 |
|
|
Czas na "smakowanie" Italii ;) |
| Autor |
Wiadomość |
Rawic
Kombatant

Twój sprzęt: Hymer Tramp CL 698
Nazwa załogi: Ewa,Karolina,Zbyszek
Pomógł: 3 razy Dołączył: 11 Wrz 2010 Piwa: 53/3 Skąd: Gorzkowice
|
Wysłany: 2014-12-10, 08:33
|
|
|
| prof-os napisał/a: | A o "suwanych obiadach" nie słyszałem - dobre | jak byś nie "posuwał" to byś widział |
_________________ Stacja Kontroli Pojazdów przyjazna pojazdom specjalnym z przeznaczeniem kempingowym. |
|
|
|
 |
Santa
weteran

Twój sprzęt: dreamliner
Nazwa załogi: ROMULUSI
Dołączyła: 05 Paź 2007 Piwa: 236/171 Skąd: Podkarpacie
|
Wysłany: 2014-12-13, 18:15
|
|
|
Zanim wkleję kolejny odcinek, chciałabym tylko dodać pewną informację. Otóż z danych statystycznych wynika, że Muzeum Archeologiczne z Gabinete Segreto w Neapolu zajmuje 15 miejsce w rankingu najczęściej odwiedzanych atrakcji turystycznych w całej Italii.
Wydaje mi się to trochę niemożliwe, biorąc pod uwagę, że w samym tylko Rzymie jest mnóstwo takich miejsc, które każdy obowiązkowo chce zobaczyć..., nie mówiąc już o Wenecji, Florencji, Padwie, Pizie, itd, itp...
Niezależnie od tego czy to prawda, czy nieprawda, to po "poruszeniu" w tym temacie można przypuszczać, że teraz ten ranking pójdzie o kilka oczek w górę |
|
|
|
 |
zbyszekwoj
Kombatant

Twój sprzęt: Rapido 707F
Pomógł: 5 razy Dołączył: 24 Kwi 2013 Piwa: 329/223 Skąd: Lublin
|
Wysłany: 2014-12-13, 19:10
|
|
|
Lucynko, Ty to potrafisz wciągnąć w temat. |
|
|
|
 |
Fux
Kombatant
Pomógł: 2 razy Dołączył: 12 Sie 2007 Piwa: 29/96 Skąd: ze wsi
|
|
|
|
 |
zbyszekwoj
Kombatant

Twój sprzęt: Rapido 707F
Pomógł: 5 razy Dołączył: 24 Kwi 2013 Piwa: 329/223 Skąd: Lublin
|
Wysłany: 2014-12-13, 20:45
|
|
|
Teraz ilość wejść będzie rekordem nie do pobicia. |
|
|
|
 |
Santa
weteran

Twój sprzęt: dreamliner
Nazwa załogi: ROMULUSI
Dołączyła: 05 Paź 2007 Piwa: 236/171 Skąd: Podkarpacie
|
Wysłany: 2014-12-13, 21:31
|
|
|
| zbyszekwoj napisał/a: | Lucynko, Ty to potrafisz wciągnąć w temat. |
Zbyszku - we wzbudzaniu zainteresowania cała sztuka polega na tym, żeby nie pokazać Każda mądra kobieta o tym wie... No ale przecież Fux nie jest kobietą |
|
|
|
 |
Tata
doświadczony pisarz
Twój sprzęt: Renault Traffic
Dołączył: 26 Mar 2011 Piwa: 27/10 Skąd: Konin
|
Wysłany: 2014-12-13, 23:05
|
|
|
| Fux napisał/a: | http://pokazywarka.pl/vwrwtr-2/
|
Fux przeginasz pałę. Ciągle zwracasz komuś uwagę i wk......sz swoim pisaniem.
Santa jest za bardzo kulturalna żeby ci zwrócić uwagę na tak ohydne wstawki w tym dziale.
Co na to administracja ?.
|
|
|
|
 |
Fux
Kombatant
Pomógł: 2 razy Dołączył: 12 Sie 2007 Piwa: 29/96 Skąd: ze wsi
|
Wysłany: 2014-12-14, 09:15
|
|
|
| Tata napisał/a: | | Fux napisał/a: | http://pokazywarka.pl/vwrwtr-2/
|
Fux przeginasz pałę. Ciągle zwracasz komuś uwagę i wk......sz swoim pisaniem.
Santa jest za bardzo kulturalna żeby ci zwrócić uwagę na tak ohydne wstawki w tym dziale.
Co na to administracja ?.
|
A gdzie ja komuś zwróciłem uwagę?
Uzupełniłem o posiadana wiedzę.
Bądź uprzejmy zauważyć, że mój link dotyczy właśnie rzeczonej komnaty w Muzeum Archeologicznym w Neapolu.
| Cytat: | GABINETTO SEGRETO
Dzieje tego tajemniczego zbioru zabytków erotycznych są bardzo ciekawe. Pierwotnie niektóre z antycznych
rzeźb należały do kolekcji Alessandro Farnese, późniejszego papieża Pawła III (1534–1549), i znajdowały się
w Rzymie. Karol III (1734–1759), król Neapolu, po kądzieli Farnese, odziedziczył zbiory papieskie, po czym
sprowadził je do Neapolu i umieścił w muzeum Portici. Wykopaliska w Herkulanum i Pompejach dostarczały
coraz to nowych znalezisk, również o tematyce erotycznej. W 1752 r. znaleziono w Herkulanum słynną
marmurową rzeźbę „Pana z kozą”. Słynny niemiecki badacz sztuki starożytnej Johan Joachim Winckelmann
zapisał w swoim pamiętniku: „Statua nie będzie nikomu pokazana bez wyraźnego pozwolenia króla, a nikt
dotychczas o nią nie pytał; nie chcę więc być pierwszym, który o to prosi”. Sam wielki Winckelmann bał się
podejrzeń, jakie mogła na niego ściągnąć taka prośba. W 1822 r. otwarto oficjalnie Archeologiczne Muzeum
Narodowe, do którego przeniesiono zbiory z Portici. W 1823 r. Franciszek I, książę Kalabrii i przyszły król
Neapolu, wraz z żoną i córką zwiedził wystawę. Oburzony kazał zamknąć wszystkie obsceniczne zabytki w
specjalnych, niedostępnych dla zwykłych zwiedzających salach. W ten sposób powstał Gabinetto Segreto,
który mogli zwiedzać tylko dorośli mężczyźni za pozwoleniem króla. |
http://cir.campania.benic...set_language=en
O tym między innymi mówimy. Najpierw czytamy, potem łajamy.
|
|
|
|
 |
zbyszekwoj
Kombatant

Twój sprzęt: Rapido 707F
Pomógł: 5 razy Dołączył: 24 Kwi 2013 Piwa: 329/223 Skąd: Lublin
|
Wysłany: 2014-12-14, 12:43
|
|
|
Ja do fuxa nic nie mam , przecież to tez jest sztuka i kultura Rzymian. Kto się czerwieni niech nie otwiera i koniec. Sancie nie wypadało ale np. ja jakbym zwiedził to muzeum to bym walnął bez problemu. Nie spodziewaliśmy sie że w Neapolu można obejrzeć takie skarby. Podczas zwiedzania Pompeji zastanawialiśmy się dlaczego nie ma więcej dzieł sztuki które musiały się tam znajdować po odkopaniu z popiołów. Teraz wiemy ,że najcenniejsze są w Neapolu. |
|
|
|
 |
Fux
Kombatant
Pomógł: 2 razy Dołączył: 12 Sie 2007 Piwa: 29/96 Skąd: ze wsi
|
Wysłany: 2014-12-14, 13:00
|
|
|
W Pompejach to pół dnia można przesiedzieć i jeszcze trudno sie „wczuć" w tamte czasy.
Podobne wrażenie robi szwendanie sie po Wezuwiuszu i myśl z tyłu głowy, a jak fuknie lawą?
|
|
|
|
 |
Santa
weteran

Twój sprzęt: dreamliner
Nazwa załogi: ROMULUSI
Dołączyła: 05 Paź 2007 Piwa: 236/171 Skąd: Podkarpacie
|
Wysłany: 2014-12-14, 19:22
|
|
|
Pora już kończyć opowieść o naszym Neapolu, zostało tylko kilka ulic, kilka obiektów, niewiele fotek... i pozostał mój rozbudzony umysł, który znów przepełnił się atmosferą tego miasta i domaga się kolejnego zanurzenia się w jego klimacie i zgiełku, odnalezienia miejsc ominiętych lub wtedy niedostępnych, udania się do dzielnic do tej pory nie odwiedzonych.
I to że zaraz tę relację zakończę, wcale nie będzie oznaczało, że to już koniec mojej przygody z Neapolem. Prawdę mówiąc podczas tego pisania zaczął krystalizować się plan kolejnej podróży, który - mam nadzieję - wypełni się w jakiejś może nawet niezbyt odległej przyszłości
Bo my - podróżnicy, choć czasem pozwalamy sobie na tzw. "spontan", to doskonale wiemy, że w pełni satysfakcjonujące podróżowanie, to nie jest tylko przemieszczanie się w geograficznej przestrzeni.
Podróż zaczyna się przecież od jakiegoś wyobrażenia sobie tego co chcemy poznać, od planowania, oczekiwania i przeżywania na zapas wizji czekającej nas radości
A ta moja pisanina i to przeglądanie fotek i zaglądanie do notatek i przewodników i Wasze w tym temacie wpisy i te wirtualne złociste trunki, to wszystko sprawia, że opisując podróż, która już za nami, jestem znów "jedną nogą" tam - w Neapolu, który zajął w moim podróżniczo zachłannym sercu wyjątkowe miejsce
Drugi neapolitański dzień już się kończył, a my bardzo chcieliśmy zobaczyć jeszcze jeden ważny obiekt. Koniecznie chcieliśmy zdążyć przed zamknięciem tego neapolitańskiego "dziwoląga" , stojącego na Piazza Plebiscito, który wygląda na połączony rzymski Panteon z kolumnadą Berniniego z Placu Świętego Piotra. Wczoraj się nie udało, a jutro już nas tu nie będzie..., a przyszłość nieznana...
Opuściwszy mury Muzeum Archeologicznego, poszliśmy najkrótszą i częściowo już z ubiegłego roku znaną drogą, starając się nie zatrzymywać się dłużej niż na fotkę i luknięcie do mapki.
Zwiedzając muzeum, przez okno sali Meridiana - wypatrzyliśmy budynek Galerii Principe. Byliśmy w niej w ubiegłym roku, ale zapomniałam, że to tak blisko muzeum...
Korzystając z tej bliskości i że było po drodze, przespacerowaliśmy ją, tak dla utrwalenia...
I dalej też ubiegłoroczną drogą, obok Akademii Sztuk Pięknych (Accademia di Belle Arti).
Ci co tutaj studiują muszą być wielkimi szczęściarzami, mając po drugiej stronie ulicy taką kopalnię skarbów. O całym Neapolu, pobliskim Rzymie i całej Italii wypełnionej najwspanialszymi dziełami sztuki, już nie wspomnę...
W ubiegłym roku w tym samym miejscu trochę pobawiłam się z kotami, dziś nie mam dla nich czasu
Tutaj, nie mogliśmy się już oprzeć...
I choć czas nas ogranicza, to zbaczamy z drogi i pędzimy do tego czegoś, żeby choć się otrzeć i może zainspirować na jakiś kolejny raz...
I za to kocham Neapol, bo tam co krok coś mnie zaskoczy, oczaruje, zadziwi, zatrzyma...
Czuję się tam jak małe dziecko w wesołym miasteczku, wszystko chciałoby zobaczyć i w każdą stronę pobiec...
Tamten był zamknięty ale tutaj otwarte więc weszliśmy, na krótko... Kościołów, nigdy nie omijamy, bo nawet nie wiedząc co to jest, można potem poszukać i dowiedzieć się...
A po drodze - Piazza Dante. W ubiegłym roku spędziliśmy tam trochę czasu, nawet wleźliśmy na dół, zobaczyć jak wygląda lokalne metro...
Potem znów klimaty neapolitańskie..., nieco uwspółcześnione...
A to częsty w Neapolu obrazek: jest napisane, że ma być otwarte a nie jest, turyści czekają, może otworzą..., a może nie...
Dochodzimy do naszej wczorajszej trasy... Piazza Monteolivetto z fontanną i posągiem króla Hiszpanii...
Mimo pośpiechu, jeszcze poleciałam w taką jedną dziurę, zobaczyć co to za obiekt, wczoraj też widziany..., ale chiuso...
Następny też chiuso..., żeby tylko nasz "dziwoląg"był otwarty...
Jeszcze tylko Fontanna Nettuno...
...i już za chwilę...Piazza Plebiscito...
I najbardziej okazały w tym miejscu obiekt, "dziwoląg" go którego zmierzamy - Kościół San Francesco di Paola...
Mamy szczęście, otwarty, choć widać, że obsługa już niechętnie patrzy na jakichś zapóźnionych "plątaczy"...
Bez tracenia czasu wślizgujemy się do wnętrza i..., no nie..., to jednak zupełnie coś innego...
Oczy same kierują się w górę, do jedynego źródła światła, gdzie zachodzące słońce psuje mi fotkę...
Dla porównania poszukałam kopułę Panteonu...
Romkowi udają się trochę lepsze...
Jeszcze tylko mój szybki filmik na prędce wykonany komórkowcem... Filmiki zawsze mi się otwierały w programie forum, a ten akurat nie chce... Ale nie będę się teraz nad tym zastanawiać
https://www.youtube.com/w...eature=youtu.be
W rzymskim Panteonie czuje się klimat dwóch tysięcy lat historii, czuje się towarzystwo "zamieszkujących" tam bogów renesansu i królów Italii...
A ten kościół to przykład, że nie wszystko da się podrobić... Próbował tego jeden z Borbonów na początku dziewiętnastego wieku. Zrobił taką samą kopułę z okulusem, przez które tak jak w Panteonie do wnętrza wpada światło... Są imponujące korynckie kolumny, dostojne rzeźby..., ale ... nie ma ducha...
Niestety na szczegóły czasu nie starczyło, bo obsługa dała nam do zrozumienia, że dla nich dzień pracy już się skończył. Tak więc dość szybko musieliśmy opuścić ten przybytek ale chyba jakoś specjalnie nie tęsknię, żeby tam wrócić. Chyba, żeby przy okazji...
Stamtąd jeszcze polecieliśmy zobaczyć jak to z tym Zamkiem Królewskim, znajdującym się naprzeciwko naszego "dziwoląga".
Zamek oczywiście był już zamknięty... Może i dobrze, bo żeby tam wejść, to trzeba coś niecoś z teorii "liznąć"
... zapuszczamy więc tylko 'żurawia" na dziedziniec... i idziemy dalej, do kolejnego skarbu tego miejsca...
Do Teatro San Carlo, kiedyś musimy obowiązkowo wrócić, bo to miejsce niepowtarzalne i nie do podrobienia na skalę światową.
Tęsknie też spoglądamy na górujące nad Zamkiem Królewskim odległe Wzgórze Vomero, na które trzeba zaplanować kolejną wyprawę np. wjechać tam kolejką Funiculare... Podobno horyzont z tego miejsca nie ma sobie równych w całej Zatoce Neapolitańskiej...
Korzystając ze sposobności, na chwilkę wchodzimy jeszcze do sąsiadującej z placem Galerii Umberto I...
Niestety lokalna konkurencja mnie "wykosiła"
Kolejna italiańska para, której dyskretnie się przyjrzałam i kolejny przykład, że te włoskie donny, to takie podporządkowane tym swoim mężom...
Ponieważ już wszystko zamknięte, pozostaje więc opuścić Piazza Plebiscito...
Tak samo uczyniła większość "szwendaczy". W sąsiedztwie placu jest mnóstwo punktów gastronomicznych - dla każdego, gdzie zarówno za grosze, jak i za duże pieniądze można zaserwować coś dla podniebienia.
My skusiliśmy się na pizzę, ale jakoś lepiej sobie wyobrażałam margheritę smakowaną w Neapolu.
Czasu nie da się zatrzymać, więc żeby zdążyć na ostatni pociąg, poczłapaliśmy na dworzec...
Po takim intensywnym dniu ciężko było do tego dworca "doczłapać"... Dla pokrzepienia korzystamy z każdej możliwości odpoczynku, zatrzymując się w każdym z możliwych miejsc.
Po zachodzie słońca miasto jest już niemal zupełnie puste... Można się wsłuchiwać w tętno jego życia..., które podobno najlepiej słychać przed północą. Ale w naszej sytuacji nie ma na to szans
Miło posiedzieć w królewskim towarzystwie...
Ostatnim pociągiem wróciliśmy do Pompei, z nastawieniem, że to już nasza zielona noc na kempingu Zeus.
I to już jest koniec moich prób "rozmontowywania" starych schematów o Neapolu
Po naszych łącznie trzech dniach tam spędzonych, po opisaniu tych dni, po kolejnym przejrzeniu swoich i cudzych fotek, licznych stronek, przesłuchaniu neapolitańskich piosenek, mam zupełnie inny od obiegowego obraz tego miasta...
Jedna z lokalnych neapolitańskich pieśni brzmi "O Neapolu, o piękny kraju, kto ciebie nie zna, ten nie zna raju"... I taki właśnie klimat jest mi najbliższy...
Tylko, żeby znaleźć drogę do tego... raju, to trzeba się trochę natrudzić..., wszak żaden raj nie jest za darmo
A odnosząc się do Twojej Tadeusz refleksji dotyczącej dalszego pisania o naszych wyjazdach, to taką mam myśl, że podróż nie opowiedziana jest jakby niedoceniona, niepełna i nie zamknięta.
Bo dopiero potem, gdy już mamy ją za sobą, gdy opadnie podróżny kurz i wyciszą się emocje, wracając do niej, jesteśmy w stanie w pełni dostrzec piękno odwiedzonych miejsc, uświadomić sobie wyjątkowość widzianych obiektów, dzieł sztuki i docenić wszystko to, co nam się zdarzyło.
Gdy jesteśmy w trakcie podróży, jesteśmy zbyt blisko... i świata i... siebie... Bo przecież my - ludzie życiowo doświadczeni - dobrze wiemy, że wszystkie nasze sprawy zupełnie inaczej wyglądają, gdy patrzymy na nie... z dystansu...
Cieszmy się, że mamy tu taki kącik, w którym zawsze znajdziemy chętnych do poczytania i okazujących zainteresowanie dla naszych podróży, bo przecież tempo realnego świata sprawia, że nawet nasi bliscy i przyjaciele, nie zawsze znajdują czas, żeby usiąść z nami, posłuchać naszych opowieści, obejrzeć pękate foldery naszych fotek. A przecież opowiadanie bez odbiorcy, to coś jakby... picie do lustra...
CDN (tylko nie wiem kiedy) |
|
|
|
 |
Wyświetl szczegóły Więcej szczegółów |
Wystawiono 2 piw(a): Agostini, MAREKH |
 |
Elwood
weteran

Twój sprzęt: Rimor Katamarano 1
Nazwa załogi: elwood'ki
Pomógł: 1 raz Dołączył: 18 Mar 2008 Piwa: 84/50 Skąd: Dąbrowa Górnicza
|
Wysłany: 2014-12-14, 21:14
|
|
|
Santa napisała:
| Cytat: | | . . . .wszak żaden raj nie jest za darmo . . . . . |
Pozwolisz jednak Lucynko, że z tym Twoim stwierdzeniem się nie zgodzę.
Jeżeli można sobie wyobrazić kawałeczek raju jako krainę pięknych, pełnych historycznej wiedzy opisów odbytych podróży - opisów wypełnionych własnym postrzeganiem świata opartym na ważnych dla Ciebie i wielu z nas wartościach - to tą cząstkę raju, dzięki Tobie, mamy tu za darmo.
I za to Ci bardzo dziękuję |
_________________ Nie pozwólmy by nasze marzenia zarosły chwastami.
http://picasaweb.google.pl/Elwood.eg/
 |
|
|
|
 |
Agostini
weteran

Twój sprzęt: Hymer ML-T 580
Pomógł: 4 razy Dołączył: 19 Sty 2011 Piwa: 245/114 Skąd: Łódź
|
Wysłany: 2014-12-14, 22:52
|
|
|
| Santa napisał/a: | | Cieszmy się, że mamy tu taki kącik, w którym zawsze znajdziemy chętnych do poczytania i... | Mamy tu taki kącik... i mamy tu Ciebie Santo,
...z Twoją wnikliwością, doznaniami i jedynymi w swoim rodzaju opisami miejsc, w których choć niejednokrotnie też byliśmy, to widzieliśmy je jakoś tak pobieżnie i zwyczajnie.
Po takiej relacji, opisie i fotkach, ja zawsze chciałbym tam wrócić gdyż uzmysławiam sobie wtedy, że coś mi uciekło, że coś straciłem.
Opowiadaj więc nam dalej Lucynko o swoich podróżach, łam stereotypy i niezmiennie przenoś nas do wirtualnego raju.
Nie ma tu przycisku dla jakiegoś szlachetniejszego trunku to dam Ci kwiatki, a Fotografowi postawimy piwko.
Jest nas tu wielu cierpliwych, poczekamy... do następnego razu. |
_________________ Basia i Andrzej
 |
|
|
|
 |
MAREKH
weteran

Twój sprzęt: LMC na DUKATO
Dołączył: 28 Wrz 2007 Piwa: 265/78 Skąd: Kielce
|
|
|
|
 |
Santa
weteran

Twój sprzęt: dreamliner
Nazwa załogi: ROMULUSI
Dołączyła: 05 Paź 2007 Piwa: 236/171 Skąd: Podkarpacie
|
Wysłany: 2014-12-21, 16:09 Dzień... spisany na straty...
|
|
|
Panowie - tak mnie tu ładnie motywujecie, że choć czas niesprzyjający pisaniu relacji, to coś tam skrobnęłam - tak między sernikiem i piernikiem
Dziękuję za te miłe słowa, ale przecież jestem tylko zwykłym wirtualnym klepaczem w klawiaturę
Następnego ranka - a właściwie to przed południem, opuściliśmy nasze stanowisko pod pomarańczami na "Zeusie" w Pompejach.
Nieraz tak sobie myślę, że nasze stacjonowanie na kempingach jest trochę bez sensu, bo jak dotąd, nigdy nie mamy czasu, żeby się tam tak zwyczajnie wylenić, wyleżeć pod kamperkiem, pogadać z sąsiadami.
Zawsze gdzieś gonimy, wracamy po nocach (a bywa, że rano)
No ale jak można wylegiwać się na kempingu, gdy o rzut beretem rodziła się cywilizacja i można zobaczyć takie skarby, o których kiedyś można było tylko śnić.
Wylenić się, to ja mogę na kempingu w Solinie
Tego dnia wyjazd z "Zeusa" opóźniamy maksymalnie jak się tylko da, przewidując, że dzisiejszy dzień już i tak na straty.
Udajemy się... wiadomo... że do Rzymu
Ponieważ już nam się trochę nie chce tłuc lokalnymi drogami okolic Neapolu, więc żeby go szybko mieć za sobą, wjeżdżamy na autostradę, z której zjeżdżamy za Neapolem, po tym jak sobie postaliśmy w nieprzyzwoicie dłuuuuuugim korku
Skręcamy w kierunku morza, na Villa Literno i dalej obieramy starożytną drogę Via Appia.
Z żalem zostawiamy ten kawałek wybrzeża i kolejne miasta, bo choć mnie już od dawna kuszą, to jednak nie jest to wyprawa na chwilę, tylko co najmniej na kilka dni.
Teraz ani nie jestem teoretycznie przygotowana, ani też nie lubię przelecieć jak wiatr i potem żałować, że mogłam to, czy owo...
Wolę poczekać i... kiedyś "posmakować" ... tak... wszystkimi zmysłami...
Dziś mogę tylko "polizać" horyzont
Ten mijany przez nas kawałek świata, to wysławiane już przez starożytnych twórców Homera i Wergiliusza, Campi Flegri (Ogniste Pola) z mitycznym wejściem do Hadesu.
Pomimo, że nie wiadomo, czy rzeczywiście tamtędy do Hadesu najbliżej, to do dziś jest to teren bardzo niestabilny sejsmicznie i można zobaczyć jak spod ziemi ciągle coś dymi i posłuchać jak w środku niepokojąco dudni.
Ten tajemniczy teren był ulubioną okolicą prawdziwych smakoszy życia, jakimi byli rzymscy władcy, patrycjusze i całe ich świty.
Tutaj budowali sobie wille i uciekali do nich, gdy już im uszami wychodziły wielkomiejskie rozpusty
I choć żal duszę ściska, gdy mijamy kolejne miasteczka, to jednak urlop nie jest z gumy i na coś trzeba się zdecydować.
Na otarcie łez obiecujemy sobie wstąpić do miasteczka położonego przy samej drodze, którego nazwa z włoska brzmi pięknie bo nazywa się Sperlonga, ale w przełożeniu na nasze to już tak sobie, ponieważ oznacza to "Speluna".
Za wiele nie wiedziałam o tej Spelunie, bo nie było skąd się dowiedzieć. W moich przewodnikach po parę linijek niczego, no ale może dowiem się czegoś na miejscu...
Po drodze kilka razy zatrzymywaliśmy się na lokalne zakupy. Później stanęliśmy w jakiejś nadmorskiej mieścinie, położonej przy samej plaży, żeby sobie przypomnieć jak smakuje słona woda i żeby mi potem Romek nie narzekał, że był nad trzema morzami a się nie napływał... I jeszcze żeby nie było, żeśmy w tych Włoszech pogody nie mieli
Sperlongę zostawiliśmy sobie na koniec dnia ale jak to w podróży czasem bywa, nic z tego nie wyszło.
Wjechaliśmy na górę, na której położone jest miasteczko...
...ale musieliśmy stamtąd zjechać, bo okazało się, że na parkingu jest zakaz dla takich jak my - a konkretnie mających powyżej 2,1 m. wysokości.
Pierwsze miejsce do zatrzymania znaleźliśmy dopiero po 7 kilometrach i była to jakaś wyglądająca w miarę bezpiecznie stacja benzynowa.
Wracać już nam się nie chciało więc przyrządziłam wczesną kolację i nastawiłam się na degustację świeżo zakupionego lokalnego winka. Ale Romek nie dał się namówić, bo taki ma uparty charakter, że jak jutro ma jechać, to nie spożywa.
Musiałam degustować sama, ale okazało się niedobre...
Wino niedobre, Sperlongi nie wiedziałam... dzień na zmarnowanie... taki mnie jakiś wisielczy nastrój ogarnął, że mój wspaniałomyślny małżonek, dla ratowania naszych wakacji, zarządził, że przecież jutro możemy tam wrócić, bo zakodował, że ten dyskryminujący nas znak obowiązywał od godziny ósmej rano...
I tak właśnie zrobiliśmy. Przespaliśmy na tejże stacji benzynowej, a następnego dnia Romek zrobił mi pobudkę o szóstej rano i zanim na dobre otworzyłam oczy, zawiózł mnie na ten wczorajszy parking położony przy samym wejściu do tej "Speluny".
Nawet, w drodze wyjątku, dał mi swój aparat (aczkolwiek niechętnie) i kazał mi iść samej a on się ewentualnie zastanowi...i najwyżej pójdzie potem...
No i poszłam..., bez kawy, niedospana, niedomyta..., ale znów szczęśliwa...
CDN |
|
|
|
 |
| Wyświetl szczegóły |
 |
|
|
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum
|
Dodaj temat do ulubionych Wersja do druku
|
|