Klub miłośników turystyki kamperowej - CamperTeam
FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum  Chat  DownloadDownload

Poprzedni temat «» Następny temat
Czas na "smakowanie" Italii ;)
Autor Wiadomość
zbyszekwoj 
Kombatant


Twój sprzęt: Rapido 707F
Pomógł: 5 razy
Dołączył: 24 Kwi 2013
Piwa: 329/223
Skąd: Lublin
Wysłany: 2015-01-26, 22:24   

grzegorz1969 napisał/a:
zbyszekwoj napisał/a:
My raz pojechaliśmy metrem do centrum, ale tylko dzięki uprzejmości pewnej sinioriny, która poznana w autobusie zaprowadziła nas na odpowiedni peron. Woleliśmy autobus ,bo coś było widac za oknem.
Czekamy na dalsze smakowanie :kawka:

ps. Z tymi kobitkami to mam tak samo jak Romek :bups

Zbyszek poruszanie się metrem po Rzymie jest bardzo proste ja wole metrem, bo szybko wszędzie idzie dojechać.


Ale jak zszedłem te 5 pięter w dół ,to w głowie mi się zakręciło. :opps: , i zamiast patrzeć gdzie peron , to patrzyłem na siniorinę :-P
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
grzegorzalex 
weteran


Twój sprzęt: Fiat Ducato
Nazwa załogi: Grzegorz i Marzena
Pomógł: 3 razy
Dołączył: 29 Gru 2013
Piwa: 38/19
Skąd: Opalenica
Wysłany: 2015-01-26, 22:26   

zbyszekwoj napisał/a:
grzegorz1969 napisał/a:
zbyszekwoj napisał/a:
My raz pojechaliśmy metrem do centrum, ale tylko dzięki uprzejmości pewnej sinioriny, która poznana w autobusie zaprowadziła nas na odpowiedni peron. Woleliśmy autobus ,bo coś było widac za oknem.
Czekamy na dalsze smakowanie :kawka:

ps. Z tymi kobitkami to mam tak samo jak Romek :bups

Zbyszek poruszanie się metrem po Rzymie jest bardzo proste ja wole metrem, bo szybko wszędzie idzie dojechać.


Ale jak zszedłem te 5 pięter w dół ,to w głowie mi się zakręciło. :opps: , i zamiast patrzeć gdzie peron , to patrzyłem na siniorinę :-P

A to fakt trzeba sporo zjechać może się zakręcić :spoko
_________________
Pozdrawiamy Marzena i Grzegorz
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
 
Santa 
weteran


Twój sprzęt: dreamliner
Nazwa załogi: ROMULUSI
Dołączyła: 05 Paź 2007
Piwa: 236/171
Skąd: Podkarpacie
Wysłany: 2015-01-26, 22:52   

grzegorz1969 napisał/a:
Lucynko jak byliśmy w Rzymie, to wszystkie informacje, które nam przekazałaś były bardzo pomocne. Tylko brak było autobusu linii 63, który miał nas zawieść z dworca Termini pod Watykan.


Grzegorz - Ty oczywiście masz rację, sprawdziłam i ma być 64.

Publicznie przepraszam za wprowadzenie w błąd i cóż mogę więcej powiedzieć... "nie wierz nigdy kobiecie... :lol: :kwiatki:
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
 
Wyświetl szczegóły
grzegorzalex 
weteran


Twój sprzęt: Fiat Ducato
Nazwa załogi: Grzegorz i Marzena
Pomógł: 3 razy
Dołączył: 29 Gru 2013
Piwa: 38/19
Skąd: Opalenica
Wysłany: 2015-01-27, 00:04   

Santa napisał/a:
grzegorz1969 napisał/a:
Lucynko jak byliśmy w Rzymie, to wszystkie informacje, które nam przekazałaś były bardzo pomocne. Tylko brak było autobusu linii 63, który miał nas zawieść z dworca Termini pod Watykan.


Grzegorz - Ty oczywiście masz rację, sprawdziłam i ma być 64.

Publicznie przepraszam za wprowadzenie w błąd i cóż mogę więcej powiedzieć... "nie wierz nigdy kobiecie... :lol: :kwiatki:

Nic się nie stało. Dziękujemy ci za tak obszerne informacje, które nam przekazałaś. :pifko się należy
_________________
Pozdrawiamy Marzena i Grzegorz
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
 
Santa 
weteran


Twój sprzęt: dreamliner
Nazwa załogi: ROMULUSI
Dołączyła: 05 Paź 2007
Piwa: 236/171
Skąd: Podkarpacie
Wysłany: 2015-02-03, 14:44   

Nasze plany na kolejny dzień również był skromne - w myśl zasady człowieka dojrzałego, który nie stawia na ilość, tylko na jakość :wyszczerzony:

W związku z tym z naszego autobusu wysiedliśmy trochę wcześniej niż zwykle, kilka przystanków przed Termini i przeszliśmy przez "dziurę w płocie" Murów Aureliańskich :szeroki_usmiech

Stąd mieliśmy prościutką drogę do "serca" Rzymu czyli do Lateranu... "Jak sercem Kościoła jest Rzym, tak sercem Rzymu jest Bazylika na Lateranie"... to tak dla przypomnienia :wyszczerzony:






W okolicy którą idziemy nic turystycznie znaczącego nie ma, ale zawsze to jakiś nowy kawałek miasta, który można uznać za rozpoznany...

Ot, kawałek dzielnicy mieszkaniowej..., której niektórzy mieszkańcy silą się, żeby przechodzący turysta nie zapomniał, że jest w Rzymie...







Na dużym odcinku droga, którą szliśmy była wielkim placem podziemnej budowy, ponieważ powstaje tam trzecia nitka rzymskiego metra - "linia C"




Po kilkunastu minutach zza Murów Aureliańskich wyłonił się znajomy widok - piętnaście figur przedstawiających doktorów kościoła, z rzeźbą Chrystusa w centralnej części. To szczyt fasady Bazyliki Świętego Jana na Lateranie.





Zanim jednak udaliśmy się do tego "serca", to wstąpiliśmy na wielki bazar, który namierzyłam tu rok wcześniej i dziś poszłam tam w celu zakupienia paru rzeczy, których pożałowałam sobie w ubiegłym roku.

I to właśnie tam wypatrzyłam ten lapis-lazuli :szeroki_usmiech


Po zmarnowanych na zakupach 2 godzinach, przechodzimy na tereny rodziny Lateranów, która w czasach Cesarstwa Rzymskiego posiadała tu pałac, ale zagarnął go im ówcześnie miłościwie panujący Neron...

A po latach cesarz Konstantyn Wielki, ten który w 313 roku pozwolił na wyznawanie religii chrześcijańskiej, podarował ów pałac papieżowi Sylwestrowi I i kazał mu w tym miejscu wybudować świątynię.


I ta właśnie świątynia stała się pierwszą katedrą w Rzymie. Nazywano ją wówczas Bazyliką Konstantyńską.
W przylegającym do niej pałacu była siedziba biskupów Rzymu, czyli papieży, którzy mieszkali tu przez prawie 1000 lat.

Wichry historii już dawno zmiotły tamtą pierwszą bazylikę, ale po kolejnych upadkach, była ciągle odbudowywana i trwa do dziś...

Ten ozdobny fragment w Murach Aureliańskich, przez który zaraz przeparadujemy, to Porta San Giovanni in Laterano - okrzyknięta jako jedna z najwspanialszych bram w mieście.




Gdy po przekroczeniu bramy ujrzeliśmy pomnik Świętego Franciszka z wyciągniętymi rękami, przypomniała mi się historia o tym, jak kiedyś Franciszek w towarzystwie swoich braci przybył do Rzymu, aby prosić papieża o zatwierdzenie reguły swojego zakonu.


Przyszło mi do głowy, że może ten pomnik został stworzony, żeby uwiecznić tamto zdarzenie..., wszak papież wtedy urzędował na Lateranie.
Może tak, a może to tylko moja nadinterpretacja, efekt kilkuletniego śledzenia dróg Świętego Franciszka z Asyżu :szeroki_usmiech






Zawsze intrygowała mnie w tym miejscu ta antyczna budowla i wcześniej nie wiedziałam co to jest...


W efekcie poszukiwań już wiem, że to brama wjazdowa do miasta z III wieku, którą przebiegała droga łącząca okoliczne pastwiska z centrum miasta. W średniowieczu łączyła Lateran z Watykanem.


A na Lateran przyszliśmy tego dnia głównie po to, żeby nadrobić dawne zaległości a mianowicie zwiedzić krużganki bazyliki, na które mimo kilku wcześniejszych odwiedzin, dotąd nie starczyło czasu...


Wiadomo jednak, że rundka po bazylice staje się w tym momencie oczywista..., bo pamięć zawodna jest, a poza tym ponowne odkrywanie miejsc znanych przynosi dodatkową radość i satysfakcję... :szeroki_usmiech








Przecież nie da się obojętnie obojętnie obok drzwi, które zostały tu przeniesione z Kurii znajdującej się przy Forum Romanum... Wyobraźnia nie może pomieścić, co one widziały i o czym mogłyby opowiedzieć... Przyłożyłam ucho, ale nic nie powiedziały... :szeroki_usmiech




Nie można się oprzeć ogólnemu wrażeniu kościoła, który jest "Matką i Głową wszystkich kościołów miasta i świata"...
Nie można też zapomnieć, że w ołtarzu papieskim znajdują się czaszki świętych Piotra i Pawła...,a także płyta stołu, przy którym odprawiał Najświętszą Ofiarę Święty Piotr.




Za ołtarzem konfesji trzeba zobaczyć stojący przy ścianie tron papieski z białego marmuru, wysadzany drogimi kamieniami.



Nie można pominąć detali w mozaikowej absydzie..., gdzie w centrum znajduje się Krzyż Święty, po lewej Matka Boska, za nią - ten malutki w czerwonym - kroczy papież Mikołaj IV (który tę mozaikę ufundował), potem Święty Franciszek z Asyżu (kiedyś podtrzymywał Lateran od upadku - to nie znalazł się tu bez powodu), a dalej Święty Piotr i Święty Paweł...




I obowiązkowo trzeba zajrzeć do Kaplicy Najświętszego Sakramentu, gdzie nad ołtarzem jest słynny obraz Rafaela „Przemienienie Pańskie”. Słabo widać, ale podzielić się trzeba..., żeby nie omijać takich skarbów...



Będąc tu, nie można też ominąć patrona bazyliki - Świętego Jana, , który tu na dole stoi za grobem papieża Marcina V...



A potem popatrzeć na 12 apostołów, których posągi umieszczono w niszach filarów...



Jak z kluczami, to znaczy że Piotr...



A jak z szablą, to Paweł..., ale co on tutaj robi... :?: :roll: :wyszczerzony:



Po raz kolejny szukamy miejsca, gdzie podobno słychać chrupotanie kości, gdy ma umrzeć papież, ale nie ma pewności gdzie to jest, a chrupotania na szczęście nie słychać, papieża mamy nowiuśkiego :szeroki_usmiech

To może być tutaj...



Analizę fresków zdobiących ściany bazyliki, które ilustrują jej historię - odpuszczamy, ale fotki trzeba przecież zrobić... na jakieś długie, zimowe wieczory...





Po tym ogólnym spojrzeniu i utrwaleniu wyglądu bazyliki, pora na główny cel naszej dzisiejszej wizyty... krużganki.., do których wchodzi się z lewej strony bazyliki..., wstęp 5 euro.

Najpierw na dziedziniec klasztoru...



Ten właśnie dziedziniec otoczony jest średniowiecznymi krużgankami zbudowanymi z delikatnych kolumienek, skręconych, zdobionych mozaiką lub pozłacanych.







Od tego czekania na temat tych krużganków wytworzyło mi się wielkie wyobrażenie o znajdujących się tam historycznych skarbach... I pewnie one tam są, ale trzeba jeszcze mieć odpowiednie kwalifikacje, żeby je w pełni docenić...

Okazało się, że wokół na ścianach i posadzce umieszczone są przeróżne "gadżety" z pierwotnej bazyliki, tej która tu powstała w IV wieku...





Ślicznie prezentują się też mozaiki w stylu cosmatesco..., bo to fachowcy ze szkoły Cosmatich są twórcami tego miejsca...







Są też wielowiekowe freski...



Rzeźby...




Z krużganków wchodzi się do sali, w której wyeksponowane są pamiątki po mieszkających tu papieżach. Jakiś dobry przewodnik by się przydał, bo samemu trudno się zorientować, na czym polega ta szczególna, bezcenna wartość tych zbiorów... Ale niestety nie było się do kogo "przytulić"...





Myślę, że nie tylko ja czułam się tam trochę pogubiona. Inni też największe zainteresowanie okazywali temu eksponatowi - papieski "sedes" - czyli tron ;)



Po opuszczeniu bazyliki poszliśmy w kierunku Świętych Schodów, które to Helena, matka cesarza Konstantyna (później ogłoszona świętą) przywiozła z Jerozolimy.
Ale tym razem tylko na nie spojrzeliśmy... i już od samego patrzenia poczułam ból w mózgu, gdy przypomniałam sobie naszą wspinaczkę na kolanach...



A żeby przez chwilę spojrzeć na "archeiropoeton", czyli antyczny wizerunek Chrystusa, który jak głosi nazwa został wykonany "nie ludzką dłonią", weszliśmy bocznymi schodami.




Opuszczając Lateran dokonałam tam pewnego odkrycia, które świadczy o tym, że jeżdżąc tak do tego Rzymu, jesteśmy świadkami toczącej się historii...
A mianowicie zauważyłam tabliczkę, której tu wcześniej nie było i z której wynika, że Plac Laterański został przemianowany na Plac Jana Pawła II, co z dumą uwieczniłam na poniższej fotce...





Te Święte Schody były wstępem do drugiego celu tamtego dnia... do którego za chwilę dojdziemy...

Od Świętych Schodów - wewnątrz Murów Aureliańskich wzdłuż Viale Carlo Felice udajemy się do kolejnego miejsca, którego dotąd w Rzymie nie widzieliśmy, choć ze względu na jego rangę, powinno było znaleźć się na pierwszym miejscu.

To Kościół Santa Croce in Gerusalem czyli Świętego Krzyża z Jerozolimy...

Kościół ten został ufundowany przez Helenę - na terenie jej posiadłości, po to aby pomieścić w nim relikwie Krzyża Świętego, które również przywiozła ze swojej pielgrzymki.

Helena - nie od razu była świętą, nie od razu matką cesarza i nie od razu miała władzę...

To była zwykła, skromna dziewczyna, z nizin społecznych, pochodząca z terenów dzisiejszej Turcji, która pomagała rodzicom prowadzić przydrożny zajazd.

A że posiadała wyjątkową urodę i charakter, wiec wpadła w oko przejeżdżającemu tamtędy rzymskiemu oficerowi, który też był ponoć wyjątkowy...

Zakochali się, pobrali i... zabrał ją..., do Niszu - w dzisiejszej Serbii, tam gdzie zatrzymujemy się na burki, jadąc do Czarnogóry :lol:

Urodziła mu syna - Konstantyna, tego co potem został rzymskim cesarzem...

Ale po drodze było dużo przeciwności. Szczęście też było - znaleźli go w Salonie - tej pod Splitem, co Dioklecjan warzywa hodował...

Potem ją zostawił - dla innej... choć podobno musiał... Ponura historia... ale warta poznania... Na razie tyle wystarczy...



Odległość od Lateranu jest niewielka. Trzeba tylko wiedzieć czego się szuka... i mieć nadzieję, że będzie otwarte... Było...









Wnętrze jasne i spokojne, dostojne...




Z fresku w absydzie można odczytać historię odnalezienia Krzyża...






Relikwie Krzyża Świętego przechowywane są w Kaplicy relikwii, do której schodzi się o poziom niżej...





Przed Capella della Reliquie...



... relikwiarz ze szczątkami krzyża






Oprócz Krzyża Świętego i Świętych Schodów, Helena przywiozła jeszcze inne relikwie: gwoździe z krzyża, fragmenty korony cierniowej, część tabliczki przybitej do krzyża i kilka innych...

Wszystkie te relikwie złożone są w tej kaplicy - i jak to w świecie bywa - dla jednych to najcenniejsze i najświętsze pamiątki, inni podważają ich wiarygodność. I każdy może...

Trochę na ten temat poczytałam i wiadomo, że po upływie 2000 lat, nie da się w pełni zadowolić ani jednych ani drugich. Ale dla myślących pozytywnie króciutka historia tego niezwykłego zdarzenia.


Helena udała się do Jerozolimy mając 76 lat. Nie wiem, jak ona to zrobiła bez kampera, no ale jak ktoś bardzo chce, to da radę... :szeroki_usmiech

A ona mocno pragnęła odnaleźć krzyż, na którym ukrzyżowano Jezusa..., miała osobiste powody...

Wcześniej do podróży dobrze się przygotowała i wiedziała, że na Golgocie, w miejscu ukrzyżowania stoją posągi: Jowisza i Wenery, które postawiono tam dla zatarcia śladów męki i ukrzyżowania Chrystusa.

A ponieważ nie była zwykłą turystką, tylko pojechała tam jako matka cesarza rzymskiego, więc ówczesny biskup Jerozolimy pomógł jej w zorganizowaniu usunięcia tychże pogańskich posągów i przeprowadzenia wykopalisk.

Okazało się, że odkopano trzy krzyże... Żeby dowiedzieć się jak zidentyfikowano ten, na którym umarł Jezus i co było dalej..., zachęcam do dalszych poszukiwań... Historia fascynująca..., jak cała starożytność :wyszczerzony:



Na tym samym poziomie co Kaplica Relikwii, znajduje się również Kaplica Świętej Heleny, która zbudowana jest na ziemi przywiezionej z Golgoty. Jest jakby częścią Jerozolimy w Rzymie...









Przed wyjściem z kościoła - spojrzenie na nawę główną, żeby zapamiętać - bo może jeszcze kiedyś wrócimy..., a może nie...




Po czym opuszczamy Bazylikę Santa Croce in Gerusalem...



Na odchodne spojrzenie na figury zdobiące szczyt kościoła..., pierwsza z lewej - z krzyżem to Święta Helena, a z prawej jej syn cesarz Konstantyn.




Do Świętej Heleny jeszcze wrócę, gdy dotrzemy do Bazyliki Świętego Piotra...



Teraz trzymając się blisko Murów Aureliańskich idziemy w kierunku Porta Maggiore...





Porta Maggiore czyli Brama Większa została zbudowana przez drugiego mojego ulubionego cesarza rzymskiego - Klaudiusza. Znamy go chyba wszyscy... z filmu "Ja Klaudiusz" (polecam do odświeżenia wszystkim wybierającym się w najbliższym czasie do Rzymu).

Przez Porta Maggiore prowadzi dawna starożytna droga Via Labicana (obecnie nasza Via Casilina) :szeroki_usmiech
I w tej sposób weszliśmy do historii spisanej dla potomnych przez cesarza Klaudiusza, przez swoich poprzedników wyśmiewanego i pogardzanego z powodu niepełnosprawności fizycznej :szeroki_usmiech





Stąd mieliśmy już blisko do naszego powrotnego autobusu, ale że była jeszcze dość wczesna pora, więc postanowiliśmy podejść do pobliskiego parku, który według mapy mieliśmy po drodze do Termini. Nazywał się Piazza Emanuele.

Po drodze wstąpiliśmy jeszcze do kościoła Świętego Euzebiusza, bardzo skromnego, na tyle skromnego, że nawet nie mamy żadnych fotek..., choć IV wiek jego powstania robi wrażenie...



Ale park okazał się porażką. Już z ulicy było widać, że jest to miejsce, w którym nie tylko nie da się odpocząć, ale strach nawet wyciągnąć aparat...

Miałam wrażenie, że znalazłam się w jakimś obozie przejściowym dla uchodźców... Na ławkach, trawnikach, w cieniu pod krzakami - wszędzie grupy zaniedbanych, smutnych ludzi... Wyglądali jakby to było miejsce ich życia - jedni przysypiają, drudzy posilają się, inni suszą pranie, kolejni snują się jak cienie, a wszyscy jakby bez konkretnego celu i sensu... Obraz nędzy i przygnębienia...


W związku z tym fotek nie ma, a szkoda..., bo park sam w sobie pięknie wkomponowany w okolicę i widać, że kiedyś był miejscem eleganckim. Wystarczy spojrzeć na fotkę takiej ogrodowej fontanny..., nieczynnej...




W tej sytuacji poszliśmy na Termini i do kamperka wóciliśmy szybciej niż zwykle. Rzadko nam się to zdarza, ale wreszcie mieliśmy czas na wieczorne posiedzenie pod markizą...

Zdziwiliśmy się, że na naszym kamperparku może być tak tłoczno i głośno..., i że kwitnie tu życie towarzyskie, jak na normalnym kempingu... Zawsze gdy wracamy, kamperpark już śpi...




CDN.
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
 
Santa 
weteran


Twój sprzęt: dreamliner
Nazwa załogi: ROMULUSI
Dołączyła: 05 Paź 2007
Piwa: 236/171
Skąd: Podkarpacie
Wysłany: 2015-02-11, 19:35   

Podczas tamtej podróży w Rzymie spędziliśmy jeszcze kolejne dwa dni. Przeznaczyliśmy je na sentymentalne powroty do miejsc znanych i lubianych, niespieszne spacery po placach, zaułkach i uliczkach a przy nadarzających się okazjach odkrywanie miejsc dotąd nie widzianych.

Kolejny dzień rozpoczęliśmy mało oryginalnie, ale kiedyś należało to wreszcie zrobić... :szeroki_usmiech

Udaliśmy się na Piazza Wenecja, żeby po raz pierwszy zajrzeć do środka tego białego cudaka - Ołtarza Ojczyzny, czyli Il Vittoriano



Przesiadywaliśmy pod nim wiele razy ale z tej perspektywy jeszcze na Rzym nie patrzyliśmy.
We wnętrzach tych kościołów też jeszcze nie byliśmy, bo zawsze były zamknięte. Udało się dopiero za rok... ale to już kolejna historia... :szeroki_usmiech







Kilka fotek z widokiem...

Na Forum Trajana z Kolumną Trajana i Świętym Piotrem na szczycie...



Na Hale Trajana - czyli pierwszą galerię handlową w dziejach ludzkości... :szeroki_usmiech



Za Amfiteatrem Flawiuszów, a na horyzoncie Lateran...




Po wejściu na samą górę wypatrzyłam takie zaciszne miejsce do posiedzenia przy kawce albo czymś dla ochłody...



A za tym oszklonym "czymś" znalazłam przejście do sąsiedniego obiektu, w którym też jeszcze nigdy nie byliśmy. Nie wiem dlaczego, może przez konkurencyjność wspaniałego Piazza Campidoglio.
A może dlatego, że z dołu wygląda tak stromo i wysoko..., no i trochę koszmarnie, bo kiedyś u podnóża tych schodów wykonywano wyroki śmierci...



To Bazylika Santa Maria in Ara coeli czyli Matki Boskiej Ołtarza Niebiańskiego, która znajduje się pomiędzy Piazza Campidoglio a Ołtarzem Ojczyzny.
Projektantem tego kościoła był Arnolfo di Cambio - ten sam, który stworzył posąg Świętego Piotra w Bazylice Watykańskiej, którego na przywitanie głaskamy po stopie :szeroki_usmiech

Z zewnątrz kościół wygląda raczej mało zachęcająco ale wnętrze wynagradza wysiłek włożony w pokonanie tych stromych schodów.

My poszliśmy tam bez teoretycznego przygotowania i parę ciekawych i wybitnych artystycznie szczegółów niestety przegapiliśmy.

Poszliśmy tam głównie po to, żeby zobaczyć słynną figurkę Bambino, wykonaną w piętnastym wieku z drzewa oliwnego z ogrodu Getsemani.
Niestety spóźniliśmy się o dwadzieścia lat, choć wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy, że patrzymy na kopię. Potem wyczytałam, że oryginał został skradziony 20 lat przed naszą wizytą i do tej pory go nie odnaleziono.

Przez całe wieki uważano, że figurka ma cudowne właściwości uzdrawiania. W związku z tym ciągle "podróżowała" po mieście, a pojazd którym była przewożona był traktowany jako pojazd "specjalny" i wszyscy ustępowali mu pierwszeństwa przejazdu.





Prawdziwy klimat tego miejsca można poczuć w tym kościele w Wigilię Bożego Narodzenia, gdy tłumy Rzymian gromadzą się na tych wielkich schodach, oczekując na Pasterkę, podczas której figurka Santo Bambino jest wystawiana na widok publiczny. Może kiedyś...

Tym czego nie da się przegapić we wnętrzu tego kościoła, jest "las" antycznych kolumn, pamiętających czasy Imperium Rzymskiego, z których każda jest inna, bo pochodzi z innej starożytnej budowli. Patrzyłam dokładnie... i to prawda... :szeroki_usmiech





A oto ten właśnie "ołtarz niebiański" od którego kościół bierze nazwę...



Po opuszczeniu kościoła, znaleźliśmy się na wyciągnięcie dłoni od Placu Kapitolińskiego...



Zrobiliśmy sobie fotki w uprzywilejowanym miejscu w towarzystwie synów Zeusa...



Ale tutaj już niestety bocznego przejścia nie znalazłam i żeby się tam dostać, to trzeba było jednymi schodami zejść...



... a sąsiednimi wejść na Piazza Campidoglio... :szeroki_usmiech



Tak prawdę mówiąc, choć już tyle razy tutaj byliśmy, to znamy to miejsce tylko pobieżnie. Wciąż nie zrobiliśmy kroku w głąb, żeby poznać skarby, które tutaj zgromadzono. Wstępnie rozważaliśmy pójście do Muzeum Kapitolińskiego, ale to zajęłoby bardzo dużo czasu i na tym musiałby się zakończyć ten dzień. A sentymenty ciągnęły nas jeszcze dalej... :lol:

W związku z powyższym, znów tylko "liźnięcie" klimatu tego miejsca... i zaznaczenie swojej obecności w tym doskonałym miejscu, którego pomysł wyszedł z umysłu Michała Anioła i udoskonalonym obecnością Marka Aureliusza :lol:







Z Ateną ledwie co rozstaliśmy się w Neapolu a tutaj znów się spotykamy :szeroki_usmiech






A potem poszliśmy na Skałę Tarpejską..., żeby popatrzeć na Forum Romanum, które również znamy tylko z daleka i które również czeka na swój czas...








Stamtąd zbiegliśmy na dół... i jeszcze trochę poplątaliśmy się w okolicach antycznych ruin...








I tutaj wpadliśmy w pułapkę... :wyszczerzony: Od Piazza Venezia do Piazza Poppolo, prowadzi popularna ulica handlowa - Via del Corso, która jest bardzo konkurencyjna dla innych atrakcji Rzymu, a szczególnie dla kobiet, w sierpniu, gdy światowe marki, które mają tam swoje siedziby, robią wyprzedaże. Czasu zżera to mnóstwo, o pieniądzach już nie wspomnę, ale w końcu to wakacje... :wyszczerzony:

Tutaj film mi się urywa... :lol: Ale po folderku z fotkami z tamtego dnia widzę, że gdzieś tak w połowie ulicy udało mi się uwolnić od pokusy niepotrzebnych zakupów i wrócić do "smakowania" Rzymu :szeroki_usmiech


Udaliśmy się na jeden z najbardziej ekskluzywnych placów Rzymu - Piazza Navona, na którym nie ruszając się z miejsca, można "utopić się" w historii, kulturze, sztuce - w różnych formach wyrazu i kiczu, gdzie można zatrzymać się i znaleźć wytchnienie nie mając poczucia straconego czasu.







Niestety nie da się za długo usiedzieć w miejscu, gdy obok ma się tyle skarbów. W obawie żeby nie zamknęli, wchodzimy do otwartego kościoła Świętej Agnieszki - Sant Agnese in Agone, z zewnątrz pięknego a w środku jeszcze bardziej...



Żadne fotki tego nie oddadzą, trzeba iść i zobaczyć te "wymuskane" w marmurach ołtarze, opowiadające barwne historie...



Kościół został zbudowany w miejscu, gdzie podczas prześladowań chrześcijan za rządów Dioklecjana, została ścięta chrześcijańska dziewczynka Agnieszka. W kościele tym jest przechowywana jest czaszka. Miejsce to przedstawia poniższa fotka...



A żeby poznać kolejne miejsce w Rzymie związane ze Świętą Agnieszką, do przyszłych rzymskich planów dopisujemy sobie - Bazylikę Świętej Agnieszki za murami. Poza powrotem do Świętego Pawła mamy tam jeszcze kilka innych "celów" do zrealizowania, ale to... kiedyś...


Nie można biernie siedzieć, ponieważ w tej okolicy znajduję się też jeszcze jedna rzecz, która dotąd uszła naszej uwadze i najwyższa pora, żeby podczas kolejnego pobytu w Rzymie, wreszcie ją zlokalizować.

Chodzi o pewną słynną na cały świat - rzeźbę słynnego Pasqualina. Jest to rzeźba z trzeciego wieku przed naszą erą, która stała się dla Rzymian "mówiącym pomnikiem", a konkretnie miejscem umieszczania i czytania paszkwili. Językoznawcy twierdzą, że słowo to pochodzi od nazwy pomnika.

Klucząc w labiryncie uliczek i placyków udaje się nam go odnaleźć... Bliziutko ale pod warunkiem, że się nie pomyli kierunków na mapie...



Jednak jestem trochę zawiedziona, bo rzeźba jest, ale nie ma czegoś innego..., słyszałam, że gdzieś tu obok powinna być też drabina... dla tych, którzy chcą się wywyższać...
Nie dlatego, żebym zaraz chciała na nią włazić..., ale jak była, to czego ma nie być... :wyszczerzony:



Drabina się nie znalazła, więc poszliśmy dalej, szukać kolejnego szczęścia...

W Rzymie to żaden problem... Wystarczy iść przed siebie i mieć otwarte oczy... a zwykła brama, do której każdy może wejść, może okazać się w galerią rzeźb... Kiedyś już na nią natrafiliśmy ale nie pamiętam jaka to ulica...




W pobliżu mieliśmy jeszcze jeden, może nie najpopularniejszy ale znaczący kościół rzymski - Kościół Najświętszego Imienia Jezus w Rzymie - La chiesa del Santissimo Nome di Gesù).
Byliśmy już w nim kiedyś ale wtedy był kolejnym z wielu, do którego wstąpiło się przy okazji. A dziś był celowo.

Il Gesu, to kościół jezuicki, macierzystego zgromadzenia naszego wówczas świeżo upieczonego papieża Franciszka. A poza tym - do jezuitów mam słabość - są najlepszymi z najlepszych...

Kościół ten jak na rzymskie warunki jest całkiem nowiutki, z końca szesnanstego wieku.

Fasada nie wyróżniająca się...



Ale otoczenie kościoła to już owszem... swój klimat ma... Stara rzymska legenda mówi, że na ten plac przed kościołem trzeba przyjść jak jest gorąco, bo w tym miejscu ciągle czuje się powiew wiatru. A wzięło się to stąd, że podobno kiedyś z wiatrem przybył tutaj diabeł. Był tak ciekawy co to za kościół wybudowali ci znienawidzeni przez niego jezuici, że nie mógł się oprzeć ciekawości i wszedł do wnętrza. Diabeł tak się zachwycił, że jak dotąd nie udało mu się z niego wyjść, a wiatr wciąż tam na niego czeka... :szeroki_usmiech

Ołtarz...


Szczegóły wnętrza zachwycające ale w Rzymie to przecież żadna nowość. Tym co ten kościół wyróżnia spośród innych jest możliwość obejrzenia fresku, który znajduje się na kolebkowym sklepieniu "Tryumf imienia Jezus" w zupełnie inny sposób... tzn. nie nadwyrężając szyjnego odcinka kręgosłupa, o wzroku już nie wspomnę... :szeroki_usmiech



Poniższa fotka pokazuje odbicie fresku w lustrze umieszczonym na posadzce...




Dla zainteresowanych znajdzie się tam wiele innych ważnych do obejrzenia miejsc i dzieł..., chociażby miejsce spoczynku Ignacego Loyoli, założyciela zgromadzenia jezuitów.
Ale kto zechce, ten sam znajdzie...

Pomijam pozostałe fotki z tego folderku i dziękuję za kolejny wspólnie spędzony dzień w Rzymie. Jeszcze tylko jeden i będzie "arrivederci Roma"...


Nad Rzymem zaczęła zapadać noc... ale już nie dla nas. Nasz apetyt na nocny Rzym został zdominowany przez zmęczenie i strajk narządów ruchu :szeroki_usmiech
Doczłapaliśmy tylko do pierwszego przystanku, z którego dojechaliśmy na Termini a potem na Cassilinę.

CDN
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
 
WODNIK 
weteran


Twój sprzęt: HOBBY 600
Pomógł: 5 razy
Dołączył: 24 Gru 2009
Piwa: 55/242
Skąd: Bielsko-Biała
Wysłany: 2015-02-11, 22:15   

Buonanotte Santa.

Będę smacznie spał i na jawie zwiedzał Rzym, Neapol...........po prosu ,, Smakował Italię"
:spioch
_________________
--- B E S K I D N I K ---

Pozdrawiamy Bronia i Janek
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
Santa 
weteran


Twój sprzęt: dreamliner
Nazwa załogi: ROMULUSI
Dołączyła: 05 Paź 2007
Piwa: 236/171
Skąd: Podkarpacie
Wysłany: 2015-02-18, 21:12   

WODNIK napisał/a:
Buonanotte Santa.

Będę smacznie spał i na jawie zwiedzał Rzym, Neapol...........po prosu ,, Smakował Italię"
:spioch

Wodnik - miło Cię tu widzieć :szeroki_usmiech
Mam nadzieję, że zdążę zakończyć to "smakowanie" zanim pousypiam pozostałych, którzy tu jeszcze zaglądają :lol:
..............................................................................................................................................



Poprzedniego wieczora zdecydowaliśmy, że następny dzień będzie ostatnim rzymskim dniem w tamtej podróży. Przyszedł więc czas pożegnania...

Zaczęliśmy go od wizyty "u swoich". Nie poszliśmy się przywitać, to przynajmniej porządnie się pożegnamy :wyszczerzony:

Wczesnym przedpołudniem udajemy się na prawy brzeg Tybru, w okolice, którymi starożytni Rzymianie gardzili, uważając je za teren dziki i niebezpieczny dla zdrowia.

Dopiero należąca do rodziny cesarskiej Agrypina Starsza, babcia Nerona, zaczęła te tereny "oswajać" i założyła tam piękne ogrody, w których błogo bawił się jej uroczy wnusio Neronek, który w międzyczasie jako słodki synek, sprytnie zamordował swojego tatusia Germanika a później już jako dorosły mężczyzna, kazał zasztyletować swoją matkę Agrypinę Młodszą...

Niedawno przypominałam tu o znanym filmie "Ja, Klaudiusz", który bardzo realistycznie pokazuje życie w starożytnym Rzymie. Dziś jeszcze raz polecam jego obejrzenie obiecując, że od tego czasu diametralnie zmieni się Wam patrzenie na Rzym i że będąc w tym mieście będziecie się czuli, jak u siebie :wyszczerzony:

Film jest dostępny w sieci... Nawet jeśli ktoś zna historię starożytnego Rzymu, to i tak warto...


Później w tej zatybrzańskiej okolicy cesarz Kaligula wybudował cyrk, który znajdował się w lewej części dzisiejszego Placu Świętego Piotra.

A gdy Neron został cesarzem, to kazał rozbudować cyrk Kaliguli i potem na terenie tego cyrku, po pożarze Rzymu w 64 roku męczył i mordował chrześcijan.

I to właśnie tutaj został ukrzyżowany Apostoł Piotr, którego pochowano na cmentarzu (nekropolii) znajdującym się obok cyrku.

Miejsce jego pochówku, chrześcijanie objęli szczególną opieką, a jakieś dwadzieścia lat później, drugi jego następca Cletus, dla upamiętnienia Apostoła Piotra, wybudował na jego grobie małe oratorium, do którego tłumnie ściągali wyznawcy wiary chrześcijańskiej.

Po 250 latach cesarz Konstantyn Wielki na miejscu tego oratorium wybudował wielką bazylikę, która zajmowała częściowo teren tego cyrku a częściowo tej nekropolii, na której spoczywał Piotr.

Absyda bazyliki znajdowała się właśnie nad grobem Świętego Piotra.

Ale niestety nic na ziemi nie jest wieczne i po piętnastu wiekach bazylika Konstantyna mocno nadszarpnięta zębem czasu, zaczęła grozić zawaleniem. I wtedy ówczesny papież zadecydował, żeby zburzyć budowlę Konstantyna i w tym samym miejscu wybudować nową.

Budowa trwała 176 lat! Przez ten czas na tronie papieskim zasiadło 18 papieży. Co z tego wyszło - kto był to widział...


I my już też wcześniej byliśmy tam wiele razy, spędziliśmy tam wiele godzin i sporo widzieliśmy. Jednak za każdym kolejnym razem okazywało się, że można zobaczyć więcej, dokładniej, inaczej..., Bazylikę Świętego Piotra i zgromadzone w niej skarby sztuki, można "smakować" bez końca...


I dziś znów do niej przyszliśmy, nie narzucając sobie żadnych ograniczeń czasowych. Oczywiście obeszliśmy ją wzdłuż i wszerz ale teraz pokażę ją tylko przez pryzmat swojego spojrzenia z tamtej podróży...


Pisząc, że poszliśmy do "swoich" miałam na myśli kilka konkretnych postaci i miejsc, które są takie właśnie "swojskie"...


Najbardziej swojski jest oczywiście Święty Piotr. Ten wykonany przez Arnolfo di Cambio pochodzi jeszcze ze starej bazyliki Konstantynowej... Ale on jest tylko symboliczny...



Przyszliśmy do Piotra realnego, do prostego rybaka z Galilei, nad którego grobem wznosi się monumentalny Ołtarz Konfesji i majestatyczna kopuła bazyliki, a wzdłuż zejścia do grobu, nieustannie - we dnie i w nocy - płonie 99 lampek.



Stąd spojrzenie samo kieruje się do miejsca, gdzie według tradycji, znajduje się pamiątka po Świętym Piotrze.
Tam w głębi - przy końcu absydy znajduje się pomnik stworzony przez Berniniego, przedstawiający Tron Piotrowy (Carhedra Petri).

To co widzimy to oczywiście tylko wspaniałe dzieło mistrza... a ta pamiątka po Piotrze znajduje się w jego wnętrzu. Są to fragmenty krzesła Apostoła Piotra.


Cathedra Petri...


Sam tron trudno dokładnie obejrzeć z dalekiej odległości. Przydałaby się lornetka...




Skoro już jesteśmy przy pamiątkach, to wspomnę o innych relikwiach znajdujących się w Bazylice Świętego Piotra. Są one wystawiane na widok publiczny na Wielkanoc. A symbolami przywołującymi ich istnienie są posągowe rzeźby osób, które z nimi się kojarzą.

I tutaj właśnie znów spotykamy Świętą Helenę, która znalazła Krzyż Święty i przywiozła go do Rzymu.



Jest też Święta Weronika, która otarła chustą twarz Chrystusa niosącego krzyż na Golgotę.
Nikt nie jest w stanie dzisiaj ani potwierdzić ani przekonująco zaprzeczyć autentyczności chusty przechowywanej w bazylice, ale warto wiedzieć, że od wielu wieków znajduje się tam również taka pamiątka.



Święty Longin - rycerz rzymski, który skrócił mękę Jezusa, przebijając włócznią jego bok. Grot z tej włóczni to kolejny "skarb" bazyliki...




W ramach odwiedzin u "swoich" poszliśmy też do Jana Pawła II, który wtedy jeszcze był "beatus".



I obowiązkowo do tej polskiej dziewczyny, o której kiedyś się tu rozpływałam, wnuczki Sobieskiego, "królewnisi" Marii Klementyny, która spoczywa w bazylice jako jedna z czterech kobiet, które dostąpiły tego zaszczytu...



Jej fotka na pomniku...




Nie mogliśmy też ominąć najpiękniejszej rzeźby świata...




W pobliżu Ołtarza Konfesji, w plejadzie z Weroniką, Heleną i Longinem, znajduje się też Święty Andrzej Apostoł ze znakiem swojego męczeństwa - odwróconym krzyżem...



Pod tym właśnie pomnikiem Świętego Andrzeja, stromymi schodkami w dół, zeszliśmy do Grot Watykańskich..., żeby pobyć w jak najbliższej odległości od grobu Piotra.

W praktyce tamtędy można tylko przejść a ochrona gorliwie pilnuje, żeby się nie zatrzymywać... Ciekawość ludzka nie ma granic i często wyprzedza gorliwość innych, czego efektem jest powyższa fotka, wykonana zanim padł zakaz fotografowania...




Zależało mi jeszcze, żeby w grotach zlokalizować miejsce, w którym spoczywał Jan Paweł II, zanim został przeniesiony do kaplicy Świętego Sebastiana ale okazało się, że tam już nie ma dostępu, bo tę część krypt zamknięto dla zwiedzających.


Choć tamtej Konstantynowej bazyliki już nie ma, to sporo po niej zostało. A wiele detali znajduje się właśnie w podziemiach..., na przykład ta kolumna...



A kto był w Muzeach Watykańskiech i na Placu Szyszki, to warto wiedzieć, że tamta szyszka kiedyś stała sobie przed bazyliką Konstantyna i była częścią fontanny.


Resztę fotek z tamtej wizyty w bazylice świadomie pomijam, choć miło było znów obejrzeć cały folder, na okoliczność tego odcinka :szeroki_usmiech


Jeszcze tylko fotki na ... arrivederci San Pietro... i choć jeszcze nie wyszłam a już chcę tu wrócić, mając nadzieję, że stanie się to jak najszybciej.





Wróciliśmy po ośmiu miesiącach ale to już kolejna historia...



Opuściwszy Watykan udaliśmy się na lewy brzeg Tybru...










Ponieważ czasu zostało już niewiele, więc wybraliśmy tylko kilka miejsc, bez których głupio by było wyjechać z Rzymu...

Jednym z nich był Panteon...



Mimo wielokrotnych wcześniejszych odwiedzin, miałam stamtąd taką niewybaczalną "zaległość".
Oprócz tych wielu słynnych postaci, które znalazły tam miejsce spoczynku, nie odnalazłam "boga renesansu" Rafaela Santi..., który obok Michała Anioła, i Leonarda da Vinci należy do wielkiej renesansowej trójcy.



Nad grobem Rafaela pochyla się taka piękna madonna...




Dziś nadrobiliśmy tę zaległość i równocześnie otworzyliśmy się na poszukiwanie i poznawanie jego dzieł, co wymaga kolejnych powrotów do dawnych miejsc np. do Muzeów Watykańskich.

Więcej fotek z Panteonu nie daję bo już kilka razy przewijały się u mnie i u wielu innych "smakoszy" Italii.


Był Rafael, kolej na Caravaggia :szeroki_usmiech
Od Panteonu, to zupełnie blisko. Zanurzamy się w labirynt pobliskich uliczek i już z daleka poznaję Kościół San Agostino i to na szczęście otwarty...



A Madonna di Loreto (Madonna Loretańska)
po lewej od wejścia, taka sama jak ją ostatnio zostawiliśmy... i jakby na nas czekała..., tak samo jak na tych pielgrzymów...



Oprócz tego obrazu nic stamtąd nie zapamiętałam. "Zwiedzam" go dopiero teraz - oglądając Romkowe fotki. A trzeba przyznać, że niektóre dzieła naprawdę interesujące..., na przykład ta rzeźba...



Albo takie wspaniałe freski...



Pozostaje nam nadzieja, jeszcze kiedyś zobaczyć je na żywo i przy okazji szczerze zachęcam...


Niestety nie udało nam się wrócić do kolejnego kościoła - San Luigi dei Francesi, w którym znajdują się trzy kolejne dzieła Caravaggia poświęcone Świętemu Mateuszowi. Miał być otwarty a nie był. Razem z innymi, upartymi, przesiedzieliśmy na schodach czekając, że może jednak ktoś przyjdzie i nas łaskawie wpuści do środka, ale nic takiego się nie stało.


Gdy już straciliśmy nadzieję, poszliśmy jeszcze do jednego zachwycającego kościoła, który na mojej mapce sam się prosił, żeby do niego wstąpić.

To Kościół św. Ignacego Loyoli (Chiesa di Sant'Ignazio di Loyola).

Tutaj też jesteśmy już po raz kolejny ale dopiero teraz, gdy już wiem na co patrzę i co mam widzieć, mogę zobaczyć na czym polegał "chwyt" mistrza iluzji Andrea Pozzo, który zdobiąc sklepienie kościoła, doskonale zlał obraz z architekturą...
I naprawdę nie przesadzam, że można tam mieć wrażenie, że tego sklepienia w ogóle nie ma, a to co widzimy to otwarty raj... :szeroki_usmiech







Kopuła też jest "oszukana". W rzeczywistości jej nie ma..., to tylko trik mistrza, który ją po prostu namalował.







A na deser zostawiliśmy sobie... wieczorną Trevi... Takie letnie wspomnienie Rzymu to prawdziwy balsam na długi, zimowy wieczór... :szeroki_usmiech



Byle do wiosny :szeroki_usmiech

CDN.
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
 
Wyświetl szczegóły
Tadeusz 
Administrator
CamperPapa


Twój sprzęt: Fiat Talento Hymercamp
Nazwa załogi: Kucyki
Pomógł: 16 razy
Dołączył: 06 Lis 2007
Piwa: 1610/2356
Skąd: Otwock
Wysłany: 2015-02-18, 22:32   

Czytam...oglądam na zdjęciach i wspominam...wspominam...wspominam... :szeroki_usmiech

Z podziękowaniem... :pifko
_________________
W życiu najlepiej jest, gdy jest nam dobrze i źle. Kiedy jest tylko dobrze - to niedobrze.
Ks. Jan Twardowski.
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
MAREKH 
weteran


Twój sprzęt: LMC na DUKATO
Dołączył: 28 Wrz 2007
Piwa: 265/78
Skąd: Kielce
Wysłany: 2015-02-19, 20:01   

Santa napisał/a:
Pod tym właśnie pomnikiem Świętego Andrzeja, stromymi schodkami w dół, zeszliśmy do Grot Watykańskich..., żeby pobyć w jak najbliższej odległości od grobu Piotra.

W praktyce tamtędy można tylko przejść a ochrona gorliwie pilnuje, żeby się nie zatrzymywać... Ciekawość ludzka nie ma granic i często wyprzedza gorliwość innych, czego efektem jest powyższa fotka, wykonana zanim padł zakaz fotografowania...


Wyobraź sobie Lucynko, że 1989r. w tej kaplicy, która dotyka grobu Piotrowego, odprawialiśmy z wujem, Karmelitą Bosym mszę św. - ja robiąc za ministranta. :aniolek
Stąd też znam dokładnie zakrystię w bazylice, bo tam ubierałem go z młodym braciszkiem zakonnym, który nam towarzyszył.

Ile Ty Dziewczyno spędzasz czasu na tak dokładnym przygotowaniu materiałów? :szeroki_usmiech
Tylko Cię podziwiać :bajer :pifko
_________________
Marzenia-podróże-uśmiech
https://www.youtube.com/watch?v=LJoQJV1HsRE
https://www.youtube.com/watch?v=RR91HBlRqKg
https://www.youtube.com/watch?v=gat7m3z_BVk
https://www.youtube.com/watch?v=11BlqFL8t2c
https://www.youtube.com/watch?v=xV91EI-M1tk
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
Santa 
weteran


Twój sprzęt: dreamliner
Nazwa załogi: ROMULUSI
Dołączyła: 05 Paź 2007
Piwa: 236/171
Skąd: Podkarpacie
Wysłany: 2015-02-21, 20:37   

Tadeusz napisał/a:
Czytam...oglądam na zdjęciach i wspominam...wspominam...wspominam... :szeroki_usmiech

Z podziękowaniem... :pifko


Cieszę się, że jesteś wytrwały w czytaniu mojej przydługiej relacji i że mogę przywołać Twoja miłe wspomnienia :szeroki_usmiech

MAREKH napisał/a:


Wyobraź sobie Lucynko, że 1989r. w tej kaplicy, która dotyka grobu Piotrowego, odprawialiśmy z wujem, Karmelitą Bosym mszę św. - ja robiąc za ministranta. :aniolek
Stąd też znam dokładnie zakrystię w bazylice, bo tam ubierałem go z młodym braciszkiem zakonnym, który nam towarzyszył.

Ile Ty Dziewczyno spędzasz czasu na tak dokładnym przygotowaniu materiałów? :szeroki_usmiech
Tylko Cię podziwiać :bajer :pifko


Marku - kiedyś, dawno temu z podziwem i zazdrością, przeczytałam Twoją relację z wyprawy do Santiago de Compostella. A widzę, że masz więcej takich niecodziennych doświadczeń :szeroki_usmiech

A na pisanie relacji nie poświęcam zbyt dużo czasu, bo go po prostu nie mam. Pracuję do nocy, na wekendy zwykle wyjeżdżam. Czasem coś sprawdzam i doczytuję, gdy nie jestem czegoś pewna, bo to przecież mądrzy i doświadczeni ludzie czytają :szeroki_usmiech

Dziękuję za piwka :szeroki_usmiech

..................................................................................................................................................


Skoro już mieliśmy wyjechać z Rzymu, to poszliśmy spać dość wcześnie z postanowieniem wczesnej pobudki, żeby jak najszybciej udać się w kierunku... Toskanii :szeroki_usmiech

Pobudka rzeczywiście była wczesna, a nawet o wiele wcześniejsza niż planowana i zupełnie niespodziewana jak na Rzym, w sierpniu... :roll:

Około godziny szóstej obudził nas nagły hałas i silne podmuchy wiatru. Romek w okamgnieniu zeskoczył z alkowy i "wypadł" z kamperka, żeby zwinąć trzeszczącą markizę. Ja jako nieszkolony ale domyślny członek załogi, zrobiłam to samo i starałam się pomóc mu utrzymać porywaną przez wiatr konstrukcję.

Cały kamperpark zrobił dokładnie to samo, jeszcze nigdy nie widziałam tu takiego tłumu ludzi. Markiza została uratowana a my wróciliśmy do kamperka. Nie było po co wstawać, bo po chwili się rozpadało.

Dobrze, że byliśmy "w domu"... :roll:

Deszcz szybko przeszedł w przeciwieństwie do naszego lenistwa :szeroki_usmiech



Ostatecznie z Cassiliny wyjechaliśmy około dwunastej, po spokojnym śniadanku i dopieszczeniu kamperka przed ostatnim etapem naszej podróży, której przebieg nie był konkretnie zaplanowany, tylko tak "z grubsza" rysował się w mojej wyobraźni.


Najpierw skierowaliśmy się na obwodnicę, a z niej zjechaliśmy na Viterbo. Celem była Siena ale przypomniało mi się, że po drodze jest jeszcze Bagnoregio.

Z jednej relacji naszych poprzedników zapamiętałam, że ma tam być jakiś darmowy parking koło cmentarza.


Ta część nieautostradowej Italii jest niemal zupełnie pusta i tylko jeden mijany wracający kamperek utwierdza nas, że jesteśmy na dobrej drodze.


Nawigacja z namiarem na parking koło cmentarza zaprowadziła nas na puste, wyboiste, klepisko - gdzie żadnego kamperka ani żywego ducha, a zamiast darmowego parkingu tablica, że za postawienie kamperka - 10 euro.

Oprócz tablicy - nic..., żadnego szlabanu, ani niczego co by kamperkowi zapewniało jakieś bezpieczeństwo.

Wobec tego jedziemy dalej, bo skoro już płatne, to niech chociaż pilnują...

I owszem jest - ogromny plac dla autokarów - pusty jak okiem sięgnąć - 30 euro za postawienie auta.

Moja rozrzutność we Włoszech ogranicza się do kawy, wina i włoskich butów, więc jedziemy dalej - z nadzieją, że może coś bardziej odpowiedniego dla nas. Ale nic... i już za chwilę wyjazd z miasta i na Bagnoregio możemy sobie popatrzeć tylko z daleka.

Chcemy zawrócić ale nie ma gdzie. Zjeżdżamy z drogi, skręcając w pierwsze możliwe "prawo" i w ten sposób dojeżdżamy do jakiegoś miasteczka, zatrzymujemy się w samym centrum i oglądamy Bagnoregio na wyciągnięcie ręki...


Przy okazji patrzymy jak toczy się życie w centrum naszego sennego miasteczka, gdzie jedynymi żywymi stworzeniami są właściciele sklepików czekający na jakiegoś potencjalnego klienta, którego nadejście wydaje się w tych okolicznościach bardzo wątpliwe. To się nazywa mieć nudną pracę...






Poszliśmy na punkt widokowy i ujrzeliśmy taki widok...






Bagnoregio w zasięgu obiektywu...





Romka ten widok mocno zainspirował i koniecznie chciał wracać, ale ja widząc tę kładkę wiszącą nad przepaścią... w kontekście wskazania na termometrze dochodzącego do 40 stopni, straciłam "moc" i obiecałam mu, że tu wrócimy w bardziej sprzyjających "okolicznościach przyrody".




Nie musiałam go długo przekonywać bo zamiast wędrówki w upale do umarłego miasta, jako alternatywę pokazałam mu na mapie pobliskie Jezioro Bolseno...


Zjechaliśmy do drogi prowadzącej obok jeziora ale trudno było znaleźć jakiś parking. W końcu "wbiliśmy się" w jakąś boczną dróżkę prowadzącą do jeziora i zatrzymaliśmy się gdzieś w jakichś "burakach", które wyglądały przyjaźnie, bo na pobliskiej posesji stał kamperek...




Romek poszedł sam, bez telefonu, bez aparatu. Ja zostałam bo mi się nie chciało psuć fryzury :lol:

Wrócił na dymiące spagetti i późną kawkę. Oczywiście bardzo zadowolony, bo jak to nad jeziorem, od razu się natknął na jakieś nimfy błotno-bagienne :lol:


Dalszy plan przewidywał dotarcie do Sieny i znalezienie dobrego miejsca dla kamperka, żeby rano wyruszyć na zwiedzanie miasta.

Gdy wjechaliśmy do Toskanii, dzień chylił się już ku końcowi a zachodzące słońce oślepiało na tyle mocno, że trudno było skoncentrować zmysły na "smakowaniu" jej uroków.

Dochodzę jednak do wniosku, że jesteśmy tu chyba nie w porę. Otaczające nas pagórki robią wrażenie zmęczonych, smętnych i ponurych. Jest już po żniwach. Otaczają nas wyschnięte ścierniska albo skamieniałe sterczące po podorywkach skiby.

Tylko szpalery cyprysów przy drogach dojazdowych do rzadko rozrzuconych domostw, przypominają, że tu jest życie i przywołują pocztówkowe skojarzenia Toskanii.


Do Sieny wjeżdżamy, gdy jest już zupełnie ciemno. Znaki prowadzą nas na parking z serwisem przy Strada di Pescia. Wielki, przestrzenny, po dwudziestej bezpłatny, a w dzień - 20 euro.

Wśród kilkunastu kamperków wypatruję czy nie ma rodaków. Widzę rejestrację z Wielkopolski... Podjeżdżamy, zatrzymujemy się w sąsiedztwie... Jak miło spotkać swoich..., porozmawiać... i wreszcie wszystko rozumieć... :lol:

Kamperka mieli z naklejkami wypożyczalni, więc zapytałam, czy znają forum Camperteam...

Ależ oczywiście, że znają. Może nie tak dokładnie, ale jeden temat to bardzo dokładnie... Świstakowy "Autobus-kemping"...

Potem nastąpiły najszczersze "ochy i achy" i inne słowa najwyższego podziwu dla dzieła Świstaka, o czym przy okazji zlotu w Radawie, od razu doniosłam Autorowi :szeroki_usmiech


Mimo "darmochy" nie zostaliśmy tam na noc, bo oprócz budki poboru opłat nie dawał żadnych gwarancji bezpieczeństwa.

Pojechaliśmy na parking przy stadionie, o którym ktoś kiedyś pisał na forum. Tam przenocowaliśmy a rano postanowiliśmy poszukać parkingu Aulosa, z którego windą miało się wjeżdżać na Stare Miasto.

Otworzyłam forum, żeby odszukać relację Aulosa i przeczytałam temat założony przez Joannę 25 o kamperze ukradzionym im w Rzymie, kilka dni wcześniej, czyli w tym samym czasie co my tam bawiliśmy.


I niespodziewanie wróciły nasze stare zmory, w wyniku czego uznaliśmy, że albo parking strzeżony albo żaden.
Efekt był taki, że "wbiliśmy się" w jakąś dziurę przy Centro Comerciale i poszliśmy na zmianę. Oczywiście ja pierwsza...

Poniższego namiaru nie jestem do końca pewna ale miejscówka była przy Via Massetana Romana w pobliżu supermarketu Penny.

N 43 18 59,2
E 11 19 0,4


CDN.
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
 
Wyświetl szczegóły
Wojciechu 
Kombatant


Twój sprzęt: był - ducato frankia,jest- burstner t603
Nazwa załogi: marwoj
Pomógł: 6 razy
Dołączył: 20 Wrz 2013
Piwa: 157/150
Skąd: Zgierz
Wysłany: 2015-02-21, 21:56   

Lucynko - Twoje pisemne "smakowanie" Italii jest jak z bajki - pełne wysublimowanego smaku i emocji. Ja jednak chciałbym tym razem uhonorować innego członka załogi „Romulusi” –twojego małżonka. Sądzę, że aktywizacja Waszych czytelników jest również zasługą jego pewnej ręki i wizualizacji jego pomysłu na zdjęcie. Na twoje konto „pifko” dla męża. Stanowicie b.dobry duet. Pozdrawiam. :pifko :spoko
_________________
prof-os

Jesteśmy jedyni i niepowtarzalni, pamiętajmy tylko że niedoskonali…
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
Aulos 
weteran


Twój sprzęt: Bürstner Solano na Ducato
Nazwa załogi: SOKOŁY
Pomógł: 2 razy
Dołączył: 14 Lut 2007
Piwa: 62/37
Skąd: Kołobrzeg
Wysłany: 2015-02-22, 18:51   

Santa napisał/a:
Tam przenocowaliśmy a rano postanowiliśmy poszukać parkingu Aulosa, z którego windą miało się wjeżdżać na Stare Miasto.

Lucynko, to nie była winda tylko kompleks ruchomych schodów i to nie było przy samym parkingu - szliśmy do tych schodów ok.15 minut. :spoko
_________________
"Nosiciel nieuleczalnej kamperomanii"
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
Santa 
weteran


Twój sprzęt: dreamliner
Nazwa załogi: ROMULUSI
Dołączyła: 05 Paź 2007
Piwa: 236/171
Skąd: Podkarpacie
Wysłany: 2015-03-02, 21:57   

prof-os napisał/a:
Lucynko - Twoje pisemne "smakowanie" Italii jest jak z bajki - pełne wysublimowanego smaku i emocji. Ja jednak chciałbym tym razem uhonorować innego członka załogi „Romulusi” –twojego małżonka. Sądzę, że aktywizacja Waszych czytelników jest również zasługą jego pewnej ręki i wizualizacji jego pomysłu na zdjęcie. Na twoje konto „pifko” dla męża. Stanowicie b.dobry duet. Pozdrawiam. :pifko :spoko

Dziękuję za miłe słowa i za piwko w imieniu Romka :szeroki_usmiech
Jak Mariusz nie zauważy, to "odpijemy" w Częstochowie :lol:

Aulos napisał/a:
Santa napisał/a:
Tam przenocowaliśmy a rano postanowiliśmy poszukać parkingu Aulosa, z którego windą miało się wjeżdżać na Stare Miasto.

Lucynko, to nie była winda tylko kompleks ruchomych schodów i to nie było przy samym parkingu - szliśmy do tych schodów ok.15 minut. :spoko

Krzysztofie - na pewnym etapie życia, schody nawet ruchome chciałoby się zastąpić windą :lol:
A potem człowiek czyta, to co chce przeczytać, zamiast tego co jest napisane :wyszczerzony:


..................................................................................................................................................


Na trasie naszych wcześniejszych podróży do Włoch, Siena była do tej pory takim wyrzutem sumienia, który już dawno należało zrealizować ale przez tych tych sześć poprzednich lat, zawsze z jakiegoś powodu zostawialiśmy ją na kiedy indziej.

Teraz, gdy przeglądam te folderki z naszego pobytu w Sienie, te wyrzuty sumienia stały się jeszcze większe... bo tych marnych kilka godzin w Sienie, to tylko trochę więcej niż nic...
:wyszczerzony:


Prawdę mówiąc, wtedy ta Siena została tylko "liźnięta", bo wtedy trochę mnie zaskoczyła, trochę oszołomiła albo "otumaniła" - jak kto woli... :szeroki_usmiech .

Z naszej "dziury" w okolicy Centro Comerciale...



... najkrótszą drogą pobiegłam do najbliższej bramy w średniowiecznych murach otaczających położoną na wzgórzu starą Sienę. Była to brama San Marco...



Od samego początku trochę dziwnie się poczułam, bo jeszcze tydzień temu "smakowałam" Italię o dziesięć i więcej wieków starszą i przyznam, że tamta bardziej trafiała w moje gusta, od tych średniowiecznych, surowych, wyszczerbionych..., mrocznych... klimatów, które wyłaniały się zza tych murów...



Ale dajmy sobie szansę..., wszak Siena to nie tylko średniowiecze, a średniowiecze to nie tylko wieki ciemne...

Nic mi to nie mówi, ale prezentuje się zachęcająco...



Za chwilę, gdy wchodzę na ulicę San Marco i widzę znajomego weneckiego lwa ze skrzydłami, zaczynam odnajdywać się w czasie i przestrzeni...



A po chwili jeszcze bardziej swojsko, bo co może być bardziej swojskiego dla Romulusów, niż symbole Romy :wyszczerzony:



Te wszędobylskie maluchy nie są tu przypadkiem. Według legendy Sienę założyli synowie Remusa - Senio i Aschio, uciekający przed swoim stryjem Romulusem, założycielem Rzymu...

Godłem Sieny jest wilczyca karmiąca Remusa..., takich symboli widziałam w Sienie więcej...

Jedna stoi na honorowym miejscu po prawej stronie wejścia do katedry... Pokażę potem...


Do zwiedzania Sieny jakoś specjalnie przygotowana nie jestem. Wiem tyle co statystyczny przyjezdny czyli mniej więcej to, że mam tu dotrzeć do katedry i na słynny średniowieczny "Piazza del Campo", miejsce dziwacznych konnych wyścigów, które nazywają się "Palio"...

Nic ponadto..., więc idąc, mogę tylko się rozglądać, co by tu turystycznie ciekawego "upolować" :szeroki_usmiech


Mijam po drodze kilka kościołów, wszystkie zamknięte, jakieś muzea, galerie, o których nic nie wiem i nie mam ze sobą żadnych informacji...


Pozostaje "smakowanie" klimatu miasta..., zupełnie innego od wszystkich widzianych poprzednio, nawet jeśli były z tej samej epoki...


Na początku miałam wrażenie, że się w tym sieneńskim średniowieczu uduszę..., albo że mi to średniowiecze spadnie na głowę...

Kilka fotek, żeby nie być gołosłowną... Pamiętam, że wtedy w tej Sienie boleśnie odczułam swój brak umiejętności fotografowania, bo architektura i taka mała dostępność obiektów wymaga czegoś więcej niż tylko naciśnięcia spustu migawki :roll:


































W prześwitach między budynkami pojawiał się rozpoznawalny pasiasty budynek katedry sieneńskiej...



... ale zakładając, że potrzebuję na niego dużo czasu, poszłam najpierw na ten słynny Piazza del Campo.

"Rąbek tajemnicy" placu też można było dostrzec zza otaczających go budowli...



Piazza del Campo, jak to zwykle w Italii bywa, znajduje się w miejscu dawnego rzymskiego forum. Kiedyś był zwykłym targowiskiem. Ale w czasach świetności miasta, jego gospodarze miasta postanowili przekształcić go na reprezentacyjny plac, który miał stanowił centrum życia miasta.

Choć na miejscu nie bardzo to widać, to Piazza del Campo ma kształt muszli. Można to wypatrzeć, stojąc koło Palazzo Comunale i wiedząc, że jest podzielony na 9 części, które rozchodzą się i promieniście biegną w górę...

Na poniższej fotce można to ogólnie zobaczyć...



...a bardziej szczegółowo - tutaj...



Trudno pokazać cały plac, łatwiej po kawałku...



Najefektowniejszym i najbardziej rozpoznawalnym jest tutaj Palazzo Pubblico albo inaczej - Palazzo Comunale – z końca trzynastego wieku, z dzwonnicą o nazwie Torre del Mangia (co oznacza Wieża Obżartucha..., nazwę tę zawdzięcza swemu pierwszemu strażnikowi, przejadającemu cały swój zarobek).






Przed dzwonnicą można podziwiać marmurową loggię, Cappella di Piazza, wybudowaną jako wyraz podziękowania Matce Boskiej za uwolnienie miasta od epidemii dżumy.



Aktualnie w Palazzo Comunale znajduje się muzeum ze zbiorami dokumentującymi historię Sieny. Poszłam na zwiady na dziedziniec pałacu, ale z wejścia do muzeum zrezygnowałam, bo ogromny gmach muzeum mógłby "zeżreć" za dużo czasu a ja miałam w planie przede wszystkim katedrę...

Choć przyznam, że klimat pałacu jest... wciągający... i na jakiś kolejny raz trzeba o nim pamiętać...





Na Piazza del Campo dwa razy każdego roku, 2 lipca i 16 sierpnia, odbywa się sławny toskański wyścig konny na oklep - Palio.

Było akurat 10 sierpnia, gdybyśmy tu przyjechali o tydzień później, to mielibyśmy możliwość zobaczenia tego na żywo.

Jakoś specjalnie nie żałuję, bo taka rywalizacja "po trupach" nie wyzwala u mnie adrenaliny a raczej obniża mi nastrój, co na wakacjach nie byłoby najlepszym pomysłem... :szeroki_usmiech

W wielu miejscach miasta można zobaczyć fotki z tej imprezy...




Może fotki tego nie oddają, ale Piazza del Campo jest ogromny i nogi bolą na samą myśl, żeby go obejść dookoła.

Warto jednak to zrobić, żeby na przykład nie przegapić znajdującej się tu białej marmurowej Fontanny Radości .

Posągi i płaskorzeźby zdobiące fontannę są tylko kopiami wykonanymi w dziewiętnastym wieku, oryginały można zobaczyć w muzeum w Palazzo Comunale.








Po wypełnieniu turystycznego obowiązku poznania Piazza del Campo, mogłam już z czystym sumieniem udać się w miejsce, do którego wyrywa się moja turystyczna dusza i które jak się okazało, było prawdziwą ucztą na trasie tamtych włoskich wojaży.

Zapraszam na Piazza del Duomo do sieneńskiej katedry Cattedrale di Santa Maria Assunta czyli Katedry Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny, w której tamtego dnia spędziłam większość swojego czasu.


Zanim pojechałam do Sieny, wydawało mi się, że wszystkie piękne włoskie katedry już widziałam, ale ta zupełnie mnie zaskoczyła a wręcz "powaliła na kolana".

Taki pewnie był cel jej pomysłodawców i twórców, którzy w czasach największej świetności tego miasta postanowili wybudować coś absolutnie niezwykłego i nie szczędzili na to środków.
Zaczęto ją budować w dwunastym wieku i nigdy nie dokończono...


Zachwycający jest już sam wygląd zewnętrzny - łagodne pastelowe szarości rozjaśnione pudrowym różem..., z niezliczoną ilością kunsztownie wykonanych detali, które co prawda niezbyt dokładnie widać, ale można ich przecież później obejrzeć na fotkach... na przykład podczas wklejania do relacji :szeroki_usmiech







Fasada w detalach...







I jeszcze obiecana wilczyca, symbol miasta, przed katedrą...




A teraz zapraszam do wnętrza..., wstęp 4 euro. Niby tylko grosze ale od razu widać, że to już nie przyjazne Południe ale Północ Włoch. Dotychczas wstępy do obiektów sakralnych były wolne.

Tym co najpierw rzuca się w oczy, to "las" filarów i kolumn w czarno-białe paski. Później ten motyw widywaliśmy w innych miastach Toscanii.

Oczy same się rwą do ślicznej kopuły i zwisającej pod kopułą latarni stworzonej przez Berniniego.

Ponieważ mam teraz problem, które fotki wybrać a które odrzucić, więc zdecydowałam wkleić dużo, żeby przy okazji jeszcze raz nacieszyć się wnętrzem tego pięknego obiektu.






















Kopuła katedry, to prawdziwe arcydzieło imitujące rozgwieżdżone niebo... A druga piękniejsza od pierwszej... :szeroki_usmiech










Delektując się wnętrzem katedry, trzeba uważać, żeby nie przegapić wejścia do bocznego pomieszczenia, które choć niewielkie ale ma coś z klimatu Kaplicy Sykstyńskiej.

Jest to biblioteka - Libreria Piccolomini, a wejście do tego pomieszczenia jest zaznaczonej freskiem Pinturicchia, który jest zwiastunem tego, co czeka nas w środku...






Biblioteka została zbudowana pod koniec piętnastego wieku przez arcybiskupa Sieny, kardynała Francesca z rodu Piccolominich, aby złożyć tam bezcenny zbiór ksiąg i rękopisów zebranych przez jego wuja papieża Piusa II.

Bibliotekę zdobią freski Pinturecchia, który zawarł w nich sceny z życia tego właśnie wuja - papieża Piusa II.

Imponujące sklepienie biblioteki jest również malowane przez Pinturicchio. Ale żeby zrozumieć jego treść, trzeba dobrze znać mitologię... a ja niekoniecznie...

Sklepienie biblioteki a jak się przyjrzeć to widać "Trzy gracje", "znajome" z Muzeum Narodowego w Neapolu...























Przykład księgi z księgozbioru biblioteki...




Kolejnym skarbem katedry w Sienie jest ambona. Druga taka znajduje się w Katedrze w Pizie ale ta jest bogatsza. Została wykonana w trzynastym wieku i ozdobiona płaskorzeźbami Nicola Pisana... Warto przed nią trochę postać i odczytać treści, które zawarł w niej genialny artysta...












Nie można też przegapić pomnika z brązu Świętego Jana Chrzciciela wykonanego przez Donatella.




Pokazałam tylko najpopularniejsze co wcale nie oznacza, że najcenniejsze fragmenty wnętrza.
W katedrze jest jeszcze wiele bezcennych dzieł sztuki, wielkich nazwisk, ponadczasowych pamiątek. Nie wszystkie udało mi się zlokalizować ale przecież trzeba jeszcze do czegoś tęsknić... :szeroki_usmiech


Wybrałam kilka spośród ogromnej ilości fotek, dzięki którym można cofnąć czas...

















itd, itd, itp...

Muszę niestety znów ponarzekać na Pacala, według którego w dniach od 7 do 22 sierpnia w katedrze powinny być odsłonięte wszystkie marmurowe płyty pokrywające posadzkę świątyni, wykonane przez rzesze artystów pracujących nad jej upiększaniem. Niestety moja nadzieja na zobaczenie tego cudu prysła, gdy zobaczyłam szare zabezpieczenia tych dzieł sztuki leżących na podłodze...



Zaledwie jedna była widoczna, znajdująca się blisko prezbiterium...




Przed opuszczeniem Piazza del Duomo pomyślałam, że warto by było mieć choć jedną fotkę na pamiątkę, że tutaj byłam.

Ale bez Romka, bez statywu...bieda..., trzeba więc poszukać jakiegoś fotograficznego substytuta... :wyszczerzony:

Rozejrzałam się wokół i mój wybór padł na pewnego bladego dżentelmena, z gatunku tych co połknęli kij, który w dłoniach dzierżył aparat z taką długą "lufą", że nie miałam wątpliwości, że to musi być profesjonalista i że fotka będzie piękna :szeroki_usmiech

Excuse me... i wręczając mu swój aparat proszę bladego, żeby mi zrobił piękną fotkę na tle tej wspaniałej katedry... :szeroki_usmiech

Blady - bacznie się pilnując, żeby nie okazać żadnych emocji, bez słowa wziął ode mnie aparat i przymierzywszy kilka różnych ujęć, w końcu zdecydował się kliknąć... i oto właśnie poniżej prezentuję jego wybitne dzieło...

Santa pod katedrą w Sienie, pamiątka na pokolenia :wyszczerzony:



A na złośliwego nie wyglądał :roll: :lol:

Od tego czasu wyleczyłam się z kompleksów spowodowanych brakiem talentów i umiejętności fotograficznych, a przy okazji dowiedziałam się czegoś nowego o facetach: długa "lufa" czasem może bardzo zmylić :diabelski_usmiech


Zanim opuściłam Piazza del Duomo, zajrzałam jeszcze do znajdującego się naprzeciwko katedry średniowiecznego Ospedale di Santa Maria di Scala...







W sąsiednim, niedostępnym pomieszczeniu widać jakieś skarby przeszłości domagające się renowacji... Wolę takie prawdziwe... :szeroki_usmiech






Na zakończenie jeszcze kilka fotek pokazujących specyfikę tego miasta. Siena oprócz średniowiecznej zabudowy, zachowała również średniowieczny podział terytorialny na okręgi, czyli contrade. Każdy okręg ma swoje barwy, symbole, kościół, muzeum i fontannę na placu... :szeroki_usmiech

Kilka fotek upolowanych przeze mnie a później przez Romka pokazujących ulice poszczególnych okręgów ozdobione odróżniającymi je od innych latarniami i flagami..., oraz jak imprezują we własnym gronie...















Na odchodne jeszcze spojrzenie na piękną Sienę...



...i na to co zostało na następny raz czyli klasztor San Domenico - związany z wybitną i wpływową mieszkanką tego miasta Świętą Katarzyną ze Sieny.





I jak tu nie wracać do tej Italii... :szeroki_usmiech

CDN.
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
 
KrzySówka 
weteran

Twój sprzęt: Fiat Ducato Autostar
Nazwa załogi: Krzysztof i Iwonka
Pomógł: 1 raz
Dołączył: 12 Sty 2015
Piwa: 16/25
Skąd: Mysłowice/Zawiercie
Wysłany: 2015-03-03, 11:46   

Czytam i jestem pod wielkim wrażeniem tej relacji oraz opisu który cudownie oddaje klimat Italii. Mimo ,że byłem tam wielokrotnie to uświadamiam sobie jak wiele jeszcze pozostało mi do zobaczenia. Dziękuje za możliwość takiego wirtualnego zwiedzania. Na pewno przełoży się na planowanie kolejnego wyjazdu do Italii Waszymi śladami. Czekam na ciąg dalszy i pozdrawiam :kwiatki: :spoko
_________________
Ważne są tylko te dni których jeszcze nie znamy :)
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum

Dodaj temat do ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
*** Facebook/CamperTeam ***