Klub miłośników turystyki kamperowej - CamperTeam
FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum  Chat  DownloadDownload

Poprzedni temat «» Następny temat
Kanonizacja... i kolejne opowieści o Italii ;)
Autor Wiadomość
Santa 
weteran


Twój sprzęt: dreamliner
Nazwa załogi: ROMULUSI
Dołączyła: 05 Paź 2007
Piwa: 236/171
Skąd: Podkarpacie
Wysłany: 2016-02-03, 00:16   

maga napisał/a:
Santa napisał/a:
Maga, my niestety nie zauważyliśmy tego momentu, gdy papież objeżdżał sektory.


Właśnie,papież po objechaniu sektorów opuścił plac św.Piotra i wjechał w Via Conciliazione i jechał nią do końca w kierunku Tybru.
Obserwowaliśmy to na telebimie,bo staliśmy wówczas dokładnie przed nim.
A zorientowaliśmy się,że jest blisko nas po okrzykach "viva papa".
Radość i łzy szczęścia było widać na twarzach wśród pielgrzymów,u nas również,a błogosławieństwo papieża z kilku metrów spowodowało,że poczuliśmy się jakoś inaczej,nie czuliśmy już zmęczenia,wróciły w nas siły.
To tak jakby ktoś naładował w nas akumulatory,krótka chwila a jak ważna.
Wracam myślami dość często w to miejsce i w tą chwilę,dlatego o tym wspomniałem.


A ja Ci dziękuję, że się z nami tym przeżyciem podzieliłeś :kwiatki:
.........................................................................................................................................


Plan pierwszego dnia po kanonizacji był w większości podporządkowany organizacji ustalonej z góry, czyli przez Watykan.

Zaczęło się od Mszy dziękczynnej, na którą się spóźniliśmy. Mieliśmy niepowtarzalną okazję uczestniczenia we mszy na Placu Świętego Piotra w sektorze dla vipów, gdzie czekały na nas miejsca zajęte przez Hanię i Krzysztofa, o czym wcześniej poinformowali nas smsikiem :szeroki_usmiech

Niestety źle obliczyłam czas na dojazd, bo nie uwzględniłam, że w Rzymie jest tego dnia kilkaset tysięcy więcej niż zwykle, amatorów podróżowania miejską komunikacją.
Dużo czasu straciliśmy, żeby się w końcu dopchać do autobusu nr 64 odjeżdżającego z Terminii w kierunku Watykanu.

Na dodatek nie zdążyliśmy wysiąść z zatłoczonego autobusu, jak zawsze na pierwszym przystanku za Tybrem. Ale to akurat wyszło nam na dobre, bo przy okazji dowiedziałam się, że ten numer przejeżdża obok Watykanu, praktycznie pod samymi kolumnami Berniniego.

Piszę o tym, ponieważ jest to szybki sposób dotarcia na Plac Świętego Piotra, bez zdzierania zelówek na Via Cociliazione. Może się przydać komuś, kto będzie dopiero zaczynał swoją przygodę z Rzymem :szeroki_usmiech


Niestety, zanim dotarliśmy na plac, sektor dla vipów został już zamknięty, a nam dostało się miejscie w cieniu kolumn :szeroki_usmiech

Plac podobnie jak wczoraj, pękał w szwach...



I to właśnie podczas tej mszy było tak jak się spodziewałam, że będzie podczas kanonizacji... Było głośno, było radośnie i jak okiem sięgnąć... biało-czerwono...

W gazetach włoskich widziałam później tytuły, że była to "msza polska", choć zgromadziła tłumy z różnych zakątków świata...




Mszę odprawił watykański kardynał, archiprezbiter Bazyliki Świętego Piotra Angelo Comastri. Wspomagali go polscy kardynałowie, prymas Polski, przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski i wielu, wielu innych dostojników kościelnych.




Oczywiście było dużo kurtuazji, uprzejmości, podziękowań za przygotowanie uroczystości kanonizacyjnych, przyjęcie pielgrzymów, za reprezentowanie naszego kraju przez przedstawicieli ówczesnej władzy, z prezydentem Komorowskim i pierwszą damą na czele... itd, itp.

Trzeba przyznać, że tym razem było z klasą, na poziomie godnym imprezy takiej rangi. Nikt nie szemrał, nikt nie buczał...i nie manifestował swojego prawo, lewo czy pośrodku, szanując fakt, że może obok stoi ktoś, kto może mieć inne stanowisko w sprawie... :lol:

Muszę tu uczciwie przyznać, że to był jeden z prawie już niespotykanych w naszych realiach społecznych momentów, że można było czuć się dumnym z bycia Polakiem :szeroki_usmiech

Poza tymi uprzejmościami, trochę nam się też dostało, bo dosadnie nam powiedziano, że znalezienie się w tym czasie i w tym miejscu, uczestniczenie w ponadczasowej i niepowtarzalnej okoliczności takiego wywyższenia naszego wielkiego Rodaka, to nie jest tylko przywilej, ale przede wszystkim zobowiązanie i powinność.
Nie wystarczy podziwiać i klaskać, trzeba pojąć wartość ideałów i mieć odwagę je materializować na swoim podwórku... I nie tylko brać, ale przede wszystkim dawać.

Było też o pokoju na świecie, o "młodzieży chowaniu", o autorytetach... Było długo, dużo, głęboko i wartościowo.

Muzycznie też było z klasą. Liturgię uświetnił Chór Filharmonii Krakowskiej. I podobnie jak rok wcześniej pod Bazyliką Santa Maria Maggiore, śpiewano polskie pieśni świątecznie, tym razem wielkanocne...




Gdy uroczystość zbliżała się ku końcowi, w ten podniosły, radosny nastrój, wślizgnęła się jakaś nieoczekiwana nutka nostalgii...
Powoli zaczęłam sobie zdawać sprawę, że właśnie dziś, nieodwołalnie zakończył się pewien etap mojego życia.
I zrobiło mi się strasznie żal... Żal, że ten nasz polski epizod w historii kościoła i Watykanu już bezpowrotnie przechodzi do historii i nigdy nie wróci.
A moje pokolenie miało przypadkowe szczęście i możliwość,żeby przeżyć swoją młodość i spory kawałek dorosłego życia, w takich ciekawych realiach, gdy na naszych oczach stało się możliwe..., to co niemożliwe...

Przypomniały mi się te emocje, gdy do mojego piętnastoletniego wówczas umysłu dotarła informacja o wyborze Polaka na papieża..., jak stłoczyliśmy się w internackiej świetlicy na "Dziennik telewizyjny", który zawsze był przykrym obowiązkiem a tamtego dnia nadzieją na potwierdzenie najbardziej oczekiwanej wiadomości..., która już wcześniej dotarła do nas kanałami nieoficjalnymi...

Powiedzą, czy nie powiedzą... :?: :roll: Powiedzieli..., króciutko... i nie była to pierwsza wiadomość, tylko informacja wpleciona w inne "niezwykłej wagi" wydarzenia tego pamiętnego dnia :lol:

Pobuszowałam troszeczkę w googlach i znalazłam... Taki malutki fragmencik na początku tego filmiku...



Potem jak express przeleciały dalsze lata, od słynnego "Nie lękajcie się..." na Placu Zwycięstwa, poprzez kolejne wydarzenia, gdy burzyły się mury, klękały i wyzwalały się narody, pielgrzymki do ojczyzny... i moje niespełnione marzenia o wyjeździe do Rzymu, aż do momentu jego śmierci i pogrzebu, który przypadł w dzień moich urodzin...

A potem oczekiwanie na beatyfikację i w końcu kanonizacja...
Czy byłabym tą samą osobą, gdyby przypadło mi żyć w innych czasach :?: :roll:

Obiecałam sobie wtedy, że kiedyś muszę to jakoś uwiecznić. Może jakiś nasz pra... pra..., otworzy, obejrzy fotki i powie z dumą... "a nasi tam wtedy byli" :lol:








Po zakończeniu mszy dziękczynnej przyszła pora na umówione na forum Camperteam spotkanie uczestników przy fontannie Berniniego. Ale z uwagi na nieprzebrane tłumy, wymiana smsów zmieniła miejsce spotkania i ostatecznie nastąpiło ono przy wyjściu z sektoru dla vipów :szeroki_usmiech

Spotkanie uwieczniliśmy wspólną fotką... O zgodę na publikację poprosiłam zaraz po powrocie z Rzymu... Dużo czasu upłynęło, ale w końcu nadeszła ta chwila... Jesteśmy na mim trochę zakamuflowani :szeroki_usmiech




Potężna kolejka ustawiła się, żeby wejść do bazyliki...



Ale my opuściliśmy Plac Świętego Piotra i udaliśmy się każdy w swoim kierunku.

Wstępnie umówiliśmy się jeszcze na wieczorny koncert dziękczynny, organizowany przez Polonię świata, w Bazylice Santa Maria Maggiore. Mieliśmy informację, że główną gwiazdą koncertu miało być nasze swojskie "Mazowsze".



Godziny, które zostały do koncertu przeznaczyliśmy na ciąg dalszy powitania z Rzymem, które pierwszego dnia po przyjeździe było utrudnione przez deszcz.

Poszliśmy ulicą Cola di Rienzi w kierunku tego "złego pałacu" znajdującego się przy Piazza Cavour, który tak wspaniale prezentuje się od strony Tybru.

Za plecami mury Watykanu i Muzeów Watykańskich...




Po drodze kolejny miły akcent - polski kamperek, bez naklejek Camperteamu, niestety :lol:




Gdy wyjeżdżaliśmy z Polski, wiosna ledwie się budziła, a tutaj wszędzie kolorowo...




Ale nie tak jak podczas beatyfikacji, gdy rzymskie ulice były kolorowe od plakatów z Janem Pawłem II...; fotka z naszego archiwum... :szeroki_usmiech



Za kilka dni przypadkiem trafimy w Rzymie do kolorowego raju..., ale jeszcze o tym nie wiemy... :szeroki_usmiech


Pałac Sprawiedliwości przy Piazza Cavour z drugiej strony wygląda równie pięknie...





Na placu pomnik współczesnego Emmanuelowi II, królowi Italii, polityka - który przyczynił się do zjednoczenia Włoch... Nazwa placu na jego cześć...




Ciekawość wzbudzały też przylegającego do placu budowle... ale okoliczności nie zachęcały do buszowania...



Romek trochę pobiegł z aparatem, a ja zrobiłam sobie małpią przyjemność i posiedziałam w cieniu palm, poczytałam Pascala i przemyślałam plan na kolejnych kilka rzymskich godzin.
Ten plan uwzględniał kilka "kwiatuszków", których z różnych powodów, dotąd nie udało nam się jeszcze zobaczyć...

W Rzymie tak niestety jest. Kiedyś miałam nadzieję, że go poznam. Dziś już wiem, że życia nie starczy... i powoli zaczynam się z tym godzić :lol:


Mostem tym samym, co w noc przed kanonizacją, przeprawiamy się na drugą stronę Tybru...



Wiele razy tędy przechodziliśmy, ale dopiero dziś wzrok i aparat skierował się na ten budynek, który ewidentnie jest jakimś zabytkiem ku czci... Tybru :szeroki_usmiech






Ale nie ma czasu wnikać w każdy szczegół, bo w ten sposób nie ujdziemy nawet kilometra... Może kiedyś...

Na skróty zmierzamy do Piazza Poppolo, na który wślizgujemy się bocznym wejściem...



Nie o sam plac dziś chodzi, bo ten akurat znamy już dość szczegółowo, ale o Kościół Santa Maria del Poppolo.
Byliśmy w nim wielokrotnie, ale dziś chcę odkryć coś innego, inne skarby, zdominowane tam przez Caravaggia i Dana Browna.

Niestety kościół jest zamknięty. W taki dzień, gdy milion ludzi chciałoby tu wejść... :roll: Ale Rzym zupełnie się tym nie przejmuje... Kto zechce to wróci... My wrócimy...



Na chwilę wyszliśmy przez bramę, zerknąć na Pola Marsowe...




Wracamy na plac, z zamiarem wspięcia się na Wzgórze Pincio i udania się do Ogrodów Borghese, żeby zarezerwować bilety do Galerii Borghese, która do tej pory była poza naszym zasięgiem, choć wzdycham do niej od lat...



Ale pogoda zaczęła się psuć, pochłodniało i zerwał się silny wiatr, więc zrezygnowaliśmy ze wspinania się na wzgórze i wystawiania na "wygwizdów".

Zmiana planów skierowała nas na Via del Corso. Mam tam kilka ulubionych butików :lol: Ale efekt marny... turyści i pielgrzymi zbuszowali każdy zakątek...

Nic na siłę, dlatego skręcamy na Via dei Condotti, żeby zobaczyć czy na Schodach Hiszpańskich zakwitły już azalie...





Via Condotti to chyba ulica dla największych snobów świata..., ceny wzięte z sufitu... Ale można się bawić inaczej... :szeroki_usmiech



Azalie zakwitły, chociaż marne jakieś..., po raz kolejny jestem zawiedziona, bo oczekują takich jak na widokówkach i folderach... :szeroki_usmiech




Gdyby ktoś szukał w Rzymie kasztanów, to najlepsze..., na Placu Hiszpańskim... :szeroki_usmiech




Pomimo, że stąd blisko do wielu kultowych miejsc, to odpuszczamy je i podążamy w kierunku Piazza Venecja z nadzieją, że może tym razem będzie otwarty kościół polski na Via Botteghe Oscure.
Do tej pory nie mieliśmy szczęścia..., zawsze było zamknięte. Tym razem udało się...Właśnie odprawiała się msza święta dla grupy polskich pielgrzymów.

Kościół Świętego Stanisława Biskupa i Męczennika stoi tu od ponad 400 lat. Miał służyć polskim pielgrzymom i studentom, żeby mogli tu znaleźć wsparcie duchowe i materialne a w razie potrzeby opiekę w sąsiadującym z nim hospicjum.
W jego odbudowę inwestowali król Stefan Batory, jego żona królowa Anna Jagiellonka i liczne polskie rody magnackie.

Z zewnątrz fasada niepozorna. Można tamtędy przechodzić i go przegapić. Ot, zwykły budynek...

W środku też bez specjalnego przepychu...





Kościół polski tak samo jak Polska, przeżywał w swej historii trudne chwile. Panoszył się w nim Napoleon, panoszył car i jego sołdaty.
Po tych przejściach pozostał w stanie opłakanym. Dopiero biskup Sapieha odzyskał go dla polskiego kościoła.

W głównym ołtarzu znajduje się obraz przedstawiający Chrystusa Zbawiciela w towarzystwie Świętego Stanisława i Świętego Wojciecha, a u ich stóp klęczy Święty Jacek.
Po prostu sami swoi :lol:



Kościół na przestrzeni wieków był świadkiem historii Polski. Pamiątki tych wydarzeń można wypatrzeć w postaci tablic pamiątkowych... i innych licznych "gadżetów"...

Za tą szybą znajdują się "Krzyże Wirtuti Militari i Monte Cassino nadane przez generała Władysława Andersa Królowi Włoch Umberto II i przez niego ostatnią wolą przeznaczone na grób Nieznanego Żołnierza na Cmentarzu Wojennym Monte Cassino, przekazane Stowarzyszeniu Polskich Kombatantów we Włoszech"

Fotka z telefonu, że ledwie widać, ale jakiś tam ślad pozostał... Dzięki temu, na zawsze zapamiętam...





A to szaty papieskie Jana Pawła II...




Nie zabawiliśmy tam długo, bo jeszcze kilka punktów zostało nam do zrealizowania...

Po opuszczeniu kościoła polskiego, pojawia się kolejny dylemat...wejść na schody wiodące na Kapitol, czy na te drugie do Kościoł Santa Maria in Aracoeli... - iść tu czy tam... :?:



Chciałoby się i tu i tam, ale w końcu nigdzie..., tylko na Kwirynał...



A na Kwirynale celem jest Kościół Świętego Andrzeja (Sant’Andrea al Quirinale).

Niestety też już zamknięty, bo jest po osiemnastej. Tym razem już nie wyjadę z Rzymu, jeśli go w końcu nie zobaczę. Gdy tam poprzednio byliśmy, był cały w rusztowaniach. Ale nie o to odnowione wnętrze dziś chodzi, tylko o coś zupełnie innego..., niedługo wyjawię...


Skoro ten zamknięty, to może poszczęści nam się gdzie indziej. Kierujemy się do Kościoła Świętego Karola Boromeusza przy Czterech Fontannach (San Carlo alle Quattro Fontane).

Kościół ma śliczną i niespotykaną falistą fasadę, którą rozdziela fantazyjny fryz z napisem: "Na cześć Świętej Trójcy i Karolowi, 1667 r."



Jest dziełem Borominiego, artysty, który pracując tylko dla chwały bożej, czyli za darmo, stworzył można powiedzieć - z niczego coś pięknego.
Pracował dla biednych mnichów, więc nie ma tam złota ani marmurów, jest tylko zaprawa murarska i geniusz artysty...

Fotka sklepienia pożyczona z sieci... bo tak pięknie oddającej charakter wnętrza, w swoim folderku nie posiadamy...



Wnętrze kopuły - ta jest już nasza...



Ołtarz główny przedstawiający Trójcę Świętą i Świętego Karola Boromeusza...



Po raz kolejny cztery fontanny znajdujące się na skrzyżowaniu ulic... Przy jednej z nich stoi kościół, z którego wyszliśmy...









Ostatnie kroki kierujemy do Pałacu Barberinich, wielkiej twierdzy toskańskiej rodziny papieskiej, usytuowanej na stokach Kwirynału.
Z daleka robi wrażenie, ale gdy się do niego zbliżamy, od razu widać, że właściciel już tu nie mieszka :szeroki_usmiech A zarządca nie ze wszystkim nadąża :lol:

Pałac wygląda jakby był opuszczony. Można swobodnie spacerować i niemal dotykać pamiątek dawnej świetności...








Na salony jeszcze nigdy nie weszliśmy a podobno warto, bo można tam znaleźć prawdziwe skarby...

W rewirach należących do Barberinich co chwilę spotykamy pszczoły, ich herb...



Wyobrażenie ogromnych rozmiarów pałacu daje klatka schodowa...



A to pewnie jakiś kot Berninich, przywiązany do miejsca, jak to kot :wyszczerzony:



Na dziedziniec wewnętrzny - wstęp wolny i swobodny...



Wiosną zielono tu i soczyście, ostatnio byliśmy latem i wszystko było wyschnięte...




W pobliżu Pałacu Barberinich znajduje się Fontanna Trytona (Fontana del Tritone). To kolejny ślad talentu Berniniego. Jest po świeżutkim remoncie, ostatnio była zasłonięta.
Urocza... :szeroki_usmiech
Na muszelce siedzi sobie Tryton, syn boga mórz Posejdona. Muszlę na ogonach podtrzymują delfiny z wytrzeszczonymi oczami. Tryton trzyma róg, z którego wypływa woda płynąca prosto ze starożytnego akweduktu.

A ponieważ fontanna powstała na życzenie papieża z rodu Barberinich, to oczywiście zdobią ją elementy herbów papieskich: tiara i klucze Świętego Piotra i herb rodziny Barberinich.




I jeszcze jeden marmurowy "gadżecik" pozostawiony w Rzymie przez Berniniego. To znajdująca się przy końcu placu Fontanna Pszczół (Fontana delle Api)




Fontanna też ma kształt muszelki, na której siedzą pszczółki Barberinich, nad kamienną misą wypełnioną wodą. Kiedyś zastanawiałam się dlaczego ona jakaś taka... skromna... :roll: Ale później gdzieś przeczytałam, że została zaprojektowana jako wodopój dla koni :szeroki_usmiech


Od Fontanny Pszczół zaczyna się Via Veneto, przy której mamy jeszcze coś do odkrycia. Ale już nie ma na to czasu.

Musimy się spieszyć, bo o godzinie 20.00 w Bazylice Santa Maria Maggiore jest zaplanowany koncert dziękczynny "Te Deum Laudamus", który jest wyrazem wdzięczności Polonii świata za kanonizację Jana Pawła II.




Przed wejściem do Bazyliki Santa Maria Maggiore już wielki tłum oczekujących. Tam spotykamy Hanię i Krzysztofa.
Szmery w tłumie przekazują niepokojącą informację, że do wejścia potrzebujemy zaproszenia.
Nie natknęłam się na taką informację przed wyjazdem do Rzymu, więc spokojnie czekam.
Okazuje się, że zaproszenia były, na miejsca honorowe. A my mogliśmy posłuchać koncertu na stojąco, zza kolumny...




Koncert prowadził Krzysztof Ziemiec. Wzruszony jak nigdy, głos lekko drżący, oddech nierówny..., ale dzięki temu jeszcze bardziej sympatyczny...




Koncert stosownie do miejsca i okoliczności - na najwyższym poziomie artystycznym. Orkiestry, dyrygenci, chóry, soliści - same największe nazwiska...

I oczywiście wspaniały repertuar... Bogurodzica, Gaude Mater Polonia, Lacrimosa, Polonez z "Pana Tadeusza", Walc z "Ziemi Obiecanej"... i wiele innych, których już nie pamiętam...

A na koniec nasza swojska "Barka" :szeroki_usmiech



W wykonaniu naszych krasawic :szeroki_usmiech




Po koncercie szybko się ewakuujemy...






Na szczęście mamy bliziutko do autobusu, którym wraz z Chrisami wracamy na Cassilinę.

Mimo tak wielu wrażeń mamy jeszcze niedosyt. Szczególnie, że Hania i Krzysztof jutro już wyjeżdżają.
Dzień zakończyło spotkanie w kamperku i nocne Polaków na obczyźnie rozmowy. Ale nie żadne tam konspiracyjne..., tylko zwyczajne, życiowe. Na przykład "... i żeby nam kamperki nie przeciekały" :lol:


CDN
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
 
Wyświetl szczegóły
Santa 
weteran


Twój sprzęt: dreamliner
Nazwa załogi: ROMULUSI
Dołączyła: 05 Paź 2007
Piwa: 236/171
Skąd: Podkarpacie
Wysłany: 2016-02-24, 22:58   

Panowie, dziękuję za piwka i ruszam z moją mocno opóźnioną relacją ze zwiedzania Rzymu :szeroki_usmiech

...................................................................................................................................................

Za nami kanonizacja i wszystkie związane z nią imprezy towarzyszące. Obowiązki obywatelskie oraz powinności wobec duszy i Kościoła wypełnione. Pora na rozpustę :lol: No może rozpusta, to za duże słowo..., wystarczyłoby... rozkosze :lol:


Zostało nam kilka dni urlopu, na które nie mamy konkretnych planów, ale mamy dużo niespełnionych marzeń i danych sobie kiedyś obietnic typu "kiedyś tu jeszcze wrócimy".

Jednym z nich był wypad pociągiem z Rzymu do Neapolu, z którego ostatecznie zrezygnowaliśmy, uznając, że to nie honor, żeby kamperowcy "tłukli się" po Italii pociągami... Szczególnie, że w Rzymie wciąż jeszcze tyle nieodkrytych miejsc i nie obejrzanych skarbów...


Pół kolejnego dnia uciekło na odzyskiwanie równowagi po zarwanej nocy, opanowywanie bólu głowy, wyrównywanie poziomu elektrolitów i eliminowanie z organizmu nadmiaru toksyn :lol:
Ale nocna ulewa i mokry poranek usprawiedliwiały to marnotrawstwo czasu.


Gdy w końcu udało nam się ogarnąć i wyszykować do wyjścia, spotkaliśmy idących w naszym kierunku Chrisów.
Ich kamperek stał już gotowy do odjazdu...



Na pożegnanie otrzymaliśmy słodką pamiątkę. Obiecałam kiedyś zrewanżować się swoim specjałem, który już dojrzał i wciąż czeka na stosowną okazję :szeroki_usmiech



Tego dnia postanowiłam spełnić jedno z moich starych rzymskich marzeń i w ramach tej obiecanej rozpusty, zwiedzić jedno z najwspanialszych na świecie miejsc rozkoszy artystycznych, jakim jest Galeria Borghese usytuowana na terenie kompleksu Villa Borghese.


Z Termini pojechaliśmy metrem na Plac Hiszpański i stamtąd pieszo, zgodnie ze znakami, udaliśmy się w obranym kierunku.

Kiedyś już udało nam się zahaczyć na chwilę o ten fragment Rzymu, ale to była tylko mała kropelka w morzu możliwości.

Villa Bogrhese to są dziesiątki hektarów zieleni, kwiecia, alejek, zakamarków, jeziorek... A wszystko to upiększone jest niezliczoną ilością rzeźb, fontann, pomników starej i nowej historii miasta.


Z Piazza Poppolo wystarczy wspiąć się w górę i udać się w kierunku "przed siebie", żeby zostawić ten cały jazgot miasta i znaleźć się w zupełnie innym świecie.

Rzymianie przychodzą tu, żeby oderwać się od codzienności, a turyści głównie po to, żeby podziwiać skarby zgromadzone w Galerii Borghese... My chcemy połączyć jedno z drugim.


Po ulewnej nocy początek parku nie wygląda zachęcająco. Trzeba omijać kałuże i uważać na błoto. Ale już za chwilę te niedogodności przestają być ważne. Z daleka zauważamy trochę w tych okolicznościach nie pasujący obiekt, który okazuje się być potężnym pomnikiem Goethego.

Miłe to było dla mnie odkrycie, bo już od liceum mam do Goethego pewną słabość. A że stara miłość nie rdzewieje przekonałam się, gdy podczas jednej z naszych włoskich podróży, odkryłam jego związki z Italią i wreszcie go... zrozumiałam :wyszczerzony:

" Kennst du das Land, wo die Zitronen blühn..."

Johan stworzył, Adaś przetłumaczył, Marek zaśpiewał... i można się rozkoszować...
:wyszczerzony:




Pomnik Goethego stoi sobie tutaj od ponad stu lat. W dowód przyjaźni został ofiarowany Rzymowi przez niemieckiego cesarza Wilhelma II.

Marmurowy Goethe dostojnie góruje na kolumnie korynckiej, a u stóp ma trzy grupy swoich rzeźbionych bohaterów...



Próbuję rozszyfrować kto jest kim. Z tym "rogatym"nie mam żadnego problemu... To Mefistofeles i Faust. Jedyna okazja, żeby wziąć go za rogi... :lol:



O kolejnych dwóch, musiałam później zasięgnąć języka u "ciotki Wikipedii"... :szeroki_usmiech

Mignon i Harper...


Ifigenia i Orestes...


Zanim znaleźliśmy poszukiwaną Villę Borghese, poplątaliśmy się trochę po parku i napstrykaliśmy dziesiątki fotek, z których każda jest na swój sposób ważna.

Kilka dla orientacji w klimacie i dla zachęty...


























W końcu udaje nam się odnaleźć poszukiwaną Villę Borghese... Spodziewałam się, że będzie jakaś większa..., bardziej strzeżona, a to taka zwykła (jak na Rzym) budowla, zagubiona gdzieś pośród drzew. Aż trudno uwierzyć, że na takim odludziu, może znajdować się takie bogactwo dzieł sztuki...



Mimo niewielkich, jak na muzeum rozmiarów, klasa eksponatów jest niewiarygodna. A wszystko to za sprawą jednego człowieka - kardynała Scipione Borghese, któremu na punkcie kolekcjonowania dzieł sztuki, pomieszało się do tego stopnia, że jeśli zapragnął jakieś mieć w swoim pałacu, to zrobił dokładnie wszystko, żeby go zdobyć (łącznie z wyrachowanymi przestępstwami) :roll: Psychiatria opisała to o wiele lat później... :lol:


Jednakże wspomniany Scipione Borghese, nie był tylko zwykłym przypadkiem psychiatrycznym. Jako niezwykle wpływowy i majętny człowiek, roztoczył patronat nad współczesnym sobie Berninim, który wiele dzieł stworzył specjalnie dla niego. Najcenniejsze z tych rzeźb to "Porwanie Prozerpiny" oraz "Apollo i Dafne".

Scipione Borghese był również wielbicielem talentu Carravaggia, którego kilka obrazów znajduje się w zbiorach galerii. I to właśnie był główny powód mojej ciekawości tego miejsca.


Do galerii wchodzimy z duszą na ramieniu, bo mamy świadomość, że liczba amatorów zwiedzania zwykle przewyższa pojemność muzeum i zalecana jest wcześniejsza rezerwacja wejściówek. Liczymy na szczęście...

Po wejściu do pałacu kamień spadł mi z serca, bo zobaczyłam dość długą kolejkę do kasy biletowej.
Kierując się znakami zakazów obowiązujących tam na wszystko, szybko przystępujemy do przepakowania bagaży. Chowamy aparaty, telefony, upychamy wszystko w jeden plecak przeznaczony do przechowalni... i do kolejki...


Bilety wstępu po 16 euro od osoby i owszem, są sprzedawane, ale przy okienku signorina mi parla, że mogę kupić dopiero na 8 maja. A mamy 29 kwietnia... :roll:


Romek nawet się zbytnio nie zmartwił, bo dla niego zwiedzanie bez aparatu się nie liczy. Ale dla mnie to prawdziwy cios w serce. Tak długo czekałam na ten dzień i tyle sobie naobiecywałam... Przecież tam czekają na mnie moi "wszyscy święci" - z Carravagiem na czele.

Jeszcze nie daję za wygraną, jeszcze mam nadzieję, że może jakiś "konik" mi zaproponuje po okazyjnej cenie, albo może jakieś last minut. Ale nic podobnego się nie stało, więc mimo głębokiego żalu i zawodu, opuszczamy hol galerii.


Jednak nie potrafię tak zupełnie machnąć ręką, więc wołam jeszcze Romka do sklepiku z pamiątkami, gdzie wertując liczne wydawnictwa i reprodukcje, przeglądam zbiory muzeum, dopełniając tym samym swojego teoretycznego przygotowania do zwiedzania i równocześnie pogłębiając żal, z powodu niespełnionych marzeń i niezrealizowanych planów.

Trudno mi się rozstać z tymi papierowymi "świętymi". Jeszcze zaglądam w papierowe oczy Zeusa i Prozerpiny, Apolla i Dafne. Jeszcze podziwiam doskonałość męskiego ciała Dawida. Jeszcze analizuję "Miłość niebiańską i miłość ziemską" i przyglądam się "Choremu Bachusowi" i "Dawidowi z głową Goliata" i podziwiam Rubensową "Zuzannę i starców" i "Paulinę Bonaparte" Canovy, odkrywam "Prawdę odsłoniętą przez Czas" i mogłabym tak bez końca... Ale trzeba jakoś ten żal ukoić...

Na koniec chcę jeszcze kupić "Chłopca z koszem owoców" Caravaggia, ale Romek mnie urealnia pytaniem, gdzie zamierzam go powiesić... roll: Odpuszczam...


Gdy już w głębi duszy spisałam ten dzień na straty, wtedy niespodziewanie wydarzyło się coś zupełnie nieoczekiwanego...


Wyszliśmy z pałacu i zamierzaliśmy już opuścić park, ale w ostatniej chwili Romek jeszcze zaproponował, żebyśmy zrobili sobie rundkę wokół pałacu i zobaczyli jak wygląda "od podwórka".

Okazało się, że jest tam o wiele ładniej niż z frontu...
















Na otarcie łez poszłam sobie pospacerować wśród zadbanych trawników i wystrzyżonych żywopłotów oraz pozaglądać w oczy postaciom na cokołach.
Nie były to dzieła Berniniego ale niektóre naprawdę piękne... A na dodatek każda z nich przywołuje jakiegoś dawne ducha z literatury, historii i ogólnie szkolnej przeszłości...

Romek tymczasem chodzi swoimi ścieżkami i swoim zwyczajem zagląda tu i ówdzie, a głównie tam, gdzie nie wolno :wyszczerzony:


W pewnym momencie przywołuje mnie pytaniem, czy aby nie chciałabym zobaczyć "Porwania Prozerpiny"...
Ponury żart, myślę sobie.., ale widzę, że jest skupiony i poważny i że zapuszcza obiektyw przez jedno z otwartych okien na parterze budynku...

Zbliżam się i oczom własnym nie wierzę... Na przeciwko mam jak na dłoni taki oto widok...









To przecież nikt inny jak Pluton i Prozerpina we własnych marmurowych osobach, stworzonych przez Berniniego, który pokazał ich w momencie, gdy bogini Prozerpina wyrywa się z silnych objęć Plutona, gdy właśnie zamierza ją porwać i uczynić małżonką i panią podziemnego świata.


Sytuacja jest tak niewiarygodna i zabawna, że oczy przecieram ze zdumienia i równocześnie pękam od powstrzymywanego śmiechu radości...


Gdy już napatrzyłam się do woli i nieco wewnętrznie wyciszyłam, to tak od niechcenia rzuciłam w kierunku Romka pytanie: "a może tu jest jeszcze jakieś drugie okno" :?:


I było...kolejne otwarte okno... a w nim... Apollo i Dafne... :lol:






Zakochany Apollo ściga nimfę Dafne, która zamienia się w drzewo laurowe. A rzeźba przedstawia moment, w którym dotykane przez Apolla ciało Dafne, zaczyna pokrywać się korą, a z rąk wyrastają jej gałęzie i liście. Coś wspaniałego...

Głupawy chichot radości... mąci mi tylko niepokój, na ilu monitorach w Rzymie widniejemy w tym momencie, jako potencjalni złodzieje dzieł sztuki...


Przed opuszczeniem parku Villa Borghese, wyjmuję mapkę Rzymu, żeby zlokalizować jeszcze jedno ważne miejsce, o którym wiem, że jest zagubione gdzieś w tej gęstwinie uliczek i zieleni...

Szukając go po drodze uwieczniamy jeszcze trochę klimatu parku...














A takiego widoku nie spodziewałam się tam ujrzeć..., nasi też tam byli... ale bez naklejek Camperteamu... :szeroki_usmiech



I wreszcie, jest... To poszukiwany przez nas Plac Henryka Sienkiewicza...

Jestem trochę zawiedziona, bo okazuje się bardzo skromny, szczególnie po wizycie u Goethego.
Ale przecież nie marmury świadczą o zasługach i wartości człowieka...




Stojąc na tym skromnym placyku, rozmyślam o jego Rzymie z "Qvo vadis" i sama siebie pocieszam, że marmur przecież nie wieczny, ale Nobla to mu nikt nie zakwestionuje i nie zabierze :lol:


"Qvo vadis" znamy wszyscy, zna cały świat, ale jest jedno krótkie zdanie napisane przez Henryka Sienkiewicza, które znają nieliczni...

"Każdy cywilizowany człowiek ma dwie ojczyzny: własną i Włochy".


I to by było na tyle... :szeroki_usmiech


CDN
  
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
 
Wyświetl szczegóły
Więcej szczegółów
Wystawiono 1 piw(a):
Tadeusz
zbyszekwoj 
Kombatant


Twój sprzęt: Rapido 707F
Pomógł: 5 razy
Dołączył: 24 Kwi 2013
Piwa: 329/223
Skąd: Lublin
Wysłany: 2016-02-25, 08:52   

Santa napisał/a:
I było...kolejne otwarte okno...


Szkoda , że nie było kuchennych drzwi... :haha:
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
Tadeusz 
Administrator
CamperPapa


Twój sprzęt: Fiat Talento Hymercamp
Nazwa załogi: Kucyki
Pomógł: 16 razy
Dołączył: 06 Lis 2007
Piwa: 1610/2356
Skąd: Otwock
Wysłany: 2016-02-25, 10:07   

Santa napisał/a:
żebyśmy zrobili sobie rundkę wokół pałacu i zobaczyli jak wygląda "od podwórka".

Okazało się, że jest tam o wiele ładniej niż z frontu...


To tak jak w życiu. Często tak bywa, ale jeszcze częściej na odwrót.

Dziękuję Lucynko za sympatyczne chwile z Rzymem i Wami. :kwiatki:

:pifko
_________________
W życiu najlepiej jest, gdy jest nam dobrze i źle. Kiedy jest tylko dobrze - to niedobrze.
Ks. Jan Twardowski.
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
Wojciechu 
Kombatant


Twój sprzęt: był - ducato frankia,jest- burstner t603
Nazwa załogi: marwoj
Pomógł: 6 razy
Dołączył: 20 Wrz 2013
Piwa: 157/150
Skąd: Zgierz
Wysłany: 2016-02-25, 10:17   

.... bo wszystko co nas w życiu kręci warte jest przeżycia - czasem opowiedzenia i pokazania tego. Dzięki :bukiet: :spoko
_________________
prof-os

Jesteśmy jedyni i niepowtarzalni, pamiętajmy tylko że niedoskonali…
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum

Dodaj temat do ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
*** Facebook/CamperTeam ***