej twierdzy krzyżowców i pospieszną ewakuacją do Europy wszystkiego, co było cenne dla świata chrześcijańskiego. Domek stoi w centrum bazyliki, nad nim rozpościera się kopuła, którą ratowali polscy żołnierze. W wieku XVI, aby Domek udekorować i dodać mu splendoru, obudowano go marmurem, zatrudniając do tego dzieła najwybitniejszych rzeźbiarzy. Powstało arcydzieło, piękne, lecz moim zdaniem, nie mające nic wspólnego z tym czym pierwotnie był skromny dom Maryi w Nazarecie. Podziwiam kunsztowną formę marmurowej obudowy, lecz ducha tego miejsca, odnalazłem w środku, którego na szczęście nikt nie ozdobił.
Camperpark w Loreto: N 43°26'29.5" E 13°36'53.3" (43.441538, 13.614797); 15€ z prądem (bez prądu chyba o 3€ mniej); toalety, zmywak, woda i zrzut - free, natomiast prysznice są płatne na żeton; wi-fi - 2€
P7183964.JPG Loreto by night |
 |
| Plik ściągnięto 75 raz(y) 131,79 KB |
P7183967.JPG Pomnik Jana Pawła II |
 |
| Plik ściągnięto 78 raz(y) 135,51 KB |
P7183969.JPG Na dziedzińcu przed Bazyliką |
 |
| Plik ściągnięto 44 raz(y) 160,38 KB |
P7183977.JPG To znowu ja :-) |
 |
| Plik ściągnięto 44 raz(y) 148,54 KB |
P7183949.JPG Sztuka uliczna |
 |
| Plik ściągnięto 44 raz(y) 158,96 KB |
P7183934.JPG Cmentarz Żołnierzy Polskich |
 |
| Plik ściągnięto 52 raz(y) 250,71 KB |
P7194014.JPG Uroczystości na cmentarzu |
 |
| Plik ściągnięto 57 raz(y) 210,69 KB |
P7193989.JPG Św.Domek "obudowany" - niestety w środku nie wolno fotografować |
 |
| Plik ściągnięto 59 raz(y) 143,47 KB |
P7193992.JPG Moja ukochana była tu tylko pretekstem, w rzeczywistości dokumentowaliśmy drugi plan - policja nawet aniołom nie przepuści |
 |
| Plik ściągnięto 64 raz(y) 209,42 KB |
P7194011.JPG My jeszcze w Loreto, na horyzoncie brzeg morski w pobliżu Ancony. |
 |
| Plik ściągnięto 62 raz(y) 144,03 KB |
|
_________________ "Nosiciel nieuleczalnej kamperomanii"
 |
|
|
|
 |
| Wyświetl szczegóły |
 |
maga
weteran

Twój sprzęt: Roller Team Granduca Garage P
Nazwa załogi: Ewa i Maciek
Pomógł: 2 razy Dołączył: 07 Maj 2007 Piwa: 79/187 Skąd: Zaniemyśl (Wlkp)
|
Wysłany: 2014-10-14, 20:39
|
|
|
Czytamy i jedziemy z Wami Krzysiu,
wspominając ubiegłoroczne nasze wakacje.
Domyślam się następnego miejsca Waszych wojaży Gargano
Piwko poleciało |
_________________ Pozdrowienia z Pyrlandii !
Czołem wiaruchna kochana !!
 |
|
|
|
 |
Santa
weteran

Twój sprzęt: dreamliner
Nazwa załogi: ROMULUSI
Dołączyła: 05 Paź 2007 Piwa: 236/171 Skąd: Podkarpacie
|
Wysłany: 2014-10-14, 21:08
|
|
|
| maga napisał/a: | Czytamy i jedziemy z Wami Krzysiu,
wspominając ubiegłoroczne nasze wakacje.
Domyślam się następnego miejsca Waszych wojaży Gargano
Piwko poleciało |
Wasza podróż przypomina mi, że jest jeszcze wiele takich miejsc, które należy włączyć do kolejnej wyprawy do Italii, zanim znów na oślep polecimy do Rzymu
Dziękuję za inspiracje i kolejne obudzenie patriotycznych uczuć
Jadę z Wami dalej, bo ze sprytnego szyfru magi odczytuję, że też tam jeszcze nie byłam
Pozdrowienia dla całej wyjątkowo pozytywnej Załogi |
|
|
|
 |
Tadeusz
Administrator CamperPapa

Twój sprzęt: Fiat Talento Hymercamp
Nazwa załogi: Kucyki
Pomógł: 16 razy Dołączył: 06 Lis 2007 Piwa: 1610/2356 Skąd: Otwock
|
Wysłany: 2014-10-14, 21:46
|
|
|
Agnieszko, Krzysiu i Wy, małe Budrysy, Kocham Was.
Za to jak żyjecie, jak wychowujecie Dzieci i jak o tym potraficie ładnie opowiadać.
|
_________________ W życiu najlepiej jest, gdy jest nam dobrze i źle. Kiedy jest tylko dobrze - to niedobrze.
Ks. Jan Twardowski.
 |
|
|
|
 |
krzysztofCz
weteran
Twój sprzęt: Frankia 460A Fiat Talento 1,9D 1992
Pomógł: 4 razy Dołączył: 20 Wrz 2009 Piwa: 49/56 Skąd: z nad morza
|
Wysłany: 2014-10-15, 13:32
|
|
|
Ze wstydem Krzychu przyznaję, że dopiero zauważyłem Twoją opowieść Chyba dlatego, ze zbyt pochłonięty jestem własnymi wyjazdami . Aaa... zwolnij czasami Agnieszkę z roli fotografa rodzinnego |
_________________ I NIE ŻAL NIC...
I ŻAL TAK WIELE...
/NIEMEN/ |
|
|
|
 |
Aulos
weteran

Twój sprzęt: Bürstner Solano na Ducato
Nazwa załogi: SOKOŁY
Pomógł: 2 razy Dołączył: 14 Lut 2007 Piwa: 62/37 Skąd: Kołobrzeg
|
Wysłany: 2014-10-15, 13:48
|
|
|
| krzysztofCz napisał/a: | | Aaa... zwolnij czasami Agnieszkę z roli fotografa rodzinnego |
Czasami zwalniam
P.S.
Krzysiu, przeprowadzałeś dziś napad na bank na Armii Krajowej, przy użyciu kampera? |
_________________ "Nosiciel nieuleczalnej kamperomanii"
 |
|
|
|
 |
| Wyświetl szczegóły |
 |
Pawcio
Kombatant

Twój sprzęt: Pojazd obozowy Wacek McLouis I
Nazwa załogi: PabemanaTeam
Pomógł: 12 razy Dołączył: 29 Wrz 2008 Piwa: 141/469 Skąd: z Nienacka
|
Wysłany: 2014-10-18, 16:26
|
|
|
Dosiadamy się do Waszej włoskiej wycieczki . Może na wagę w Austrii w drodze powrotnej nie trafimy...
Po zdjęciach stwierdzam, że Wasze budrysy rosną w zastraszającym tempie .
Fajnie, że Il Sassone funkcjonuje . Trzy lata temu Pani Ewa obawiała się, że będzie musiała zamknąć CamperPark. |
|
|
|
 |
Aulos
weteran

Twój sprzęt: Bürstner Solano na Ducato
Nazwa załogi: SOKOŁY
Pomógł: 2 razy Dołączył: 14 Lut 2007 Piwa: 62/37 Skąd: Kołobrzeg
|
Wysłany: 2015-01-03, 02:45
|
|
|
Pomimo tego, że styczeń dopiero się zaczął, w Nowym Roku udało nam się odbyć już niesamowitą podróż kamperową. Odwiedziliśmy nowe dla nas kraje, odkrywając nowe miejsca, czyniąc tę podróż jednocześnie atrakcyjną dla naszych chłopaków - wszystko to oczywiście palcem po mapie. Jednocześnie zdałem sobie sprawę z tego, że trudno wyruszyć na nową wyprawę nie wróciwszy uprzednio do domu z poprzedniej. A poprzednia podróż utknęła w Loreto - Litania Loretańska jest jedną z najdłuższych, zatem to musiało trochę potrwać.
Zwykle podczas wyprawy planujemy jakąś atrakcję dla dzieciaków. Z reguły był to jakiś park rozrywki lub aquapark. Trochę nam jednak chłopaki wyrosły, z drugiej strony przybył w załodze przedszkolak. Zdecydowaliśmy się na Italię w Miniaturze pod Rimini. Starsi chłopcy już tam byli, ale Kostek jeszcze nie. Przy parku jest ogrodzony parking, na którym mieliśmy nadzieję zanocować. Na miejsce dotarliśmy późnym popołudniem, gdy goście już raczej opuszczali park. Niestety na parkingu zanocować nie można, ale od obsługi dostaliśmy wizytówkę współpracującego z nimi camperparku. Nazywał się La Valletta Sosta Verde i miał znajdować się kilometr od Italia in Miniatura. Gdy wbiłem adres do nawigacji, okazało się, że to tzw. włoski kilometr, czyli w rzeczywistości ponad 2 km. Camperpark miał trochę rodzinny charakter - sąsiadował z gospodarstwem rolnym, należącym do tych samych właścicieli. Obok recepcji stał także duży namiot, gdzie można było kupić owoce i warzywa z własnych upraw. Camperpark solidnie zadrzewiony - "każdy ma swój kawałek cienia". Pan z obsługi władał jedynie językiem Dantego, ale i tak udało nam się uzyskać kilka istotnych informacji: do plaży (jesteśmy nad Adriatykiem) jest ok. 800 m, a do Italii w Miniaturze gościom La Valletta przysługują zniżki. W rzeczywistości do plaży był włoski kilometr dlatego nie liczyliśmy na szaloną bonifikatę w parku. Jest sobota ok.18-tej, obchodzimy camperpark, rozglądając się wśród innych gości, planujemy niedzielę. Gdzie tu może być kościół? Doszliśmy do końca camperparku i za ogrodzeniem 100 m dalej ukazał się nam kościółek. Wracamy do recepcji z pytaniem:
- Czy tu się jutro odprawia?
- Tak, oczywiście.
- A o której godzinie?
- Tak około ósmej, ale wcześniej będą dzwonić dzwony.
Poszliśmy sprawdzić, trafiliśmy na ślub wychodzący z kościoła; Panna Młoda w czerwonej sukni i z dymiącym papierosem w ręce (ale jestem konserwa ) Gdy weselnicy już odeszli przeczytaliśmy na tablicy, że do wyboru mamy mszę w sobotę wieczorem, lub w niedzielę rano. U kobieciny krzątającej się przy kościele, upewniamy się, że msza sobotnia zaraz się zacznie "tylko posprząta rozsypany ryż". Zdążyliśmy wrócić po chłopaków do kampera i do kościoła - msza wieczorna, wydała nam się o wiele lepsza w tym upale niż rano. Przyzwyczailiśmy się, że we Włoszech każdy niemal budynek to zabytek, a obiekty sakralne to arcydzieła architektury. Ten kościół nie należał jednak do kategorii arcydzieł, była to bryła bliższa stodole z dostawioną apsydą, mieszczącą płytkie prezbiterium. Nasz pomysł z mszą wieczorną też nie okazał się być strzałem w dziesiątkę - kamienne mury nagrzane przez cały dzień w słońcu, dawały w środku niemiłosierny skwar. Msza była w ogóle nieco surrealistyczna - pot ciekł po nas strumieniami, atakowały nas dziesiątki natrętnych much, a mszę - oczywiście po włosku - odprawiał chyba stuletni kapłan, który właściwie powtarzał za asystującymi mu świeckimi wszystko poza modlitwą eucharystyczną. Oprócz nas w kościele było może jeszcze z pięć osób, które dzielnie znosiły nadaktywność naszych chłopców na straszliwie skrzypiących ławkach. Pocieszała nas nadzieja, że po powrocie czeka na nas kolacja. Gdy wychodziliśmy, gospodarze rozkładali kuchnię gazową, na której mieli gotować spaghetti con vongole. Italiano próbował tłumaczyć nam, co to za danie, skupiając się na wyjaśnianiu jak wygląda makaron spaghetti. Dopiero, gdy zniecierpliwieni zapytaliśmy, co to są te vongole, otworzył plastikową skrzynkę, pełną niezbyt dużych małży. Zdecydowaliśmy, że bez względu na cenę dania, skosztujemy dziś dania kuchni włoskiej, przyrządzonego na naszych oczach przez Włochów. Jakie było nasze zaskoczenie, gdy okazało się, że kolacja dla całego camperparku jest gratis (ok. 60 kamperów) - pyszny makaron, sałatka z pomidorów a nawet wino.
Wieczorem z pełnymi brzuchami, siedzieliśmy jeszcze długo przy lampce wina, świeczkach i akompaniamencie cykad ukrytych wśród gałęzi otaczających nas rosłych pinii.
Niedzielę zaplanowaliśmy na plażowanie. Rankiem podziękowaliśmy jednak sobie za pomysł wieczornej mszy - nie obudziliśmy się wystarczająco wcześnie, nawet pomimo bijących dzwonów. Po śniadaniu objuczeni ruszamy na plażę - włoski kilometr w upale przed nami. Gdy mijaliśmy bramę wjazdową, sympatyczny właściciel niemal siłą zagonił nas do swojego samochodu, aby nas podwieźć na plażę, po drodze dając jeszcze wizytówkę z uwagą, by koniecznie po niego zadzwonić, gdy będziemy chcieli wracać. Plaża jest tam niemal w całości podzielona na płatne kąpieliska - na jednym z nich goście La Valletta mogą korzystać ze zniżki. Nam udało się jednak znaleźć wąski pas ogólnodostępnej bezpłatnej plaży, gdzie dołączyliśmy do innych "kocykowców".
Poniedziałek był dniem przeznaczonym na Italię w Miniaturze. Tam także właściciel podwozi gości, co jak się później dopatrzyłem wraz z podwózką na plażę, było opisane w folderkach reklamowych. My jednak pojechaliśmy tam kamperem, aby wieczorem prosto z parku ruszyć w dalszą trasę. W folderku także doczytałem o zniżce na bilety do Italii w Miniaturze i przy kasie powołałem się na La Valletta wzbudzając lekką panikę obsługującej nas pani. W końcu obsłużyła nas przywołana "kierowniczka", która objaśniła nam przyczynę lekkiego zamieszania - bilety z bonifikatą powinniśmy zakupić w recepcji camperparku, ale, że "dobrze nam z oczu patrzy" sprzedała nam je na miejscu. Okazało się, że przy naszej licznej załodze zniżka wyniosła w sumie 30€, a za dwie nocki na La Valletta zapłaciliśmy 26€, czyli Italia in Miniatura razem z noclegami na La Valletta kosztuje mniej niż sam park rozrywki.
Italia in Miniatura N 44°05'23.7" E 12°30'48.4" (44.089922, 12.513432)
La Valletta Sosta Verde N 44°05'58" E 12°30'01" (44.099444, 12.500278); Koszt 10€/kamper, 3€/prąd; prysznice i serwis kampera free
P7194035.JPG Kostek testuje Piaggio |
 |
| Plik ściągnięto 42 raz(y) 206,57 KB |
P7214061.JPG Troszkę ciemne chmury się nad nami zbierały. Później także nas trochę zmoczyło. |
 |
| Plik ściągnięto 45 raz(y) 171,53 KB |
P7214063.JPG Italia in Miniatura |
 |
| Plik ściągnięto 46 raz(y) 240,4 KB |
P7214081.JPG Zamek - bitwa na armatki wodne |
 |
| Plik ściągnięto 60 raz(y) 186,58 KB |
P7214102.JPG W krainie Pinokio |
 |
| Plik ściągnięto 45 raz(y) 181,54 KB |
P7214112.JPG Kostek miał najwięcej uciechy |
 |
| Plik ściągnięto 46 raz(y) 217,61 KB |
P7214118.JPG Karuzela, karuzela... |
 |
| Plik ściągnięto 44 raz(y) 212,74 KB |
P7214125.JPG Kostek w wojowniczym nastroju |
 |
| Plik ściągnięto 52 raz(y) 213,17 KB |
|
_________________ "Nosiciel nieuleczalnej kamperomanii"
 |
|
|
|
 |
| Wyświetl szczegóły |
 |
Tadeusz
Administrator CamperPapa

Twój sprzęt: Fiat Talento Hymercamp
Nazwa załogi: Kucyki
Pomógł: 16 razy Dołączył: 06 Lis 2007 Piwa: 1610/2356 Skąd: Otwock
|
Wysłany: 2015-01-03, 11:35
|
|
|
Krzysiu, niechaj Wasze podróże palcem po mapie udadzą się w realu.
Powodzenia. |
_________________ W życiu najlepiej jest, gdy jest nam dobrze i źle. Kiedy jest tylko dobrze - to niedobrze.
Ks. Jan Twardowski.
 |
|
|
|
 |
Santa
weteran

Twój sprzęt: dreamliner
Nazwa załogi: ROMULUSI
Dołączyła: 05 Paź 2007 Piwa: 236/171 Skąd: Podkarpacie
|
Wysłany: 2015-01-03, 20:04
|
|
|
| Aulos napisał/a: | | Pomimo tego, że styczeń dopiero się zaczął, w Nowym Roku udało nam się odbyć już niesamowitą podróż kamperową. Odwiedziliśmy nowe dla nas kraje, odkrywając nowe miejsca, czyniąc tę podróż jednocześnie atrakcyjną dla naszych chłopaków - wszystko to oczywiście palcem po mapie. Jednocześnie zdałem sobie sprawę z tego, że trudno wyruszyć na nową wyprawę nie wróciwszy uprzednio do domu z poprzedniej... |
To już rozumiem dlaczego przedłużyło się czekanie na kolejny odcinek relacji.
Dobrze, że już wróciliście |
|
|
|
 |
Aulos
weteran

Twój sprzęt: Bürstner Solano na Ducato
Nazwa załogi: SOKOŁY
Pomógł: 2 razy Dołączył: 14 Lut 2007 Piwa: 62/37 Skąd: Kołobrzeg
|
Wysłany: 2015-01-03, 21:29
|
|
|
W Italia in Miniatura byliśmy już kilkukrotnie, ale po raz pierwszy zawitaliśmy tam kamperem. Za każdym pobytem park wzbogacał się o nowe atrakcje. Tym razem był to pawilon z wielkimi egzotycznymi papugami. Zwróciłem także uwagę na inną zmianę, która jest trochę znakiem czasów - na tabliczkach informacyjnych, obok dotychczasowych napisów w językach włoskim, angielskim i niemieckim, pojawiły się informacje po rosyjsku. Szkoda, że brakuje tam informacji po polsku, choć tego dnia obok Włochów, najliczniejszą grupę narodowościową w parku stanowili Polacy i to nie za sprawą naszej licznej rodziny.
Kiedyś zachwyciliśmy się śpiewem wybitnej włoskiej mezzosopranistki Cecilii Bartoli. Z równym zainteresowaniem podziwialiśmy jej kunszt wokalny, jak i scenerię, w której występowała. Był to najstarszy kryty teatr w Europie - Teatro Olimpico w Vicenzy. Cecilia Bartoli w Teatro Olimpico Szczególnie zaintrygowała nas stała scenografia w postaci przestrzennych uliczek miejskich. Teraz mieliśmy okazję zobaczenia tego miejsca na żywo. Trochę kłopotu przysporzyło nam znalezienie miejsca parkingowego - wszędzie ograniczenia, zakazy wjazdu. Pytani przechodnie także nie potrafili wskazać nam parkingu dopuszczającego postój kamperów. Już prawie zrezygnowani szukaliśmy drogi wyjazdowej z miasta, gdy natknęliśmy się na nasz ukochany znak kampera ze strzałką. Jadąc za znakami objechaliśmy całą Vicenzę dookoła, ale w końcu trafiliśmy na parking dedykowany kamperom. Automat przy wjeździe wydawał kartę, która uprawniała do przejazdu autobusikiem spod samego parkingu do ścisłego centrum i z powrotem. Opłata za postój po wczytaniu karty przy wyjeździe. Na parkingu był jakiś serwis dla kamperów, ale szczegółów nie pamiętam - nie mieliśmy takiej potrzeby. W centrum punktem docelowym było Teatro Olimpico. Spotkaliśmy się tu z realnym wymiarem polityki prorodzinnej. Bilet wstępu to wg ceny regularnej 10€, my "załapaliśmy się" na bilet rodzinny 15€ za dwie osoby dorosłe i dzieci (bez względu na ich ilość) - w naszym przypadku było ich czworo. Oprócz Teatro Olimpico zwiedziliśmy historyczne centrum miasta, a Kajetan odnalazł kościół pod wezwaniem swojego świętego patrona.
Parking w Vicenzy - Park Cricoli N 45°33'47.9" E 11°32'51.2" (45.563292, 11.547556)
P7224130.JPG Vicenza |
 |
| Plik ściągnięto 44 raz(y) 214,81 KB |
P7224142.JPG Kwadratura koła |
 |
| Plik ściągnięto 49 raz(y) 215,22 KB |
P7224147.JPG Scena z antycznej tragedii |
 |
| Plik ściągnięto 46 raz(y) 249,23 KB |
P7224148.JPG Scena w Teatro Olimpico |
 |
| Plik ściągnięto 44 raz(y) 194,75 KB |
P7224153.JPG Widownia |
 |
| Plik ściągnięto 69 raz(y) 157,49 KB |
P7224155.JPG Czołowa aktorka naszego spektaklu |
 |
| Plik ściągnięto 55 raz(y) 200,99 KB |
P7224160.JPG Kajetan przy San Gaetano |
 |
| Plik ściągnięto 49 raz(y) 185,35 KB |
P7224165.JPG Rynek miejski |
 |
| Plik ściągnięto 44 raz(y) 192,94 KB |
P7224168.JPG Znów komuś palma odbiła |
 |
| Plik ściągnięto 54 raz(y) 184,64 KB |
P7224171.JPG Vicenza |
 |
| Plik ściągnięto 46 raz(y) 178,71 KB |
|
_________________ "Nosiciel nieuleczalnej kamperomanii"
 |
|
|
|
 |
|
|
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum
|
Dodaj temat do ulubionych Wersja do druku
|
|